Nie róbta Wielkiej Orkiestry Świątecznych Szczepień

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ja już nie mogę słuchać o tych szczepieniach, tej całej wielkiej jakoby lekcji odpowiedzialności i solidarności społecznej i tym zwycięstwie ludzkości nad białkiem dimeru esterazy hemaglutyniny, czy tam jakimś tam. Ja wiem, że już jest za późno, że mikrofony, kamery i ekrany już się grzeją, że klawiatura stuka jak końskie kopyta w góralskim orszaku ślubnym i u rządzących panuje taka ekscytacja jak kiedyś na wiosce, gdy Cygan z patelniami na sprzedaż zajechał. Jednak ja wam szczerze radzę: zrezygnujcie z tego widowiska z tej całej promocji. Jest ona niepotrzebna, głupia i szkodliwa i niesie ze sobą ryzyka, których domniemane spece od rządowej propagandy nie są w stanie przewidzieć. Ale wiem, pokusa błyszczenia, małpowania, manipulowania jest przemożna, jak Armia Czerwona niezwyciężona.

 

Nie będę się sadził na temat akcji szczepienia przeprowadzonej przez WUM, bo niemal wszystko już o tym zostało powiedziane, a ja opinię mam jak najgorszą, czyli populistyczną. Teorii na temat tego i owego, i sławy szczepiono dlaczego, jest mnóstwo, a co jedna to głupsza. Niemniej jednak jedna nawet na tym tle się wyróżnia. Chodzi mianowicie o opowieści o tym, jaki walor promocyjny ma wynikać z zaszczepienia znanego i lubianego. Ambasadorowie szczepień. Taaa. Za PRL byli ambasadorowie mięsa spod lady. W „Misiu” wyglądałoby to tak: A teraz przed państwem znany i lubiany artysta sceny i estrady Bogdan Bogdan w piosence na ludową nutę „Oj da dana ta szczepionka jest kochana”. Dziś może to być jakiś raper o ksywie O Che WhoYou. Ja do Bogdana i rapera pretensji nie mam. Brak występu w akcji promocyjnej może znaczyć, że się przestaje człek w show-biznesie liczyć. A czasy ciężkie. Ja pretensje mam do tych wszystkich speców od propagandy, którymi władze się otaczają. Wróć, właściwie nie do nich, ale do władz, że dają się tym naciągaczom od propagandy nabierać i wieść jak krowy na powróśle.  Żadna propagandowa akcja nie jest potrzebna. Nie trzeba prosić żadnych znanych i lubianych i marnować dziesiątków milionów złotych na całkowicie bezsensowną akcję. Oczywiście art directorzy z agencji reklamowych, jacyś tam copywriterzy, senior planerzy i strategic dyrektory i spin doktory będą wmawiać, że dla dobra Polaków, trzeba te 40 procent Polaków co się szczepić póki co nie chce, przekonać do tego, by nakłuć się dali. To dotyczy też państwa dziennikarstwa. Opanujcie tę egzaltację, to misyjne wzmożenie, to przekonanie o posłannictwie.

Trzeba odróżnić dwie akcje: informacyjną od propagandowej. Ta pierwsza ma zasadniczo jeden cel: przekazać obywatelom szczepionkowym ochotnikom, kiedy i gdzie mają się na zastrzyk zgłosić. Ewentualnie jak mogą się tego dowiedzieć, jak i gdzie mogą się umówić. Tu spece od komunikacji są potrzebni by określić, do których obywateli należy wysłać wici, a którym wystarczy internet, czy słowo na niedzielę. Oddzielną kwestią jest promocja, czyli zachęcanie ludzi, by szczepieniu się poddali.

W Polsce jest około 31 milionów wytypowanych do zastrzyków. Wszystko wskazuje na to, że do końca roku w Polsce całkowicie zaszczepionych, czyli dwa razy ukłutych może być około 12 milionów osób. I to nie ze względu na słabą wydolność systemu, ale ze względu na to, że Unia zakontraktowała nam tylko tyle szczepionek i póki co więcej nie będzie, bo producenci nie nadążają. Chyba że zdarzy się cud i pojawi się zakontraktowana szczepionka francuska, na co się nie zanosi. W fabryce Sanofi szykuje się strajk z powodu masowych zwolnień.  Półtora roku upłynie więc, do czasu, gdy zaszczepieni będą wszyscy, którzy dziś deklarują chęć zrobienia tego. Około 18 milionów osób. Pozostali nie chcą, albo nie mają czasu, zarobieni są, może później się zdecydują, czy co tam. Mamy więc półtora roku, by w ogóle się tą grupą nie przejmować, no, chyba że ktoś planuje wariant siłowy: łapanie, wiązanie, nakłuwanie. O orwellowskich pomysłach typu zakaz wyjścia z domu bez zaszczepienia przyjdzie jeszcze nieraz później pogadać. 

Tak więc będziemy mieli 18 miesięcy nieustannej promocji szczepień. Dzień w dzień jak dziś meldunki o liczbie zarażonych, będą słane raporty o zaszczepionych. Zakładam, że już po 2 miesiącach milion zdrowych i rumianych obywateli będzie szczęśliwie i z ulgą kroczył ulicami naszych miast i wiosek. Jakiej więc jeszcze reklamy trzeba? Oto będziemy mieli przed sobą żywe dowody, iż szczepionka działa. W ciągu półtora roku to niektórzy zaszczepieni i rozmnożyć się zdołają, co ostatecznie zada kłam teoriom, jakoby szczepionka miała pozbawić nas płodności, bo chodzi o depopulację Ziemi. Już dziś słyszymy głosy szczepionkosceptyków, że decyzję podejmą, gdy po znajomych zobaczą jakie są efekty „eksperymentów” na nich przeprowadzanych. Czyż może być lepsza reklama szczepień niż widok hożej dziewoi i hyżego młodzianka z ich rozświergotanym jak ptaszę dziecięciem?

Szczepienia mają być też dowodem na zwycięstwo nauki. Co niby więc Cezary, czy Radosław Pazurowie mogą nam naukowego obwieścić na temat szczepień. Lubię chłopaków, z jednym nawet na nartach bywałem, ale z całą sympatią: Czaruś, co ty k..wa wiesz o zaszczepianiu? Te wszystkie emocjonalne wystąpienia do serca i sumień się odwołujące etc. dobre są przy zbieraniu pieniędzy na studnie w Afryce, ale nie mają większego sensu, gdy chce się mówić o nauce, oświeceniu i np. ciele przeciwmonoklonalnym. Albo chcemy przekonać ludzi do nauki, albo odwołać się do uczuć, a wtedy przynajmniej w kwestii szczepienia traktujemy ich jak głupków. 

Są jeszcze sprawy groteskowe. Jak mogą wyglądać propagandowe akcje w wykonaniu obecnych władców i usłużnych im mediów przekonywaliśmy się już nieraz. Latem obwieszczano wielki triumf dyplomacji i prezydenta Dudy, gdy zapewniano, iż jako pierwsza nacja na świecie będziemy mieli dostęp do amerykańskiej szczepionki.  Co z tego wyszło, wszyscy wiemy i pokornie czekamy w kolejce przez Unię ustawionej. Bardzo zabawnie było u światowego czempiona szczepień. Premier Izraela Netanjahu postanowił zrobić sobie zdjęcie z milionowym szczęśliwcem, któremu się wkłuto. Ha, ha, ha, okazał się nim morderca. 

To są wszystko jednak tylko śmiesznostki, drobiazgi, a chodzi o rzeczy znacznie poważniejsze. O to, że państwo cały swój autorytet kładzie na jedną i już ostatnią kartę, a kampania promocyjna może zrobić krzywdę wielu ludziom. Kolejne akcje walki z pandemią przynoszą bardzo umiarkowane, żeby nie powiedzieć liche skutki. Od roku żyjemy nie tylko w prawie permanentnym zamknięciu, ale też w stanie niemal paranoi i histerii kreowanych przez dystopijną rzeczywistość. Zamknięciu towarzyszą depresje, załamania nerwowe nie tylko z powodu odcięcia nas od naszych spraw, naszych bliskich, odebrania nam normalności i celów w życiu. Jakież bowiem można teraz mieć plany? Chodzi też o lęki związane z przetrwaniem. Nie tylko materialnym dlatego, że ludzie tracą dorobki swego życia, ale też o to najbardziej podstawowe – biologiczne. Inaczej mówiąc, ludzie boją się choroby, cierpienia i śmierci. 

Szczepionka jest największą i na razie ostatnią obietnicą. Wszystkie inne tak naprawdę zawiodły. Jak będziecie nosić maseczki, myć ręce i dezynfekować je do kości, jak zamkniemy wszystko, jak zamkniecie się w domu, jak się nie będziecie spotykać, jak nie będziecie świętować i odwiedzać najbliższych, jak to, czy tamto to zaraza minie i wrócimy do życia. A co jeśli i akcja szczepień zawiedzie? Jeśli efekt okaże się średni, taki sobie. Że szczepionka czasami działa czasami nie, że zaszczepiono za mało, albo nie w tej kolejności itd. Niemcy twierdzą, że pod koniec roku prawdopodobny, przynajmniej u nich, jest kolejny lockdown związany z którąś już tam falą pandemii, bo i tak nie zdąży się zaszczepić odpowiedniej liczby osób. Jeśli miałoby się tak stać u nich, to i u nas się wydarzy. Po co więc te wielkie akcje z ze szczepieniem. Będzie nam wmawiane, że bez nich byłoby gorzej? 

Ledwo rozpoczęto szczepienia, a już okazuje się, że są opóźnienia i być może będą coraz większe, bo Pfizer ogranicza dostawy. Tłumaczy, że po to, by zwiększyć moce produkcyjne. Może rzeczywiście tak jest, ale wprowadzany jest kolejny element niepokoju. 6 krajów członkowskich z północy Europy żąda wyjaśnień i domaga się od Ursuli von der Leyen interwencji, bo opóźnienia w dostawach psują harmonogram. Trzy kraje nadbałtyckie oraz Finlandia, Dania i Szwecja piszą o „podważaniu zaufania do szczepień”. Poszczególne kraje walczą o swoje. Węgrzy ogłosili, że szczepić się będą też rosyjskim specyfikiem Sputnik V. Owa unijna szczepionkowa solidarność rwie się na strzępy.  Ustalmy: nigdy jej nie było. Codziennie mamy na to nowe dowody.

Codzienne ponure statystyki oznaczają, że ktoś szczepienia nie doczekał. Czasami, że przyszło za późno. Im większe rozbudzone nadzieje, tym większy ból zawodu, żalu, a czasami i gniewu. Że coś się nie udało, że ktoś w kolejce wyprzedził – może znów jakiś nadzwyczaj ważny obywatel, który przypadkowo z tragarzami przechodził, albo prokurator, czy egzekutor podatkowy, których miłościwie panująca władza wcisnęła.

Pojawia się też kolejny poważny problem. Okazuję się, że wcale nie jest oczywiste, iż należy szczepić seniorów, którzy są bardzo leciwi. W Norwegii badanych jest kilkanaście przypadków zgonów po podaniu szczepionki osobom w bardzo zaawansowanym wieku. I nie chodzi tu o czystą statystykę, czyli o to, że gdy zaszczepimy całą populację, to okaże się, że umierają tylko zaszczepieni. Chodzi o bezpośredni związek pomiędzy podaniem szczepionki a zgonem. Norwedzy nie wykluczają, że u osób starszych niepożądane skutki uboczne mogły doprowadzić do śmierci. Podobne problemy pojawiły się we Francji, czy Niemczech. Wraz z większą liczbą zaszczepionych więcej będzie wątpliwości. A co jeśli się okaże, że osoby powyżej pewnego wieku, czy z określonymi schorzeniami, osłabione etc. w ogóle nie powinny przyjmować szczepionek. Nadzieja rozbudzona, zgłaszają się setki tysięcy, a tu nagle trzeba zacząć tłumaczyć, by zrezygnowali.  Kto to zrobi? W jaki sposób? Czarek Pazura wystąpi?

Powszechnie mówi się o wielkim wielkich problemach psychicznych i emocjonalnych jakie wywołuje izolacja i poczucie zagrożenia. Na wizytę u psychiatry trzeba już czekać wiele miesięcy. Problemy będą się tylko wzmagać, gdy nadzieje związane ze szczepionką, okażą się przynajmniej w niektórych przypadkach płonne. Samemu oczekiwaniu na moment zaszczepienia towarzyszą duże emocje. Po co je jeszcze podsycać?

Wszystkie wielkie akcje propagandowe organizowane w związku z pandemią kończyły się porażką. Czasami tylko w formie groteski jak lądowanie w Polsce największego powietrznego statku świata z maseczkami, czasami w formie tragifarsy jak w Hiszpanii, gdzie feministyczne marsze pod hasłem „woman power: nam koronawirus niestraszny” okazywały się wielkimi rozsadnikami infekcji, czasami były katastrofą jak w przypadku Trumpa, który z właściwą sprzedawcom przesadą i entuzjazmem co mniej więcej dwa miesiące ogłaszał zbliżające się zwycięstwo. Jak wyszło, wszyscy wiemy. Rok czasu powinien nauczyć władców i heroldów pokory. Emocje trzeba studzić, a nie zachęcać do wyścigu po jakieś cudowne rozwiązanie. 

Inne wpisy tego autora

Pandemia strachu i chaosu

Poleję wazeliną: Tomek Wróblewski wrócił w wielkim stylu. W ostatniej audycji opowiedział o towarzyszącym nam, czy też raczej wpajanym od 20 miesięcy strachu. Wzniecany lęk

Debata o niewoli słowa

Kilka dni temu przysłuchiwałem się zorganizowanej przez WEI w Świetlicy Wolności debacie na temat, a jakże, wolności słowa. Relacjonował jej nie będę, nie chcę też