Szczepienia: wolność ma swoje granice

Szczepienia: wolność ma swoje granice
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Prezydent Andrzej Duda jest stanowczym przeciwnikiem obligatoryjnych szczepień. Jego zdaniem: „jest obowiązkiem ze strony polskiego państwa zapewnienie możliwości zaszczepienia. Można zachęcać, stworzyć programy edukacyjne, natomiast bez stosowania rozwiązań o charakterze przymusowym”. Tomasz Lis skomentował to na Twitterze: „[…] Szkoda, że wolność zarażania i narażania na śmierć innych, to jedyny rodzaj wolności, za którym opowiedział się w ostatnich sześciu latach”. Ironia redaktora „Newsweeka” niestety niezbyt celna. Niestety, prezydentowi o żadną wolność w tej wypowiedzi nie chodziło.

Andrzej Duda obawia się, że obowiązek szczepień może spowodować niepokoje społeczne i wspomina o „narodowym charakterze” i „przekorze Polaków”. – Jeśli ludzie będą do tego zmuszeni, to będziemy mieć niedobrą sytuację, która naprawdę pogorszy nastroje – wyjaśnia prezydent.

Nic tu nie ma o wolności człowieka w sprawach decydowania o własnych wyborach. Nic o opiniach ekspertów medycznych, że obowiązek szczepień miałby być zbyteczny. Obawa przed gniewem ludu i troska o nastroje społeczne. Postawa bardzo charakterystyczna dla obozu władzy: róbmy tak, jak większość chce, a zwłaszcza jak chce nasz elektorat. A czy ma to jakiś sens ekonomiczny, społeczny, a teraz sanitarny, to już mniej istotna sprawa. Populizm w czystej postaci. Ale o tym pisano już wielokrotnie.

Wróćmy więc do szczepień i do wolności. Wiadomo już, że szczepionka chroni przed ciężkim, tym bardziej śmiertelnym przebiegiem choroby. Według niemieckich analiz, osoby zaszczepione stanowią 12–13 procent pacjentów covidowych, którzy trafili do szpitali (odsetek zbliżony do skuteczności deklarowanej przez producentów szczepionek). O przypadkach śmiertelnych jakoś nie słychać. Podobnie nie słychać o śmiertelnych ofiarach przyjętej szczepionki (podobno są bardzo nieliczne zgony, ale w fotelach dentystycznych ludzie też umierają). Podaję te banalne fakty na portalu dla czytelników, którzy zapewne doskonale to wiedzą, ale zawsze w towarzystwie znaleźć można myślących inaczej. Jeden ze znajomych od lat przekonuje mnie, że ceny nieruchomości już za moment zaczną spadać. Fakty, analizy rynku, są mu obojętne. Nie da się rozmawiać.

Natomiast z wolnością sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Myślę, że najlepiej upraszcza ją słynna definicja, którą podał francuski myśliciel polityczny i socjolog Alexis de Tocqueville: „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Nieco później kwestię wolności fajnie poruszał jego rodak, laureat nagrody Nobla Jean-Paul Sartre. Stwierdził on, że wolność jest międzyludzka i rodzi konflikt o nakładające się strefy wolności. Stąd słynne zdanie: „Piekło to inni”. Ale w dziele opublikowanym już po jego śmierci (1983 r.) znalazła się myśl, że nie można mieć na celu swojej wolności, nie mając jednocześnie na celu wolności innych.

Jak to się ma do szczepień? Od dzieł wielkich myślicieli przejdźmy do Facebooka. Tam na profilu szczepienia.info znalazłem wpis właśnie z powołaniem się na Tocqueville’a i wyjaśnieniem: „[…] Czy można zmuszać lekarzy i pielęgniarki do tego, żeby chronili swoich pacjentów przed ciężkimi chorobami zakaźnymi wszelkimi dostępnymi sposobami? Odpowiedź chyba nasuwa się sama: jeśli ktoś decyduje się na pracę z ciężko chorymi ludźmi, to nie może sam decydować o tym, czy umyć ręce przed zabiegiem, założyć rękawiczki ochronne przed podaniem zastrzyku, założyć fartuch i maskę chirurgiczną do operacji lub zaszczepić się przeciw chorobie zakaźnej”.

Czy można coś zarzucić logice tego prostego wywodu wiążącego wolność z odpowiedzialnością? Nie. A co z innymi profesjami? Nauczyciele, przedszkolanki, akwizytorzy, konduktorzy, sprzedawcy, personel kolejowy i lotniczy, taksówkarze, policjanci, wróżbici… Można tę listę ciągnąć w nieskończoność. Tak jak w nieskończoność ciągnąć się będzie spór o obowiązek szczepień, czy okazywania paszportów covidowych w restauracjach i hotelach, co ma miejsce teraz w wielu europejskich krajach.

W jaki sposób osoba niezaszczepiona narusza moją wolność? Pisałem, że tylko 12–13 procent zaszczepionych trafia do szpitala w wyniku infekcji. Tylko i aż. Czy chciałbyś chorować, mimo że sam się zaszczepiłeś, ale losowo zaraził cię gość, który tego nie zrobił w imię fałszywie, naiwnie i prymitywnie zdefiniowanej wolności?

A leczenie i hospitalizacja niezaszczepionych z własnego wyboru? Dlaczego, jako podatnik, mam ponosić tego koszty? Skoro dokonali takiego wyboru, niech wezmą również finansową odpowiedzialność za swoją decyzję. Trwają słuszne protesty przepracowanych i źle wynagradzanych ratowników medycznych. Nie ma pieniędzy w budżecie ? Niech podwyżki sfinansują antyszczepionkowcy. To ich ratownicy wozić będą do szpitali.

A panu Prezydentowi polecam prowadzić dyskusję w oparciu o tu przedstawione fakty, argumenty i wartości. Narodowy charakter i przekorę Polaków zostawmy na inne debaty.

Inne wpisy tego autora

Choroby groźniejsze niż COVID

Jeśli ktoś myśli i jeszcze to publicznie głosi, iż w szpitalach leżą statyści lub jest to reset światowych finansów, to mnie to nie przeszkadza. Jest