Szansa na tańsze paliwa dzięki KE?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Rzadko się zdarza, że Komisja Europejska robi coś dobrego dla polskiego konsumenta. Owszem, wejście do UE zwiększyło konkurencję na rynku, obniżając ceny, ale wprowadzone potem przez ciotkę Unię kolejne regulacje i programy naprawy świata działały zwykle w przeciwnym kierunku. Przy okazji fuzji Lotosu z Orlenem może być inaczej – w wyniku decyzji KE polscy konsumenci mogą zyskać, a właściwie to oszczędzić na paliwie.

Przypomnijmy: w 2018 r. PKN Orlen wyraził chęć przejęcia Lotosu, ale żeby chęć ta mogła się zmaterializować, zgodę musiała wyrazić Komisja Europejska. Chodziło w końcu o połączenie dwóch olbrzymich podmiotów gospodarczych, a nie jakichś tam malutkich, niewiele znaczących „firemek”. KE zdecydowała, że transakcja może dojść do skutku pod pewnymi warunkami: należy jednocześnie sprzedać 30 proc. Rafinerii Gdańskiej i 80 proc. stacji paliwowych Lotosu. Chodziło o zapewnienie konkurencyjności na rynku. Oczywiście, decyzja o tym, komu należałoby odsprzedać te aktywa, należy już do Polaków i tu na tzw. giełdzie pojawia się kilka dużych nazw, w tym koncerny Saudi Aramco i węgierski MOL.

Całość operacji ma, oczywiście, wydźwięk geopolityczny. Dobrze byłoby, gdyby rynek paliw, uznawany przez wielu za sektor strategiczny, był „bezpieczny”, tj. by paliw w Polsce nigdy nie zabrakło, a także by ich podaż nie zależała od państw, które są Polsce niezbyt przyjazne. Konsumentów – tzw. statystycznych Kowalskich i Nowaków – interesuje jednak przede wszystkim to, czy połączenie Lotosu z Orlenem wpłynie na ceny w dystrybutorach.

Ceny paliw zależne są głównie od ceny ropy oraz od indywidualnej marży danej stacji (która z kolej determinowana jest m.in. lokalizacją). Teoretycznie więc nie powinno się zmienić wiele, gdyż na te czynniki ani fuzja Orlenu z Lotosem, ani potencjalny trzeci gracz nie mają wpływu.

Przyjrzyjmy się jednak ogólnemu krajobrazowi paliwowemu Polski. Obecnie Lotos i Orlen jako koncerny państwowe grają do tej samej państwowej bramki, a więc w praktyce i pewnym przybliżeniu można traktować je już teraz jako jeden podmiot. Wprowadzenie nowego gracza nie będzie zatem prostym zastąpieniem „znikającego” Lotosu, a realnym powiększeniem grona firm zajmujących się w Polsce sprzedażą paliw. Decyzja KE oznacza nie tylko utrzymanie, lecz nawet zwiększenie konkurencji na rynku, a większa konkurencja może przełożyć się na niższe ceny.

Dodatkowo na rzecz prognozy, że ceny spadną, świadczy także nakaz KE, by sprzedać także bazy paliwowe, których brak ograniczał konkurentom Orlenu i Lotosu możliwość importu paliw do Polski. Większy import może zwiększyć zdolność tych firm do konkurowania ceną.

W ten sposób właśnie KE może sprawić, że polscy kierowcy oszczędzą trochę pieniędzy. Nie łudźmy się jednak, że te oszczędności będą duże. O jednym komponencie cenowym paliw nie wspomniałem – o podatkach. A tych nikt obniżać nie zamierza.

Inne wpisy tego autora