Co trzeba wytatuować Aleksandrowi Kwaśniewskiemu

Dariusz Matuszak
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wiadomo co – przedramię. Ale co na nim – kod kreskowy? Piktogramy? Numer? Kombinację liter i cyfr jak w tablicach rejestracyjnych, czy w dowodzie? Ale od początku. Wybrał się nasz były prezydent Aleksander Kwaśniewski do restauracji w Wiedniu. A tam jakże przykra niespodzianka. Pojawia się austriacki funkcjonariusz gastronomiczny, wyciąga przed siebie na całą długość rękę i tym gestem zatrzymuje naszego krzewiciela wartości i wolności europejskich: Halt! – stać. A Hygieneauswais, przepustka sanitarna gdzie? – pyta czuwający nad czystością sanitarną austriacki funkcjonariusz gastronomiczny. Szuka nasz obrońca demokracji i praworządności po kieszeniach, szuka, obmacuje się precyzyjnie, a tu nic, nie ma. Aleksander Kwaśniewski nie wziął ze sobą telefonu komórkowego – urządzenia z aplikacją potwierdzającą czystość sanitarną Aleksandra Kwaśniewskiego. Na nic się zdały prośby, przysięgi, zapewnienia towarzyszącego mu, byłego kanclerza Austrii, że Aleksander Kwaśniewski jako prawdziwy praworządny Europejczyk, lojalny obywatel Europy przyjął dobrowolnie obowiązkową, przepisową dawkę szczepionki. Austriacki funkcjonariusz gastronomiczny był nieugięty. Kto nie ma Hygieneauswais ten nie je. I chcąc nie chcąc nasz światły krzewiciel praworządności i praw konstytucyjnych musiał na głodnego do hotelu dygać po telefon z przepustką sanitarną.

Trzeba przyznać, że może zaimponować austriacki porządek, poczucie praworządności. U nas w Polsce, gdzie nie mamy jeszcze tak ugruntowanej tradycji czystości sanitarnej, odbyłoby się to zupełnie inaczej. Nasz funkcjonariusz powiedziałby: Dobra wchodź pan – zrobiłby sobie z byłym prezydentem i byłym kanclerzem selfie, a ci zadowoleni być może wsunęliby mu nawet do kieszeni stówę – zaliczkę na poczet napiwku. Ale nie w Austrii z jej najlepszymi na świecie regulaminami, dziedzictwem procedur, a przede wszystkim tym jej unikalnym poczuciem ładu i odpowiedzialności, gdzie każdy, nawet europejski Aleksander Kwaśniewski i kanclerz poddawany jest tym samym formalnościom i czynnościom sprawdzającym. To musiała być piękna scena – może nawet jak z filmu „Upadek”. Pamiętacie Państwo – ostatnie godziny przed upadkiem Berlina. Rosjanie zdobywają miasto, na ulicach trwa rzeź, a w podziemiach swego bunkra Adolf Hitler bierze ślub ze swą wybranką Ewą Braun. Przed młodą parą siada urzędnik stanu cywilnego świadomy, że ma do czynienia z wodzem tysiącletniej Rzeszy, a mimo to pyta go o czystość rasową, czy aby Führer Hitler, albo oblubienica Fraulein Braun nie mają domieszki krwi żydowskiej, która by mogła skazić tę czystą germańską. Ani spadające bomby, śmierć i pożoga, ani sam Hitler nie powstrzymają urzędnika przed wypełnieniem swego obowiązku. O ileż lepsza byłaby Polska, gdybyśmy i my mieli taki etos pracy, czystości i odpowiedzialności.

Ale wróćmy do przykrej historii, jaka spotkała naszego umiłowanego utrwalacza Unii Europejskiej Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie przydarzyłoby mu się to, gdybyśmy w tej naszej postępowej epoce cyfrowej mieli też tradycyjne zabezpieczenia. Z telefonem jako nośnikiem przepustki sanitarnej jest kłopot. Możną go zapomnieć jak to się zdarzyło Aleksandrowi Kwaśniewskiemu albo specjalnie zostawić, by ktoś tam nas nie namierzał, po jakich lokalach się włóczymy. Można zgubić albo ktoś może ukraść. Bateria się wyczerpie, upadnie i się rozpadnie, szybka się stłucze. Co jakiś czas się go wymienia na nowszy model. Wszystkie te okoliczności mogą sprawić, że nie będziemy w stanie przedstawić na posterunkach, czy w czasie rutynowych kontroli naszego Hygieneauswaisu. Dlatego można rozważyć specjalne tatuaże dla sanitarnie czystych, czyli zaszczepionych. Taki tatuaż zawierałby zakodowaną informację o datach szczepienia, terminie przydatności, jaką substancję przyjęto, kiedy trzeba zgłosić się po następną dawkę etc. Tatuaż się nie zgubi, nie zapomni się go i nie zostawi w hotelu, nie wytrze się, nie popsuje, nie zbije, nie podrze, nie spali przypadkowo, chyba że z nosicielem, ale z epidemiologicznego punktu widzenia i tak wiadomo, że martwy osobnik nie zagraża czystości sanitarnej środowiska zaszczepionych. Po pogrzebie ludzie martwi w imprezach zbiorowych nie uczestniczą ani zarazą nie zieją. – Miejmy nadzieję, że wystarczająca większość się zaszczepi, po to, aby ci pozostali nie byli tak groźni dla otoczenia – mówił Aleksander Kwaśniewski w Polsat News.

Ważne jest też nasze zdrowie psychiczne i z tego punktu widzenia tatuaż jest znacznie bardziej praktyczny niż aplikacja w telefonie. Chcąc przebywać wśród zdrowych i czystych sanitarnie, nie będziemy przecież wymagać, by wszyscy wyciągali telefony i pokazywali nam odpowiednią aplikację. A podwinięty przecież bez żadnej ostentacji rękaw, przedramię naturalnie odsłonięte, może nam dać pewność, że mamy do czynienia z osobą wyższej klasy zdrowotnej, więc bez obaw możemy siedzieć obok niej w poczekalni przychodni lekarskiej. Być może dla odróżnienia, ci sanitarnie niepewni mogliby nosić jakieś opaski. Ewentualnie można rozważyć kolczykowanie zaszczepionych – system okazał się przecież bardzo skuteczny przy hodowli zwierząt. Te rozwiązania nie mają jednak w sobie praktyczności tatuażu, który może być nośnikiem bardzo wielu informacji. O ileż bardziej praktyczny jest też tatuaż, gdy dochodzi do wypadku. Nieprzytomna ofiara, w szoku nie poda PIN-u do telefonu, albo aparat się zniszczył, więc nikt się nie chce rannym, który może być sanitarnie skażonym zająć. Wożą taką ofiarę od szpitala do szpitala i nikt przyjąć nie chce.

Niektórzy opowiedzą się za tatuowaniem kodu kreskowego. Fakt, bardzo nowoczesny w formie i treści, bo może nieść dużo informacji. Mam jednak pewne wątpliwości. Obywatele mogą czuć się nieco uprzedmiotowieni, mogłyby się podnieść głosy, że traktuje się ich jak towary w sklepie. Dlatego też ja opowiadam się za tatuowaniem numeru. Ta forma ma już tradycje i była sprawdzana na dużych grupach ludności. Z numerem łatwiej się utożsamiać, można nawet powiedzieć, że jest na swój sposób romantyczny. Przecież można wprowadzić dla szczególnie sanitarnie czystych i lojalnych możliwość wybrania sobie numeru: czy to będzie data ślubu, czy zgonu teściowej, a może obrony pracy doktorskiej z epidemiologi społecznej i genderowej. Być może byłaby też pula złotych numerów dla szczególnie zasłużonych utrwalaczy czystości sanitarnej jak Czarek Pazura. To mogłyby być daty wspaniałych zwycięstw jak Bitwa pod Grunwaldem, Odsiecz Wiedeńska etc. wielkich wydarzeń – 03051791 na cześć Konstytucji 3 Maja, 22071944 – numer np. specjalnie dla Aleksandra Kwaśniewskiego na cześć Manifestu Lipcowego.

Funkcjonariusze sanitarni prostym urządzeniem łączyliby się z centralną bazą danych i tam podając numer poddanego weryfikacji higienicznej, dowiadywaliby się, kiedy się szczepił, czym, kiedy ma dobrowolnie przymusowy przegląd, jaki jest termin ważności homologacji sanitarnej etc. System powinien być otwarty i elastyczny, by można było uwzględniać mutacje: brazylijską, indyjską, radomską etc., wariant Delta, Omega, Alfa, Beta, Gamma, Pi, Jota, czwartą, piątą, siedemnastą falę. Bazę można by w przyszłości poszerzać o kolejne funkcjonalności i informacje, bo nie samym tylko koronawirusem może się człowiek zarazić. Ważne też byłyby uzgodnienia międzynarodowe, by tatuowana przepustka sanitarna była honorowana nie tylko w Polsce, ale na terytorium całej Unii Europejskie i za granicą. Ustalenia pewnie trochę by trwały, bo Niemcy i Austria mogłyby się pokłócić o numer 20041889 – oznaczający datę urodzin Hitlera, ale sądzę, że pod światłym przywództwem Unii Europejskiej i jej umiłowanych Komisarzy i Komisarzyc i takie drobne spory, które zdarzają się nawet najlepszej rodzinie, udałoby się rozwiązać.

To tylko mój skromny głos w dyskusji jak poradzić sobie z pandemią i niepewnością sanitarną. Tęgie głowy w Brukseli na pewno pracują nad jakimiś praktycznymi, zestandaryzowanymi dla całej populacji rozwiązaniami. Nie ma na świecie lepszej instytucji do zaprowadzania porządku, czystości, bezpieczeństwa sanitarnego oraz równościowego i sprawiedliwego społecznie nowego Ładu Higienicznego dla całej Europy, niż Unia Europejska.

Inne wpisy tego autora

Kto nie będzie płakał po TVN

Ja nie będę płakał po TVN. Nikt nie będzie płakał po TVN, a to dlatego, że po publicznych seansach histerii, kłótniach, petycjach i strzelistych listach

Kroniki upadku Ameryki: Rury Bidena

Rok temu, 28 lipca 2020 r., w tekście „Stany umysłowe Ameryki i Bidena” (o tym, jak może wyglądać polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych, jeśli Joe Biden

Kto nam (nie) wyrobi 5 procent wzrostu PKB

Przyjemnie jest się wygrzewać na słoneczku i wsłuchiwać w aksamitne głosy naszych umiłowanych przywódców opowiadających, jak to Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się