Kroniki upadku Ameryki. Stany Zjednoczone w pogoni za Chińską Republika Ludową i Związkiem Radzieckim

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Amerykanie właśnie dowiedzieli się, kto ma stanąć na czele Biura Kontroli Waluty. Ten specjalny, niezależny urząd w ramach Departamentu Skarbu sprawujący nadzór nad bankami został powołany jeszcze w 1863 roku przez prezydenta Lincolna, by pomóc sfinansować Wojnę Secesyjną. The Office of the Comptroller of the Currency (OCC) to instytucja potężna, mająca znacznie więcej uprawnień niż nasza rodzima Komisja Nadzoru Finansowego. Zajmuje się m.in. zwalczaniem prania brudnych pieniędzy i finansowania terroryzmu, ale jej głównym zadaniem jest dbanie o system bankowy i finansowy. Mimo to zwyczajni obywatele, ludzie spoza branży nie interesowali się specjalnie, kto stoi na czele Biura. Ale do czasu, bo właśnie lud odkrył, jakie poglądy ma nominowana przez Joe Bidena na szefową OCC profesor Saule Omarowa i zastygł zszokowany. Otwarcie oznajmiła ona bowiem, że jej biuro i administracja Bidena zamierzają doprowadzić do bankructwa branżę górniczą i gazowo-naftową. Jak chce tego dokonać? A zwyczajnie, zamierza je po prostu zagłodzić, odcinając wszelkie źródła finansowania. Instytucja, która sprawuje nadzór nad wszystkimi bankami, zapewne ma narzędzie, żeby sprawić, by branża wydobywcza nie miała dostępu do kapitału. Pani Omarowa uważa też, że należy „zdemokratyzować pieniądz”, a więc całkowicie zlikwidować obecny system bankowy i zastąpić go nowym zbudowanym przez Banki Rezerwy Federalnej. Jednym z postulatów jest to, by amerykański lud konta miał tylko w owych bankach. To one też decydowałyby, kto dostaje kredyt, na co i na jakich warunkach. W ten sposób finansowano by tylko to, co słuszne, np. walkę z globalnym ociepleniem. Omarowa uważa także, że Rezerwa Federalna i nowe instytucje, jak choćby Narodowy Urząd Inwestycji powinny ustalać ceny i płace.

Zapytają Państwo: „a skąd się taka wariatka-komunistka w Ameryce wzięła?”. A prosto ze Związku Radzieckiego, proszę Państwa, się wzięła. Omarowa urodziła się w 1996 roku jeszcze w Kazachskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Ponieważ była pilną uczennicą dostała – a jakże – leninowskie stypendium i na uniwersytecie w Moskwie obroniła pracę pt. „Analiza ekonomiczna Marksa i teoria rewolucji w »Kapitale«”. W 1991 roku, akurat w ramach wymiany uczelnianej przebywała w USA, gdzie zastał ją pucz Janajewa. Omarowa została więc w Ameryce i rozpoczęła karierę akademicką i urzędniczą. W sierpniu tego roku dostała nominację Bidena na szefową OCC, ale jej kandydatura „zawisła” w Senacie. Omarowa nadal kocha swą dawną radziecką ojczyznę i twierdzi, że pod wieloma względami była ona lepsza niż Stany Zjednoczone. Ponieważ w Związku Radzieckim to państwo całkowicie kontrolowało płace, to nie było różnic w zarobkach kobiet i mężczyzn. Nie to, co w kapitalistycznej, patriarchalnej Ameryce.

To nie jest żadna wyjątkowa sytuacja. Tomek Wróblewski w swych ostatnich podcastach (odcinek 133 i odcinek 134) o upadku Ameryki opowiadał m.in. o tym, jak amerykańskie urzędy, uczelnie i firmy są spenetrowane przez chińskich adeptów komunizmu. Jeśli nawet nie są to pilni uczniowie Mao i Lenina, to już na pewno posłuszni podwładni Chińskiej Partii Komunistycznej. Czyim podwładnym była/jest beneficjentka leninowskich stypendiów? Najgorszą rzeczą jednak – o czym opowiada Tomek Wróblewski – jest tchórzostwo, oportunizm, chciwość amerykańskich elit, które wprost kosztem rodaków i własnego państwa współpracują z chińskim reżimem. Zaprowadzanie cenzury, reżimu politpoprawności, wyprowadzanie przedsiębiorstw za granicę, eksploatacja taniej siły roboczej w innych krajach mają swój wymiar nie tylko moralny, kulturowy, polityczny, ale też bardzo konkretny ekonomiczny. Stany Zjednoczone boleśnie zaczynają się przekonywać, co oznacza porzucenie przez wielkie korporacje tak wyśmiewanego patriotyzmu gospodarczego.

Oto opublikowano najgorsze w historii USA dane handlowe. We wrześniu Stany Zjednoczone odnotowały najwyższy w dziejach deficyt w handlu zagranicznym – 80,9 miliarda dolarów, z czego z Chinami aż 36,5. Minus w handlu z Chinami był aż o 7 miliardów wyższy niż rok wcześniej. Poprzedni, czerwcowy rekord wynosił 73 miliardy. W ciągu 9 miesięcy deficyt Stanów Zjednoczonych sięgnął już 633 miliardów dolarów. Po trzech kwartałach w wymianie z Chinami USA notują 255 miliardów dolarów deficytu – o 15 procent więcej niż rok wcześniej. Każdy z tych wyników jest nowym rekordem w kategorii najgorszy w historii. Choć jest pandemia, a USA zalały świat swymi szczepionkami, deficyt branży farmaceutycznej po 9 miesiącach sięga już 69 miliardów dolarów.

2020 rok był też prawdopodobnie ostatnim rokiem Unii Europejskiej jako największego partnera handlowego Stanów Zjednoczonych. W skali roku UE ma jeszcze wciąż przewagę nad Chinami, ale we wrześniu Państwo Środka sprzedało już o 6 miliardów więcej niż cała Unia. Po trzech kwartałach Stany Zjednoczone sprowadziły z Unii towary za 362 miliardy, a z Chin za 360 mld. Wraz z nadejściem ekipy Bidena tamy puściły i to import z Chin odpowiada za wszystkie najgorsze rekordy.

To, co szczególnie powinno przerazić Amerykanów to struktura wymiany handlowej, wskazująca, że gospodarka Stanów Zjednoczonych staje się charakterystyczna dla krajów III Świata. W imporcie wielką przewagę mają towary przetworzone, a w eksporcie nieprzetworzone. USA najwięcej zarabiają na sprzedaży surowców energetycznych – głównie gazu, bo po decyzjach Bidena znów mają deficyt w ropie, nieprzetworzonych rud metali, złomu i nasion roślin oleistych. Ba, ale tak naprawdę głównym towarem eksportowym jest drukowany pełną parą dolar, który wciąż jest powszechnie na świecie przyjmowany. Największe deficyty Stany Zjednoczone notują w handlu samochodami (- 118 mld), maszynami (-106 mld dol.), urządzeniami biurowymi (-103 mld dol.), sprzętem telekomunikacyjnym (-102 mld dol.), ubraniami (- 72,5 mld dol).

To nie koniec fatalnych wiadomości. Trwa epidemia Wielkiej Rezygnacji (Great Resignation) – Amerykanie masowo odchodzą z pracy. We wrześniu padł rekord – aż 4,4 miliona zatrudnionych zrezygnowało z pracy. Deficyt pracowników, głównie w tych branżach, które wymagają nieco niższych kwalifikacji, sięga aż 10,6 miliona osób. Powodów, dla których Amerykanie przestają pracować, jest wiele, ale bez wątpienia przyczyniają się do tego: próba narzucania przymusowych szczepień, zasiłki rozdawane przez administrację Bidena i pandemiczna zmiana paradygmatów. Amerykanie pod wpływem zarazy przewartościowują swe życie, zmieniają postępowanie. Brakuje m.in. 80 tysięcy kierowców ciężarówek, co jest jedną z przyczyn ogromnych przestojów w dostawach. Sklepy świecą pustkami, bo porty na zachodnim wybrzeżu zapchane są kontenerami, których nie ma komu przewieźć w głąb kraju. Marine Exchange podało, że właśnie pobito kolejny rekord. Na zawinięcie do portu Los Angeles i rozładunek czekają 164 statki. Kryzys z dostawami twa już 2 miesiące. Jeszcze pod koniec września dziennie oczekiwało ok. 60 statków, w połowie października już ok. 100. Przez porty Kalifornii do Stanów Zjednoczonych trafia 40 procent importowanych towarów. Przerwy w dostawach pokazują, do jakiej katastrofy prowadzi harmonijne połączenie obłędnej polityki klimatycznej, pandemicznej, gospodarczej. Kierowców brakuje także dlatego, że nie chcą pracować w Kalifornii. Muszą bowiem dokonać kosztownych przeróbek swych ciągników, by dostosować je do najsurowszych na świecie norm. Ponadto mają korzystać  z mniejszych „oszczędniejszych”. To ta sama filozofia, co w Unii z odkurzaczami. Żeby było lepiej, mają gorzej pracować.

Na to nakłada się jeszcze najwyższa od 30 lat inflacja, która sięgnęła 6,2 procent. Doszło do tego, że Chiny zaczęły oskarżać Bidena o to, że swą polityką zagraża światowej gospodarce. To, o czym pisze „Global Times”, można odczytywać jako oficjalne stanowisko albo co najmniej szyderstwa i złośliwości chińskich władz. Dziennik twierdzi, że wielki dodruk pieniędzy przez Stany Zjednoczone wywołuje wzrost cen surowców, a to przekłada się na ceny towarów konsumpcyjnych w Chinach. Te są bardzo uzależnione od importu paliw i rud. Państwowa agencja Xinhua przygotowała serię relacji o Amerykanach cierpiących z powodu załamania gospodarczego. Chińczycy się wyzłośliwiają, ale to w niczym nie zmienia tego, że zbliżające się Święto Dziękczynienia będzie dla wielu Amerykanów bardzo smutne. Nie będą mieli za co dziękować. Bank of America podał, że średnia cena 15-funtowego indyka, tradycyjnej potrawy na to święto, wzrosła w porównaniu z ubiegłym rokiem aż o 25 procent. Kolacja 25 listopada będzie najdroższą w historii. Żywność w ciągu roku podrożała średnio o 11 procent.

Zacząłem od przedstawienia Państwu komunistki Omarowej, wkrótce najważniejszej bankier w Ameryce. Tak mi się na wspomnienia zebrało, że i sentymentami nawiązującymi do starych komunistycznych czasów zakończę. Postęp pędzi tak szybko, że już okrążył historię i dogonił sam siebie, a my w  Europie nie jesteśmy zacofani i nadążamy za nim. Kończy nam się 2021 rok i postęp jest już tak rozpędzony, że austriackie ministerstwo obrony, rządy Niemiec i Szwajcarii, służby Hiszpanii przygotowują obywateli nawet na kilkudniowe przerwy w dostawach prądu. Niemieccy eksperci od survivalu zalecają, by przygotować dla każdego członka rodziny plecak z odzieżą na pięć dni, środkami pierwszej pomocy, artykułami higienicznymi i niepsującą się żywnością. Austriacy radzą, aby mieć w domu świece, baterie, zapałki, tranzystorowe radio, apteczkę pierwszej pomocy, wodę pitną i żywność w puszkach. Nie należy też korzystać z samochodów, bo miasta mogą być sparaliżowane – zablokowane pojazdami, w których skończyło się paliwo. Zdyscyplinowane, cywilizowane społeczeństwa Niemiec i Austrii przygotowane są na każdą sytuację. Ten porządek i precyzję ruchów dostosowawczych mają już od czasów zaciemnień przed bombardowaniami II wojny światowej.  Oto budujący przykład prosto z Austrii.

Inne wpisy tego autora

Czy Republikanie nie chcą pomagać Ukrainie?

Jeszcze pod koniec stycznia, miesiąc przed napaścią Rosji na Ukrainę, na konferencji prasowej prezydent Joe Biden mówił, iż „mały najazd” spowoduje dla kremlowskiego reżimu „małe

Prywatne sankcje gospodarcze

Do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze, pieniądze. Niektórzy przypisują te słowa Napoleonowi Bonaparte, a inni twierdzą, że tylko powtórzył je za kondotierem