Krytyczna teoria rasowa – a u nas biją murzynów

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Philip Crowther reporter agencji Associated Press właśnie przygotowywał swą relację, gdy rozległy się strzały. Padło ich co najmniej 30. Dziennikarz schował się, a w tle miejsca, gdzie wcześniej stał, widać było uciekających i kryjących się ludzi. Jak poformowała policja, ranna została jedna osoba. Wszytko to, działo się w Minneapolis na rogu 38. ulicy i Chicago, przy George Floyd Square, gdzie właśnie przygotowywano się do obchodów pierwszej rocznicy jego śmierci. To właśnie w tym miejscu dokładnie rok wcześniej Floyd zmarł w czasie policyjnej interwencji. Reporter AP przypominał tamto wydarzenie i opisywał przygotowania do obchodów tragedii i festiwalu ulicznego „Powstańmy i Pamiętajmy George’a Floyda”, który miał się tam odbyć. Tego dnia prezydent Biden przyjął rodzinę Floyda, a na budynkach wielu amerykańskich ambasad, tym tej w Warszawie, zawisły flagi marksistowskiego ruchu Black Lives Matter. Trudno o lepsze symbole tego, w jakie obsesje, absurdy i groteskę wpadły Stany Zjednoczone. Narkoman i przestępca Santo Subito George Floyd stał się współczesnym męczennikiem i ikoną walki z systemowym rasizmem i o prawa człowieka, a amerykańska administracja i dyplomacja niosą jego imię w świat.

Towarzysz Stalin miał rację i jego pokrętne słowa doskonale oddają to, co dzieje się teraz w Stanach Zjednoczonych. – Wraz z postępem komunizmu zaostrza się walka klasowa – mówił ponury Soso i tak wraz z postępem postępu, praw obywatelskich i wszelakich równości zaostrza się walka rasowa. Będzie taka walka z rasizmem, że kamień na kamieniu nie zostanie. I to powiedzenie przestaje być przenośnią. Zniszczone w czasie zamieszek po śmierci Floyda pomniki, budynki, miejsca pamięci, cmentarze, groby etc. można liczyć już w Ameryce i Wielkiej Brytanii w tysiącach. A to dopiero początek, bo teraz ruch zniszczenia, wybebeszania i rozdrapywania ran reprezentowany przez rożne organizacje jak choćby komunistyczny, marksistowski BLM, zyskuje wsparcie państwa i jego instytucji. Stany Zjednoczone stają się państwem świeckiej „religii” – tzw. Krytycznej Teorii Rasowej (CRT). Każde zdarzenie, przepis prawa, norma społeczna czy prywatna, dzieło sztuki, czy tylko wyrób, impreza masowa, czy spotkanie klubowe etc. – każdy aspekt i przejaw ludzkiej aktywności zaczyna być oceniany z rasowego punktu widzenia – utrwala czy nie, jest przejawem czy nie wszelkich nierówności, niesprawiedliwości, które swój początek biorą właśnie w rasizmie. Przez całe Stany Zjednoczone, przez ich instytucje federalne, stanowe, miejskie, ale też prywatne, jak choćby uczelnie czy firmy przewala się prawdziwe tsunami wszelkich politpoprawności, pobudzenia ideologicznego (woke culture), kultury wymazywania (cancel culture).

Na czym polega owa Krytyczna Teoria Rasowa? Najlepiej byłoby spytać jakichś adeptów marksizmu–leninizmu jak Miller czy Cimoszewicz, absolwentów sowieckich szkół jak polscy dyplomaci i urzędnicy MSZ, by pojąć pokrętny sposób rozumienia ludzkich motywacji, czy tego, co jest silnikiem świata, jaki proponuje owa teoria. Otóż w największym skrócie: każdy wytwór ludzkich rąk myśli, każde zachowanie, relacja społeczna, instytucja etc. – wszystko, co ludzkie, nawet instynkty, początek swój mają we wrodzonym dla rasy białej rasizmie. Bez obalenia tego pierwotnego grzechu niemożliwa jest naprawa świata. Tak jak chrześcijanie przychodzą na świat w grzechu pierworodnym Adama i Ewy, tak biali przychodzą w grzechu rasizmu i jeśli inni grzeszni się stają, to dlatego, że zostali przez białych i uprzywilejowanych zarażeni. To się zaczyna już na poziomie właśnie instynktu, z którym należy walczyć. I tak rasistami są nawet niemowlaki, które z większą otwartością reagują na widok innych maluchów o takim samym kolorze skóry co one, niż na te z innym. Antyrasiści zwalczą takie odruchy u niemowlaków. I dalej postępuje to przez wszystkie etapy życia. W świecie krytycznej teorii dla dziecka są w wychowaniu tylko dwie drogi: albo zostanie rasistą, albo antyrasistą, a więc przyjmie krytyczną teorię rasową i czynną postawę walki z wszelkimi przejawami rasizmu, jakie CRT wskaże. Nie wystarczy nie być rasistą, bo tak naprawdę oznacza to zgodę na rasizm. A więc ktoś, kto nie jest antyrasistą automatycznie, jest rasistą. Wedle tej teorii biali zbudowali struktury, które mają ich przewagę i przywileje utrzymywać. System społeczny, a nawet organizacja rodziny służy umacnianiu władzy białych i ciemiężeniu innych. Ostatecznym wykwitem opresyjnego systemu są nieodłącznie kapitalizm i patriarchat. W krytycznej teorii biała kobieta jest mniej winna, niż biały, heteroseksualny mężczyzna, bo to on ten system opresji zbudował.

Szaleństwo krytycznej teorii rasowej, a jest ona jeszcze głupsza i bardziej szkodliwa niż nasz swojski materializm dialektyczny i naukowy socjalizm, najlepiej zaprezentować na konkretnych przykładach. W kilku amerykańskich stanach już wdrażane są nowe zasady nauczania matematyki, by „nie utrwalała imperialistycznego i kapitalistycznego świata”, jak napisano w wytycznych „Droga do równej edukacji matematycznej: Demontaż rasizmu w nauczaniu matematyki”. Opracowano je przy wsparciu fundacji Gatesów. „Skupianie się na uzyskiwaniu rozwiązań i prawidłowych odpowiedzi należy do toksycznych cech białej supremacji”. Wymaganie przez nauczycieli pokazywania prac domowych i zeszytów to przejaw „białego paternalizmu”. W ogóle stawianie wymagań jest rasistowskie, bo dla różnych kultur różne są właściwe poziomy znajomości matematyki. Nauczyciel zaś powinien uwzględniać różnice kulturowe i językowe, bo ma uczniów różnych ras czy odmiennego pochodzenia etnicznego i społecznego. Jednym nauka tego przedmiotu idzie lepiej, innym gorzej i to jest niesprawiedliwe. Dlatego też w szkołach zostaną zlikwidowane kursy, dodatkowe zajęcia dla lepszych i bardziej zainteresowanych, bo tylko pogłębiają nierówności. Te brednie i pomysły są rozpisane na kilkudziesięciu stronach (kto nie wierzy, niech sobie zajrzy) i przyjmowane przez kolejne stany. I to wszystko w świecie nieustającej wojny technologicznej.

W szkołach likwidowane są niektóre zajęcia sportowe i terenowe jak np. biegi przełajowe, na orientację, ćwiczenia z pokonywania różnych przeszkód, kursy radzenia sobie w lesie, na wodzie etc. Jakimś obłąkańcom skojarzyło się to bowiem z czasami niewolnictwa. To niewolnicy biegali po lesie, szukali brodów w rzekach, pokonywali różne przeszkody, uciekając przed ścigającymi ich białymi plantatorami i handlarzami ludźmi. W jednym z hrabstw w Wirginii rodzice odkryli, że ich dzieci na lekcjach wychowywania obywatelskiego uczone są poddawać w wątpliwość swą płeć, wyznawane wartości czy religię. Nie są to bowiem ich wybory. To rodzice mieli zdecydować, że ktoś jest metodystą czy baptystą, chłopcem, czy dziewczynką. Dzieci mają ćwiczyć przeciwstawianie się rodzicom, choćby w kwestii „narzuconej” przez nich płci. Dowiadują się też, że mogą być tylko w jednym z dwóch możliwych „stanów”: albo jako białe są uprzywilejowanymi spadkobiercami całego rasistowskiego systemu, albo jako niebiałe są jego ofiarami. Władze oświatowe chcą, by uczniowie nie rozmawiali z rodzicami o tym, czego są uczone na tych zajęciach. Sprawa trafiła do sądu, ale rodzice są na przegranej pozycji. Nie ma znaczenia, że zmienione zostaną konkretne zajęcia z wychowania obywatelskiego, skoro krytyczna teoria rasowa jest immanentną częścią wszystkich lekcji. To zaledwie kilka przykładów z jednej sfery życia – edukacji na poziomie podstawowym

Na różnych poziomach, w rozlicznych instytucjach krytyczna teoria i wynikające z niej idiotyzmy orzą Amerykanom mózgi. Trump zabronił nauczania jej przez instytucje federalne (tylko na te rozciąga się władztwo Waszyngtonu) pod rygorem utraty pieniędzy z państwowego budżetu. Biden nie tylko zniósł zakaz, ale uczynił z krytycznej teorii rasowej doktrynę państwową. Tak jak w PRL żołnierze mieli indoktrynujące zajęcia prowadzone przez oficerów politycznych, tak dziś wszystkie rodzaje sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych poddane są wtłaczaniu teorii rasowej. W każdej większej firmie, tak jak w PRL-owskim zakładzie pracy, był sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej, tak teraz jest członek zarządu z podlegającymi mu działami od pilnowania politpoprawności i wszelakich równości. W instytucjach federalnych, stanowych, miejskich, na uczelniach etc. działają tzw. Biura ds. Różnorodności, Równości i Akcji Afirmatywnej pilnujące walki z rasizmem i wdrażania CRT, a ponieważ cały postępowy Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, ogarnięty jest maniactwem szkoleń, to indoktrynowanie postępuje bardzo szybko. Przedstawmy to sobie tak: oto w Polsce 61-letni mężczyzna o nazwisku Czarzasty coś tam w prywatnej rozmowie nieuprzejmego powiedział pewnej pani – Gabrieli Morawskiej-Staneckiej. Tej się zrobiło niemiło, a ponieważ jest Marszałkiem Senatu, to nagadała o tym w gazecie i zrobiła się afera. Czarzasty okazał się seksistą, więc teraz cały klub parlamentarny Lewicy (czy jak to się tam teraz nazywa), czyli 47 dorosłych ludzi z Sejmu i 2 z Senatu przejdzie kurs rozmawiania. 61-letni Czarzasty siądzie jak w ławce, a jakiś specjalista od dialogów damsko-męskich będzie mu tłumaczył, jak rozmawia się z paniami. Nie wiem, czy kurs będzie w dwie strony – panie będą uczone co mówić do panów, a panowie do nich, czy tylko w jedną – co i jak mogą mówić mężczyźni. Lewica jest dumna z takiego rozwiązania, dziennikarze biją brawo – jaskółka postępu, licha, bo licha przyleciała do Polski. Koncept kursu dla przysłowiowego Czarzastego jest durny niemiłosiernie, groteskowy i infantylny, ale wpisuje się w ten obłąkańczy trend walki z tym i owym. W tym przypadku z seksizmem. Teraz takie polskie kursy trzeba sobie pomnożyć razy tysiące, nie tylko ze względu na skalę kraju, ale i zaawansowanie szaleństwa, by uzmysłowić sobie miarę walki w Stanach Zjednoczonych z rasizmem.

Z tej walki ma wykuć się całkiem nowy kraj i jego nowa ludność, bo społeczeństwa to z tego żadnego nie będzie. Państwo wszelakiej równości z nowymi świętami, tradycjami, historią, bohaterami, męczennikami, ofiarami i oprawcami. Stany Zjednoczone mają mieć całkowicie nowe fundamenty, tak jak PRL miał inne niż II Rzeczpospolita. Temu służyć ma Projekt 1619, który wyrósł w redakcji „New York Times”, a teraz galopuje przez wszystkie instytucje, a zwłaszcza kultury, edukacji. Wywodzi się on wprost z krytycznej teorii, jest jej najwyższą emanacją i stanowi nowy mit założycielski Stanów Zjednoczonych. Inicjatorka – Nikole Sheri Hannah Jones, czarnoskóra dziennikarka dostała za niego nagrodę Pulitzera. Istotą projektu jest twierdzenie, że wojna amerykańska, Deklaracja Niepodległości i ogłoszenie jej 4 lipca 1776 roku były w istocie walką o utrzymanie niewolnictwa i to jest fundamentem, na których 13 kolonii utworzyło Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. USA powinny więc całkowicie odrzucić tę tradycję (zwłaszcza że wśród Ojców Założycieli byli właściciele niewolników) na nowo napisać własną historię i od początku zbudować swój kraj. Wszystko, co bowiem powstało po 1776 roku, opierało się na rasizmie i wyzysku czarnych niewolników. To oni zbudowali pomyślność białych, uprzywilejowanych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. 1619 r. to data przybycia do kolonii pierwszych czarnych niewolników. Nie szkodzi, że to nieprawda, ale jakiś moment trzeba było przyjąć i w 2019 roku akurat w czterechsetlecie bardzo to redakcji „New York Times” pasowało. Dean Baquet, redaktor naczelny ogłosił, co to znaczy być nowym Amerykaninem w 2019 roku. Jeśli więc cała wojna o niepodległość była tylko i wyłącznie awanturą białych chcących utrzymać niewolnictwo, to można odrzucić wszystko to, na czym ufundowane zostały Stany Zjednoczone łącznie z Deklaracją Niepodległości i Konstytucją. Pomniki Ojców Założycieli w tym Waszyngtona, można obalać tak, jak to robiono rok temu w czasie wielkich zamieszek po śmierci George’a Floyda. Wszystko należy zmienić, przeorać i zasiać na nowo, bo z grzechu pierworodnego wszystko, czym dziś są Stany Zjednoczone, się wzięło. Zmieniony będzie więc nawet monumentalny Waszyngton, którego klasycystyczne budowle, jak po Wojnie Secesyjne chciał Lincoln, miały oddawać harmonię, ład i jedność narodu amerykańskiego. Biden złamał wielką tradycję i odwołał kilku członków Amerykańskiej Komisji Sztuk Pięknych, nadzorującego projektowanie i architekturę budynków federalnych w Waszyngtonie. Nowi, z których żaden nie jest białym mężczyzną, a każdy krytykuje to, jak wyglądają budynki federalne, mają wnieść do Waszyngtonu wraz z nową architekturą, nowe antyrasistowskie idee. Neoklasycyzm wywodzi się z tradycji starożytnego Rzymu i Grecji, a więc odwołuje do kultury białych mężczyzn, właścicieli niewolników. Niedługo przekonamy się, na co ze swego pomnika będzie patrzył Lincoln i czy w Waszyngtonie zaczną stawać budynki jak w Brukseli – bezduszne, przypominające urządzenia biurowe konstrukcje.

Wielka operacja „budowania” Stanów Zjednoczonych od nowa, na nowych fundamentach ideologicznych będzie miała swój gigantyczny wymiar finansowy. W Kalifornii do 2023 troku specjalny zespół ma policzyć, ile stan „zarobił” na niewolnictwie, wyzysku czarnoskórych i określić formy rekompensaty. Miasto Evanston w okolicach Chicago już zaczęło program wypłacania pieniędzy potomkom „mieszkaniowo pokrzywdzonych” czarnoskórych mieszkańców. Kwalifikujący się do programu muszą mieszkać w Evanston i być potomkami czarnoskórej osoby, która w latach 1919–1969 była w tym mieście w stanie Illinois ofiarą mieszkaniowej dyskryminacji. Nie do końca jeszcze wiadomo, co to znaczy w tym przypadku „czarnoskóry” i jak rasowi specjaliści będą to sprawdzać. Potrzebne będą jakieś normy na kształt ustaw Norymberskich z III Rzeszy, które określały, kto jest i w jakim procencie Żydem, a kto Aryjczykiem. Trzeba ustalić, czy i jakie pieniądze należą się tym, którzy mieli np. tylko prześladowaną mieszkaniowo czarnoskórą prababcię. Wiadomo, że i tak istota polega na tym, że płacić mają ci, którzy nie praktykowali niewolnictwa tym, którzy nie byli jego ofiarami.

To szaleństwo utrwali podziały rasowe, wzmocni nienawiści i antagonizmy. Społeczeństwo Stanów Zjednoczonych przestanie istnieć, a stanie się zbieranina rywalizujących ze sobą, walczących grup konstytuujących się na podstawie np. kryteriów rasowych. Najlepsze amerykańskie uczelnie przyznają dodatkowe punkty murzynom starającym się na nie dostać. Jawnie rasistowskie praktyki zostały zaskarżone przez organizacje grupujące studentów pochodzenia Azjatyckiego. Pozwy o dyskryminację wsparła administracja Trumpa i złożyła własne, ale Biden je wycofał. Ameryka może zapomnieć o wielkim śnie ,marzeniu jednego ze swych bohaterów – pastora Martina Lutra Kinga, który 28 sierpnia 1963 roku mówił do tłumów zgromadzonych w Waszyngtonie: „Miałem sen, iż pewnego dnia moich czworo dzieci będzie żyło wśród narodu, w którym ludzi nie osądza się na podstawie koloru ich skóry, ale na podstawie tego, jacy są”. Po 58 latach słowa Kinga stały się rasistowskie. Równe traktowanie jest rasizmem

Krytyczna teoria rasowa i Projekt 1619 to najlepsze prezenty, jakie mogli Amerykanie dać Rosjanom i Chińczykom. Oznaczają koniec i tak już wcześniej kwestionowanego statusu Stanów Zjednoczonych jako mocarstwa strzegącego na świecie demokracji i praw człowieka. Państwo fundamentalnie złe, zbudowane w oparciu o niewolnictwo, wyzysk ludzi, najgorsze praktyki rasowe nie może nikogo pouczać w sprawie przestrzegania praw obywatelskich i człowieka. Ci, którzy mają u siebie strukturalny rasizm, nie mogą upominać się o mniejszości muzułmańskie w Chinach, czy jakichś dysydentów z Rosji. 16 czerwca w Genewie Putin na jakiekolwiek uwagi Bidena w obronie Białorusi, zacznie mu z szyderczym uśmiechem cytować słowa z amerykańskich mediów albo jego własne, gdy mówi on o systemowym rasizmie, o dziedzictwie imperializmu i niewolnictwa, o wciąż niezaleczonych ranach i powie, by zagwarantowali niepodległość Szoszonom. Zadeklaruje też, że odkupi Alaskę za zapłacone 7,2 miliona dolarów i odda ją prawowitym, rdzennym mieszkańcom – Eskimosom i Aleutom. Upadek wizerunku Stanów Zjednoczonych jako krzewiciela równości i demokracji będzie postępował. Nie da się utrzymać dwóch całkowicie sprzecznych ze sobą narracji: z jednej strony bronimy praw ludzi i ich wolności, z drugiej dziedziczymy pierworodny grzech rasizmu i całe nasze państwo, wszystkie jego akty i instytucje są emanacją fundamentalnego zła zniewalania i wyzyskiwania ludzi. Każde pompatyczne i podniosłe wystąpienie amerykańskich dyplomatów, każdy akt strzelisty Joe Bidena, byle satrapa i dzierżymorda będzie mógł spointować i zamknąć nieśmiertelnym stwierdzeniem: A u was biją murzynów.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE