Kto nie będzie płakał po TVN

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ja nie będę płakał po TVN. Nikt nie będzie płakał po TVN, a to dlatego, że po publicznych seansach histerii, kłótniach, petycjach i strzelistych listach w obronie wolności słowa, puszeniu się przez urzędolników z PiS i Krajowej Rady Tego i Owego, wszystko pozostanie tak, jak było. PiS nie będzie miał dość odwagi, by coś zrobić. Polata, pokrzyczy, będzie się miotał, ciskał, a na koniec podkuli co tam ma i wycofa się z pomysłu forsowania ustawy o nieudzieleniu koncesji TVN. (Chodzi o różne koncesje dla TVN24, TVN7 etc., ale dla uproszczenia będę pisał o TVN). Proszę Państwa, by popełnić przestępstwo trzeba mieć odwagę. Nie twierdzę, że przeforsowanie ustawy o nieudzieleniu koncesji TVN byłoby czynem kryminalnym, ba, być może byłoby nawet postępkiem słusznym i szlachetnym, ale tak czy owak, to trzeba mieć śmiałość, odpowiednią dozę fantazji i arogancji, by dokonać napadu albo pokazać amerykańskiej korporacji miejsce w szeregu. Nie zamierzam rozstrzygać i opowiadać się po żadnej stronie sporu, bo zwyczajnie nie znam się na odpowiednich przepisach i poznawać ich mi się nie chce. Sprawa jest dla mnie prosta: jeśli TVN i jego właściciele złamali warunki koncesji, to żeby nie wiem jakie groźby NATO, ONZ, Unia Europejska, Wszechświatowa Rada Kosmosu, Sojusz Galaktyczny i Stany Zjednoczone usty swego podrzędnej rangi wysłannika na Polskę Bixa Aliu słali, to zezwolenie powinno być odebrane, czy zawieszone do czasu okazania skruchy i poprawy. TVN powinien z telewizorów czy to na zawsze, czy czasowo zniknąć. I nie ma, że boli, niech wniebogłosy krzyczą o wolności słowa i niezależności mediów, państwu już dziękujemy. Ale do tego PiS musiałby mieć, jak pisał Herbert, „odrobinę koniecznej odwagi”. Jeśli zaś PiS umyślił sobie zmienić prawo tak, by nowych warunków właściciele TVN nijak spełnić nie mogli, to wtedy wstyd i upokorzenie związane z niewprowadzeniem ustawy o nieudzieleniu koncesji słusznie się temu PiS należą.

W całej tej awanturze ani PiS, ani TVN-owi i ich wielbicielom, ani opozycji i sławiącym ją mediom nie chodzi o żadną wolność słowa, o żadną niezależność mediów. Cała akcja to tylko i wyłącznie przedłużenie wojny politycznej. PiS ma swoje propagandowe oddziały i opozycja ma swoje propagandowe oddziały, a wśród nich jest właśnie TVN. Nie zamierzam kłócić się o to, kto częściej kłamie i manipuluje, czyja propaganda jest bardziej nachalna – TVP czy TVN. Nic mnie to nie obchodzi, bo sprawa powinna dotyczyć pryncypiów, a nie układu sił politycznych i mediów w Polsce. Mnie obchodzi tylko i wyłącznie wolność słowa, swoboda wymiany poglądów, myśli – choćby i głupich. Pod tym względem czy to TVP czy to TVN i inne media z gębami pełnymi tolerancji, wolności, wartości europejskich niczym się nie różnią – chcą zaprowadzenia cenzury, chcą innych uciszać. I tyle. Powody są dwojakiego rodzaju. Polityczne – chodzi o to, by rządzili ci, którzy według TVN powinni rządzić, a nie jacyś tam głupi populiści w rodzaju PiS, Trumpa czy Orbana. Tym motywacjom można nawet przypisać jakieś pozytywne intencje. Jeśli TVN, czy tam jakieś jego departamenty w stylu TVN24, opowiadają bzdury na temat przywódcy włoskiej Ligi Salviniego, hiszpańskiej Partii Vox etc. to dlatego, że uważają, iż dla ludzkości będzie lepiej, jak te byty znikną, stracą swą moc. Rządzić powinni tylko i wyłącznie jasno oświeceni prawdziwi Europejczycy, a w USA Demokraci, inaczej demokracja i wolność, są zagrożone. I to podejście może oczywiście wynikać ze szlachetnych intencji, a że jest infantylne, zwyczajnie głupie i niedemokratyczne, to już zupełnie inna sprawa. Jeśli więc kłamie się i manipuluje na temat Trumpa, PiS, Orbana etc. to robi się to dla wyższego dobra, a mianowicie dobra ludzkości, by ludzkość nie poszła na ich lep czy na ich wodę na młyn, czy jakoś tak, jak mówili specjaliści od propagandy i cenzury za PRL.

Po drugiej zaś stronie są ci, którzy uważają, że to właśnie PiS, powinien rządzić, więc dla dobra ludzkości lepiej TVN zlikwidować, bo leje wodę na młyn wrogów polskości, chrześcijaństwa i naszej cywilizacji. Media są więc także dla mediów narzędziem walki o władzę, a gdy ta jest słuszna, czyli nasza, to płyną też kochane pieniążki – reklamy, zlecenia itd. wszelkich instytucji państwa, jego firm, nagle pod niebiosa strzela też prenumerata. Jest w Polsce kilka firm mediowych, które właśnie tak mają ustawiony model biznesowy.

W sferze głupiej, infantylnej, ale szczerej i na swój sposób szlachetnej motywacji leży też pragnienie, by dla dobra ludzkości nie było nienawiści, kłamstw i by wszyscy się tylko kochali i pląsali w nieustającym pochodzie radości w tęczopodobnych barwach. Np. prezydent Gdańska Dulkiewicz odkryła, że „słowo może zabić”. Logicznym jest więc zidentyfikowanie owych zabijających słów i zlikwidowanie ich. Od tego też jest właśnie cenzura – od likwidowania mowy nienawiści, likwidowania fałszywych wiadomości – fake newsów. Żadne odkrycie, np. już za komunistycznej junty wojskowej Jaruzelskiego wprowadzono w Polsce przepis: „Kto rozpowszechnia fałszywe wiadomości (fake news – mój przyp.), jeżeli mogą wywołać niepokój publiczny… podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat”. Podobne przepisy o tzw. mowie nienawiści funkcjonują już Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Szwecji, Niemczech. W tym ostatnim kraju także za tzw. fake news administrator strony, portalu może być ukarany grzywną do 5 milionów euro, a przy „uporczywym” powielaniu fake newsów i mowy nienawiści nawet 50 milionów euro. Działa to świetnie – nikt nie ośmieli się napisać fake newsa, że np. szczepionki nie są tak skuteczne, jak reklamowano albo, że imigranci też dopuszczają się przestępstw. Ostatnio doszło jednak do niespodzianki. Oto niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości – odpowiednik naszego TK i Sądu Najwyższego orzekł, że Facebook bezprawnie usunął wpisy pewnego obywatela i zablokował mu konto. Platforma uznała jego teksty za rasistowską mowę nienawiści, bo napisał o przestępczości imigrantów. Na tym jednak dobre wieści się kończą. Niemiecki trybunał nie zakwestionował samej cenzury, tylko tryb, w jakim została zaprowadzona. Otóż Facebook nie powiadomił prawidłowo obywatela, nie oznajmił mu, dlaczego go skreśla i nie przyznał środków odwoławczych od decyzji wymazującej obywatela ze świata platformy.

Mediom chodzi też o likwidację konkurencji. Świat telewizji jest zabetonowany, bo koszty wejścia na ten rynek są już zbyt wysokie. Znikają mniejsi gracze, wszystko się konsoliduje, czego przejawem jest choćby fuzja Discovery z Warner Media w wyniku czego TVN znajdzie się w jednej rodzinie m.in. z szorującym dna oglądalności CNN. O tej stacji wspominam szczególnie, bo to z niej będą płynąć wszelkie wzorce jak kłamać, manipulować, łamać wszelkie standardy dziennikarskie. Rywale są więc w Internecie i tam trzeba zaprowadzać cenzurę. Generalnie cała sieć jest konkurencją. Gdy Państwo czytają ten tekst, to w tym samym czasie nie oglądajcie w TVN, jak Gessler rzuca w kuchni mięsem. Strata, bo nie zobaczą też państwo reklamy najnowszego specyfiku do odgrzybiania stóp i zachowania świeżego chuchu. Chodzi o to, by zasadniczo w Internecie było to, co przygotowali dla ludności wielcy gracze. Plebs, czyli jacyś tam zwykli użytkownicy, blogerzy, vlogerzy, twórcy portali etc. to niech pokazują kotki, zdjęcia z wycieczki do Radomia i obchodów urodzin cioci Marysi.

Media w Polsce nie podjęły żadnej solidarnej akcji w obronie wolności słowa. Wręcz przeciwnie – wychwalają coraz powszechniej zaprowadzaną cenzurę,  Kiedy wielcy giganci internetowi na świecie i w Polsce pozbawiają prawa głosu tych, których poglądy się im nie podobają, media w Polsce milczą. Dziś, gdy kogoś z jego głosem nie ma w przestrzeni cyfrowej, to tak jakby nie istniał. „Tradycyjne” media milczą, gdy Facebook, Twitter, cenzurują, usuwają już nie tylko poszczególne treści, ale konta, powodując zniknięcie z sieci całych redakcji, organizacji, grup, polityków, komentatorów. Gdy Twitter, Facebook wycinały ze świata internetu Trumpa i tysiące jego zwolenników przeprowadzając swoiste czystki, dziennikarze TVN i generalnie tradycyjnych mediów na całym świecie bili brawo. Pisałem już kiedyś o tym, iż Facebook całkowicie zlikwidował stronę Janusza Korwina Mikke. I co? I nic. Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz. Nikogo, kompletnie nikogo, ani mediów, ani polityków, taki zamach na wolność słowa nie obchodzi. Od trzydziestu lat Mikke dla jednych geniusz, dla innych psychopata mógł sobie głosić, co chciał – raz mądrzej, raz zupełnie idiotycznie i tak naprawdę nikomu do głowy nie przychodziło, że można mu zakazać, zablokować go. Musieliśmy doczekać się postępów wolności i liberalizmu, wielkich zagranicznych korporacji z lepszego, bardziej demokratycznego świata, by dorobić się także cenzury pełną gębą.

Oczywiście nie tylko media w Polsce są winne temu, że standardy wolności słowa narzucają nam aroganckie zagraniczne firmy. Podobnie rządzący PiS nie zrobił nic, by stanąć w obronie art. 54 Konstytucji RP i chronić nas przed tępą cenzurą w sieci. Władze są zbyt tchórzliwe i oportunistyczne, a poza tym te ograniczenia spotykają przeciwnika politycznego – tego bardziej po prawej stronie. Nie szkodzi, że Facebook wybrał się po jakąś tam Konfederację, narodowców czy jakichś tam konserwatystów. Póki nie tykają PiS, Suski i niedojda Andruszkiewicz cieszą się i wychwalają wolność słowa i niezależność mediów, które ich umiłowana partia jakoby na Polskę sprowadziła.

Wszelkie opowieści, że Facebook to prywatna firma, więc może robić sobie, co chce, to tylko zwykłe szalbierstwo słowne. Nie będę wchodził w skomplikowane szczegóły, ale najogólniej jest tak, że internetowi giganci działają na takich zasadach, jak firmy infrastrukturalne – nie ponoszą odpowiedzialności za przesyłane treści. Operator sieci komórkowej nie ma prawa pozbawić kogoś dostępu do usługi, dlatego, że uzna, że klienci rozmawiając, sieją mowę nienawiści. Podobnie Emitel nie może wyłączyć nadawania  TVN, bo akurat się nie spodobało, co tam jakiś dziennikarz opowiada i da się to podciągnąć pod jakiś paragraf umowy. Tymczasem działające w oparciu o podobne zasady firmy internetowe mogą wyciąć, kogo im się żywnie podoba.

TVN chwali się, iż w obronie ich biznesu list podpisało już kilkuset dziennikarzy. Znane persony jak Agnieszka Holland czy Lempart napisały nawet do wiceprezydent Kamali Harris, by ta zechciała wtrącić się w polskie sprawy i zdecydowała jak u nas ma wyglądać proces udzielania (bądź nie) koncesji. Nikt nigdy jednak nie słyszał o żadnej akcji dziennikarzy, mediów, znanych osobistości w obronie wolności słowa w sieci. Bo nie o nią tutaj chodzi, tylko o interesy i brak konkurencji dla ludzi, którzy uważają się za czwartą władzę. Nie będzie byle internauta podważał tego, co mają do dopowiedzenia oświeceni dziennikarze i ich bardzo ważni i kompetentni goście.

W obronie TVN podnoszone są także argumenty dotyczące pewności obrotu gospodarczego i bezpieczeństwa inwestowania. Jest majątek, są ludzie zatrudnieni, tysiące kooperujących, są też konsumenci – widzowie, którzy straciliby na tak drastycznym rozstrzygnięciu, jak nieudzielenie koncesji. Polska z powodu diarrhoei podatkowej i regulacyjnej ma oczywisty kłopot z wizerunkiem przyjaznego dla przedsiębiorców i bezpiecznego dla inwestorów kraju. (Rząd musi przekupywać przywilejami zagraniczne firmy, ale to na zupełnie inną opowieść). Argumenty dotyczące bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i inwestycji są o tyle słuszne, co obłudne. Oto żyjemy w kraju, który pogodził się z tym, że jedna pani z Hiszpanii może zamknąć nam 10 procent polskiej energetyki, wielkie przedsiębiorstwo i pozbawić źródeł utrzymania dziesiątki tysięcy ludzi. Trwa spór o ową elektrownię, my się odwołujemy, trwają zabawy prawne, ale de facto uznaliśmy, że w Unii jest taki system prawny, że jedna pani sędzia może sobie zamknąć, co jej się chce. Nie ma żadnej systemowej reakcji na to, że może jest coś fundamentalnie złego w systemie, który dopuszcza możliwość takich działań. Jakoś nie słyszałem też o szykowanych protestach, apelach intelektualistów i celebrytów, listach środowisk siakich i owakich w obronie mieszkańców Bogatyni, polskiego przemysłu, naszej gospodarki A może ta sędzia to zwykła wariatka, może nawąchała się, gdy ustanawiała ów środek zabezpieczający? Ja szanowni Państwo jestem za demokracja i równością. Można z powodów proceduralnych zamknąć elektrownię w Turowie, ale nie można TVN? Skoro jedna hiszpańska wariatka może zamknąć Turów, to Suski może sobie zamknąć TVN.

I tu dochodzimy do tego, jak zadbać o wolność słowa, jak poradzić sobie z takimi aroganckimi, zakłamanymi gigantami internetowymi jak Facebook czy Twitter, cenzorami i strażnikami zamykającymi w wiezieniu wolne słowo, wolną myśl, wolne poglądy. To proste: jedno, drugie, piąte ostrzeżenie, a jak nie przestają cenzorować, to zamykamy je – nie mogą w Polsce działać, aż się nie nauczą co to wolność słowa. Ha, ha, ha, że się niby nie da, że to wariactwo, pomysły niepoważnego szaleńca. Czyżby? Otóż żyjemy w kraju, którym zamknięto szkoły i uczelnie, teatry, kina, sale koncertowe, stadiony, boiska pływalnie kluby fitness, restauracje, bary i wszelkiego rodzaju sklepy. Zamknięto parki i lasy. Hotele, campingi i schroniska. Zamknięto przychodnie lekarskie i szpitale, domy seniora i opieki, a nawet cmentarze. Żyjemy w kraju, w którym to prawdziwi szaleńcy opowiadają w TVN, że może trzeba zamknąć w domach 40 procent społeczeństwa. Wiem, wiem – nikt nie zamknie Facebooka. Zamknąć to można Turów i nas, a nie TVN czy Facebooka.

Inne wpisy tego autora

Polexit, czyli czym baby nie wystraszysz

Nareszcie, doczekałem się. W końcu w Polsce rozpoczęła się dyskusja na temat kształtu Unii Europejskiej i warunków naszego członkostwa w niej. Debata jest wymuszona, nie

Pandemia strachu i chaosu

Poleję wazeliną: Tomek Wróblewski wrócił w wielkim stylu. W ostatniej audycji opowiedział o towarzyszącym nam, czy też raczej wpajanym od 20 miesięcy strachu. Wzniecany lęk