Polityka, wielki biznes i pała do baseballa

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

My tu sobie gadu-gadu, a tymczasem walizka sobie sama po peronie pomyka. Gdzieś daleko na południu Stanów Zjednoczonych, w słonecznej Georgii dzieje się coś, co na wiele lat może (ale nie musi) określić kształt świata i mieć także konsekwencje dla naszej suwerenności. Na pierwszy rzut oka to nic specjalnego. Nie ma żadnej dramaturgii, wielkich akcji, żadnego zamachu na polityka, żadne samoloty nie spadły na miasto, więc nikt nie mówi o nowych wojnach. Nie dokonano też żadnego epokowego odkrycia. Trwa z pozoru nudny spór o kształt systemu wyborczego w Georgii i niby czemu miałby on nas dotyczyć. A jednak.

Jeśli ktoś chciałby wyobrazić sobie, na czym polega chaos, bałagan, sprzeczności w przepisach, to powinien zapoznać się z systemami wyborczymi, w stanach, miastach, hrabstwach, okręgach sądowych etc. Stanów Zjednoczonych. Rzecz niewykonalna, bo wszędzie jest wolna amerykanka. Gubernator Georgii Brian Kemp postanowił wprowadzić trochę ładu w procesy wyborcze w swoim stanie i zaproponował zmiany polegające m.in. na konieczności okazywania dokumentu tożsamości przy jednej z form głosowania (mniejsza o szczegóły, o co w tym wszystkim chodzi). Demokraci podnieśli krzyk, że to oznacza ograniczenie praw wyborczych, bo dyskryminowana mniejszość – w tym przypadku murzyni, mają jakoby utrudniony dostęp do takich dokumentów, więc częściej niż „uprzywilejowani biali” ich nie mają, co w konsekwencji oznacza, że żądając okazania dokumentu, odbiera im się prawo głosowania. Oczywiście to kłamstwo, bełkot na potrzeby propagandy, ale świetnie się sprzedaje. Republikanie zaś twierdzą, że ogranicza to możliwość dokonywania fałszerstw. I oczywiście, że tak jest.

W spór włączył się w Stanach kto żyw i szybko przekroczył on wymiar ordynacji wyborczej, a stał się niemal cywilizacyjnym: postępowi Demokraci kontra rasiści Republikanie. Na znak protestu przeciwko pozbawianiu czarnoskórych możliwości wyborczych główna liga baseballa MBL postanowiła odwołać mecz gwiazd w Atlancie – stolicy Georgii i przenieść go do postępowego Denver w Kolorado. Trudno o lepszą ilustrację tego, jak do szyderstwa jest to zakłamane. W Kolorado od dawna trzeba przy głosowaniu okazać dokument potwierdzający tożsamość. Mecz miał przynieść firmom w Atlancie – hotelom, restauracjom, taksówkarzom, sklepom etc. co najmniej 100 milionów dolarów czystego zysku. 51% mieszkańców miasta to czarnoskórzy. Zamiast tego, w ramach walki z rasizmem zarobi Denver, gdzie czarnoskórzy stanowią 9 procent. Żeby było jeszcze śmieszniej, to gdy na stadionie odbiera się zarezerwowany wcześniej bilet na mecz BLM, to też trzeba okazać jakiś dokument tożsamości.

O przeniesienia All Star Game z Atlanty apelował m.in. prezydent Biden. Potem zaczął się wypowiadać na temat tego czy w Georgii może odbyć się turniej golfowy Masters. To już nie jest wyrażanie opinii politycznej. To jest presja na pograniczu szantażu, wykorzystanie do polityki obszarów aktywności, które powinny być poza sporem, a już na pewno poza władztwem administracji rządowej. Przywódca państwa niemal ustala teraz, gdzie w Stanach Zjednoczonych jakie imprezy sportowe powinny się odbywać. Wyobraźmy sobie, że prezydent Duda albo premier Morawiecki, który jak lokator Białego Domu jest szefem rządu, a nie figurą, zaczyna mówić, czy jakieś rozgrywki powinny odbyć się w Warszawie, czy Łodzi, bo nie podoba mu się co Trzaskowski, czy Zdanowska robią. Wrzask na całą Europę podniósłby się i może nawet Departament Stanu wyraziłby swe zaniepokojenie naruszaniem demokracji w Polsce.

Ale stało się coś jeszcze gorszego – w spór polityczny włączyły się wielkie korporacje. I to jest właśnie coś, co na lata może zmienić bieg spraw na świecie i wpłynąć także na naszą, niepełnosprawną suwerenność. Georgia stała się poligonem doświadczalnym, na którym elity władzy i gospodarki mogą testować swoją moc i pokazać, że już dowolnie można łamać demokrację. Że pismami o rządach ludu i w imieniu ludu to możemy kozy skarmić. USA to nie federacja stanów, ale państw i takim skonfederowanym państwem jest Georgia. I oto obywatele innych stanów, a w rzeczywistości państw, chcą decydować, wedle jakich przepisów mieszkańcy Georgii mają się wybierać. Zaatakowano demokratycznie wybrane władze, co oczywiście nie jest żadnym novum. Nagonkę prowadzą media, co oczywiste, Demokraci z całych Stanów Zjednoczonych, ale także potężne korporacje, które oświadczyły, że sprzeciwiają się zmianom przepisów wyborczych obowiązujących w Georgii. Zrobiły to nie tylko Coca-Cola, Delta Air Lines, czy UPS, których siedziby są w Atlancie – stolicy Georgii, ale też banki, firmy farmaceutyczne, firmy finansowe, które z tym stanem nie mają nic wspólnego. Owszem prowadzą tam swoje interesy, ale dokładnie tak jak na całym świecie. Citicorp, JP Morgan Chase, Cisco, Amazon, Viacom usty swych szefów, albo menedżerów odpowiadający za komunikację otwarcie zaprotestowały przeciwko próbom zmiany w Georgii prawa. Wśród firm politycznie zaangażowanych jest też de facto niemiecki gigant farmaceutyczny Merck.

Wielkie firmy od dawna działają politycznie. Specjalne komórki, na kształt dawnych w PRL Podstawowych Organizacji partyjnych, czyli POP PZPR pilnują ideologicznej czystości na zewnątrz, jak i wewnątrz firm. Oficerowie polityczni, politruki, często w randze członków zarządu od równości, sprawiedliwości, różnorodności kierują całymi strukturami do walki z wszelkimi dyskryminacjami i zapewnianiem wszelakiej nieskończonej równości. Naszym dawnym towarzyszom partyjnym z zakładów pracy, łza by się w oku zakręciła na widok tego, co się wyczynia w amerykańskich korporacjach – tych wszystkich wieców, pogadanek ideologicznie uświadamiających, rozbudowanego systemu donosicielstwa i tropienia odstępstw od jedynie słusznej linii. Sam modus operandi wskazuje, że zdecydowana większość wspiera opanowaną przez ciężką lewicę, a nawet patolewicę Partię Demokratyczną i czyni to całkiem jawnie. Dlaczego tak się dzieje, to wielka opowieść na kolejne odcinki. W największym skrócie chodzi o to, że lewica dławi średni biznes, więc nie pozwala rosnąć konkurentom wielkiego. Np. giganci internetowi zaprowadzają cenzurę polityczną, a w zamian mają gwarancję utrzymania swych monopoli.

Polityczna aktywność korporacji w dużej mierze miała charakter ideologiczny, dość abstrakcyjny. Owszem lobbują one za konkretnymi rozwiązaniami, ale mieści się to w regułach gry, bo chodzi o prawo, które ich dotyczy. Każdy interesariusz może się wypowiadać i wywierać presję. W Georgii doszło jednak do sytuacji bez precedensu. Sprawa nie dotyczy przepisów gospodarczych, konkretnych rozwiązań korzystnych bądź nie dla firm, ale kwestii obywatelskich i obywatelskich praw. Na pokład samolotów Delta Airlines nikt nie dostanie się bez potwierdzenia swej tożsamości. I to są przepisy związane z bezpieczeństwem i dotyczące wszystkich przewoźników. Gdyby zarząd pobudzonej ideologicznie Delty był konsekwentny, to musiałby stwierdzić, że z powodu dokumentów czarnoskórzy mieszkańcy USA, a już zwłaszcza Georgii mają mniejszy dostęp do komunikacji lotniczej i coś tam w tej sprawie gardłował. Tymczasem chce decydować o tym, jak mieszkańcy Georgii mają wybierać swe lokalne władze, ale też przedstawicieli w Kongresie Stanów Zjednoczonych i prezydenta.

Mniejsza o to, kto w tym sporze Demokratów i Republikanów ma rację. Rzecz dotyczy uzurpowania sobie przez wielkie korporacje prawa do wpływania na wszystkie aspekty życia obywateli, bez jakiegokolwiek mandatu do tego. To kradzież reprezentacji, kradzież demokracji, bo nikt nie uznaje, że oto Delta teraz go reprezentuje, jak wybrany kongresmen, tylko dlatego, że poleciało się nią z Savannah do Topeki w Kansas. Postawa wielkich firm wywołała zachwyt Demokratów i oburzenie Republikanów. Ci drudzy, w tym Trump, wzywają do bojkotu owych pobudzonych ideologicznie firm. Były prezydent pisze o tym, jak wielkie korporacje idą pod ramię z „woke cancel culture”, co pewnie opisowo można tłumaczyć jako ideologiczne pobudzenie i kultura niszczenia wszystkiego, z czym się nie zgadzamy. Politycy republikańscy ogłaszają wycofanie napojów Coca-Coli ze swych biur, rezygnację z usług Delty czy jakichś banków. Jaki tego będzie skutek, czy trend się rozleje szerzej, to się okaże. Straty mogą być potężne. Wielkie organizacje sportowe i mediowe, które pozwoliłyby zawody NFL, NBA czy NASCAR zamieniały się również w wielkie imprezy polityczne, straciły 30 procent widzów. Gillette liże rany po bojkocie przez mężczyzn, którzy mieli dość kampanii pouczających ich o „toksycznej męskości”. Jakaś szansa jest, że to szaleństwo upolityczniania wszystkiego w naszym życiu, tak jawne niszczenie demokracji, zatrzyma się. Jeśli jednak w Georgii okaże się, że teraz wielkie korporacje mogą ustawiać całą politykę, to możemy być pewni, że prędzej czy później, ta zaraza zostanie przywleczona do Polski. Zgodnie z zasadą, że nie ma dość głupiej i szkodliwej rzeczy, której byśmy sobie z Zachodu nie zaimportowali. Jeśli niemiecki Merck może gardłować w politycznych sprawach w USA, to co stoi na przeszkodzie, by robił to w Polsce? Co powstrzyma wielkie firmy europejskie przed nie tylko pouczaniem nas (bo przecież już to robią, jak założona przez szwedzkiego nazistę IKEA), ale wręcz dyktowaniem nam rozwiązań prawnych? Tylko czekać jak każdy polski oddział wielkiej międzynarodowej korporacji będzie miał tu sekretarza POP, oficera politycznego od pilnowania ideologicznej czystości. Że tak będzie to pewne jak śmierć i podatki. I politrucy z banków, firm motoryzacyjnych, meblowych, farmaceutycznych będą nam się wymądrzać na temat przyjmowanych u nas praw. I co wtedy zrobią nasi światli przedstawiciele światłości i sił postępu, hę? Czy Państwo myślicie, że się oburzą i każą się zamknąć, czy też raczej jeszcze brawo bić będą? I to miałem na myśli, pisząc o tym, że tam w Georgii dzieje się coś, co może mieć wpływ na to, jak zorganizowany będzie świat, jaki kształt i zakres może mieć nawet nasza suwerenność i sama demokracja. Tam być może decyduje się to czy wielkie firmy będą już całkiem jawnie decydowały o ustrojach państw, o prawach obywatelskich, o wolnościach. Jeśli w Georgii tak jawnie i bezwstydnie uda im się narzucić własne władztwo, to tamy pękną, rozleje się to na całe Stany Zjednoczone, a potem świat i zatopi także nas.

Inne wpisy tego autora

Czy Republikanie nie chcą pomagać Ukrainie?

Jeszcze pod koniec stycznia, miesiąc przed napaścią Rosji na Ukrainę, na konferencji prasowej prezydent Joe Biden mówił, iż „mały najazd” spowoduje dla kremlowskiego reżimu „małe

Prywatne sankcje gospodarcze

Do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze, pieniądze. Niektórzy przypisują te słowa Napoleonowi Bonaparte, a inni twierdzą, że tylko powtórzył je za kondotierem