Wszystko jest wojną. Eksperci i intelektualiści są zgodni: je…ć PiS

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Gdyby to był film to te dwie, prawdziwe sceny byłyby zmontowane naprzemiennie. Na festiwalu Owsiaka PolandRock Festival zaangażowani politycznie prawnicy z grupy Wolne Sądy w pocie czoła układają tekst wpisu do mediów społecznościowych: „Atmosfera, jaką stworzył Jurek Owsiak i jego team na Poland Rock Fest jest absolutnie niepowtarzalna. Przyjaźń, wzajemny szacunek, mądre dyskusje, fantastyczne inicjatywy obywatelskie. No i oczywiście łagodzące obyczaje muzyka…”. W tym samym czasie ze sceny festiwalu inteligent/prawnik/raper Łona dyryguje publicznością – ci po prawej stronie krzyczą: jebać, a lewa strona odpowiada: PiS. „Jebać PiS” wrzeszczy publiczność, a prawnicy z Wolnych Sądów ślą w świat swój tekst o szacunku, przyjaźni i łagodnych obyczajach. Owo pełne polotu hasło, czy zawołanie bojowe tak spodobało się nawet pani profesor, byłej minister szkolnictwa wyższego i byłej europoseł Lenie Kolarskiej-Bobińskiej, że aż powiadomiła o tym swych rodaków. Takie filmowe obrazki z festiwalu mówią więcej o stanie polskiej polityki, dyskusji publicznej, niż najbardziej pogłębione wywody ekspertów maści wszelakiej. Pokazują stan napięcia, rozgrzane jak piec martenowski emocje, pogardę okazywaną nawet nie rywalom, ale wrogom politycznym i kulturowym, poziom zakłamania, ale też to, że nie ma takiej sfery życia w Polsce, która wolna jest od wyniszczającego konfliktu. Jakkolwiek nędznie by nie wyglądało takie ordynarne, zbiorowe wydzieranie się w oparach używek na imprezie przy decybelach, to jest to i tak lepsze niż podporządkowywanie wewnętrznej wojnie i owemu hasłu ***** *** wszystkich najbardziej fundamentalnych gier, jakie musi prowadzić Rzeczpospolita w Europie i na świecie. Okrzyk ten zawędrował pod strzechy, pod którymi gnieżdżą się domniemani eksperci, intelektualiści, analitycy i jest punktem wyjścia do rozważań na każdy temat, nawet Chin czy konfliktów geopolitycznych. Każde zdarzenie, każde rozdanie w owej światowej grze zaczyna być oceniane tylko i wyłącznie z punktu widzenia naszej lokalnej wojenki.

Wszystko jest wojną – tę frazę pożyczyłem od Marka Budzisza, z tytułu jego książki „Wszystko jest wojną. Rosyjska kultura strategiczna”. Nieprzypadkowo przywołuję ten tytuł, bo oto autor, mój kumpel od „x” lat (nie będę Markowi wypominał wieku), sąsiad blogowy i znawca świata postsowieckiego jako jedna z kilku osób został zaatakowany przez byłego dyplomatę, publicystę Onetu Witolda Jurasza. Ów sądzi, że rozgryzł arkana strategicznych gier i geopolityki w różnych układach: USA, Chiny, Rosja, UE, reszta świata i miota prawdami, które w byle artykule Onet czy audycji TVN można znaleźć. Co mniema, to wyłożył w tekście „Zwrot PiS ku Moskwie. Jarosław Kaczyński zdradza dziedzictwo swojego brata [Analiza]”. Brzmi zachęcająco i mrocznie. W sążnistym tym artykule, w którym mowa ma być o „zabezpieczaniu bezpieczeństwa” Polski, poruszane są dziesiątki tematów, a wszystko po to, by tylko wykazać, że PiS jest zły i obraża naszych kochanych sojuszników. Czym? Wszystkim – począwszy od domniemanego prześladowania mniejszości seksualnych, skończywszy na nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego, co jak twierdzi autor z pewną ironią, jest „pójściem na zwarcie” z „żydowskim lobby w USA”.

Nie będę polemizował z tezami w tekście z kilku powodów. Otóż za dużo wątków, a ponadto owe tezy są zbyt banalne, więc nie na polemikę zasługują. Mnie wystarczy, że ktoś uważa, iż Polska nowelizując swój kodeks postępowania administracyjnego, powinna zwracać uwagę na to, jak przyjmą to gdzieś w innym państwie jakieś organizacje religijne i etniczne. (Tytuł tekstu podałem, więc kto ciekaw przeczyta i nie musi polegać na moim zdaniu).

Ten artykuł jest jednak dobrym punktem wyjścia do opisania pewnych zjawisk z pogranicza obsesji i paranoi. Pan Jurasz jest synem ambasadora i przez 7 lat sam był dyplomatą w Rosji i Białorusi. Z pozycji więc człowieka doświadczonego i obytego atakuje Jacka Bartosiaka, pisząc m.in. o nim tak: „Jacek Bartosiak to adwokat bez cienia doświadczenia w polityce międzynarodowej, ale zarazem guru fanów geopolityki. Paradoks Bartosiaka polega na tym, że z jednej strony głosi twardo antyrosyjskie poglądy, ale z drugiej teza, iż grozi nam zdrada Zachodu, doprowadziła go do punktu, gdy zaczął podważać sens NATO, czyli jedynej struktury, która nas przed Rosją może obronić. W nagranej kilka tygodni temu rozmowie Bartosiaka z Markiem Budziszem, Budzisz stwierdza (a Bartosiak się z nim bardzo wyraźnie zgadza), że „nasi najbliżsi sojusznicy, zarówno Bałtowie, jak i przede wszystkim Ukraina” powinni otrzymać sygnał, że poparcie Warszawy dla nich „nie jest bezwarunkowe”. Innymi słowy, można, jak się okazuje, zgrabnie połączyć antyrosyjskość z głoszeniem tez, których Kreml chyba nie marzył nawet usłyszeć w polskiej debacie publiczne”.

Nie znam pana Bartosiaka, ale wiem, że w przeciwieństwie do wielu, zamiast nieść pod strzechy hasło „jebać PiS” czy kogokolwiek, zaniósł pod nie geopolityke. Gdy go czytam, czy słucham, jak mówi o łańcuchach dostaw, cieśninach na Morzu Południowochińskim i amerykańskich lotniskowcach, o bazach w państwach nadbałtyckich, NATO, Chinach to wiem, że nie będzie dzielił się ze mną swymi obsesjami i przy okazji ględził, że Kaczyński to dyktator, a Morawiecki to nakłamał, a PiS jest zły i realizuje politykę Kremla. Panie Jurasz, Pan spróbuje kiedyś coś powiedzieć o rurze Nord Stream 2 Stream bez mówienia o tym, że w Polsce to LGBT biją, a Czarnek szkolnictwo zniszczy. Tak czy owak, brak doświadczeń Bartosiaka w polityce międzynarodowej stanowi wielką przewagę nad takimi jak Pan Jurasz. Trump opowiadał, że gdy wygrał wybory, nieustannie nawiedzali go różni eksperci ze swymi złotymi radami i puszyli się, mówiąc: jestem znakomitym specjalistą od Bliskiego Wschodu i świata arabskiego, zajmuje się tym już 20 lat. I to była najgorsza rekomendacja, jaką mogli sobie wydać. Gratulacje: wojna trwa kilkanaście lat, Syria i Irak płoną, Egipt na skraju wojny domowej, Libia przestała istnieć, a ci sobie złote referencje wystawiają i o kolejną robotę starają. Trump ich nie słuchał, dlatego teraz w Lewancie dobijane są resztki ISIS. (Jak dalej będzie, to nie wiemy, wszak do roboty wrócili ci eksperci co za Trumpem biegali). Otóż z Panem Juraszem i jemu podobnymi jest dokładnie tak samo, jak z owymi ekspertami, których Trump nie chciał. Nasza polityka wschodnia prowadzona przez znawców, dyplomatów ekspertów to całkowita katastrofa. Ci państwo już pokazali, co umieją. To my pewnie za ich radą, po coś ich wszak mamy i opłacamy, ze względu na swą nadgorliwość prymuska i neofity, wpychaliśmy nieszczęsną Białoruś w ręce Rosji i teraz płacimy za to wielką cenę. Powinniśmy byli od 25 lat kumplować się z Łukaszenką i jakimiś jego kolesiami, poić go wódką ile wlezie, podsuwać frykasy i prostytutki pierwszej świeżości, dawać zegarki i spinki. Obwiesić go medalami jak choinkę bombkami, a nawet dać komuś z jego rodziny jakiś fajny interes w Polsce założyć. Wozić go na Hel, do Wisły, w Tatry i na Mazury, polować z nim w Białowieży, dać spać na Wawelu i pokazywać mu świat. Sprawić, by Polska była oknem i drzwiami do niego. No ale Łukaszenka był zbyt prymitywnym kołchozowym prostakiem na nasze wyszukane europejskie i demokratyczne gusta. Co Niemcy, Unia, Francja powiedziały jakbyśmy się z takim pospolitakiem dyktatorem układali. My to się tylko z oświeconym jaśniepaństwem z Unii zadajemy, a nie z byle białoruskim chłopem pochodzącym z błotnej dziury gdzieś pod Orszą. A teraz za późno i jest, jak jest – Łukaszenka zdziczał do reszty, drzwi do świata mu Putin otworzył, a my mamy kłopot, bo nam Rosja pod granice podpełza. Tymczasem owe zachodnie, pełne demokratycznych wartości państwa zadają się z każdym dyktatorem, nawet kanibalami, jeśli tylko mają w tym interes. Nie ma na świecie takiego nikczemnika, którego Francja by w swych zamkach nie gościła i nie robiła mu dobrze za kontrakty, koncesje, kawałek kopalni, czy pola z naftą. Tylko my zostaliśmy z tą swoją gębą pełną frazesów, jak Himilsbach z angielskim nie został. Po owocach poznajemy też skuteczność polityki międzynarodowej naszych niezłomnych, zawsze wiernych sojuszników. Jakże pięknie i romantycznie było śpiewać na Majdanie, nieść posłanie wolności i równości, ale patrzymy na Ukrainę i wiemy, że straciła Krym, a jej wschodnie rubieże płoną od 7 lat. Teraz zaś nasz sąsiad został po raz kolejny, by nie przywoływać metafor związanych z ruchami frykcyjnymi, powiedzmy wykolegowany za pomocą rury. I tacy jak Jurasz mają teraz czelność mówić, że powątpiewanie w stalową niezłomność sojuszy, w gotowość administracji Merkel, Macrona i Bidena rzucenie się nam, czy krajom nadbałtyckim na ratunek oznacza „zwrot” ku Moskwie.

PiS nie jest partią wodzowską, tylko tchórzowską i oportunistyczną, dlatego stał się zakładnikiem tych, którzy wrzeszczą: jebać PiS. Ze strachu co powie opozycja, działa tak, jak polska dyplomacja wobec Białorusi bojąca się tego, co pomyśli Zachód. Z zachodnich polityków – byłych premierów, ministrów, posłów, funkcjonariuszy służb teraz wszystkich na służbie w Gazpromie i innych rosyjskich spółkach, prezydent Putin mógłby sobie swoja własną Komisję Europejską zmontować, ale wielki wrzask się podnosi, gdy PiS ośmiela się rozmawiać z liderem włoskiej Ligi Salvinim, z Le Pen, z hiszpańskim Voxem. Tak, trzeba odrzucić to całkowicie obłudne poczucie wyższości, estetyki i gadać z każdym. Trzeba odrzucić wszystkie dotychczasowe, banalne jak z gazety, czy telewizji paradygmaty i zmierzyć się z prawdą. Oto polityką zagraniczną USA kierują skrajnie nieudolni ludzie, ci sami, którzy odpowiadali za reset z Rosją i tragedię na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Na czele tej administracji stoi zdemenciały starzec, którego w każdej chwili może zastąpić królowa infantylizmu i do tego trzeba dostosować swe działania, a nie tłuc jakimiś banialukami, że Ameryka patrzy na nas surowo, bo nam PiS standardy demokracji zaniża. Trzeba dostrzec to, że nie ma żadnych, literalnie żadnych dowodów na to, że wzajemne zobowiązania, sojusze przetrwają największe wyzwania. Jak ktoś ma jakieś wątpliwości, to niech je z braćmi Ukraińcami skonsultuje, oni powiedzą ile razy w ciągu 30 lat zostali przez Zachód oszukani, począwszy od tego, że dali się rozbroić i w 1994 roku zrezygnowali z broni atomowej w zamian za gwarancje Memorandum Budapesztańskiego. Trzeba też zacząć mówić o tym, że państwa Europy Zachodniej pogrążone są w wielkim chaosie gospodarczym i społecznym i zainicjować dyskusje o tym, jak tego uniknąć. Idziemy wszak tropem owego Zachodu.

Zaczepieni przez Jurasza Budzisz i Bartosiak zaproponowali mu dyskusję na temat wyzwań, jakie czekają Polskę w zmieniającym się na świecie ładzie. Nie dojdzie do niej z powodów jakichś tam ambicjonalnych, ale przecież nie o tę dyskusję konkretnie tylko chodzi. To znów symbol tego, że żaden wielki, poważny dyskurs nie może się Polsce odbyć, bo wszystko przesłania prymitywna funkcja celu: albo coś szkodzi PiS, albo pomaga. Nie będzie więc prawdy o stanie Unii Europejskiej, bo jej wyjawianie osłabiałoby oręż w atakach na PiS. Póki da się wmawiać, że PiS jest antyeuropejski, to trzeba wychwalać każdą unijną głupotę, jak choćby zaprezentowany przez holenderskiego socjalistę Timmermansa program zdławienia europejskiej gospodarki Fit for 55. Z tego też powodu do Brukseli nie poszedł żaden wspólny głos wskazujący, że może jest coś fundamentalnie nieprawidłowego w systemie prawnym Unii, skoro jedna sędzia z Hiszpanii ot tak może sobie zamknąć gdzieś w Polsce kopalnię i elektrownię dająca krajowi 10 procent energii. Niezależnie od racji w tym konkretnym polsko-czeskim sporze, to nad nimi jest też okoliczność wyższego rzędu dotycząca właśnie funkcjonowania Unii i jej organów, którą przy takiej okazji należałoby podnieść. Ale sparaliżowana wewnętrznym sporem Polska tego nie zrobi. I tak to nam się bezustannie toczy.

Na koniec jeszcze jedna uwaga – o tzw. symetryzmie, który miałby być jakoby najgorszą z postaw, bo rzekomo oznacza przyzwolenie na czynienie przez PiS zła. Otóż proszę Państwa ja w sprawie „jebać PiS” symetrystą nie jestem. To zawołanie uważam za najprymitywniejsze i najbardziej plugawe, jakie kiedykolwiek w polsko-polskim sporze zaistniało.

Inne wpisy tego autora

Polexit, czyli czym baby nie wystraszysz

Nareszcie, doczekałem się. W końcu w Polsce rozpoczęła się dyskusja na temat kształtu Unii Europejskiej i warunków naszego członkostwa w niej. Debata jest wymuszona, nie

Pandemia strachu i chaosu

Poleję wazeliną: Tomek Wróblewski wrócił w wielkim stylu. W ostatniej audycji opowiedział o towarzyszącym nam, czy też raczej wpajanym od 20 miesięcy strachu. Wzniecany lęk