Zróbmy sobie po francusku

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nie mogę się zdecydować, o czym ma być ten tekst. O Polsce, czy o Francji i innych krajach, o kompleksach, czy o pysze i arogancji, o reżimie sanitarnym i pandemii, czy o upadku obyczajów, geopolityce, miłości. No nie, o tej ostatniej to jednak tu pisał nie będę, zwłaszcza że do żadnego politycznego stronnictwa miłości, szacunku, otwartości i tolerancji nie należę. Po trochu będzie więc o pozostałych rzeczach.

A zaczęło się od wezwań na początku sierpnia, byśmy zrobili sobie tak jak we Francji i posegregowali ludzi na tych, którzy przyjęli Pfizera, Modernę i co tam jeszcze, więc zarażają siebie i innych jako zaszczepieni, i na tych którzy zastrzyku nie brali, więc narażają się i zarazę roznoszą jako niezaszczepieni. O, jak mądrze, odpowiedzialnie i bezpiecznie jest, że teraz Francuz kupując buty, pompkę, ćwiartkę (nawet to nam UE zabrała i kazała 2 setki wychylać) czy zamawiając w restauracji mielonego (po francusku jakże szlachetniej – la boulette) musi pokazywać paszport szczepionkowy, ewentualnie certyfikat czystości sanitarnej – zakrzyknęli nasi rodzimi zwolennicy selekcji higienicznej. Zachwycili się wprost i zaczęli użalać się, dlaczego nasi władcy nie mają w sobie tej odwagi, wizjonerstwa i stanowczości co Jego Mniemana Najwspanialszość Prezydent Francji Emmanuel Macron. Dziś moglibyśmy zrobić sobie też po australijsku – tam jest jednak równość, bo jak tylko wykrywany jest jeden przypadek COVID, to w danym mieście zamykani są wszyscy bez wyjątku. Możemy też po włosku, słoweńsku, czy amerykańsku, albo po amerykańsku nie, bo zaczniemy coś tam wprowadzać, a potem z powodu sklerozy o tym zapomnimy.

Na chwilę wrócę do przyjazdu Australii, ale tym razem bez sarkazmu, ironii, szyderstwa. Psychopaci władający tym krajem skończą w piekle. W Nowej Południowej Walii decyzją rady Bourke Shire zabito psy w schronisku, które było przeznaczone do likwidacji. Kilkanaście czworonogów, w tym szczeniaczki zostało uśmiercone, bo władze hrabstwa, z obawy, przed rozprzestrzenianiem się wirusa, nie chciały, by ktokolwiek przyjechał je ratować. Decyzja o zabiciu zwierząt była w całkowitej zgodzie z przepisami o zakazie przemieszczania się po stanie. „Rada podjęła decyzję o takich działaniach (zabiciu czworonogów – mój przypis), by chronić swoich pracowników i społeczność, w tym zagrożoną populację Aborygenów przed ryzykiem rozprzestrzeniania się COVID-19” – podano w oświadczeniu. I jeszcze Watykan, do którego teraz wstęp mają teraz tylko czyści sanitarnie. Dwa tysiące lat kapłani, bracia i siostry nieśli posługę chorym i wchodzili tam, gdzie nikt się nie odważył. Dziś chowają się za covidową aplikacją na telefon. Szatan się cieszy, pogaństwo wraca do Wiecznego Miasta. Kto chce, niech boi się tego, co wirus robi z naszymi płucami. Ja zaczynam być przerażony tym, co obawa przed nim robi z naszymi duszami.

Jak na razie jedynym widocznym, namacalnym rezultatem wprowadzania izolacji i segregacji sanitarnej są wielkie protesty – gry i zabawy uliczne. We Francji tłumy szturmują galerie handlowe, przez miasta przetaczają się demonstracje, w Australii budowlańcy i kierowcy blokują autostrady, ścierają się z policją, ta strzela do ludzi z gumowymi kulami z dbałości o ich zdrowie i bezpieczeństwo Na ulice wyszli nawet śnięci, bo syci Szwajcarzy.

Są też rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie widać. Wiemy o kłopotach psychicznych, poczuciu odosobnienia, bezradności, bo niczego nie można planować, być pewnym. To efekty zamknięcia. Teraz czekajmy na efekty segregacji, selekcji, dzielenia na czystych i sanitarnie podejrzanych. Jeszcze przed pandemią Francuzi tydzień w tydzień tłukli się na ulicach. Teraz Macron dał im jeszcze jeden powód, poprowadził jeszcze jedną linię podziałów. Nie wiem jak szczuci, poddani kuszeniu zdołamy zachować więzi społeczne, poczucie wspólnoty, lojalności, solidarności, zdolność do poświęceń. Dziś, gdyby tonął Titanic, to kapitan jak ów nędznik Francesco Schettino z włoskiego promu Costa Concordia pierwszy by spierdolił, a załoga pięściami walczyłaby o miejsce w szalupach ratunkowych.

Ale przecież to nie miał być tekst o pandemii i reżimie sanitarnym, tylko o kompleksach, pysze i arogancji. Wszystko ze wszystkim się jednak wiąże i nie wprowadzimy sobie segregacji sanitarnej dlatego, że to mądre, słuszne i zbawienne, tylko z poczucia własnej niższości, z tej lichej potrzeby bezmyślnego, bezkrytycznego małpowania innych. Skoro Macron selekcję sanitarną zaprowadził to i my zróbmy jak on, ów światły mąż z tej lepszej, jaśniej oświetlonej Europy, gdzie nie ma błota, tylko rosa się srebrzy o porankach. Trzeba przyznać jednak, że nasi rządcy się starają i doczekaliśmy się już osób wysokogatunkowej klasy, do której przynależność zwalnia od ograniczeń dla plebsu przewidzianych. To uczestnicy zlotów politycznych PiS, PO czy jakiejś tam już nie wiem jakiej Lewicy i przyjęć jak urodzinowych u redaktora Mazurka. Zupełnie jak u Baracka Husseina Obamy. Takie wysokogatunkowe osoby jak bywalcy wymienionych imprez ani siebie, ani innych nie zarażają i nie dla nich są prawa, którym motłoch podlegać musi. Jakiś więc postęp w dążeniu do owej doskonałości, do stworzenia nowego człowieka, czy też raczej osoby ludzkiej już jest.

Tak czy owak, my nie możemy zrobić czegoś mądrego bądź głupiego, słusznego lub niedorzecznego, pożytecznego bądź szkodliwego, bo tak nam się podoba, bo mamy taką fantazję, mniemanie o właściwym porządku rzeczy, bo tak nam nasza własna mądrość i doświadczenia podpowiadają. My możemy się czegoś dopuścić, bo tak robią inni, ci ze świata lepszych bytów przesiąknięci duchem demokracji i praworządności, a nie to, co nasz rodzimy chów żytnio-ziemniaczany.  W takim przypadku jest szansa, że zrządzeniem losu, zupełnie przypadkiem możemy sobie zrobić po duńsku i wszelkie obostrzenia sanitarne znieść. Tu wskazówka dla tych, którzy podpowiadają rządowi w sprawach covidowej propagandy. Otóż jeśli ktoś pyta się, dlaczego nie zaprowadzamy selekcji i segregacji sanitarnej tak, jak prawdziwie europejscy Francuzi odpowiadamy, że dlatego, iż nie zrobili tego Duńczycy.  Tak i ja będą robił, znudzony tłumaczeniem różnych rzeczy, a już zwłaszcza tego, że z nieprawdopodobną lekkością, pozbywamy się na rzecz władców setki lat wywalczanych praw i wolności. Będę mówił, że Dania, a Dania to wiadomo, sprawiedliwość socjalna i podatkowa, ścieżki rowerowe, parytety płciowe, małżeństwa gejowe, Skandynawia i remulada – duński sos majonezowy.

W Polsce wśród jaśnie oświeconych panuje mniemanie, że za Odrą świat zastygł w jakimś niemal idealnym stanie wyższej świadomości i taki jest i na wieki wieków będzie, a naszą – ludów głupich i niedokształconych zasiedlających Europę Środkową i Wschodnią, powinnością jest w ten wzór lądu idealnego – zachodniego, zapatrzyć się i naśladować. Jak twierdzą nasi profesorowie – sam słyszałem, oni tam na Zachodzie w jakiś naturalny, niemal odwieczny sposób, przesiąknięci są duchem demokracji, równości, praworządności. To ma jakoś wynikać z tego, że oni te swoje wielkie humanistyczne idee, które ich kształtują, wysysają z mlekiem matki i unosi się nad nimi duch uniwersalnych wartości europejskich. Mleko naszych matek jest gorsze gatunkowo, ani też nie mamy tego unoszącego się nad nami ducha, tylko co najwyżej dym z Turowa i tej tradycji praworządności wpisanej w nasze DNA, wbudowanej w naszą tkankę społeczną. I tak urodzona i wychowana w NRD młodzieżowa działaczka komunistyczna Angela Merkel ma w sobie więcej ducha (a jakiego ona tam ducha ma) praworządności, niż jakiś tam Polak wyborca, czy nie daj Bóg, podsądny. Dlatego też i sędziowie niemieccy są wyższego sortu, nawet jeśli do trybunałów trafili wprost z NRD-owskiej bezpieki Stasi i jeśli Bruksela miałaby się im przyglądać, to tylko dla zachwytu. Powiem Państwu, że coś w tym jest. Taka sędzia z Hiszpanii to właściwie nawet cały kraj zamknąć sobie może, a u nas to i takiego Kramka nie da się.

Niestety ten idealny świat Zachodu już nie istnieje. Cienie na ścianie naszej platońskiej jaskini są coraz bardziej wyblakłe i rozmazane i można nawet podejrzewać, że powoli zamieniamy się miejscami. To ludzie z Zachodu skuwani są w łańcuchy, a my jeszcze przesuwamy się ku wyjściu z jaskini ku Słońcu, czyli Dobru i źródłu najwyższych idei (taka mi się metafora napisała, to niech sobie zostanie). Zachód się sypie, rozpada i to pod każdym względem. Trzeba, jak Norwid pisał, pleśń z oczu zgarnąć  i zobaczyć prawdę. To, co w nim zachodnim świecie tak podziwiamy to dzieła przeszłych pokoleń tych, które odeszły. Pozostawiły wspaniałą spuściznę obecnym generacjom, a te ją niszczą, marnotrawią, przehandlowują czy odrzucają w jakichś samoupadlających aktach, jak choćby owo klękanie na znak korzenia się przed marksistowskim i rasistowskim ruchem BLM. My zaś chcemy ślepo naśladować nie tych, co potęgę Zachodu zbudowali, tylko współczesnych – tych, którzy ją psują i trwonią. Dzisiejszy Paryż przestaje być miastem bulwarów i gwiaździstych placów wytyczonych przez Haussmanna, mostów na Sekwanie, katedry Notre Dame (ta się wreszcie doczeka początku odbudowy) monumentalnych budowli i pomników. Staje się układanką plastikowych klocków, wielkim ściekiem i koczowiskiem, miastem, którego symbolem stają się otwarte urynały Madame Hidalgo i gdzie Łuk Triumfalny na Placu Charlesa de Gaulle’a, postawiony, by sławić chwałę Francji i poległych za nią, obwinięty jest dziś pasami szmat jak taśmami papieru toaletowego. To sztuka nowoczesna na cześć zmarłego w ubiegłym roku bułgarskiego artysty Christo. Kto chce, niech sobie polemizuje, dla mnie zmienianie choćby i tylko neogotyckich katedr w kluby nocne, magazyny hurtowni, czy sklepy zjedzeniem to symbol cywilizacyjnego upadku.

Gdy na początku września zmarł Jean Paul Belmondo, Francja przeżyła żałobę narodową. Opłakiwała odejście nie tylko wielkiego Cartoucha, Kochanego Łobuza, ale też samą siebie – swą przeszłą chwałę – gloire, radość i pęd życia – elan vital, przeszły wdzięk i słodycz – charm et doucer, to co sobą uosabiała. Można odrzucić to subiektywne postrzeganie, ale wystarczy spojrzeć w statystyki, ot choćby Eurostatu, gdzie liczby i wykresy pokażą miarę dzisiejszej klęski Zachodniej Europy, jej kurczącego się wkładu w budowę świata. Żadne zachwyty, żadne zaklęcia nie zmienią tego, że jej gospodarka jest dziś mniejsza niż dwie dekady temu i drugie już pokolenie będzie biedniejsze niż rodzice. Do tego dochodzi bezmiar konfliktów społecznych i rozpad społecznych więzi. Dzisiejsza Francja to kraj, w którym strażacy walczą na ulicach z policjantami. To są przypadłości całej Zachodniej Europy, ale Francja obok Hiszpanii zdaje się być dziś szczególnie chorym człowiekiem Europy (tak car Mikołaj I nazwał Imperium Osmańskie) i piszę o niej, bo ostatnie porażki, jakich doznała, najlepiej ilustrują chylenie się Europy ku upadkowi. Niemcy mają swój sukces w postaci Nord Stream 2, ale pozostała Europa zupełnie nie ma się czym pochwalić, a Francja łyka kolejne upokorzenie jak choćby związane z odrzuceniem przez Australię kontraktu na 52 miliardy euro na budowę okrętów podwodnych, a przede wszystkim uznaniem jej za kraj, którego nie ma potrzeby zapraszać do ekskluzywnego klubu AUKUS – australijsko-brytyjsko-amerykańskiego paktu bezpieczeństwa. Francja, jak i reszta Europy nie liczą się w regionie Indo-Pacyfiku, choć przecież ta pierwsza ma tam swoje zamorskie terytoria. Żeby było śmiesznie, tego samego dnia, gdy ogłaszano powołanie paktu, Unia Europejska pochwaliła się własną strategią  dotyczącą jej rozszerzających się interesów i stosunków w regionie Indo-Pacyfiku – coś, na co nalegała Francja. Wystąpienie w tej sprawie Josepha Borella, Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. i Polityk Zagranicznej i Bezpieczeństwa (jak ja uwielbiam te pełne nadęcia tytuły unijnej arystokracji) określono jako gruchanie gołąbka otoczonego przez jastrzębie. Dzień wcześniej orędzie o stanie Unii ogłosiła Ursula von der Leyen. Na domiar złego, jakby specjalnie by upokorzyć Paryż, Australijczycy oznajmili, że Francuzi oferują przestarzałą technologię. Łodzie wybudują więc Brytyjczycy, którzy skorzystają z atomowej technologii Amerykanów. Dla Macrona tegoroczny wrzesień to prawdziwie Black September. 3 dni po anulowaniu kontraktu na łodzie, Szwajcaria oznajmiła, że rezygnuje z zakupu francuskich samolotów Rafale i wybiera amerykańskie F-35. Polska oczywiście nie ma takich problemów i takich porażek nie zazna, bo w przewidywalnej przeszłości jedyną łódź podwodną, jaką może zrobić to ta na Dworcu Fabrycznym i ulicach Miasta Łodzi, ale niech się dobrze przygląda i wyciąga wnioski,

Jesteśmy piątą gospodarką Unii i krajem, który wciąż nie wykorzystuje swego potencjału do zajęcia należnej mu w Europie i na świecie pozycji. Jednym z powodów jest brak samodzielności, wynikające z kompleksów naśladowanie innych i to tych, którzy właśnie kończą swój podniebny lot. Osobiście to mam już dość słuchania tych pełnych zachwytów bredni o europejskich wartościach i wzorach. Nadajmy im jakąś postać, by łatwiej było się odnieść. Doprecyzujmy sobie. Powinniśmy naśladować Niemcy czy Francję? Te pierwsze ogłosiły prymat prawa krajowego nad europejskim, w tej drugiej były komisarz, negocjator Brexitu i prawdopodobny kandydat na prezydenta Michele Barnier, wezwał do ogłoszenia suwerenności prawnej Francji, odrzucenia prymatu unijnych praw i trybunałów. Na dodatek też do wprowadzenia memorandum imigracyjnego i nieprzyjmowania przez kilka lat imigrantów. O porównywalnych z nami Włoszech i Hiszpanii słychać głównie w kontekście ich koszmarnego zadłużenia i bezrobocia. W Europie  Hiszpania wyróżnia się jeszcze tym, że ma komunistyczno-socjalistyczny rząd, a Włochy tym, że go raz mają, a raz wcale nie mają. Podobnie jak Belgia. Czy jest w Europie jakieś miejsce, w którym jak w soczewce skupiają się te wszystkie europejskie cechy i wartości, jakie mielibyśmy przyjąć? Skoro nie chcemy być Niemcami – no bo nie i nie ma co nawet o tym dyskutować, Francją, Hiszpanią i Włochami też nie, bo bajzel to my sobie sami nasz słowiański możemy zrobić i nie potrzebujemy cudzych przykładów, to może powinniśmy być jak jakiś mniejszy kraj, taki trochę poniżej naszych ambicji, ale – wiecie – Państwo, taki pełnosprytny. Jak już koniecznie musimy się wzorować na kimś, to może chociaż na Dani, więc won mi z tymi wszystkim pomysłami selekcji i segregacji sanitarnej i całym tym covidowym reżimem.

Inne wpisy tego autora

Polexit, czyli czym baby nie wystraszysz

Nareszcie, doczekałem się. W końcu w Polsce rozpoczęła się dyskusja na temat kształtu Unii Europejskiej i warunków naszego członkostwa w niej. Debata jest wymuszona, nie

Pandemia strachu i chaosu

Poleję wazeliną: Tomek Wróblewski wrócił w wielkim stylu. W ostatniej audycji opowiedział o towarzyszącym nam, czy też raczej wpajanym od 20 miesięcy strachu. Wzniecany lęk