Choroby groźniejsze niż COVID

Choroby groźniejsze niż COVID
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jeśli ktoś myśli i jeszcze to publicznie głosi, iż w szpitalach leżą statyści lub jest to reset światowych finansów, to mnie to nie przeszkadza. Jest wolność słowa i wyrażania poglądów nawet całkowicie absurdalnych. Wariatów przybywa także przez pandemię, która dla nich nie istnieje. Ale jeśli są ludzie, a nawet zorganizowane grupy sabotujące proces szczepień, to zaczyna to być niebezpieczne i powinno być karane. Są na to paragrafy.

W sieci organizują się grupy zrzeszające osoby przeciwne szczepieniom. Ludzie ci rejestrują się na zabieg tylko po to, aby zablokować termin, a następnie nie pojawić się w puncie szczepień. Tak zwane antyszczepy publicznie chwalą się między sobą domniemanymi liczbami dawek, które udało im się tym sposobem zmarnować.

Odpowiedzialny w rządzie za proces szczepień minister Michał Dworczyk bagatelizuje sprawę. Co prawda uważa te osoby za skrajnie nieodpowiedzialne, ale twierdzi, że skala zjawiska jest znikoma (w kwietniu 1,5 procent zapisanych nie stawiło się w placówce medycznej) więc rząd nie przewiduje wprowadzenia żadnych sankcji za niestawiennictwo na szczepieniu. Wcześniej aktywny w komentowaniu sytuacji pandemicznej lekarz Bartosz Fiałek, blokowanie terminów i marnowanie dawek uznał za działania na szkodę obywateli Polski, czym powinny zainteresować się odpowiednie organy. Ma rację.

Wystąpię tu w roli prokuratora. Ludzie, którzy z premedytacją blokują terminy i dążą do utylizacji szczepionek, popełniają pospolite przestępstwo. Działanie „antyszczepów” powoduje, że jakaś tam pula pacjentów w danym czasie mogłaby, ale nie zostanie zaszczepiona. Czekając na swój termin, część z nich może się koronawirusem po prostu zarazić. Przebieg choroby może być ciężki, chory może wymagać hospitalizacji, podłączenia do respiratora. Ktoś może niestety umrzeć. Gdyby otrzymał szczepionkę zawczasu, tak by się nie stało. Ktoś zmarłego ma sumieniu. Ale nie tylko.

W kodeksie karnym mamy rozdział XIX Przestępstwa przeciw życiu i zdrowiu, a tam art. 160, paragraf 1: Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Interpretacja wydaje się prosta. Nie trzeba udowadniać, że konkretny „antyszczep” Zenon z Działdowa swoim działaniem spowodował uszczerbek na zdrowiu konkretnej pani Emilii z Ostródy. Ale gdyby można to udowodnić, zastosowanie miałyby paragrafy z dużo wyższym wymiarem kary. Zresztą nie o skutek tu chodzi, tylko o tzw. zamiar ewentualny. Tu on następuje. Wertując dalej kodeks karny, pewnie znaleźć można paragrafy, którymi da się objąć celowe utrudnianie pracy służby zdrowia w ciężkich czasach pandemii, wyrządzenie szkody materialnej polegającej na konieczności utylizacji niewykorzystanych szczepionek itp. Czy ktoś, kto wykradnie z apteki lekarstwa i je zniszczy, ma za ten czyn zabroniony nie ponieść konsekwencji? W mediach społecznościowych powstają grupy uprawiające ten proceder z blokowaniem szczepień. Tam wymieniają uwagi. Czy nie jest to z kolei działanie w zorganizowanej grupie przestępczej? Jeśli tak, to kolejne paragrafy.

W tym kontekście słowa Dworczyka budzą co najmniej zdziwienie. Minister reprezentuje bowiem nie tylko formację o nazwie Prawo i Sprawiedliwość, ale formację, która od zawsze była za konsekwentnym ściganiem i surowym karaniem.

Jaką linię obrony przyjąć może obrońca „antyszczepa”. To już jego sprawa. Ale prawdopodobnie pójdzie w stronę niepoczytalności sprawcy i wykaże, że z jego głową musi coś być nie tak, skoro – wraz z innymi świrami – podjął się absurdalnie szkodliwej akcji. Choroby psychiczne nasiliły się podczas pandemii. Bywają groźniejsze niż COVID.

Inne wpisy tego autora

Szczepienia: wolność ma swoje granice

Prezydent Andrzej Duda jest stanowczym przeciwnikiem obligatoryjnych szczepień. Jego zdaniem: „jest obowiązkiem ze strony polskiego państwa zapewnienie możliwości zaszczepienia. Można zachęcać, stworzyć programy edukacyjne, natomiast