Chwalebna neutralność dobrego biznesu

Chwalebna neutralność dobrego biznesu
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jedna z korporacji taksówkowych – będąca zresztą własnością niemiecką, co być może nie jest tu bez znaczenia, oraz funkcjonująca na zasadzie platformy do zamawiania aut – postanowiła pójść z duchem postępu i w związku z tzw. miesiącem dumy – czyli miesiącem popularyzacji idei reprezentowanych przez ruchy skupione pod literkami LGBTQWERTY… – uruchomiła w swoich mediach społecznościowych opowieści o „walce o równouprawnienie”. Nie wiem, czy przełożyło się to jakoś na same taksówki, to znaczy czy np. nakazano kierowcom indoktrynować pasażerów w duchu tolerancjonizmu.

Tolerancjonizmu nie należy mylić z tolerancją w pierwotnym znaczeniu tego słowa: „znoszenie”. Tolerancjonizm potępia każdą krytykę wiadomych mniejszości, każdą uznaje za wyraz wstecznictwa i groźnej nietolerancji, prowadzącej wprost do komór gazowych. Wcale nie przesadzam – przewija się taki absurdalny sylogizm. Tolerancja zaś, ta prawdziwa, to jedynie godzenie się z tym, że są obok nas ludzie, których mamy prawo ostro krytykować, nie lubić, a nawet nie cierpieć.

Podejrzewam, że wielu kierowców tejże korporacji nie ma nawet pojęcia, że zamiast taksówką jeżdżą teraz „gejówką”. Gdy się dowiedzą, może to być dla nich spore zaskoczenie. Firma w jednym z komentarzy w dyskusji, która rozgorzała na jej facebookowym profilu, stwierdziła, że szkoli swoich kierowców z otwartego i tolerancjonistycznego podejścia. Nie wiem jednak, czy kierowcy również o tym wiedzą. Szczególnie że – o ile wiem – większość z nich pracuje na zasadzie dorywczej, korzystając z aplikacji wspomnianej firmy, gdy akurat mają potrzebę. Nie są więc pracownikami, których korporacja mogłaby wezwać na jakiekolwiek szkolenia. Możliwe zatem, że te opowieści to zwykły pic.

Jakie były motywacje firmy? Nie takie przecież, że jej szefowie tak głęboko przejęli się nagle ideą tolerancjonistyczną albo głęboko przemyśleli sytuację LGBT w Polsce, że pod wpływem tych refleksji postanowili przemalować się na miesiąc na tęczowo. Możliwości są dwie, być może zachodzące jednocześnie.

Pierwsza to taka, że niemiecka centrala (z siedzibą w Hamburgu) nakazała polskiemu kierownictwu takie zachowanie, bo to jest pewna sztampa, Polska zaś została już uznana za kraj, gdzie nie robi się od niej wyjątków. Oczywiście w wielu miejscach świata takie wyjątki nadal by były, choć zapewne nie dotyczyłoby to tej akurat korporacji, która działa w 9 europejskich krajach. Wiadomo jednak, że firmy, które chwalą się tęczowymi obrazkami w Europie, jakoś nie są w tej sferze równie ekspansywne w krajach Bliskiego Wschodu czy Azji Wschodniej.

Natomiast promowanie LGBT na Zachodzie to jazda obowiązkowa wielu dużych firm. Działa tu podobny mechanizm jak – w mniejszej skali – w przypadku wspierania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: nie ma już dowolności. Wszystko dzieje się pod hasłem tolerancji i otwartości, ale paradoksalnie niepodłączenie się do takiej akcji natychmiast wywoła oskarżenia, że skoro się jej radośnie nie poparło, to zapewne jest się przeciwko, a bycie przeciwko tolerancji to – wiadomo – komory gazowe itd. Wytworzył się tu mechanizm podobny do tego działającego w najgorszej wersji komunizmu: nie można nie klaskać. Kto nie klaszcze, ten natychmiast staje się podejrzany i należy go uznać za wroga klasowego.

Druga możliwość to ta, że ktoś w firmie uznał, że może to mieć pozytywne skutki marketingowe. W to jednak szczerze wątpię. Nie bardzo umiem sobie wyobrazić te tysiące osób LGBT lub wielbicieli tolerancjonizmu, którzy masowo ruszają, by korzystać z usług tej akurat korporacji, bo oflagowała się na FB na tęczowo i wstawia tam wzięte z Wikipedii kawałki o „bojownikach” o tolerancję. Umiem natomiast doskonale wyobrazić sobie, że część klientów, ta o bardziej konserwatywnych poglądach, poczuje się tym zachowaniem zrażona i z usług korporacji zrezygnuje. Ja aplikację wykasowałem i nie mam zamiaru więcej z niej korzystać.

Dlaczego? Przecież firma w odpowiedzi na krytykę tłumaczy, że jest po prostu za otwartością i akceptowaniem każdego. (Nawiasem mówiąc, jej odpowiedzi w mediach społecznościowych są wyjątkowo żenujące i stawiam, że ich autorem jest jakiś młody, wykształcony z dużego ośrodka po studiach na kierunku „marketing i zarządzanie”. Wszystkie są bowiem utrzymane w tonie wyższościowej kpinki, sygnalizującej krytykom, że są zacofanymi głupkami. Jak na taktykę, mającą na celu utrzymanie przy sobie klientów – raczej słabo.) To jednak obłuda. Nie wiem, czy ktokolwiek w tejże korporacji jest w stanie przeprowadzić głębszą analizę problemu – być może pracują tam wyłącznie ludzie, których zdolności intelektualne kończą się na poziomie kopiowanych z internetu haseł. Faktem jest jednak, że nie można tutaj mówić o pogodzeniu i otwartości na wszystkich. W przypadku ideologii LGBT – a firma w swoich mediach społecznościowych, przypominam, pisze o ruchu LGBT, a więc nie tyle o akceptowaniu istnienia takich osób, ale o ludziach, którzy nadali temu właśnie kształt ideologii – mówimy o zasadniczym i fundamentalnym konflikcie z konserwatywnym światopoglądem. Widać go choćby w sporze o pojęcie rodziny czy małżeństwa. Jeśli więc firma, obojętnie jaka, zaczyna promować opowieści o słusznym i wielkim zwycięstwie krzewicieli LGBT, to zarazem promuje światopogląd wykluczający jakąś część klientów.

Oczywiście mówimy o firmie prywatnej, a firma prywatna ma tutaj dużą swobodę. Na konkurencyjnym rynku – rynek taksówkowy akurat taki szczęśliwie jest – zawsze można wybrać innego usługodawcę. Pracownicy także nie muszą pracować w korporacji, która otwarcie opowiada się po stronie obcych im wartości. Czy wobec tego moja krytyka jest uzasadniona? Jak najbardziej. Ludzie są różni i mają różne poglądy. Racjonalny przedsiębiorca działający w branży niezwiązanej z kwestiami ideologicznymi – taką są z pewnością przewozy osób – uwzględnia to w swojej kalkulacji i stwierdza (jest to jedyny racjonalny wniosek): nie opłaca mi się zrażać żadnej grupy, a więc nie opłaca mi się zajmować w drażliwych i konfliktowych sprawach żadnego stanowiska; a żadnego zajmować nie muszę, bo szczęśliwie przedmiotem mojej działalności jest coś całkiem innego. Nie ma żadnego powodu, dla którego firma operująca w całkiem innej sferze miałaby opowiadać się za jedną ze stron ostrego ideowego konfliktu.

Jeśli to czyni, oznacza to nie jej radosną neutralność – jak próbują nam wmawiać osoby obsługujące profil korporacji na FB – ale przeciwnie: skrajną stronniczość. Z biznesowego punktu widzenia, a już zwłaszcza w branży przewozu osób (gdzie naprawdę zagarnia się klientów każdego rodzaju i światopoglądu, a zarazem jest duża konkurencja) jest to kompletnie nieracjonalne, ponieważ wysyła sygnał do jednej z grup klientów, że nie są mile widziani – firma za swoje przyjmuje obce, wręcz wrogie im wartości, mimo że nie jest to w żaden sposób związane z dziedziną, w której działa. A skoro jest to nieracjonalne biznesowo, to tym bardziej potwierdza tezę, że mamy do czynienia z motywacją czysto ideologiczną – co z kolei powinno wzmocnić wniosek, iż klienci niepodzielający promowanych poglądów powinni z usług takiej firmy zrezygnować.

Powtarzam: prywatne firmy mogą dowolnie kształtować swoje przesłanie. Mogą nawet spróbować zbudować na ideologii LGBT cały swój wizerunek, jak producent lodów Ben&Jerry. Co ciekawe, ten rys firmy jest w Polsce raczej ukryty. Można go odnaleźć dopiero w mocno ukrytych blogowych wpisach na stronie firmy („Osoby transpłciowe zmieniają świat: świętujemy początki Dumy i wspominamy tych, którzy podjęli akcję” – ale to wpis z ubiegłego roku) i częściowo na FB. Większość kupujących lody Ben&Jerry w Polsce nie ma zapewne pojęcia, że wspiera przedsiębiorstwo zajmujące w konflikcie ideologicznym radykalną postawę.

Tymczasem jeżeli naszym zadaniem jest robienie dobrego, rzetelnego biznesu, to rzetelność i jakość w naszej dziedzinie powinna być naszą jedyną ideologią. Na przykład w hotelu po prostu przyjaznym i profesjonalnie prowadzonym nie są potrzebne ani krzyże w pokojach, ani tęczowe plakaty na każdej ścianie, żeby klienci czuli się tam dobrze – niezależnie od swoich seksualnych upodobań. Dobry hotel jest po prostu dobrym hotelem – dla wszystkich. Tak samo obsłuży grupę sióstr zakonnych jak parę gejów czy rodzinę z czworgiem dzieci i nie będzie do tego dorabiał ideologii. Podobnie rzecz się ma z firmą taksówkową. Normalny, racjonalny klient nie oczekuje od niej wykładów o historii ruchu LGBT, ale szybkiego przyjęcia zamówienia, podesłania auta na czas i profesjonalizmu kierowcy. Obojętnie, czy z taksówki korzysta akurat ksiądz, transseksualista, heteroseksualista, członek PiS czy konserwatywny publicysta. Doklejanie do tej usługi jakiejkolwiek ideologicznej warstwy, szczególnie w sprawie, w której trwa ostry konflikt, nie jest wcale działaniem na rzecz zgody czy tolerancji – przeciwnie: wyklucza jedną ze stron. To samo miałoby miejsce w sytuacji, gdyby jakaś korporacja taksówkowa nagle zaczęła prowadzić misję ewangelizacyjną i na swoim FB publikować teksty wystąpień i encyklik papieskich.

Tak się jednak jakoś składa, że tego typu akcji sobie nie przypominam. Ciekawe, dlaczego.

Inne wpisy tego autora

Fit For 55, czyli myślmy Mackiewiczem

Józef Mackiewicz był człowiekiem – i pisarzem – bezkompromisowym. To było widać szczególnie w jego stosunku do komunizmu, który odrzucał całkowicie i bez reszty jako