Lempart i sprzątaczka

Lempart i sprzątaczka

Doceniasz tę treść?

Przed siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej w Warszawie miała miejsce symboliczna scena. Nieco już zepchnięta na margines i zapomniana wulgarna aktywistka Marta Lempart pojawiła się tam, żeby oblać czerwoną farbą drzwi wejściowe do budynku. Nie wiem dokładnie, co to miało symbolizować, bo też nie chce mi się wnikać w motywacje pani Lempart w jakiejkolwiek sprawie, ale na pewno chodziło o coś bardzo jej zdaniem ważnego.

Drzwi zostały zatem oblane i pani Lempart właśnie zaczynała płomienną przemowę, kiedy obok pojawiła się pani sprzątająca. Pani sprzątająca w niewybrednych słowach zażądała wyjaśnień, kto nabałaganił, po czym retorycznie zapytała, kto to posprząta. Pani Lempart próbowała coś tam ripostować, ale, powiedzmy sobie szczerze, wypadło to nadzwyczaj mizernie w starciu z ostrą i zdecydowaną postawą pani sprzątaczki. Można właściwie powiedzieć, że ta ostatnia skutecznie posprzątała cały happening lewackiej aktywistki.

Co jest w tym obrazku symbolicznego? Bardzo wiele. Po jednej stronie mamy kobietę, która zarabia na życie uczciwą pracą. Nie są to zapewne pieniądze oszałamiające, a i praca do specjalnie lekkich nie należy. Jednak każdemu, kto wykonuje swoją robotę uczciwie – obojętnie, jaka ona jest: sprzątanie, wywożenie śmieci, orzekanie w sądzie czy kręcenie filmów – należy się szacunek. Nie ma znaczenia, co się robi, ale jak się robi.

Po drugiej stronie mamy natomiast specyficzny twór: aktywistkę. Bycia aktywistą do uczciwych zajęć nie zaliczam. Lubię być jednak precyzyjnym, więc trzeba najpierw zdefiniować aktywizm. Otóż nie chodzi tutaj o ludzi zajmujących się robieniem analiz czy pracujących w think-tankach. To nie jest aktywizm. To jest również uczciwa praca, nierzadko autentycznie na rzecz dobra wspólnego. Dostarczanie nam wiedzy, bazy do poważnej debaty, poszerzanie naszych horyzontów. Aktywizm natomiast polega przede wszystkim na tym, że żyje się z cudzych emocji, bardzo często samemu kreując problem, który te emocje ma nakręcać. Tak działają na przykład aktywiści klimatystyczni czy w dużej części aktywiści miejscy, żerujący na emocjach skierowanych przeciwko kierowcom.

Pani Lempart jest klasycznym przykładem aktywizmu. Aktywiści bowiem nie tworzą żadnej wartości dodanej. Ich działania nie dają nam żadnego towaru, nie dostarczają żadnej usługi ani nie powiększają naszej wiedzy w żadnej dziedzinie. Jedynie budzą emocje i na tych emocjach, jako się rzekło, aktywiści pasożytują. Przypomnę, że Strajk Kobiet pod przywództwem pani Lempart na Zrzutka.pl zebrał półtora miliona złotych. Trudno uznać, że są to pieniądze uczciwie zarobione, bo one w ogóle zresztą zarobione nie są. One zostały wydębione.

Żeby było jasne: ludzi, którzy nie zarabiają uczciwie pieniędzy, mógłbym wskazać wielu także poza gronem aktywistów. Swego czasu procesem groził mi mój ulubieniec Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności”, za zawarte w jednym z tekstów stwierdzenie, że od lat nie przepracował uczciwie ani dnia. Skończyło się na groźbach, a ja zaznaczam, że sprawą czysto ocenną jest, co uznajemy za uczciwy, a co za nieuczciwy sposób zarabiania pieniędzy.

Wracam jednak do sceny sprzed siedziby PiS. Starcie jednego z najbardziej odrażających sposobów żerowania na ludzkich emocjach z uczciwą robotą było, by użyć jednego z popularnych sformułowań, epickie. Przypomniało jednak również nieodrodną cechę lewicy, którą przecież wszyscy powinniśmy świetnie znać z czasów komuny: gęba pełna frazesów o obronie ludzi pracy, a praktyka całkowicie temu zaprzeczająca. Więcej nawet: dzisiejsza lewica, podobnie jak kiedyś komuniści, okazuje jak najgłębszą pogardę dla zwykłych ludzi. Wracając do dwóch podanych przeze mnie wyżej przykładów – aktywiści miejscy mają gdzieś normalnych mieszkańców miast, obarczonych rodzinami i obowiązkami, którzy chcą swobodnie poruszać się po mieście samochodem, bo to jedyny możliwy dla nich sposób spięcia spraw, którymi muszą się zająć; aktywiści klimatystyczni z kolei lekceważą skutki swoich postulatów dla ludzi, którym przestanie wystarczać pieniędzy na opłacenie rachunków za prąd albo ciepło.

W obrazku z Nowogrodzkiej jest dokładnie to: wielka pani Lempart od strajku kobiet przyszła sobie oblać farbą drzwi siedziby PiS, a plebs w postaci jakiejś tam sprzątaczki niech bierze ścierę i potem zasuwa. Przecież nie będzie tego robiła sama jaśnie oświecona aktywistka. Ona jest od pokrzykiwania i robienia zbiórek w internecie, a nie od machania ścierą.

Poglądy wyrażane przez blogerów publikujących dla WEI mogą nie być zgodne z oficjalnym stanowiskiem think-tanku.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: PO-PiS działa

Kreatywna księgowość budżetowa kwitnie. Jak kiedyś w amerykańskim Enronie. Z tym że dyrektorzy Enronu – Kenneth Lay i Jeffrey Skilling – zostali skazani za nadużycia