O pragnieniu wolności, czyli prawdziwy cytat z de Tocqueville’a

O pragnieniu wolności, czyli prawdziwy cytat z de Tocqueville’a

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wśród nadużywanych wielokrotnie cytatów rekordy bije chyba ten: „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się cudza”. Czytałem tę frazę niezliczoną liczbę razy, spierając się o strategię walki z epidemią. Przywołujący te słowa – na ogół całkowicie bezmyślnie – przypisują je Alexisowi de Tocqueville’owi i dodają, że zostały zapisane w jego fundamentalnym dziele „Dawny ustrój i rewolucja”. Twierdzę, że to nieprawda.

Oczywiście nie mam w pamięci całej treści ani tej książki, ani innego kluczowego dzieła de Tocqueville’a – „O demokracji w Ameryce”. Sprawdziłem to jednak tak dokładnie, jak się dało. Takie słowa nie padają w „Dawnym ustroju i rewolucji” w rozdziale III części trzeciej, zatytułowanym „Dlaczego Francuzi najpierw żądali reform, a dopiero potem wolności”, w którym myśliciel najwięcej miejsca poświęcił zagadnieniu wolności właśnie. Twierdzę także, że nie padają nigdzie indziej ani w tej książce, ani w „O demokracji w Ameryce”, ani – o ile mi wiadomo – w jakimkolwiek innym tekście autorstwa francuskiego myśliciela. Jest to, mówiąc krótko, cytat zmyślony, prawdopodobnie wskutek przekręcenia któregoś z twierdzeń zawartych już we wspomnianym rozdziale „Dawnego ustroju i rewolucji”. Nie jestem w tych sprawach nieomylny, zatem jeśli ktoś jest w stanie wskazać źródło tych słów i ich kontekst w pismach Francuza – przyznam się do błędu.

Przede wszystkim jednak trzeba zmierzyć się z absurdalną interpretacją tej frazy, która dla myśliciela klasy de Tocqueville’a musiałaby być niedopuszczalna. Otóż ci, którzy to zdanie przywołują jako argument na rzecz ograniczania praw części obywateli, wychodzą z postępowego pojmowania wolności, jako wolności do czegoś, co w czasach współczesnych zostało wypaczone jeszcze bardziej poprzez utożsamienie tak rozumianej – fałszywie – wolności z prawem do czegoś. A takich praw nowoczesna demokracja zna wiele i czynią one mnóstwo szkody. Na pierwsze miejsce wysuwa się tutaj obsesyjnie promowane „prawo do bycia bezpiecznym”, a ponieważ większość ludzkich zachowań niesie ze sobą jakieś zagrożenie dla innych, konsekwencją postawienia tego „prawa” na piedestale jest nieustające dążenie przez paternalistyczne rządy do ograniczania ludzkiej wolności. Oczywiście pojawia się tu opisywane nadużycie: zwolennicy takiego postępowania twierdzą, że mają prawo do żądania, aby wolność innych została skrępowana, bo w przeciwnym wypadku naruszana jest ich „wolność” – co jest fałszem.

Weźmy dwa przykłady: zakaz palenia w lokalach gastronomicznych i zakaz handlu w niedzielę. Zwolennicy fałszywego rozumienia wolności twierdzą, że możliwość palenia w kawiarniach i restauracjach naruszała ich „wolność”. To oczywiście nieprawda – nikt przecież nie zmuszał ich do chodzenia do takich lokali. Natomiast niewątpliwie wolność narusza wprowadzona regulacja, bowiem wprowadza przymus: zakazuje określonego zachowania. To samo dotyczy zakazu handlu w niedzielę. Otwarte w niedzielę sklepy nie naruszały niczyjej wolności – pracownicy handlu doskonale wiedzieli, na jakie zajęcie się decydują (argumentowałem na ten temat wiele razy obszernie również na blogu WEI, nie będę więc rozwijał tego wątku) i nie nakazywano im podejmowania takiego akurat zajęcia. Natomiast zakaz jest właśnie dokładnie tym – zakazem, który zawsze jest ograniczeniem wolności. Jeśli dziś pracownik handlu chciałby pracować w niedzielę – nie może. Jego wolność została autentycznie ograniczona.

Zwolennicy pogwałcenia obywatelskich wolności w imię polityki zdrowotnej uznają, że istnieje coś takiego jak „prawo do bycia zdrowym”. Otóż – nie, czegoś takiego nie ma. Podobnie jak nie istnieje prawo do ograniczania cudzej wolności w imię własnego komfortu, a więc na przykład subiektywnego poczucia bezpieczeństwa przed zakażeniem. Jeśli ktoś chce się czuć bezpieczny, to sam powinien o swoje bezpieczeństwo zadbać i ma takie możliwości – może się przede wszystkim zaszczepić. Nie może oczekiwać, że w imię jego prywatnych emocji komuś innemu zostanie ograniczona swoboda – na przykład poprzez wprowadzenie zakazu wstępu w określone miejsca przez osoby niezaszczepione.

Gdybyśmy faktycznie uznali, że prawo do czegoś – często są to zresztą kwestie właśnie czysto subiektywne, oparte nie na faktach, ale odczuciach – jest rodzajem wolności, musiałoby to prowadzić do nieustającego konfliktu pomiędzy różnymi „wolnościami”. Na przykład katolik słusznie argumentowałby, że jego wolność to prawo do eksponowania swojej wiary, a walczący ateista domagałby się, aby katolikowi tego zabronić, bo narusza to jego ateistyczną „wolność” od bycia otoczonym przez symbole religijne.

Jedyną możliwą i trafną koncepcją wolności jest „wolność od” – przede wszystkim od przymusu i opresji. Nie jest trudno zidentyfikować, kiedy mamy do czynienia z „wolnością od”, a kiedy z „wolnością do”. W przypadku tej pierwszej nie godzimy się, żeby czyjeś prawa były ograniczane na poziomie państwa w imię roszczeń jakiejś grupy. Jeśli ta grupa czegoś chce – na przykład ludzie obawiający się zakażenia SC2 chcą być bezpieczni – jedyną dopuszczalną metodą jest zorganizowanie sobie tego bezpieczeństwa samemu, w ramach wolności, która im przysługuje jak każdemu innemu obywatelowi. Nikt nie może im zabronić szczepić się ani – jeśli chcą – odizolować się od świata na lata. Nie mogą jednak oczekiwać, że ich potrzeba bezpieczeństwa zostanie zaspokojona poprzez ograniczanie praw innych.

Na koniec warto przywołać autentyczne słowa de Tocqueville’a z „Dawnego ustroju i rewolucji”:

Niektóre ludy ścigają wolność uparcie, przez wszelkie niebezpieczeństwa i niedole. I czynią tak nie dla umiłowania dóbr materialnych, jaki im ona daje; samą wolność uważają za dobro tak cenne i nieodzowne, że nic ich nie może pocieszyć po jej stracie, zaś mogąc jej kosztować – nie pragną niczego więcej. Inne ludy, żyjące w dobrobycie, pozwalają ją sobie wyrwać z rąk bez oporu, obawiając się, że wysiłek mógłby narazić na szwank dobrobyt, który właśnie zawdzięczają wolności. Czego im brak, by mogli pozostać wolni? Jednego: pragnienia wolności. Nie żądajcie, bym analizował to wzniosłe pragnienie – trzeba go doznawać. Zjawia się samo w wielkich sercach, które Bóg na jego przyjęcie przygotował; napełnia je i zapala. Duszom przeciętnym, które go nigdy nie odczuły, nikt nie wytłumaczy, czym ono jest.

Inne wpisy tego autora

Australia jak Peerel, czyli sekurytyzm

Jedno powinno być całkowicie jasne i toczenie o to sporu jest spieraniem się o fakty – a więc czymś, czego robić po prostu nie należy:

Klient nasz pan

Do sklepu wszedł pierwszy gość: kobieta ubrana w salopę i chustkę na głowie, żądająca mosiężnej spluwaczki… Pan Ignacy bardzo nisko ukłonił się jej i ofiarował

Życzenia (mało optymistyczne) na nowy rok

Na swoim kanale na YouTube poprosiłem widzów, żeby przesyłali mi pytania do sesji pytań i odpowiedzi. Jak mogłem się spodziewać, kilkakrotnie powtarzało się pytanie, które