Zderzenie cywilizacji

Zderzenie cywilizacji

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

To, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy możemy nazywać kryzysem, wojną hybrydową, kolejną fazą czy poziomem konfliktu. Wszystkie te określenia będą prawdziwe i nie można mieć wątpliwości, kto jest stroną agresywną. Warto jednak zwrócić uwagę, że rzadko na własne oczy możemy oglądać tak jaskrawy przykład zderzenia cywilizacji.

Nie chodzi tu nawet o konfrontację Wschodu z Zachodem, co oczywiście ma tu znaczenie, ale o wojny światów demokracji i tyranii. Na pierwszy rzut oka demokracja w takim konflikcie zdaje się być bezbronna, gdyż fundamentem jej istnienia i funkcjonowania jest moralność oparta na judeochrześcijańskiej tradycji. Efektem tego jest mniejszy zakres działań obronnych, jakie może podjąć demokratyczna władza, gdyż jest ograniczona wolą i wrażliwością własnych wyborców.

Odrzućmy na chwilę porównania do użytecznych idiotów czy piątej kolumny (nawet jeśli są one słuszne) i przyjrzyjmy się bliżej działaniom artystów czy działaczy społecznych, którzy domagają się pomocy dla osób koczujących przy granicy z Polską. Jeśli jeszcze odłożymy na bok kontekst polityczny (także niewątpliwie istotny), to musimy dostrzec, że u podstaw tych żądań leży współczucie oraz chęć ulżenia cierpieniu drugiego człowieka. Zresztą tylko osoba pozbawiona zupełnie wrażliwości nie wykrzesz e z siebie choćby krzty współczucia dla ludzi, który – w znacznej części nie ze swojej winy – zostali wciągnięci w pułapkę i sponiewierani znaleźli się w potrzasku.

Kraj taki jak Polska, w którym prawa człowieka mają wartość szczególną, a wrażliwość na cierpienie innych znajduje się na wyjątkowo wysokim poziomie, w sposób naturalny będzie przeżywał moralne rozdarcie. Im więcej będzie ofiar, im dłużej będziemy oglądać wymęczone twarze imigrantów nieludzko traktowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki, tym bardziej będzie narastała presja na udzielenie tym ludziom pomocy. Ten moralny barometr i empatia, tak potrzebne w budowaniu wspólnoty narodowej, stają się słabością w zderzeniu z tyranią.

Białoruski satrapa nie ma etycznych dylematów. Używanie niewinnych ludzi jako broni jest jednym z wachlarza działań, po które jest gotów sięgnąć bez większego wahania. Jedyną przesłanką, jaka decyduje o doborze narzędzi, jest skuteczność. Jeśli dla utrzymania władzy jest gotowy mordować i torturować własnych obywateli, to dlaczego nie ma sięgnąć po obcych, by nękać znienawidzonego sąsiada? Śmierć kolejnych imigrantów również nie będzie robić na nim żadnego wrażenia, gdyż jest to część jego planu. Im więcej upodlenia, przemocy i okrucieństwa po jego stronie, tym będzie wydawał się mocniejszy, bardziej bezwzględny i nieobliczalny. Po prostu groźniejszy. Zbrodnie, które obaliłyby każdy chyba demokratyczny rząd, tyranię wzmacniają. Być może do czasu, gdyż obok aparatu przemocy władza potrzebuje także uznania obywateli, ale póki co, Łukaszenka wyrasta w Europie na gracza, z którym należy się liczyć, a o to mu właśnie chodziło. Oczywiście, że bez wsparcia Kremla niewiele by zdziałał, ale dziś je posiada i rozgrywa swoją upiorną partię, domagając się uznania i docenienia. Nawet jeśli ma być nazywany mordercą, to chce, by się z nim liczono – rozmawiano i negocjowano.

Rzecz jasna nie przez przypadek wybrał właśnie ten oręż. Po pierwsze, stosunkowo niewielkim kosztem własnym jest w stanie wywołać kryzys nie tylko graniczny i humanitarny, ale przede wszystkim moralny. Po drugie, sięga po ludzi, którzy równie jak on żywią wobec Zachodu uczucia ambiwalentne: nienawidzą go i podziwiają jednocześnie. Chcieliby osiągnąć ten poziom dobrobytu, ale jednocześnie nie są w stanie zaakceptować kultury, której jest on efektem. W stojących naprzeciw nim ludzi w mundurach z karabinami i tarczami widzą więc wrogów własnej cywilizacji oraz przeszkodę na osobistej drodze do szczęścia. Ich determinacja będzie więc narastać.

Konflikt na granicy polsko-białoruskiej prawdopodobnie nie skończy się w ciągu tygodnia czy miesiąca, gdyż tyrania nie musi liczyć się opinią publiczną, opozycją czy społecznymi autorytetami. W razie potrzeby po cichu ich zamorduje, zamknie w łagrze, a w najlepszym wypadku wyrzuci z kraju. Poniewieranie ludźmi jest jego metodą na sprawowanie władzy, a sprowadzenie imigrantów oraz sposób obchodzenia się z nimi wywołają dodatkowo strach wśród Białorusinów, którzy przecież tak blisko byli uzyskania wolności. Twarze zmęczonych, płaczących dzieci i kobiet, sfrustrowanych i agresywnych mężczyzn, którzy stali się narzędziem w ręku tyrana, będziemy więc na ekranach telewizorów czy monitorach komputerów oglądać jeszcze przez wiele miesięcy. Łukaszenka się nie cofnie, dopóki odpowiedź Zachodu nie będzie dla niego wystarczająco bolesna.

W tym cywilizacyjnym zderzeniu demokracja ma przecież mniejsze możliwości. Jej wojska nie będą strzelać do niewinnych, choć po drugiej stronie granicy wykluczyć tego nie można. Nie będzie okłamywać, bić, szantażować czy przeganiać przybyszów z miejsca na miejsce, choć po drugiej stronie zasieków dzieje się to niemal codziennie. Z trudem przyglądamy się zbrodniom tyranii, gdyż życie człowieka jest wartością samą w sobie, a nie narzędziem, którego można dowolnie używać. Demokracja może odpowiedzieć sankcjami gospodarczymi czy personalnymi, które – jeśli nie mają uderzyć w całe społeczeństwo – zawsze będą miały ograniczony zasięg. Mogą być uciążliwe, ale przecież oligarchia tyranii jest zahartowana. Skuteczność sankcji mierzy się częściej w latach niż tygodniach.

W takich chwilach warto sobie też uzmysłowić, że demokracja, wolność i system wartości, w jakich żyjemy, są na świecie zjawiskami unikalnymi. Zdecydowana mniejszość ludzi może czuć się tak podmiotowo nawet w swoim własnym kraju. To połączenie swobody oraz silnego państwa, którego celem jest dbanie o bezpieczeństwo własnych obywateli, jest czymś wyjątkowym i dlatego tak bardzo atrakcyjnym dla innych. Także dla tych, którzy tak bardzo nas nienawidzą.

Paradoks tej sytuacji polega jednak na tym, że to co, tyrania uznaje za słabość demokracji – czyli właśnie tę moralną wrażliwość – w dłuższej perspektywie jest jej siłą. Związek Sowiecki przegrał zimną wojnę nie dlatego, że miał słabszą armię, ale z powodu wieloformatowej niewydolności systemu opartego na nihilizmie. Kraj, choćby był potężny, pozbawiony wartości musi ulec, nawet jeśli początkowo osiąga sukcesy.

Demokracje potrafiły wygrać w starciu z tyranią, gdy zrozumiały, że w tych dwu zderzających się cywilizacjach obowiązują inne standardy. A wolny świat musi inaczej traktować siebie, a inaczej agresora. To dlatego trudno potępiać Brytyjczyków za dokonywanie dywanowych nalotów na niemieckie miasta w czasie II wojny światowej czy zamachy terrorystyczne Armii Krajowej w Berlinie i Breslau.

Możemy się spodziewać, że odpowiedź Polski i Unii Europejskiej na wypowiedzianą przez Łukaszenkę wojnę hybrydową będzie miała charakter dotkliwych sankcji gospodarczych. Nie wiemy jeszcze na ile okażą się one trafne, ale można przewidywać, iż – przy zachowaniu wsparcia Rosji – białoruski dyktator przynajmniej przez pewien czas nie będzie musiał rezygnować z prób szturmowania granicy.

Dlatego równie istotne jest, by otrzymał sygnał, że demokratyczne państwo nie będzie kierowało się zasadą mniejszego zła, czyli wpuszczenia imigrantów, dla uspokojenia własnego sumienia, ale większego dobra. Za wszelką cenę będzie ono broniło własnej wspólnoty, gdyż to ona jest na pierwszym miejscu w hierarchii wartości.

Inne wpisy tego autora

Historyczni rewizjoniści

Zmiana nazwy Ronda Romana Dmowskiego w Warszawie jest próbą przeniesienia na polskie warunki ruchu BlackLivesMetter, czyli swego rodzaju buntu przeciw własnej historii. Bohaterowie nie mają

Szaleństwa giganta

Jednym z fetyszów współczesnej polityki europejskiej jest przekonanie, że najbardziej racjonalnie zachowują się Niemcy. Mają być do bólu pragmatyczni, chłodno oceniać rzeczywistość, a przez to

Szaleństwo polskich elit

Zrobić dobry film o tragicznej historii Żydów w czasie II wojny to z mało.  Trzeba jeszcze wygłosić rytualny manifest polityczny, zasugerować udział Polaków w holocauście