Nie dla segregacji sanitarnej obywateli

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Polemika z Błażejem Lenkowskim

Dyskusja o wprowadzeniu regulacji zabraniających niezaszczepionym obywatelom dostępu do ogólnodostępnych przybytków, jak kina i restauracje jest niebezpieczna, szkodliwa oraz prawnie, moralnie i praktycznie wątpliwa. To populistyczna retoryka, w którą niestety wszedł mój serdeczny kolega, redaktor Błażej Lenkowski.

Nie zgadzam się z tym, co napisał Błażej 16 lipca na łamach Liberte! w tekście pt. „Czas na radykalne działania w kwestii szczepień na COVID-19”. Ale od początku. Artykuł zaczyna się tezą, że żyjemy w złudnym poczuciu beztroski, które może zostać przerwane kolejnym jesiennym lockdownem. Błażejowi chodzi o to, że ewentualny, zbyt niski procent szczepień przyczyni się do kolejnego zamrożenia życia społecznego. Tyle że decyzja o lockdownie nie jest decyzją medyczną, a stricte polityczną. Szwecja, na którą często się powoływałeś Błażeju, lockdownu, jaki my poznaliśmy w Polsce, nie wprowadziła nigdy i nie zanosi się na to, by miała zamiar go wprowadzić. W ślad za nią poszedł Teksas, a media obiegła informacja, że Singapur i Wielka Brytania wracają do życia, podejmując decyzję o traktowaniu COVID-u jako normalnej choroby. W Singapurze zaszczepionych jest mniej niż 40% społeczeństwa, czyli mniej niż w Polsce. Liczba zakażeń i skala szczepień nie była i nie musi być determinantą lockdownowych decyzji. Ty jednak za wzór postawiłeś Francję, w której (gdy piszę ten tekst) trwają wielotysięczne protesty w imię obrony praw i swobód obywatelskich.

Piszesz dalej, że obowiązek szczepień nie jest w polskiej tradycji niczym nowym, a powoływanie się na wolnościowe idee jest w tym przypadku nieporozumieniem, bo to tak, jakby restaurator miał prawo do serwowania klientom robali. Po pierwsze, w Polsce istnieje obowiązek szczepień na szereg chorób, ale nie jest to tożsame z przymusem szczepień. To rodzaj zapisu, który funkcjonuje umownie i dzięki bogu, do dziś na mocy dobrowolnej umowy społecznej się z niego wywiązujemy. To, że uchylanie się od obowiązku szczepień na „konwencjonalne” nie-COVID-owe choroby jest trudne, pokazują zorganizowane ruchy antyszczepionkowe. Innymi słowy, trudno siłowo wyegzekwować na człowieku szczepienia, gdy ten się przed nimi wzbrania. Siła antyszczepionkowców, pomimo medialnego zorganizowania i szumu, do dziś jest jednak marginalna. Polacy w miażdżącej większości szczepią swoje dzieci zgodnie z klasycznymi wytycznymi lekarskimi. Dobrowolnie. Wrzucanie ponad połowy niezaszczepionych Polek i Polaków do worka z „antyszczepami”, co chętnie niektórzy czynią, jest krzywdzące dla nich i samego zaufania do szczepionek na COVID.

Co do wolnościowych idei – zdaje mi się, że posuwasz się w tej analogii z robalami za daleko. Wolnościowiec powie tak: „Mogę się zaszczepić, mogę podjąć decyzję, że nie będę spotykać się z niezaszczepionymi znajomymi, mogę unikać miejsc, w których pomimo zaszczepienia czuję się niekomfortowo, mogę iść do restauracji a jak ktoś, dobrowolnie chce robale u siebie na talerzu, to jego sprawa”. Dziwi mnie też cezura sześciu miesięcy dla ozdrowieńców. Czemu akurat pół roku? Szereg badań dowodzi, że ozdrowieńcy otrzymują trwałą, dożywotnią odporność. Jeśli już, decydująca powinna być obecność przeciwciał (co z zaszczepionymi, których organizmy jednak ich nie wytworzyły?), a nie czas po przechorowaniu. Czemu zatem zmuszać do szczepień ozdrowieńców i zabraniać im korzystania z restauracji, hoteli, koncertów etc.?

Kończysz Błażeju jeszcze tragiczniej: Postulujesz wstrzymanie 500 plus za brak szczepienia, szereg ograniczeń dla niezaszczepionych i odpłatne leczenie COVID-u w szpitalach. Tylko jak to umocować prawnie? Na jakiej podstawie? Tym nie przejmujesz się w ogóle. Dlaczego osoby niezaszczepione miałyby płacić za leczenie koronawirusa, skoro normalnie płacą podatki, w tym składkę zdrowotną? COVID leczy się jakoś wyjątkowo względem raka, ostrego zapalenia płuc czy marskości wątroby? Na jakiej podstawie prawnej ograniczać wejście do ogólnodostępnych, otwartych przybytków jakiejś grupie społecznej za to, że nie zaszczepiła się dobrowolną szczepionką?

Twoje pomysły Błażeju obarczone są wadą prawną, praktyczną i etyczną. Zacznijmy od prawnej. Piszesz, że już od sierpnia szczepienia na COVID powinny stać się obowiązkowe. Tyle że wciąż trwają testy szczepionek. Powiesz, że to tylko sprawa formalna, procedura została przyspieszona, a teraz trwają kolejne fazy testów skupiające się nie na bezpieczeństwie, tylko na trwałości szczepień. Nie zmienia to faktu, że szczepionki dopuszczono do obiegu warunkowo, że trwają procedury i testy, trudno zatem jakkolwiek prawnie mówić o możliwości wprowadzenia obowiązku szczepień przed definitywnym zakończeniem wszelkich testów i procedur.

Dalej, kwestia praktyczna: kto i na jakiej podstawie miałby prawo do weryfikacji posiadanego szczepienia? W wydanym niedawno dokumencie Urząd Ochrony Danych Osobowych przypomniał, że kwestia zaszczepienia się jest traktowana jako zabieg medyczny, a informacje o nim chronione są prawnie, czego nie zmienia obowiązujący w Polsce stan epidemii. RODO w tej sprawie działa, w pewnych sprawach pracodawca ma związane ręce, a co dopiero restaurator pytający przypadkowego klienta.

Kolejne kłopoty prawne: jak pogodzić zakaz wpuszczania niezaszczepionych do wspomnianych przybytków z prawem do wolności gospodarczej? Co, jeśli niezaszczepiony jest właściciel restauracji/kina/kawiarni? (Jedyną odpowiedzią, jaką na to pytanie usłyszałem, była odpowiedź znajomego redaktora, na co dzień hołubiącego liberalnym postulatom. Jako zwolennik sanitaryzmu, w wielkim wzburzeniu i nerwach wywołanych kłopotliwym pytaniem odparł: „Nie będzie mógł prowadzić działalności! Nie chce się zaszczepić? Nacjonalizacja!”. Poczułem się jak na rozmowie z narodowym socjalistą). Te same wątpliwości wyraził konstytucjonalista z UW, prof. Ryszard Piotrowski w wywiadzie dla „Polska The Times” z 14 lipca: „To ukryta forma przymusu, co więcej – godząca w swobodę działalności gospodarczej. Bo przecież gdyby był pan restauratorem, to zależałoby panu na tym, żeby mieć jak najwięcej gości, a nie żeby ich wypraszać. Znów powstaje pytanie o względy praktyczne – to właściciele lokali mają sprawdzać, czy ktoś się zaszczepił? Czy policja będzie organizowała naloty na restauracje?” – powiedział. Na jakiej podstawie prawnej w ogóle rozmawiać o niewpuszczaniu części ludzi do ogólnodostępnych przybytków? Nie można rzucać tak polaryzujących pomysłów bez jednoznacznej odpowiedzi na tak ważne pytanie.

Twoje pomysły Błażeju budzą także wątpliwości natury etycznej. Wiele osób uderza mocno, gdy mówi się o apartheidzie. Zwolennicy takich rozwiązań przypominają, że to żaden apartheid, skoro jedną decyzją można wyjść z grona osób wykluczanych i stać się na powrót posiadaczem praw obywatelskich. Tyle że w historii znajdziemy przykłady otwartych furtek, czy różnego rodzaju wyborów, które jednak zawierały element szantażu i przemocy. Sama idea segregacji budzi silne, polaryzujące skojarzenia. O tym, że są to pomysły szkodliwe, emocjonalnie traumatyzujące część ludzi, którzy mają prawo się bać mówił psychoterapeuta Wojciech Eichelbereger podczas rozmowy z redaktorem Bogdanem Rymanowskim w Polsat News z 13 czerwca.

Cały swój wywód opierasz Błażeju na widmie lockdownu, którego nie chcemy. Ale czy na pewno? Czy to cała prawda? Wsłuchuję się w głosy opinii publicznej i polityków. Większości z liberalno-lewicowych polityków i komentatorów lockdown, który razem krytykowaliśmy, nie przeszkadzał. Więcej, domagali się dłuższego i ostrzejszego lockdownu. Opozycja demokratyczna nie przedstawiła żadnej konkretnej propozycji antylockdownowej w kontrze do rządu przez cały czas jego trwania. Skupiła się jedynie na… krytyce szczepień, którą akurat rząd przeprowadził nieźle. I teraz ci zwolennicy twardego zamykania, nieprotestowania na widok usychających na zdalnym nauczaniu swoich dzieci, drżą z powodu kolejnego, ewentualnego zamknięcia? Śmiem wątpić. Tu konflikt idzie już nie o szczepienia i lockdown, tylko o prawdę, wartości i naukę. Jedni nazywają drugich foliarzami i walczą ze sobą, chcąc narzucić swój model postępowania z epidemią. Dziwi mnie też, że nikt już nie pamięta o głosach ekspertów, którzy jeszcze kilka miesięcy temu głośno mówili, że jeśli będzie czwarta fala, to nie będzie ona tak groźna i niebezpieczna, za to bardziej lokalna. Skąd więc ta panika?

Na zagadnienie tak drastycznego ograniczenia swobód obywatelskich patrzę także z niepokojem w przyszłość. Uważam, że jeśli zgodzimy się raz na posegregowanie społeczeństwa, za jakiś czas pojawią się inne pomysły. I będziemy musieli się na to zgodzić, bo już wyraziliśmy zgodę. Czy kolejne rządy likwidują podatki nałożone przez poprzednie ekipy, czy przeciwnie, dokładają własne daniny? Jaka jest proporcja? Obawiam się, że tak samo będzie ze swobodami obywatelskimi, dlatego nie wolno nam promować i żyrować takich działań. Prof. Piotrowski we wspomnianym wywiadzie ujął to tak: „Przymus jest najgorszym argumentem, a do tego stwarza precedens do tworzenia rozwiązań totalitarnych. Skala kontroli nad jednostką znacznie się rozszerzy, a wtedy może się okazać, że ofiarami wirusa są również prawa człowiek […] Nasza konstytucja pojmuje wolność indywidualistycznie, nie kolektywistycznie”.

Reasumując: Jest zbyt dużo wątpliwości prawnych, etycznych, możliwości praktycznego i skutecznego wykonania takiej segregacji oraz potencjalnych zagrożeń dla swobód obywatelskich, by w ogóle otwierać ten front. Dodajmy: front polaryzujący społeczeństwo i tak spolaryzowane, o czym świadczy choćby nasz tutaj spór. Nie idźmy tą drogą, szukajmy konsensusu, rozmowy, odnajdujmy inne drogi postępowania (Szwecja, Teksas, Wielka Brytania) i pamiętajmy, że lockdown jest zawsze decyzją polityczną, a nie medyczną. Liberałowie wobec skłonnych do restrykcji autorytarno-prawicowych rządów i wystraszonych, skłonnych do sprzedawania wolności lewicowców, szczególnie muszą bronić swobód i praw obywatelskich. Nawet wtedy, gdy intuicyjnie pewne zakazy i ograniczenia wydawałyby się uzasadnione. Nie otwierajmy tej puszki pandory.

Inne wpisy tego autora