Pod prąd. Elektromobilność

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Auta niewykorzystujące paliw kopalnych (albo zużywające je w ograniczonym zakresie) przedstawiane są jako niemalże panaceum na dolegliwości światowej gospodarki. Firmy produkujące „elektryki” bardzo szybko uzyskują znaczną kapitalizację. Akcje najbardziej znanej z nich, Tesli, dekadę temu wynosiły ok. 5 USD za sztukę, by kilka lat temu dojść do poziomu 60–70 USD. Obecnie za jedną zapłacić trzeba już ponad 700 USD, a na wyhamowanie ostro zwyżkowego trendu, jaki pojawił się w 2020 r. nie zanosi się. Ciekawym przypadkiem był także run na Nikolę, inną spółkę branży EV, która nigdy nie przygotowała nawet gotowego produktu, a jedynie same koncepcje. W szczycie, w czerwcu 2020 roku, cena za akcję zbliżyła się do 66 USD, mimo że jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie mogła przekroczyć 11 USD.

Także Polsce udzielił się entuzjazm związany z elektromobilnością. W Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju sektor ten został wymieniony jako jeden z kluczowych, mimo że Polska nie ma własnych marek samochodowych, a produkcja aut w Polsce z roku na rok maleje (z 554 tys. w 2016 r. do 435 tys. w 2019 r. i niecałych 280 tys. w 2020 r.). W 2020 r. z udziałem licznych oficjeli rządowych odbyła się prezentacja prototypów polskiego samochodu elektrycznego, Izery. Pokazane publice modele nie były jednak jezdne, a stanowiły jedynie przedstawienie wizji. Zainteresowanie inwestorów okazało się umiarkowane, przez co Izerę wspomóc postanowił Skarb Państwa, przeznaczając grunty pod budowę fabryki, w planach jest wejście w tzw. partnerstwo strategiczne. Planowana data rozpoczęcia produkcji tymczasem ulega opóźnieniu. W 2020 r. przedstawiciele firmy twierdzili, że pierwszy samochód zjedzie z linii w 2023 r., obecnie podawany jest 2024 r.

 

POBIERZ RAPORT

Inne wpisy tego autora