Pozwólmy miastom się rozlewać. Czy nieruchomości muszą być tak drogie?

Doceniasz tę treść?

Sebastian Stodolak w swoim artykule dla Dziennika Gazety Prawnej pisze:

Mieszkam na warszawskim Mokotowie. Sąsiad z bloku wystawił mieszkanie na sprzedaż. 55 mkw., parter z ogródkiem i miejscem parkingowym. Cena za metr – 15 tys. zł. „Szaleństwo!” – pomyślałem. Jeszcze w 2015 r., gdy się tam wprowadziłem, cena za metr wynosiła w okolicy niecałe 8 tys. zł. Wzrost o 87 proc. Dlaczego aż tyle?

(…)

Zafrasowany spojrzałem na Twittera, gdzie jeden z moich zacnych kolegów ekonomistów podaje trop do rozpracowania zagadki rosnących cen nieruchomości w Polsce – bo przecież fenomen ten nie dotyczy tylko Mokotowa. Ceny rosną średnio w tempie 7–8 proc. rocznie. „Zagraniczne fundusze inwestycyjne” – oto odpowiedź tego ekonomisty. Wykupują spekulacyjnie mieszkania, podnosząc ich ceny. Fundusz NREP ze Skandynawii chce w ciągu pięciu lat wykupić w polskich miastach 10 tys. lokali.

(…) Gdy popyt na dane dobro rośnie, jego cena także w krótkim czasie pójdzie w górę. W długim zaś spadnie, bo dostawcy tego dobra zaczną produkować więcej, a na przynoszący coraz wyższe zyski rynek wejdą nowi gracze. Skoro więc w branży nieruchomościowej pojawiają się bardziej rentowne formy wykorzystania zasobu mieszkaniowego – jak najem na krótki termin czy dodatkowy kapitał z zagranicy – to wzrosty cen nie powinny zaskakiwać konsumentów.(…) Ludzie migrują do miejsc, gdzie mogą liczyć na wyższe zarobki. Stąd największe obszary metropolitalne notują – często wbrew ogólnemu trendowi spadku populacji – wzrosty liczby mieszkańców. Nowi, bogacący się mieszczanie zgłaszają popyt na nieruchomości, które na normalnie działającym rynku powinny być im dostarczane. Nie zawsze są. Dlaczego? Ze względu na bariery podażowe.

(…)To kosztowny błąd. Ekonomiści Desen Lin i Susan Wachter wyliczyli, że gdyby zliberalizować w Los Angeles prawa gruntowe do poziomu najmniej uregulowanych amerykańskich miast, ceny mieszkań spadłyby tam o 25 proc. W Wielkiej Brytanii, gdzie cenowym złoczyńcą ma być zagraniczny kapitał, regulacje powodują, że ogólna podaż mieszkań wzrosła w ciągu ostatnich 20 lat o zaledwie 16 proc. (do 24,6 mln). Ceny w tym czasie poszły w górę czterokrotnie – podaż nie mogła dostosować się do zwyżkującego popytu.

(…)Urbaniści i decydenci polityczni często zachowują się jak rozkapryszone dzieci: chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. Chcą, by wszystkich nas było stać na ładne, przestronne mieszkania w dużych miastach, a jednocześnie robią wszystko, by deweloperzy nie mogli ich budować. Z kolei ekonomiści, którzy ten paradoks dostrzegają, rzadko zaangażowani są w politykę planistyczną. Jedni i drudzy tworzą dwa osobne, niedzielące się wiedzą obozy. „To historia ślepego i paralityka, którzy chadzają własnymi drogami.

(…)W rządowych komunikatach nieustannie pojawia się pojęcie „deficytu mieszkaniowego”, czyli różnicy pomiędzy liczbą lokali zamieszkanych a liczbą gospodarstw domowych(…)Czy zatem rządowe programy wsparcia mieszkalnictwa są faktycznie dobrym pomysłem? Nawet jeśli są, to i tak pierwszym krokiem powinno być usunięcie barier podażowych. W przeciwnym razie programy państwowe tylko podniosą ceny. Na rynek napłynie więcej pieniędzy, np. w formie subsydiów, ale deweloperzy nie wybudują odpowiednio więcej mieszkań. Tak zresztą wygląda inflacyjny wpływ luźnej polityki pieniężnej w mieszkalnictwie, dobrze zbadany już przez ekonomistów.

(…)W rozlanym, za to dobrze skomunikowanym mieście, pracujących jest więcej, a ludzi mieszkających w centrum – mniej. Miasta powinny więc w dużej mierze projektować się same, opierając się na wyborach mieszkańców, którzy realnie z nich korzystają – a nie tylko teoretyzują na ten temat. Czy nie czeka nas wówczas kataklizm? Cóż, jeśli kataklizmem jest choćby Dolina Krzemowa – system urbanistyczny łączący 18 jednostek miejskich we współzależną, innowacyjną, bogatą całość – to powinniśmy go sobie życzyć.

Więcej informacji znajduje się TUTAJ.

Inne wpisy tego autora

Ukraina będzie wolnorynkowym rajem

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić po wojnie, jest dołączenie do wspólnego rynku. Drugą – wprowadzenie podatku liniowego i prywatyzacja, m.in. ukraińskich kolei – uważa Marian

Memento mori, ekonomio!

Nasza śmiertelność i nasze podejście do niej wpływają na to, jak szybko rozwija się gospodarka. Boston Dynamics, najbardziej znana na świecie firma produkująca roboty, z