Jak odchudzić wydatki polskiego państwa? Sonda „Dieta cud” – Tomasz Rostowski

Doceniasz tę treść?

Prof. Tomasz Rostkowski

Efektywność wydatków publicznych jest zawsze istotnym wyzwaniem. Sam sposób budowania budżetu bazujący na historii, utrudnia nie tylko zastosowanie „diety”, ale nawet jej rozważenie.

„Historia” dotyczy nie tylko wielkości wydatków, ale także stabilnego poziomu zatrudnienia, hołubienia dotychczasowych metod działania i praktyk. Sprzyja to zatem uszczegóławianiu procedur, wydłużaniu zapisów, ustaw, rozporządzeń, zarządzeń, wewnętrznych regulaminów itp. To przez to, rezultatem kolejnych „wojen z biurokracją” jest zwiększanie biurokracji. A nadawanie sensu działaniom publicznym zwiększa liczbę bezsensownych, zbędnych, a nawet szkodliwych procedur. Dostrzegają to nie tylko obywatele, ale także funkcjonariusze państwa (urzędnicy, policjanci, nauczyciele itp.). Prowadzi to nie tylko do ograniczenia efektywności państwa, ale także do ośmieszania jego wizerunku co może mieć fatalne konsekwencje.

Sektor publiczny nie posiada zdolności zapominania, a raczej dodawania i mnożenia. Dokłada sobie zadań i mnoży problemy. Wysoki poziom pamięci instytucjonalnej utrudnia „twardy reset”, czyli wyeliminowanie dotychczasowych praktyk i stworzenie od początku racjonalnych, prostych i intuicyjnych rozwiązań. W większości przypadków dotyczy to także cyfryzacji. Najczęściej cyfryzacja polega na próbie stworzenia informatycznego odpowiednika obecnie stosowanych rozwiązań. Prowadzi to do utrwalania patologii, a brak zaufania do nowoczesnych technologii powoduje, że stary system jest często utrzymywany równolegle z nowym.

Kłopotów z funkcjonowaniem sektora publicznego należy upatrywać w mocno przestarzałym sposobie działania, całkowicie nieprzemyślanych struktur organizacyjnych, nadmiernie rozbudowach procedur itp. Wynika to wszystko z przyjętych błędnie fundamentalnych założeń, których zmiana, to w praktyce bardzo ryzykowna dla utrzymania trwałości państwa rewolucja. To wyzwanie nie zostało podjęte w 1989 roku i z każdym rokiem jego podjęcie jest trudniejsze. Być może dopiero groźba bankructwa państwa zdoła wymusić niezbędne, bardzo głębokie reformy. Takie działania mogłyby przynieść gigantyczne oszczędności, a jednocześnie przyspieszyć i uelastycznić działanie państwa, zwiększyć satysfakcję obywateli oraz pracowników sektora publicznego. W krótkim okresie jednak wywołałoby destabilizację, a przede wszystkim zagroziłoby interesom osób, które czerpią korzyści z istniejących patologii lub wydaje im się, że zmiana mogłaby mieć dla nich negatywne konsekwencje.

Zanim to nastąpi, istnieje konieczność poszukiwania oszczędności na mniejszą skalę. Największym rezerwuarem oszczędności są wydatki na ubezpieczenia społeczne, rodzinę i zadania z zakresu polityki społecznej. Bardzo trudno jest określić przydatność wielu działań, które są podejmowane w tym obszarze. Wiadomo jednak, że zmiany w tych obszarach mogłyby nieść ze sobą poważne problemy polityczne. Z pewnością jednak możliwe jest usunięcie największych nadużyć występujących w tych systemach. Trudno jest dotrzeć do spójnej bazy danych beneficjentów rozmaitych „prospołecznych” systemów, których istnienie powoduje możliwość wykorzystywania pieniędzy podatników na prywatne potrzeby nieproduktywnej grupy ludzi. Korzyści upatrywać należy zatem w uszczelnianiu systemów.

W pierwszym etapie wiąże się to z mało ryzykownymi zmianami dotyczącymi uściślenia definicji. Przykładowo, ogromnych korzyści należy oczekiwać w związku ze zmianą definicji z „osoby niepełnosprawnej” na „osobę z niepełnosprawnościami”, co pozwoliłoby na skoncentrowanie działań i budżetu na wykorzystaniu „sprawności” poszczególnych osób, czasowe wypłaty zasiłków i ich uzależnienie od sukcesów w obszarach, w których konkretne osoby mogą podjąć pracę. To dość oczywiste, że osoby, które nie mogą zostać górnikami w związku z chorobami płuc, mogą rozważać tysiące innych dróg zawodowych.

Innym przykładem zmiany definicyjnej jest uzależnienie wsparcia osób mniej zaradnych zawodowo od ich funkcjonowania w społeczeństwie. Upraszczając i konkretyzując, można powiedzieć, że osobą, która nie posiada kompetencji do podjęcia pracy, z pewnością nie jest człowiek, który potrafi zorganizować utrudniające życie sąsiadom nocne imprezy towarzyskie i konflikty, do których rozwiązywania kierowane są patrole policji.

Znaczące i całkowicie realne korzyści wiążą się z niedawnymi sukcesami w zakresie cyfryzacji odniesione przez niektóre organizacje publiczne. Doskonałym przykładem jest ZUS, który dzięki rozwiązaniom elektronicznym ograniczył jednostkowy koszt realizacji niektórych działań do ułamka wcześniejszych kosztów. Nie są to rozwiązania kompleksowe, ale wskazują drogę, którą powinny pójść także inne organizacje publiczne. Pozwoli to ograniczenie wszelkich kosztów funkcjonowania państwa, a w tym ograniczenie wydatków na administrację publiczną, prowadząc do optymalizacji zatrudnienia. Aby uniknąć niebezpiecznych zmian rewolucyjnych, można wskazać bezpieczne dla pracowników publicznych i niebudzące istotnego oporu drogi dojścia do odpowiedniej sytuacji, wykorzystujące naturalne ruchy kadrowe.

Istnieją ogromne możliwości ograniczania zbędnych kosztów działania w takich obszarach jak obronność, edukacja i ochrona zdrowia. Z przyczyn oczywistych jednak oszczędności tego rodzaju nie powinny być traktowane inaczej niż sposób na znalezienie środków niezbędnych do doskonalenia tych obszarów od strony jakościowej. To założenie należy przyjąć przynajmniej do czasu całkowitej rewolucyjnej zmiany całego systemu funkcjonowania państwa. W ochronie zdrowia przykładem jest likwidacja nadmiernej biurokracji, która w efekcie zmniejsza, a nie zwiększa szanse chorego na przeżycie. Oznacza to oszczędności w czasie pracy personelu o nie mniej niż 30% (a docelowo znacznie więcej). Większa koncentracja na utrzymaniu zdrowia niż leczeniu to kolejne źródło ogromnych oszczędności finansowych (nie licząc innych korzyści jak ograniczenie zbędnych zgonów, kosztów utraty zdrowia itp.). Co ciekawe, w ramach oszczędności w edukacji wystarczy zrealizować część postulatów związków zawodowych np. ograniczenie podstaw programowych czy obniżenie wagi tornistra szkolnego. Trudno jest znaleźć uzasadnienie zarówno dla długości trwania nauki, jak i dla jej treści i ekstremalnie kosztownych metod, podobnie jak uznać za normalne zaangażowanie dzieci i młodzieży w naukę, osiągając wymiar podobny do pełnego etatu pracy.

Wskazane powyżej metody ograniczania kosztów są mało ryzykowne politycznie, mogą przynieść korzyści w krótkim czasie i poprawić wizerunek zarówno państwa, jak i proponujących takie rozwiązania polityków. Wydają się mało rewolucyjne i powszechnie pożądane. Nie są zatem tym, czego domaga się nastawiona proefektywnościowo część społeczeństwa, ale jest możliwa do wprowadzenia w sposób łagodzący potencjalne negatywne skutki dla osób nastawionych antyefektywnościowo.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE