Kiedy Rosja ponosi klęski

Mariusz Staniszewski

Doceniasz tę treść?

Nie wiemy, jak i kiedy zakończy się wojna za naszą wschodnią granicą, ale po kilkunastu dniach widać, że Rosja musi walczyć sama przeciw szerokiej koalicji. Ukraińcy mogą liczyć nie tylko na wsparcie wojskowe, wywiadowcze, materialne, polityczne i humanitarne, ale także na coraz większą rzeszę ochotników, którzy chcą zabijać agresorów. Izolacja nigdy Moskwie nie wychodziła na dobre.

Nie trzeba być ekspertem sztuki wojennej, by dostrzec, iż armia rosyjska okazała się dokładnym odzwierciedleniem państwa, z którego przyszła: źle wyszkolona, pogrążona w chaosie, pozbawiona motywacji i zaplecza. Zaniedbani, traktowani jak bydło żołnierze nie są w stanie osiągać celów taktycznych. Zamiast pokonać wojska przeciwnika, mordują cywilów, gwałcą kobiety, niszczą miasta, które przecież mieli zająć i kontrolować.

Poza zaskakującą słabością militarną Rosji, w oczy rzuca się jej osamotnienie oraz zacofanie technologiczne. Przykłady z historii tego imperium pokazują, że batalie toczone w podobnych warunkach kończyły się dla niego dotkliwymi porażkami.

 

Wojna krymska

Przyczyny tej wojny właściwie trudno zrozumieć – podobnie zresztą jak obecnej. Można oczywiście stwierdzić, że chodziło o dominację na Bliskim Wschodzie, gdzie Rosja konkurowała ze słabnącą Turcją, ale równie istotne były kwestie natury prestiżowej. W 1850 r. wybuchł ostry spór dyplomatyczny o tzw. „miejsca święte” w tureckiej Palestynie, związanie z chrześcijańskimi wyznaniami religijnymi. (…) Od dawna bowiem zarówno katolicka Francja, jak i prawosławna Rosja – inne państwa wchodziły tu w grę raczej tylko ubocznie – starały się o wyjednanie w Konstantynopolu prawa do opieki nad miejscami świętymi i w ogóle nad niemahometańską ludnością imperium tureckiego. W momencie, gdy rozpoczął się konflikt, Rosja miała pewną przewagę, sprawując na podstawie poprzednich traktatów opiekę nad ludnością prawosławną imperium – ponadto zaś właśnie duchowieństwo prawosławne było w posiadaniu kluczy do głównej świątyni betlejemskiej, co w ogóle symbolizowało opiekę nad miejscami świętymi – pisze Ludwik Bazylow w II tomie „Historii Rosji”

Francja naciskała jednak – powołując się na inne stare przywileje – by klucze te otrzymali katolicy. Zdezorientowany rząd turecki powołał specjalną komisję, która ostatecznie orzekła na korzyść Ludwika Napoleona. Gdy strony były bliskie zawarcia kompromisu, car Mikołaj I zaczął eskalować żądania, gdyż uważał, że sytuacja polityczna jest dla niego korzystna. Uznał, iż sprawą nie będzie zainteresowana Wielka Brytania, natomiast Prusy i Austria opowiedzą się po jego stronie, gdyż uważał te kraje za sojuszników.

Car rozpoczął więc wojnę z Turcją – wcześniej bezskutecznie proponując Anglikom rozbiór tego kraju – i w pierwszej fazie odnosił sukcesy. Warto tu przytoczyć jednak podawane przez cara powody: stwierdził on, że Rosja z konieczności chwyta za broń, ponieważ sprowokowano ją do walki; Turcja zostanie zmuszona do przestrzegania traktatów, a ponadto będzie musiała dać zadośćuczynienie za wszystkie dotychczasowe zniewagi – opisuje Ludwik Bazylow. Trzeba przyznać, że niemal takie same słowa, jak te w odniesieniu do Ukrainy padają dziś z ust Władimira Putina czy Siergieja Ławrowa.

W 1854 r. po stronie Turcji stanęły jednak Francja, Anglia oraz królestwo Sardynii. Właśnie wtedy ujawniło się całe zacofanie Rosji oraz jej błędne przekonanie, że w tej części świata jej operacje wojskowe muszą kończyć się sukcesem. Złożona z parowców flota sojusznicza bez problemu radziła sobie z rosyjskimi żaglowcami. Na lądzie dysponujący lepszą bronią palną (celniejszą oraz o większym skutecznym zasięgu) Anglicy i Francuzi szybko odnieśli zwycięstwo nad Almą i przystąpili do oblężenia Sewastopola. Gdy na początku 1855 r. car Mikołaj otrzymał wiadomość o kolejnej przegranej, tym razem pod Eupatorią, nie wytrzymał i umarł (choć prawdopodobnie bezpośrednią przyczyną śmierci były powikłania związane z chorobą płuc). W sierpniu padł Sewastopol.

Ostatecznie o końcu wojny zdecydowała groźba przyłączenia się Austrii do antyrosyjskiej koalicji. Na podstawie zawartego w 1856 roku pokoju paryskiego Rosja nie tylko nie zagarnęła żadnych ziem tureckich, ale jeszcze musiała oddać Mołdawii część Besarabii, ale też nie uzyskała kontroli nad „miejscami świętymi”. Najbardziej bolesnym punktem traktatu było jednak ustanowienie Morza Czarnego jako obszaru neutralnego. Rosja i Turcja nie mogły tam wprowadzać swoich okrętów wojennych (później ustalenia te zostały nieco złagodzone).

Poza oczywistą klęską militarną i prestiżową wojna krymska pokazała, że Rosja była wówczas krajem niewydolnym: pozbawionym szlaków zaopatrzenia, ze źle dowodzoną i posiadającą przestarzałe uzbrojenie armią. Jego potęga była iluzoryczna.

Wojna z Japonią

Pół wieku po porażce w wojnie krymskiej Rosja doznała jeszcze bardziej brzemiennej w skutkach klęski.

Na dalekim Wschodzie pretendująca do miana mocarstwa Japonia pragnęła porozumieć się z Rosją w sprawie stref wpływów. Gdy car odmówił, Japończycy – dostrzegając słabość imperium oraz jego nieudolność – wysłali swoją flotę do Portu Artura, która storpedowała i uszkodziła trzy rosyjskie pancerniki. Stało się to w nocy z 26 na 27 stycznia 1904 roku. Tego samego dnia flota japońska pojawiła się w koreańskim porcie Czemulpo, gdzie stacjonowały dwa okręty rosyjskie: „Wareg” i „Koriejec”. Po próbie walki z nieprzyjacielem Rosjanie zniszczyli obie jednostki, by nie dostały się w ręce wroga.

Rosyjski krążownik pancernopokładowy Wariag, źródło: Wikipedia.pl

Moskwa nie mogła liczyć na żadne wsparcie, Japonia znajdowała się w sojuszu z Anglią oraz podpisała korzystny traktat ze Stanami Zjednoczonymi. Gdy w marcu po wpłynięciu na minę zatonął największy rosyjski okręt liniowy „Pietropawłowsk”, było jasne, że japońskiej flocie już właściwie nic nie zagraża. Wtedy rozpoczęły się operacje lądowe. W ich wyniku Port Artura został odcięty od dostaw z lądu, a drugi – Dalnij – dostał się w ręce Japończyków w maju 1904 roku. Wojska cesarskie zajęły spory kawał wybrzeża, ale głównym celem sił dowodzonych przez generała Maresuke Nogi było jednak opanowanie Portu Artura. Po krwawych walkach został on zdobyty 20 grudnia 1904 r. Zaczęto coraz jaśniej dostrzegać cały ogrom winy, ciążącej na tych, którzy rządzili krajem – opisuje Ludwik Bazylow.

Nie była to jednak wcale największa klęska imperium carów w tej wojnie. Pragnąc zmazać z siebie piętno klęski, wojska rosyjskie przygotowywały się do ofensywy na lądzie. Japończycy ich jednak ubiegli i doszło do wielkiej bitwy pod Mukdenem. W zmaganiach brało udział 600 tysięcy żołnierzy i obie strony ponosiły ogromne straty. Ostatecznie jednak to Rosjanie musieli się wycofać, bitwa była dla nich przegrana.

Car liczył, że losy wojny odwróci jeszcze flota bałtycka, która wypłynęła z Lipawy w Kurlandii 2 października 1904 r. Na wody chińskie rosyjskie okręty – potężne, ale przestarzałe – dotarły w maju 1905 r. I właśnie tam, w okolicy Cieśniny Cuszimskiej doszło do największej katastrofy w tej wojnie. Jeden za drugim okręty szły na dno wraz z załogami. Wiele jednostek dostało się w ręce japońskie. Jedynie sześciu okrętom udało się uciec do portów we Władywostoku i na Filipinach. Rosyjska potęga morska w zasadzie przestała istnieć. Dla wielu Rosjan, choć nie tylko dla nich, stało się oczywiste, że dotychczasowy system sprawowania władzy i zarządzania państwem musiał prowadzić do katastrofy. Wkrótce wybuchła pierwsza rosyjska rewolucja 1905 roku, która zwiastowała koniec świata carów.

 

Wojna polsko-bolszewicka

Dla nas oczywiście najbardziej wymowne jest wspomnienie wojny z bolszewikami tuż po zakończeniu I wojny światowej. Będąca wówczas w izolacji Sowiecka Rosja pragnęła rozszerzyć rewolucję na inne kraje świata, a przynajmniej Europy. Na drodze marszu na Zachód znajdowała się Polska, która nie tylko nie była zainteresowana wprowadzeniem u siebie komunizmu, ale traktowała go jako śmiertelne zagrożenie.

Przebieg wojny doskonale znamy, więc opisywanie kolejnych etapów zmagań nie ma sensu. Warto jednak zwrócić uwagę, że Polska była wówczas wspierana przez Francję (przerzuciła świetnie wyposażoną i wyszkoloną Błękitną Armię gen. Józefa Hallera do Rzeczpospolitej, ale także przysłała własne oddziały), Stany Zjednoczone (pomogły sformować Błękitną Armię z ochotników polskiego mieszkających w USA, udzieliła Polsce 176 mln dolarów pożyczki m.in. na zakup broni, wystawiła eskadrę myśliwską, która wsławiła się w walkach o Lwów), Węgry (przekazały polskiej armii amunicję) czy Finlandię (pomogła w przerzuceniu na tereny Rzeczpospolitej Legionu Polskiego, który wcześniej w Finlandii walczył z bolszewikami; Legion brał udział w bitwach o Wilno, Lwów i Warszawę).

Gen. Józef Haller składa przysięgę, obejmując dowództwo Armii Polskiej we Francji, źródło: NAC

Sowieckiej Rosji nie udało się uzyskać sojusznika, choć próbowała zawrzeć pakt z Niemcami. Oba kraje nie zgadzały się na nowy, ustalony traktatem wersalskim porządek świata. Berlin marzył o odbudowie pozycji mocarstwa, Moskwa o rozszerzeniu rewolucji. Nie dziwi fakt, że Niemcy nie były zainteresowane zawarciem pokoju między Polską a Rosją Sowiecką i już jesienią 1920 roku [czyli tuż po klęsce bolszewików pod Warszawą – przyp. MS] proponowały wspólną wojnę przeciwko Polsce. Szóstego listopada 1920 roku Wiktor Kopp, nieformalny sowiecki ambasador w Niemczech (…) w raporcie do Trockiego omawiał napięte stosunki niemiecko-polskie w kontekście zbliżającego się plebiscytu na Górnym Śląsku i planowanego, zdaniem Koppa, zajęcia wschodniej części tego terenu przez polskie oddziały. Kopp uważał, że konflikt ten wkrótce może przerodzić się w polsko-niemiecką wojnę i donosił o niemieckich przygotowaniach wojennych – pisze prof. Bogdan Musiał w „Na Zachód po trupie Polski”.

Wojna polsko-niemiecka wówczas nie wybuchła, głównie z powodu groźby interwencji wojsk alianckich. Do skutku nie doszedł w tym czasie także sojusz niemiecko-sowiecki, ale zbieżność interesów obu tych państw pozostała i została sfinalizowana dziewiętnaście lat później.

W 1920 roku po raz kolejny okazało się jednak, że źle dowodzona, fatalnie wyekwipowana, zdemoralizowana i pozbawiona sojuszników armia rosyjska nie jest w stanie wygrać wojny ze średniej wielkości krajem. Nawet jeśli jest on dopiero w fazie organizowania się po ponad wieku nieistnienia.

 

Klęska w Afganistanie

Dążenie do rozprzestrzeniania się socjalistycznej rewolucji było także przyczyną interwencji w Afganistanie w 1979 roku. Przekonana o swojej militarnej potędze Armia Czerwona wkroczyła do tego kraju, by utrzymać przy władzy słabnący i pozbawiony większego poparcia socjalistyczny rząd.

Mimo sprzeciwu części wojskowych minister obrony ZSRS Dmitrij Ustionow nakazał utworzyć armię, która wkroczyła do Afganistanu i początkowo odnosiła sukcesy. Jednak inwazja zmieniła sytuację geopolityczną i Stany Zjednoczone uznały ją za zagrożenie własnych interesów na Bliskim Wschodzie. Najpierw prezydent Jimmy Carter, a potem jego następca Ronald Reagan zaangażowali się w powstrzymanie Armii Czerwonej.

Zaczęło się od sankcji, które dotyczyły przede wszystkim wstrzymania handlu żywnością, głównie zbożem. W ślad za tym Zachód zbojkotował letnie Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980 roku, które kosztowały Sowietów miliony dolarów. Następnie uruchomiono program szkolenia i wyposażania afgańskich bojowników w najnowocześniejszą broń. ZSRS de facto stanął więc do walki z koalicją państw, które pomagały mudżahedinom – obok USA były w to zaangażowane Pakistan, Arabia Saudyjska oraz Wielka Brytania. Autorem koncepcji uwikłania Związku Sowieckiego w długotrwały, kosztowny konflikt był Zbigniew Brzeziński, ówczesny doradca prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa.

W sumie w Pakistanie i Arabii Saudyjskiej przeszkolono około stu tysięcy bojowników. Amerykanie wyposażyli ich w najnowocześniejszy sprzęt, który umożliwiał skuteczną walkę z wojskami pancernymi, helikopterami i lotnictwem. Instruowali ich także o ruchach i dyslokacji Armii Czerwonej, która podczas dziesięciu lat wojny straciła około 15 tysięcy żołnierzy, a 470 tysięcy zostało rannych lub zachorowało.

Wojna toczyła się także na płaszczyźnie ekonomicznej. Na podstawie porozumienia z USA Arabia Saudyjska znacznie zwiększyła wydobycie ropy naftowej, co spowodowało niemal trzykrotne obniżenie ceny tego surowca: z 35 do 12 dolarów za baryłkę. Dla opartej na sprzedaży surowców gospodarki ZSRS był to prawdziwy cios. Od 1986 roku Armia Czerwona była zmuszona zmniejszać swoją aktywność w Afganistanie, by trzy lata później zupełnie się stamtąd wycofać. Ogromne koszty wojny, spektakularna klęska w starciu z USA oraz ujawnione zacofanie gospodarcze przyczyniły się do rozpadu ZSRS i całego bloku komunistycznego.

Analogie z obecną wojną

Trudno nie znaleźć podobieństw między wymienionymi klęskami Rosji a obecną wojną na Ukrainie. Najmocniej rzuca się w oczy błędna ocena sytuacji przez czekistów z Kremla: przeszacowanie siły własnej armii, niedocenienie wojsk ukraińskich, nieprzygotowanie na reakcję Zachodu – szczególnie Stanów Zjednoczonych, wiara w lojalność sojuszników: zarówno Niemców, jak i Chińczyków. Rosja Putina została sama i można się spodziewać, że nawet jeśli szybko zakończy konflikt to Zachód, a przynajmniej znaczna jego część, będzie dążył do maksymalnego osłabienia gospodarki agresora. Już dziś widać nadchodzący chaos, który może cofnąć kraj do sytuacji z początku lat dziewięćdziesiątych.

Można się spodziewać, że – jak w przypadku poprzednich klęsk – dojdzie do trzęsienia ziemi nie tylko na szczytach władzy, ale w samym definiowaniu się Rosji.

Inne wpisy tego autora

Koniec koncertu mocarstw

Usilne próby Francji i Niemiec, by utrzymać Rosję w gronie mocarstw, pokazują w rzeczywistości skalę kryzysu, w jakim znalazły się najsilniejsze państwa Unii Europejskiej. Mogą

Moskwa nie chce być Zachodem

Okrucieństwo, ludobójstwo czy barbarzyństwo, jakim odznaczają się Rosjanie podczas wojny na Ukrainie, nie są przypadkiem czy wynikiem frustracji z powodu zaciekłego oporu, z jakim się

Zderzenie dwóch światów

Kryzys wywołany przez Rosję jest tyleż niebezpieczny, co zagadkowy. Właściwie trudno zrozumieć, o co chodzi Władimirowi Putinowi i jego czekistowskiemu reżimowi, bo niełatwo znaleźć korzyści