Brunatna fala po wyborach we Włoszech, czyli co z tym faszyzmem

Doceniasz tę treść?

Gdy we Włoszech odbyły się wybory parlamentarne, to media na całym świecie ogłosiły tryumf „skrajnego nacjonalizmu”. Jednak wygrana prawicowego bloku stanowi być może najlepsze dostępne lekarstwo na chorobę toczącą ojczyznę Dantego.

 

Według oficjalnych wyników zwycięska koalicja zdobyła 43% głosów, z czego najpotężniejsza okazała się partia Braci Włochów (Fratelli d’Italia) Giorgii Meloni z 26% poparcia, podczas gdy jej koalicjanci zaliczyli dużo gorsze wyniki: Liga Salviniego – 8,9%, a Forza Italia Berlusconiego – 8,3%. Taki rezultat gwarantuje prawicowemu ugrupowaniu większość parlamentarną, ponieważ włoski system sprzyja dużym blokom i mimo że partie centrowe i lewicowe zdobyły łącznie więcej głosów, to właśnie koalicja dowodzona przez Meloni otrzymała 235 z 400 mandatów w Izbie Deputowanych oraz 112 z 200 w Senacie.  Jest to spektakularny sukces, biorąc pod uwagę, że ostatni raz partia prawicowa wygrała we Włoszech 14 lat temu wraz z Berlusconim.

 

Tradycyjna nieufność

We Włoszech kadencja parlamentu trwa pięć lat, ale średnio po półtora roku rada ministrów otrzymuje wotum nieufności i się rozpada. Przykładowo w poprzedniej kadencji 2018–2022 Włosi mieli trzy rządy, dwóch premierów oraz rząd techniczny, po czym prezydent Mattarella rozwiązał przedterminowo parlament na skutek kryzysu politycznego (po odejściu z koalicji Ruchu Pięciu Gwiazd) i zwołał nowe wybory. Po części można to wytłumaczyć względami kulturowymi kraju, w którym wyborcy nie oczekują stabilnej władzy z długoterminową wizją, a politycy nie są skłonni do kompromisów, preferując upadek kolejnych rządów niż realne reformy. Nieprzypadkowo kłopoty gospodarcze Włoch przypisuje się m.in. niestabilności politycznej. Problem ten chce notabene rozwiązać partia Meloni, proponując zmianę z systemu parlamentarnego na prezydencki, argumentując, że przyniósłby większą równowagę rządów.

 

Logo partii Bracia Włosi, źródło: laprensa7dias.com

Początki i kontrowersje

Zwycięska partia powstała w 2012 roku z połączenia dwóch innych – Ludu Wolności i Centroprawicy Narodowej. Historycznie partia wywodzi się z neofaszystowskiego Włoskiego Ruchu Społecznego (Movimento Sociale Italiano), który z czasem ewoluował w ruch konserwatywno-narodowy. Symbol Braci Włochów (płomień w kolorach włoskiej flagi) nawiązuje właśnie do tego ugrupowania. Z tych względów uprawniona jest część krytyki, jednak to – jak słusznie zauważył Bartłomiej Radziejewski – że partia ma pewne korzenie, od których odeszła już wiele lat temu, o niczym nie świadczy, gdyż w przeciwnym wypadku musielibyśmy nazywać PiS ugrupowaniem centrowym, a SLD – NKWD-owskim.

 

Fenomen liderki

Giorgia Meloni urodziła się w 1977 roku i już w wieku 15 lat zajęła się działalnością polityczną w młodzieżówce MSI. W wieku 31 lat została ministrem w rządzie Berlusconiego, a teraz zostanie najprawdopodobniej pierwszą w historii Włoch kobietą na stanowisku premiera. Na tle dość monotonnej włoskiej sceny politycznej postać dynamicznej Meloni jawi się jako ciekawa alternatywa. Nowością są także jej poglądy – akcentowanie silnego konserwatyzmu w kwestiach etycznych, narodowej dumy, a także krytyki niekontrolowanej polityki migracyjnej w ostatnich latach. Wśród hitów YouTube’a do annałów internetu wszedł remix przemówienia przyszłej pani premier wykrzykującej: „Jestem Giorgia, jestem kobietą, jestem matką, jestem chrześcijanką!”. Zdaje się, że nikt lepiej nie podsumowałby jej agendy społecznej, przejawiającej się we wsparciu dla tradycyjnej rodziny i sprzeciwie wobec aborcji, eutanazji, legalizacji marihuany, zawieraniu małżeństw przez osoby LGBTQ, a także sławetnej ideologii gender.

 

Zjeść ciastko i mieć ciastko

O ile program społeczny FdI nas nie zaskakuje, o tyle postulaty gospodarcze są pełne sprzeczności. Przykładowo zlikwidowanie albo ograniczenie reddito di cittadinanza, czyli włoskiego dochodu gwarantowanego w kraju, w którym zadłużenie przekracza 150% PKB, wydawałoby się świetnym pomysłem, ale liderzy partii niemal jednym tchem wymieniają większą pomoc socjalną dla rodzin, wyższe świadczenia emerytalne oraz obniżenie wieku emerytalnego. Kolejną dobrą propozycją jest podatek liniowy zarówno dla osób fizycznych, jak i przedsiębiorstw, ale Bracia Włosi są także zwolennikami protekcjonizmu, a zatem ochrony rodzimych produktów i limitów na ceny gazu. Inną atrakcyjną zmianą jest zmniejszenie opłat dla firm, które zatrudniają wielu pracowników (zgodnie z logiką „im więcej zatrudniasz, tym mniej płacisz”), lecz z drugiej strony partia Meloni chce walczyć z tymi, którzy przenoszą działalność do europejskich rajów podatkowych.

Z drugiej strony w programie gospodarczym FdI możemy znaleźć propozycje zmian tyleż pozytywnych, co ogólnikowych: „Ułatwienie dostępu do rynku kapitałowego poprzez uproszczenie wymogów dla podmiotów decydujących się na wejście na giełdę. Nadanie zachętom i ulgom podatkowym charakteru strukturalnego na inwestycje technologiczne i wydatki na badania i rozwój. […] Ułatwienie dostępu do kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw poprzez wzmocnienie Funduszu Gwarancyjnego dla MŚP. […] Uproszczenie przepisów i biurokracji dla firm, ograniczenie i przyspieszenie formalności […]”. Gwoli uczciwości dodać należy, że w kwestiach ekonomicznych Bracia Włosi są jedną z niewielu opcji relatywnie liberalnych, ponieważ ruchy wolnościowe we Włoszech prawie nie istnieją, a państwo „tradycyjnie” interweniuje w gospodarkę. W takim kontekście każde obniżenie podatków, o ile poparte cięciem wydatków publicznych, będzie dla Italii korzystne. Jednakże takie działanie byłoby precedensowe w kraju, który od lat jest czempionem utrudniania działalności przedsiębiorcom.

 

Unijna asertywność

Partię charakteryzuje silny eurosceptycyzm, a przed wyborami także mocna krytyka zarówno UE w jej obecnym kształcie, jak i wspólnej waluty. Po wygranej prawicowa koalicja przyjęła jednak bardziej wyważone stanowisko, które podkreśla raczej obronę włoskich interesów w Unii aniżeli rozwód z nią. Zwycięskie ugrupowanie ewidentnie popiera wizję Wspólnoty jako Europy ojczyzn i dlatego jest wysoce prawdopodobne, że będzie sprzeciwiać się wizjom federacyjnym proponowanym przez Scholza czy Macrona, by pokazać wyborcom, że dba o dobro kraju. Ponadto partia Meloni nie jest nastawiona entuzjastycznie wobec liderów Unii, twierdząc, że „Europa stała się placem zabaw Francji i Niemiec, które wykorzystują instytucje europejskie do realizacji własnych interesów ze szkodą dla innych państw członkowskich, a szczególnie Włoch”. Nie dziwi w takiej sytuacji euforyczna reakcja rządu w Warszawie – nie należy się bowiem spodziewać, że Italia na forum PE będzie dążyła do karania Polski i Węgier w kwestii praworządności.

Niemal pewne jest również to, że nowy włoski rząd zaostrzy politykę migracyjną, co obiecywał razem z ugrupowaniem Salviniego, jednak mało prawdopodobne jest wejście w poważniejszy konflikt ze Wspólnotą, ponieważ kraj jest  zbyt zadłużony, żeby pozwolić sobie na utratę funduszy unijnych. Po niesławnej wypowiedzi Ursuli von Der Leyen, o „narzędziach jak w przypadku Polski i Węgier” znamienna jest rzeczowa, ale stanowcza odpowiedź Giorgii Meloni, stwierdzająca, że słowa przewodniczącej KE są ingerencją we włoskie wybory i przekroczeniem uprawnień komisji, co zmniejsza jej wiarygodność, dlatego zalecałaby Brukseli ostrożność.

Inną problematyczną kwestią w relacjach z UE jest włoskie KPO, które, jak w przypadku innych krajów, uzależnione jest od spełnienia szeregu unijnych warunków. W przypadku Włoch jest to reforma sądownictwa i służby cywilnej. Były premier Mario Draghi rozpoczął przekształcanie obu, ale do zakończenia jeszcze daleko. Ponieważ pieniądze z unijnego funduszu są wypłacane w transzach i powiązane z realizacją kolejnych kroków, prawicowy rząd będzie miał silną motywację do kontynuowania reform poprzedników. Mówi się także, że Meloni wybierze na ministra finansów osobę o wyrobionej renomie, żeby uspokoić inwestorów i unijnych partnerów co do wiarygodności własnej polityki fiskalnej.

 

Matteo Salvini, Silvio Berlusconi, Giorgia Meloni i Maurizio Lupi po ogłoszeniu wyników wyborów, źródło: pap.pl

Stanowisko wobec wojny i sympatie prorosyjskie

Zmianą, której najbardziej obawiamy się nad Wisłą, jest możliwy zwrot w polityce wobec Kremla. Salvini krytykował sankcje, mówiąc, że przedłużają konflikt i bardziej szkodzą Europie niż Rosji, zaś Berlusconi wprost powtarzał rosyjską propagandę, stwierdzając, iż „Putin był zmuszony do inwazji na Ukrainę”. Niestety Włochy są w tej kwestii tradycyjnie prorosyjskie podobnie jak Niemcy. Analogiczne postawy możemy znaleźć u bardziej „umiarkowanych” polityków jak np. byłego lidera lewicowej Partii Demokratycznej Matteo Renziego, który, jak zauważa Adam Szymczyk „był członkiem rady nadzorczej Delimobilu – największej działającej w Rosji spółce car-sharingowej, a jego odejście wymusiła dopiero rosyjska agresja na Ukrainę”.

Zaznaczyć trzeba, że postawę filorosyjską zajmują przede wszystkim koalicjanci zwycięskiej partii, a sami Bracia Włosi są (na tyle, na ile jest to możliwe we Włoszech) wierni Ameryce i NATO ze względu na liczne kontakty z Partią Republikańską. Sama Meloni, krytykując wiele posunięć rządu Draghiego, nigdy nie sprzeciwiła się sankcjom na Rosję czy dostawom broni na Ukrainę, zaś w kampanii wyborczej konsekwentnie zapewniała, że będzie wspierać naszego wschodniego sąsiada. Zdaje się, że przewaga FdI nad koalicjantami potwierdzi taki kurs, a partii będzie zależało na utrzymywaniu dobrych relacji zarówno z partnerami z UE, jak i Stanami Zjednoczonymi. Ponadto po rosyjskiej inwazji większa część włoskiej sceny politycznej poparła Ukrainę, a Italia jest silnie zakorzeniona w świecie atlantyckim, dlatego nawet przy obecnej władzy trudno myśleć o większych zmianach w polityce zagranicznej.

 

Reductio ad Hitlerum

Wygrana prawicowego bloku we Włoszech wywołała w środowiskach lewicowo-liberalnych skrajnie negatywne reakcje, a słowo „faszyzm” odmieniano przez wszystkie przypadki. Progresywne elity ponownie stwierdziły, że „kto nie z nami, ten faszysta”, a jednak takie komentarze nie tylko nie osłabiły poparcia dla Meloni, ale wręcz wzmocniły jej popularność medialną. W kontekście wygranej jej partii dodać trzeba, że od początku pandemii Włochy przyjęły jedne z najbardziej drakońskich środków w Europie.

W pierwszych miesiącach od wybuchu COVID-19 we Włoszech wprowadzono ścisły lockdown, który zakładał całkowity zakaz wychodzenia z domu oprócz trzech przypadków: kupowania niezbędnych produktów, kontaktów z lekarzem oraz jazdy do pracy. Co więcej, ulice były usiane policjantami, sprawdzającymi niemalże każdego przechodnia, który musiał posiadać pisemne oświadczenie zawierające powód… wyjścia z domu. W przypadku braku takowego kary wahały się między 300 a 1000 euro dla pojedynczych osób i 3000 euro dla właścicieli lokali gastronomicznych. Od listopada 2020 roku do czerwca 2021 trwała godzina policyjna między 22 a 5 rano następnego dnia. Z kolei od sierpnia 2021 wprowadzono tzw. green pass, czyli włoski paszport covidowy. Dokument stopniowo rozszerzano na kolejne aktywności i tak ostatecznie osoby niezaszczepione nie były uprawnione do przebywania w: restauracjach, większości sklepów, bibliotekach, teatrach, siłowniach oraz komunikacji miejskiej. Mogły za to skorzystać z usług pocztowych i bankowych, ale tylko w przypadku okazania negatywnego testu na obecność wirusa. Następnie doszło też do zawieszenia w czynnościach zawodowych wszystkich niezaszczepionych pracujących w sektorze publicznym, a studenci bez paszportu covidowego mogli uczęszczać jedynie na zajęcia online.

Wszystko to działo się za kadencji „progresywnych” premierów – Giuseppe Contego i Mario Draghiego. Sama Giorgia Meloni początkowo nie zabierała głosu, ale na przełomie 2020 i 2021 roku zmieniła zdanie i stała się jednym z niewielu polityków krytykujących strategię walki z COVID-19 we Włoszech. Liderka Braci Włochów mówiła wprost o „chińskim zarządzaniu pandemią” i postulowała likwidację przymusu szczepień. Jak się później okazało, zmęczony obostrzeniami naród stwierdził, że rządowa nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

 

Marta Roels – absolwentka filologii polskiej oraz lingwistyki stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się organizacją włoskich studiów podyplomowych w Polsce i innych krajach UE, tłumaczeniami ustnymi i pisemnymi między włoskim, angielskim i polskim oraz uczeniem języków.

Ten tekst powstał m.in. dzięki wsparciu naszych Czytelników. Wesprzyj nas.

Inne wpisy tego autora