Franczyza albo śmierć

Doceniasz tę treść?

Zdaniem Piotra Palutkiewicza zakaz handlu w niedzielę zaszkodził małemu handlowi. Pomysłodawcy zakazu przekonywali, że będzie odwrotnie, że sklepy osiedlowe zyskają, ale skończyło się na tym, że Polacy kupują więcej w soboty w dyskontach. Czy ustawodawca może coś zrobić, by wesprzeć indywidualnych detalistów? – Przejrzyste zasady prowadzenia firm, niskie obciążenia podatkowe, łatwe rozliczenia, czyli to, czego życzą sobie wszyscy przedsiębiorcy – wylicza Palutkiewicz. Od czasu do czasu pojawiają się zarządzenia, które mogą stanowić poważną barierę dla najmniejszych sklepów. Palutkiewicz wskazuje na obowiązek wdrożenia systemu kaucyjnego, który obejmuje również szklane butelki. Wprawdzie ustawa o rozszerzonej odpowiedzialności producenta (tzw. ustawa odpadowa) przewiduje, że sklepy o powierzchni nieprzekraczającej 100 m kw nie będą musiały przyjmować szkła, ale dla sklepu o powierzchni 101 m kw ustawienie automatu do odbioru szkła albo odkładanie butelek do specjalnych pudełek może być uciążliwe, bo zwyczajnie może nie być na to miejsca. – To obowiązek, który może osłabić sytuację małych sklepów – uważa wiceprezes Warsaw Enterprise Institute.

– To, co zauważamy od dobrych kilku lat, to malejąca liczba indywidualnych sklepów. Mamy do czynienia z rosnącym znaczeniem dyskontów, rosną też sieci handlu detalicznego, czyli małe sklepy, ale pod franczyzą. Spada natomiast znaczenie i rola hipermarketów, które królowały jeszcze kilkanaście lat temu – zauważa Piotr Palutkiewicz. Malejąca popularność super- i hipermarketów to wynik przede wszystkim zmieniających się nawyków zakupowych. – Wcześniej modelem były częste, ale małe zakupy: Polacy chodzili do sklepu po sąsiedzku i dokupowali w miarę potrzeb. Od pewnego czasu robią duże zakupy w dyskontach; często w sobotę, bo mają wtedy czas, a sklepy dodatkowo zachęcają do zakupów właśnie w tym dniu – mówi Palutkiewicz.

Cały artykuł można przeczytać TUTAJ.

Inne wpisy tego autora

Ze 100 zł brutto podatki zabierają aż 60 zł

– W ostatnim czasie Państwo zaczyna patrzeć na podatki dochodowe mniej chciwym okiem. Udział podatków dochodowych rośnie oczywiście w budżecie, ale proporcjonalnie – spada –