Ciasteczko z wróżbą. Chiny próbują odizolować społeczeństwo od świata

Doceniasz tę treść?

„Chińczyki trzymają się mocno?” Już nie. Za to coraz mocniej izolują się od świata.

Władze w Pekinie próbują odizolować społeczeństwo od świata – a wykorzystują do tego strategię „zero COVID”. By polecieć do Chin, trzeba zrobić testy na COVID-19 nie tylko przed wejściem na pokład samolotu, lecz także po wylądowaniu. Jeśli wynik jest negatywny, podróżny musi przejść na własny koszt 7- lub 14-dniową kwarantannę w miejscu wyznaczonym przez władze. Jeśli jest pozytywny, czeka go izolacja w szpitalu i nawet 21 dni na kwarantannie. Łączny czas odosobnienia może wynieść nawet 3 miesiące, a wszystko to płatne z kieszeni turysty. I oto mamy rozwiązanie zagadki wysokich cen lotów do Chin: niemal nikt już tam nie lata, a garstka zamożnych śmiałków kompensuje liniom spadek przychodów.

Dlaczego władze uparcie trwają przy polityce „zero COVID”, zamykając się na świat akurat w chwili, gdy gospodarka wchodzi w fazę spowolnienia? Czyż pierwszy kryzys w historii zreformowanych Chin nie powinien być właśnie tym momentem, w którym celem ratowania sytuacji należałoby postawić na otwartość?

(…)

Mit samowystarczalności

 

Roger Garside, jeden z najbardziej uznanych ekspertów w tematyce Chin, który poznaje je od 1958 r., przekonuje w wywiadzie dla portalu Sundayguardianlive.com, że Xi Jinping traci grunt pod nogami do tego stopnia, że grozi mu zamach stanu. Innymi słowy, jeśli lud nie obali partii jako takiej, to możliwe, że przynajmniej jej członkowie pozbędą się lidera o ambicjach bycia kolejnym Mao.

Xi Jinping każe mówić o sobie „lĭngxiù”, a więc „przywódca”. „Dotychczas ten tytuł przysługiwał jedynie Mao Zedongowi, pamiętanemu jako «wielki przywódca». Używanie tego słowa jest niemalże tabu, ponieważ wiąże się z kultem jednostki, co jest surowo zabronione przez statut KPCh” – pisze na łamach Asiannews.it Li Qiang. I w tym właśnie miejscu zbliżamy się do pełnego wyjaśnienia zagadki celowego izolowania Chińczyków od reszty świata. Nie chodzi o ich dobro. Chodzi o władzę.

Xi Jinping próbuje wzmocnić swoją pozycję przed jesiennym zjazdem KPCh, na którym zamierza zostać ponownie wybranym jej sekretarzem generalnym. To prawdopodobnie się uda. Jednak, by utrzymać władzę w dłuższej perspektywie, nie wystarczą mu już tradycyjne czystki partyjne. Zaliczył w międzyczasie zbyt wiele porażek. Nie może już w wiarygodny sposób chwalić się dobrze prosperującą gospodarką, a flagowy projekt jego inwestycyjnej polityki międzynarodowej – Nowy Jedwabny Szlak (znany jako „jeden pas i jedna droga”), okaże się zapewne koniec końców porażką. Dlaczego? Po pierwsze niektóre państwa kluczowe dla projektu, np. Sri Lanka czy Zambia, są pogrążone w głębokim kryzysie. Po drugie, Chiny nie posiadają już zdolności do dalszego finansowania inwestycji w ramach tego projektu. Po trzecie, jego realizacja wymaga sprzyjającego Chinom i międzynarodowej współpracy klimatu geopolitycznego, a tego obecnie po prostu nie ma. Rosnące społeczne niezadowolenie wzmacnia szeregi wewnątrzpartyjnej opozycji wobec Xi Jinpinga i coraz trudniej będzie się jej pozbyć w ramach zwykłych procedur i bez użycia siły.

(…)

Skończy się jak zwykle

W owym ciastku – które Xi Jinping chce mieć i zarazem chce zjeść – znajduje się tradycyjna chińska wróżba, która tym razem nie napawa optymizmem. W skrócie: w XXI w. wizja dobrze prosperującego, ale całkowicie zamkniętego społeczeństwa jest utopią. Nawet częściowa próba jej realizacji sprawi, że Chiny zatrzymają się w rozwoju. Bez współpracy międzynarodowej, osadzonej nie tylko na wymianie towarów (z eksportu akurat Chiny rezygnować nie chcą), lecz także na bezpośrednim kontakcie ludzi, wymianie idei i przenikaniu się technologii nie uda się krajowi wydostać z pułapki średniego dochodu. Owszem, Xi Jinping wzmocni na jakiś czas swoją pozycję, ale utraci nadany mu pośpiesznie tytuł oświeconego autokraty. Będzie rządził, ale jeszcze bardziej opresyjnie niż dzisiaj. I jeśli nie przyjdzie otrzeźwienie, faktycznie okaże się kolejnym Mao: doprowadzi kraj do ruiny.

Wilfried Martens z Centre for European Studies (oficjalny think tank Europejskiej Partii Ludowej) w jednym z artykułów zamieszczonych na oficjalnej stronie zwraca uwagę, że „pogorszenie wzajemnej wymiany, zarówno pod względem ilości, jak i jakości, rozpoczęło się na długo przed obecną pandemią COVID-19. To «zamknięcie» nastąpiło celowo i na wiele sposobów: poprzez «udomowienie» stanowisk kierowniczych w firmach międzynarodowych; poprzez cenzurowanie i masowe zamykanie programów wymiany akademickiej; poprzez ścisłą kontrolę przepływów finansowych; i poprzez osławiony i obecnie prawie nieprzenikniony «wielki firewall», który doprowadził do całkowitej kontroli informacji w kraju”.

Na dalszej chińskiej izolacji ucierpi cały świat. Osłabnie podział pracy i utrudnione zostanie korzystanie z przewag komparatywnych w globalnej gospodarce. Politycy w Europie i USA będą skłonni do większego protekcjonizmu. Te zjawiska już zachodziły w wyniku pandemicznej rekonfiguracji łańcuchów wartości, a teraz mogą jeszcze przyspieszyć. Koniec końców wzmacniający się polityczny antagonizm Chiny–Zachód będzie skutkował ciągłym ryzykiem wybuchu konfliktu militarnego. Xi Jinping rzuci na świat tradycyjne chińskie przekleństwo: „Obyś żył w ciekawych czasach” – i ciekawe czasy potrwają dekady.

Cały tekst można przeczytać TUTAJ.

Inne wpisy tego autora

Memento mori, ekonomio!

Nasza śmiertelność i nasze podejście do niej wpływają na to, jak szybko rozwija się gospodarka. Boston Dynamics, najbardziej znana na świecie firma produkująca roboty, z