Ukraina będzie wolnorynkowym rajem

Doceniasz tę treść?

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić po wojnie, jest dołączenie do wspólnego rynku. Drugą – wprowadzenie podatku liniowego i prywatyzacja, m.in. ukraińskich kolei – uważa Marian Zabłocki poseł Rady Najwyższej Ukrainy, członek partii Sługa Narodu.

Jaki model gospodarczy będzie najlepszy dla Ukrainy, gdy wojna już się skończy?
Całkowita wolność gospodarcza.

Całkowita?
Tak. Musimy wypracować przewagę komparatywną dla naszego kraju, dzięki której zdobędziemy nowe inwestycje zagraniczne i, co bardzo ważne, podniesiemy płace. Nie uważam, że powinniśmy się opierać na taniej sile roboczej – raczej na przyciąganiu nowoczesnych firm przyjaznym otoczeniem podatkowo-regulacyjnym.

To poproszę o konkrety. Zacznijmy od podatków.
Jestem szefem grupy roboczej w gabinecie prezydenta, która zajmuje się przygotowaniem reformy podatkowej. Celem jest wprowadzenie podatku liniowego i likwidacja tak wielu danin, jak to tylko możliwe. To nie podoba się światowym przywódcom, w tym Unii Europejskiej, którzy chcieliby ustanowienia minimalnej stawki podatku od korporacji. Ale takie postawienie sprawy nie podoba się nam.

Ale koniec końców chcecie wejść do UE…
Realistycznie rzecz biorąc, o ile dołączenie do wspólnego rynku może się wydarzyć w całkiem nieodległej przyszłości, o tyle wejście do struktur UE zajmie nam znacznie więcej czasu. Ale gdy już będziemy częścią wspólnego europejskiego rynku, to reforma podatkowa, którą planujemy, sprawi, że staniemy się bardzo atrakcyjnym partnerem biznesowym.

(…)

Podsumujmy: w pańskiej wizji Ukraina będzie czymś na wzór raju wolnorynkowego?
Tak.

Nie obawia się pan, że pozostałe państwa Europy, które takimi rajami nie są, będą utrudniać wam życie?
Dla nas priorytetem jest dołączenie do wspólnego rynku, to nawet ważniejsze niż wejście do samej Unii. Zresztą liderzy UE wcale się nie śpieszą z przyjęciem nas do swojego grona – jesteśmy dużym krajem i wiązałoby się to z oddaniem nam 10 proc. miejsc w Parlamencie Europejskim.

Pierwsze reformy zrealizowaliście już w czasie wojny, obniżając podatki.
Kiedyś historycy będą studiować, jak Ukraina zareagowała na wojnę, jeśli chodzi o politykę gospodarczą. Zamiast podnosić podatki, myśmy je obniżali i znosili. Zlikwidowaliśmy opodatkowanie aut i akcyzę na paliwo. Jednocześnie wprowadziliśmy system, w którym firmy płacą daninę w wysokości zaledwie 2 proc. swojego dochodu.

To świetnie dla firm, ale gorzej dla budżetu. Jeśli przedsiębiorcy przyzwyczają się do tak niskich podatków, to po wojnie mogą nie chcieć płacić tych 10 proc., o których pan mówił.
Te rozwiązania są tymczasowe i będą wycofywane, gdy sytuacja zacznie się stabilizować. Obecnie nasze wydatki budżetowe stanowią 65 proc. PKB Ukrainy, a deficyt wynosi 30 proc. Będziemy jeszcze przez długi czas zależni od zewnętrznego finansowania. Reformy, które planujemy, mają nie tyle poprawić sytuację budżetu państwa, ile zapobiec ucieczce firm z Ukrainy. Największe straty poniesie nasza gospodarka, gdy kraj opuszczą mali przedsiębiorcy, którzy mogliby otworzyć piekarnię czy zakład fryzjerski w dowolnym miejscu świata. Takich ludzi bardzo trudno odzyskać.

(…)

Ten wolnościowy duch kozacki, o którym wcześniej pan wspomniał, ma niestety także swoje odbicie w skali korupcji. Czy problem ten nie jest zagrożeniem dla przyszłości Ukrainy?
Jest. W trakcie wojny poziom korupcji spada do zera. Podobnie też zanikają wewnętrzne konflikty. Ale po wojnie korupcja wróci. Pytanie tylko, na jakim poziomie. Może stanie się już tylko jednym z wielu przestępstw, już nie o takiej skali, by niszczyć cały system i paraliżować reformy. W każdym państwie świata istnieje problem korupcji – kluczowe jest, żeby nad nią zapanować.

Macie na to jakiś pomysł?
Tak. W Ukrainie poziom korupcji malał już przed wojną, bo zaczęliśmy ją zwalczać. Mimo to wciąż mamy opinię kraju skorumpowanego. Zełenski nienawidzi korupcji. Gdy tylko ktoś raportuje mu jakiś przekręt, wścieka się.

Może i się wścieka, ale złością nie zwalczy oligarchii, której korupcja jest na rękę.
W 2021 r. Zełenski doprowadził do przyjęcia prawa, które w praktyce delegalizuje oligarchów. Wprowadził specjalne listy oligarchów. Trafiasz na taką listę, jeśli kontrolujesz jednocześnie media i biznes oraz wywierasz wpływ na politykę.

I jak to utrudnia oligarchom życie?
Odcina ich od zachodniego systemu bankowego. Obecnie ktoś z listy oligarchów nie ma możliwości otwarcia rachunku i przeprowadzania transakcji w zachodniej instytucji finansowej. Najbogatszy człowiek w Ukrainie – Rinat Achmetow – musiał zamknąć swój kanał TV i wycofać z parlamentu powiązane z nim osoby, by uniknąć wpisu na listę. Inny oligarcha Wadym Nowynski musiał zrezygnować z życia politycznego – sam był członkiem parlamentu. Gdyby tego nie zrobił, na listę trafiłby też jego wspólnik. Co zabawne, stworzeniu listy oligarchów z początku przeciwna była Unia Europejska. Potem zmieniła zdanie. Dziś musisz prowadzić takie rejestry, jeśli chcesz kandydować do UE.

Gdyby wojna zakończyła się jutro sromotną porażką Rosji, a reformy, które pan opracowuje, udało się przeprowadzić, to jak Ukraina będzie wyglądać za 10 lat?
Będzie bogatsza, ale upłyną dekady, zanim osiągniemy poziom dobrobytu Polski. Jesteśmy gospodarką tak zdewastowaną, że nawet gdybyśmy notowali najwyższy wzrost gospodarczy na świecie, doścignięcie waszego kraju zajęłoby co najmniej 20 lat. Kluczowe, by Ukraińcy zyskali pewność, że to możliwe, i by obserwowali poprawę z roku na rok.

Cały artykuł można przeczytać, klikając TUTAJ.

Inne wpisy tego autora