Refleksje po poranku z bandytą i szaleńcem

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Ha, a więc niestety, myliłem się i jednak Putin wszczął wojnę – napadł na Ukrainę. Ani wcześniejsze zachowanie Rosji, ani przekazywanie informacji wywiadowczych przez Amerykanów, wbrew temu, co sądziłem, nie było blefem. Rację mieli też ci, którzy twierdzili, że prezydent Rosji zdaje się pławić w jakimś szaleństwie, a przynajmniej sprawiać wrażenie człowieka niezrównoważonego umysłowo i emocjonalnie. Nigdy nie uważałem, że sens ma pogrążanie się w odmętach duszy i umysłu Włodzimierza Putina. Duszy to on nie ma, a próba spekulowania, co sobie może myśleć najskuteczniejszy w historii agent KGB, jest z góry skazana na porażkę, podobnie jak zgadywanie czy trzeźwy aktor na przyjęciu jest sobą, czy jednak gra.

Nie będę rozpisywał się na temat tego, co dzieje się na Ukrainie, bo wszyscy to podają. Wymiar moralny tego, co zrobił Putin i Rosja też jest jednoznaczny, więc nie będę mnożył słów potępienia. Putin to bandyta, zbrodniarz, a kraj, którym rządzi, zmienił w zorganizowaną grupę przestępczą i świat adekwatnie powinien traktować jego, jak i Rosję. Będę się modlił o pokój na Ukrainie i piekło w ruskim wojsku.

W zamierzchłych czasach paryskiej „Kultury” z wielką przyjemnością, nie tylko dla trafności spostrzeżeń, ale i dla walorów literackich, czytywałem Adama Kruczka (ps. Michała Hellera), który szydził z zachodnich sowietologów, próbujących przyłożyć własne znane im miary do oceny tego, co się na Kremlu dzieje i wywąchać kto w Biurze Politycznym KPZR gołąb, kto jastrząb, a kto lelek kozodój. Michał Heller, który został skazany na 15 lat gułagu, ale szczęśliwie doczekał amnestii po śmierci Stalina, nie miał żadnych złudzeń co do Sowiecji. Zbiegły na Zachód szpieg i agent Jurij Bezmienow często opisywał, jak sami Sowieci podsycali różne spekulacje i czerpali z naiwnych rozważań zachodnich ekspertów jakąś perwersyjną radość. Im kto bardziej pogrążał się w dumaniach o tym, co Czernienko czy Andropow sobie umyślili i czy aby Susłow nie stracił części wpływów w służbach, tym bardziej stawał się podatny na manipulacje. Tacy jak działający za granicą Jurij Bezmienow suflowali zachodnim politykom za pośrednictwem intelektualistów z mediów, czy ośrodków akademickich etc. arkadyjskie opowieści o Związku Radzieckim, krainie szczęścia, niezłomnym obrońcy pokoju na świecie. Dlatego tacy jak obecny kanclerz Niemiec Scholz latali w pacyfistycznych pochodach i walczyli z amerykańskim imperializmem. Wychowankowie Sowietów z tamtych czasów dziś dzierżą w Europie, ale także w części w Ameryki, władzę. W Niemczech już od 24 lat – najpierw duo Fischer i obecnie oficjalnie pozostający na wikcie u Putina były kanclerz Schroeder, potem dzielna komunistyczna działaczka z NRD Merkel, a teraz lewak pacyfista Scholz. Lista uwiedzionych jest długa jak Nord Stream i Putin pewnie musiałby powołać kilka spółek energetycznych, by wszystkich chętnych na służbę przyjąć. To się oczywiście teraz zmienia. Nie chodziło tylko o fascynację, szeroką jak stepy rosyjską duszą, ale o pieniądze jak w przypadku prostytuty, która klientowi szepcze do ucha, że go kocha. Rosja ma swoje psy wojny – najemników z Grupy Waltera, ale też psy pióra i gabinetów w postaci premierów, czy kanclerzy Francji Niemiec Austrii, Finlandii i posłów maści wszelakiej. Ciekawe co oni teraz zrobią?

Nie sądziłem, że Putin się porwie, ale zaskoczony nie jestem. Nic nie wydarzyło się z dnia na dzień. Nie wpada się w nałóg od pierwszego kieliszka i uzależnianie się Europy za pośrednictwem Niemiec od Rosji trwało przez całe lata. Do tego, by kontrolować stan ducha i umysłu Zachodu, a na koniec jego byt fizyczny, Kreml potrzebował nie tylko sprzedajnych polityków, pozbawianych płci i innych właściwości intelektualistów, ale też wyhodowanych całych zastępów Zielonych durniów, jak choćby niemiecka minister środowiska Steffi Lemke, która właśnie była w Warszawie i zagroziła, że Niemcy będą blokowali polskie plany rozwoju energetyki jądrowej. Do jakiego stopnia trzeba mieć mózg odurzaczami zryty, by dzień po napadzie Rosji na Ukrainę i szyderczych twittach byłego prezydenta Miedwiediewa o tym, ile Europa będzie płacić Rosji za gaz, publicznie opowiadać takie rzeczy. To stan całkowitego zniewolenia umysłu. I Putin wie, że władcy Zachodu i ich poddani nie tylko nie chcą umierać za Ukrainę, ale nawet za nią marznąć, czy po ciemku siedzieć. Ale najpierw trzeba było lat pracy i całe tłumy takich jak Schroeder, Scholz, czy Lemke, by Zachód przed takim wyborem postawić.

Z tej perspektywy widać też jak skrajnie głupia i pozbawiona wyobraźni była polityka Zachodu, a zwłaszcza Polski, wobec Białorusi. Przez całe dziesięciolecia mimo zbrodni, agresji, szantaży Europa umizgiwała się do Putina i jego włastii – Rosji. I jednocześnie uparła się, by gburowatego, ale na swój sposób pociesznego Łukaszenkę wykreować na najgorszego satrapę Europy. Zgłupiał i zdziczał teraz chłop i stał się niebezpieczny, ale to my zatrzasnęliśmy przed nim drzwi do Europy. Jaką miarę przyzwoitości przykładaliśmy wtedy, gdy odwracaliśmy się od Łukaszenki, patrząc jednocześnie jak przywódcy Francji, Niemiec, Włoch obśliniają Putina i łaszą się do niego. Ci z Zachodu kazali nam gardzić białoruskim baćką, więc z gorliwością neofity nabzdyczaliśmy się demonokracją, praworządnością i prawami człowieka. No to został mu jeden przyjaciel na świecie – Putin, a teraz mamy miękko, bo z białoruskiej granicy do Kijowa jest mniej niż 200 kilometrów. Może teraz wreszcie ktoś zacznie pracować nad tym, by nasi bracia Białorusini nie przyłączali się z Kremlem do żadnych wypraw na Ukrainę, czy też dalej będziemy czekali na to, co w tej sprawie mają do powiedzenia Berlin i Paryż. Być może jest za późno, ale niezależnie od wszystkiego, teraz trzeba zrobić wszystko, by wyrwać Łukaszenkę z objęć Putina, by perswadować mu, by nie został wspólnikiem w jego zbrodniach. Od trzydziestu lat w Polsce rządzą ci, którzy tak czy owak, niegdyś dogadali się z juntą Jaruzelskiego. Ba, nawet jej sługusów i konfidentów jak Miller, Rosati, czy Cimoszewicz do parlamentów wysłaliśmy, na stołkach ich osadzaliśmy, a Łukaszence do końca świata nie darujemy? Nie musimy od razu po pijaku miłości mu wyznawać i nazywać człowiekiem wielkich ziemniaka plonów.

Putinowi najwyraźniej puściły wszelkie hamulce i wpadł w umysłowe i emocjonalne rozedrganie. A po czym to poznać? A choćby po tym, jak zachowywał się w czasie kuriozalnego widowiska zwanego posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa, kiedy to poszczególni jego podwładni ślubowali współuczestnictwo w napaści. Więzy zbudowane na współudziale są bardzo silne, o czym wiadomo w każdej grupie przestępczej. I kolejny popis emocjonalnej i umysłowej niezborności dał Putin w trwającym niemal godzinę monodramie, kiedy czynił wynurzenia na temat kultury, polityki, historii, by swemu ludowi uzasadnić napaść na Ukrainę. Wywód o tym, jak to Ukraina jest sztucznym tworem, bo niby ktoś coś kiedyś jej podarował, coś tam powołał, a w ogóle to swój byt zawdzięcza Leninowi, był obrzydliwy. Pogarda, jaka płynęła z jego słów, była patologiczna ze stanów emocjonalnych się biorąca, z jakichś lęków fizycznych albo sumienia. Mówiła babcia, że za grosz nie wolno ufać mężczyźnie, który się botoksem obstrzykuje, bo próżność i strach mogą go zżerać. Powracają pogłoski o poważnej chorobie Putina, o tym, że faszerowany jest sterydami. Ostatnio podtrzymał je były szef biura ARD w Moskwie Udo Lilischkies. Dwa lata temu plotkowano o chorobie Parkinsona i naciskach otoczenia Putina na to, by złożył rezygnację. Nie ma co bawić się w sowietologię, czy kremlinologię, tym niemniej, jaki jest koń, każdy widzi. Coś tu nie styka, tak nie zachowuje się zimny, pozbawiony uczuć precyzyjny KGB-ista. Pocieszenie się jego ewentualną chorobą jest marne, chyba że jak koń miałby szybko kopyta wyciągnąć. A i tak nie wiemy, czy nie stałoby się jeszcze gorzej. Nikt w 1999 roku nie wiedział, kto jest szykowany na następcę Jelcyna, tak i dziś nie mamy pojęcia, jaki czort  mógłby Putina zastąpić.

Nie będę też spekulował na temat tego, co zrobi Zachód i czy jego rysowanie kredką po chodnikach i stanowcze grożenie paluszkiem będą skuteczne. Sankcje wydają się poważne i może zadziałają, a może nie i przyjdzie nam się tylko zadowolić jakimiś kontyngentami amerykańskich wojsk i dostawami broni, pokazem jedności w NATO. Zachód pewnie najchętniej zrobiłby to, co zawsze i co zawsze mu tak fatalnie wychodzi, a więc wtrącił się w cudze sprawy. Teraz już na to za późno, a i wcześniej szans na to nie było. Chciałby, by Rosja stała się na jego obraz i podobieństwo, i wreszcie była bezpieczna dla sąsiadów i świata. I pewnie by tak było, gdyby Rosja do Zachodu się upodobniła i to nie z powodu domniemanej demokracji i praworządności, które nad Moskwą, Wołgą i syberyjskimi rzekami by zapanowały, ale z powodu, tego, że władcy Rosji, jej elity, a potem lud stałyby się rozlazłe, lepkie i bezwolne. Zachód nie ma jednak dziś dla Rosji, czy Rosjan atrakcyjnej oferty. Nie jest taki jak w 1989 roku, czy 2004, kiedy to my ludy Europy Wschodniej i Środkowej aspirowaliśmy nie tylko do zachodniego bogactwa, ale też kultury i stylu życia. Targ oddaj duszę i dumę w zamian za nowego iphona i buty Nike dziś nie dojdzie do skutku, a rosyjska propaganda nie musi się wysilać, by obrzydzić Rosjanom Zachód i słynne europejskie wartości. Wystarczy pokazać Paradę Rozwiązłości z dziećmi na pokładzie, gabinet płciowych osobliwości, czy płonące dzielnice francuskich, czy amerykańskich miast. Koczowiska w Los Angeles, Paryża, czy Calais, ulice naćpanych zombie w Filadelfii, czy San Francisco, to nie wymysł rosyjskiej telewizji RTL.

By być dla Rosjan atrakcyjnym, Zachód musiałby stać się jakoś racjonalnie konserwatywny, o czym właśnie mówił Putin w czasie ostatniego spotkania Klubu Wałdajskiego i co tak bardzo na Zachodzie i w Polsce zostało wyszydzone. Z jakichś powodów od ponad dwudziestu lat car utrzymuje się nie tylko na tronie, ale też gnieździ w sercach i umysłach tak wielu Rosjan. Częścią jego powabu jest obietnica ochrony przed degeneracją Zachodu. Czy tak trudno pojąć, że świat Zachodu, takim, jaki on teraz jest ze swoim chaosem, rozpasaniem nie ma magnetycznej siły? Dziś Rosja nami gardzi, podobnie jak świat islamu, ale to już na zupełnie inna opowieść. Krytyka Zachodu nie staje się nieuzasadniona, tylko, dlatego że bandzior Putin na niej się tuczy. To tak jakby potępiać Sylwię Spurek za to, że tak jak Hitler fanatycznie weganizm uprawia. Nie za to jej nie znosimy i szydzimy z niej, tylko za nienormatywną orientację intelektualną i lewicowe porządki tyranii, które chętnie by zaprowadziła. Głupie i prymitywne jest uznawanie, że wspieranie owego zdroworozsądkowego konserwatyzmu oznacza równocześnie pochwalanie napaści na Ukrainę, czy wszelkich nikczemnych poczynań Putina. Alternatywa Putin i jego zamordyzm, wejście w sferę jego wpływów albo wychwalanie Zachodu pod niebiosa i bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego, co oferuje, jest fałszywa. Można nie znosić, agresywnego, brutalnego chama i walczyć z nim i jednocześnie nie szlajać się z rozpustną, sprzedajną, ale bogatą lafiryndą, która przepuszcza pieniądze swych dziadków i rodziców na rozkosze krocza, nozdrzy i podniebienia. Nie ma takiej koniunkcji, że jak nie znosisz gotowanej brukselki, bo śmierdzi, to automatycznie musisz zajadać się kaczką po warszawsku.

Niezależnie od doraźnych działań politycznych, gospodarczych, czy militarnych Zachód powinien znów zaopatrzyć się w tak skuteczną niegdyś broń – kulturową, cywilizacyjną. To robota na lata, tak jak przez lata Rosja szykowała się do napadu. Praca, odpowiedzialność, wstrzemięźliwość, zaradność, przedsiębiorczość, odwaga, wolność zbudowały potęgę zachodniej cywilizacji. To taki truizm, że aż wstyd powinno być o nim pisać. A jednak przestało być to oczywiste, ba właściwie zostało to odrzucone. Póki Zachód nie zrobi porządku sam ze sobą, to byle łobuz będzie mu groził i oklepywał go. Żadne kontyngenty wojsk, sankcje gospodarcze nie zastąpią w dłuższej perspektywie atrakcyjności życia w dobrobycie i wolności. Nie dlatego Rosjanie przyjmą naszą wizję świata, że cały zachodni świat w tym Polska, jest silniejszy militarnie i bogatszy, ale dlatego, że zarażą się tym duchem wolności, który jeszcze uosabiamy, a który teraz tracimy.

Haj żiwe Wilna Ukraina!

Poglądy wyrażane przez blogerów publikujących dla WEI mogą nie być zgodne z oficjalnym stanowiskiem think-tanku.

Inne wpisy tego autora

Czy Republikanie nie chcą pomagać Ukrainie?

Jeszcze pod koniec stycznia, miesiąc przed napaścią Rosji na Ukrainę, na konferencji prasowej prezydent Joe Biden mówił, iż „mały najazd” spowoduje dla kremlowskiego reżimu „małe

Prywatne sankcje gospodarcze

Do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze, pieniądze. Niektórzy przypisują te słowa Napoleonowi Bonaparte, a inni twierdzą, że tylko powtórzył je za kondotierem