Ludzie i czasy się zmieniają, ale rządza nimi te same prawa

Ludzie i czasy się zmieniają, ale rządza nimi te same prawa

Doceniasz tę treść?

Dramat niemieckiej polityki zawsze był pochodną jej siły. Jak bardzo Berlin by się nie starał, to na koniec zawsze pada ofiarą własnej mocarstwowości. Po II Wojnie Światowej Niemcy porzucili swoje nacjonalistyczne i militarystyczne mrzonki. Swoje ambicje realizowali, budując ramy gospodarczej ekspansji w oparciu o europejskie instytucje. Wierzyli, że szerząc dobrobyt i tworząc coraz lepiej płatne miejsca pracy, wyeliminują wewnętrzne pokusy do grabienia innych, a swoich sąsiadów przekonają do otwarcia szeroko drzwi na niemiecką ekspansję. Kiedy już wydawało się, że Niemcy dokonały niemożliwego, czyli pokojowo zawojowali całą Europę i uzależnili od siebie narody od Bugu po Pireneje i od Helsinek po Cypr, wtedy okazało się, że plan znowu nie wypalił. Niemiecki model ekspansji znowu stał się największym zagrożeniem dla europejskiego bezpieczeństwa. Tym razem zagrażając nie tyle swoim sąsiadom militarnie, ale swoimi powiązaniami gospodarczymi.

Niemiecka Europa okazała się znacznie bardziej podzielona i skonfliktowana niż kiedykolwiek. Niemiecki model wzrostu oznaczał zapaść gospodarczą dla Włoch, pauperyzacje Grecji, nawrót nacjonalizmu we Francji, Szwecji, Austrii. A nade wszystko rozpad historycznej po II Wojnie Światowej wspólnoty kontynentalnej Europy z Wielka Brytanią.

Niemiecki sukces był niewątpliwy, ale ład europejski nie był tym, który sobie Niemcy wymarzyły. Potęga gospodarcza niepoparta siłą zbrojną stworzyła w Europie próżnie niepamiętną od lat 30. i prostodusznych apeli rozbrojeniowych, dziesiątkujących budżety obronne Wielkiej Brytanii i Francji, przy jednoczesnych zbrojeniach Hitlera. Idylliczna wizja Europy napędzanej samym tylko wiatrem i słońcem, i gazem obniżyła zagrożenie CO2, ale zwiększyła zagrożenie militarne. Budżet obronny Rosji finansowany niemieckim importem gazu wzrósł do bezprecedensowych 66 miliardów dolarów, a strach Niemiec przed odcięciem dostaw gazu, jest większy niż strach przed potencjalną rzezią i masową ucieczką ukraińskiej ludności cywilnej na Zachód.

Historia nigdy się nie powtarza, ale jak pisał Mark Twain, „odpryski historycznych zdarzeń, jak w kalejdoskopie układają się w irytująco podobne obrazy”. Nad moim biurkiem wisi pierwsza strona „Kuriera Porannego” z 28 września 1938 roku – Widmo wojny powszechnej znika. Jutro spotkanie w Monachium. Co było dalej, wiemy.

Teoretycznie wiemy, to co nam umyka – że rozbrojona Wielka Brytania mentalnie nie była w stanie przeciwstawić się Hitlerowi. Chamberlain podpisując umowę w Monachium, osłabił potencjał obronny antyfaszystowskiej koalicji o 35 czeskich dywizji i cały arsenał najlepszego sprzętu wojskowego w Europie. W ręce Hitlera wpadły zakłady Skody, które oprócz samochodów transportujących później wojsko na polski front, produkowały działa artyleryjskie i doskonałe haubice. We wrześniu 1939 roku antyhitlerowska koalicja była słabsza o kolejne 39 dywizji i blisko tysiąc polskich czołgów.

Dziś do 130 tysięcy wojsk na granicy z Ukrainą doliczamy 45 tysięcy wojsk Białorusi, ale za chwilę, kto wie ile czołgów, broni, pojazdów, dronów, nie mówiąc o zakładach maszynowych Sich, wpadnie w ręce Putina. Gaz dalej będzie paraliżował jakiekolwiek działania Niemiec, a margines bezpieczeństwa Zachodu będzie mniejszy o kilkaset kilometrów. Świat w 2022 roku może i wygląda inaczej niże te 80 lat temu, ale pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają. Niezrównoważona siła zawsze będzie zagrożeniem dla demokratycznego ładu, a nierównomierny rozwój gospodarczy zawsze będzie pokusą dla tych zostających w tyle.

Inne wpisy tego autora

Wojna dopiero się zaczyna #WWR153

#153 Podcast Warsaw Enterprise Institute. W roli głównej Prezes Tomasz Wróblewski Prawa rządzące historią od zarania dziejów spędzały sen z oczu filozofów, a swoją niejednoznacznością