Stan liberalnej tyranii

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Miała być wojna i jest. Co prawda na innym kontynencie, ale zawsze coś. Rząd Kanady pierwszy raz w historii kraju ogłosił zaprowadzenie Emergencies Act, czyli czegoś w rodzaju stanu wojennego, stanu wyjątkowego. Porządki nadzwyczajne wytoczono przeciwko własnym obywatelom, którzy po dwóch latach pokornego znoszenia covidowych porządków, ośmielili się przeciw nim zaprotestować. Może Trudeau jak Jaruzelski obawiał się, że bez złapania własnych obywateli za twarz to Ruscy wkroczą. Tak czy owak, dostało się też biednym Ukraińcom – to właśnie w Kanadzie jest największa diaspora znad Dniepru i Dniestru.

Dostało się też całemu zachodniemu światu. Zaprowadzenie owego stanu wojennego i porządków z nim związanych to wydarzenie o doniosłość globalnej. Nic już nie będzie takie jak było. To ostateczne pokazanie jak nikczemną, fałszywą twarz mają dziś liberalni władcy świata. Pojęcia „liberalny”, „liberalizm” nie mają już dziś żadnego sensu, bo są zaprzeczeniem tego, co kiedyś oznaczały. Fałszują rzeczywistość. Tak jak zakłamywały ją słowa hymnu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich – obok III Rzeszy i komunistycznych Chin, i Kambodży najpotworniejszego reżimu w dziejach świata. (Jeśli Państwa dziwi, że piszę takie oczywistości, to proszę wziąć pod uwagę, że ten tekst mogą przeczytać jacyś studenci Uniwersytetu Warszawskiego etc., a oni tego nie wiedzą).

            Chwała ci, Ojczyzno, tyś ziemia swobody

            ludów przyjaźni ostoja i straż

Ciężko byłoby w poezji światowej znaleźć bardziej kłamliwe wersy. Demokracji liberalnej oczywiście bardzo daleko do osiągnięć przodującego ustroju i światowej ojczyzny proletariatu, ale trzeba przyznać, że nie ustaje w wysiłkach. Demokracja liberalna nie ma już prawie nic wspólnego z rządami ludu i wolnością. Na określenie tej ostatniej chyba należałoby wymyślić jakieś inne słowo, by w żaden sposób z liberalizmem nie kojarzyło się. Powiedzmy tak, jak zmieniło się znaczenie słowa „afera”. Niegdyś oznaczyło ono „sprawę” i nie miało żadnych negatywnych konotacji. Dziś wstydziłbym się na Zachodzie przyznać, iż uważam się za liberała. Od lat badania w różnych krajach pokazują, iż nie ma mniej tolerancyjnych, bardziej nienawistnych, skorych do zaprowadzania reżimów, cenzury etc. środowisk niż te, które same określają się jako liberalne i tak są w mediach i przez świat politycznych elit przedstawiane. Gdzie, jeśli nie wśród tłuszczy dziennikarskiej, akademickiej i politycznej jest najwięcej zwolenników np. apartheidu sanitarnego, przymusu szczepień, zniesienia wolności słowa, wolności osobistych.

Goguś i półgłówek, pajac i pieszczoszek światowej lewicy Trudeau pokazał światu, jak będą wyglądały uśmiechnięte reżimy. Jedno naciśnięcie guzika będzie niszczyło życie tych, którzy ośmielą się im przeciwstawić. Gdy Peter Sloly, były już szef policji w stolicy Kanady Ottawie zapowiadał, że sprawdzone zostaną bilingi kierowców i tych, którzy wspierają ich protest, ich konta bankowe, licencje, ubezpieczenia, prawa jazdy, aktywność w mediach społecznościowych, to mogło się zdawać, że przesadza, że tylko straszy i za ten szantaż jego łeb poturla się po bruku miasta. Nic z tych rzeczy. Ten nikczemnik mówił o tym, co nikczemna władza rzeczywiście chce zrobić swym obywatelom. Że przenicuje życie każdego na wylot, każdego, kto się nie podporządkowuje, zniszczy.

Zaczęło się od tego, że na polecenie rządu kierowcom ukradziono 10 milionów dolarów, które zebrali dla nich Kanadyjczycy, ale też Amerykanie poprzez platformę GoFundMe. Potem zablokowano zbiórki na kolejnych platformach. Potem wicepremier Kanady Chrystia Freeland oznajmiła, że bez wyroków sądu rząd może nakazać zamrożenie kont uczestników protestów, w tym kont firmowych, zawiesić ubezpieczenia, uprawnienia, licencje, koncesje, zablokować usługi płatnicze, crowfundingowe. Równolegle policja przeprowadzała już aresztowania, rekwirowała paliwo, ale także odzież i jedzenie, które wspierający protesty zbierali dla kierowców. Minister sprawiedliwości Kanady David Lametti został zapytany, czy zamrażane będą konta osób, które wpłacają na rzecz kierowców. Odpowiedział, że jeśli się okaże, że są jakimiś zwolennikami Trumpa, to tak. Temu ma służyć m.in. kontrola w mediach społecznościowych. Konto bankowe może być zablokowane za nieprawomyślne wpisy w mediach społecznościowych. Nikczemny rząd Kanady znalazł sposób, by napuścić na siebie obywateli tak, by sami nawzajem siebie pilnowali. Zniósł wszelką odpowiedzialność pracowników instytucji finansowych za zamknięcie, zablokowanie komuś konta, odcięcie od wszelkich usług i transakcji. W praktyce wygląda to tak, że jakiś pracownik banku Smith, czyta, co w sieci opublikował Brown, stwierdza, że mu się to nie podoba, więc odcina Browna od własnych pieniędzy. I jest bezkarny, reżim dał mu immunitet. Brown ma za coś zapłacić, np. w aptece za leki, a karta nie działa.

Jeśli więc uczestniczysz człeku w jakimś proteście, to rząd odcina ci telefon, internet, dostęp do własnych pieniędzy w banku, pozbawia ubezpieczenia, uprawnień do wykonywania zawodu, zabiera ci twe mienie i zmusza groźbami do wykonania określonych czynności. Kierowcy, którzy odmówią odholowania ciężarówki swego kolegi, sami stracą uprawnienia, dostęp do kont etc. i mogą być aresztowani. Nawet juncie Jaruzelskiego nie przyszedł do głowy taki zamordyzm. Dziś wystarczy wcisnąć kilka guzików i nie masz już człowieku nic – pieniędzy, pracy, łączności ze światem, rząd wymazuje cię z rzeczywistości i jedyne, z czym zostajesz to rachunki i kredyty do spłacenia. To nie jest żadna abstrakcja, science fiction, wizje, telewizje i teorie spiskowe. To się dzieje na naszych oczach. Mamy to przed nosem. Kanadyjczycy, jeśli mają dość rozumu i instynktu samozachowawczego, który tak bardzo został stępiony przez dobrobyt, powinni rzucić się do banków i wypłacić wszystko, co mają. I niech się cały system rozpadnie. On już im nie służy. Po drugiej stronie Atlantyku premier Włoch (idee faszyzmu wiecznie żywe) wprowadził właśnie turbo ausweis sanitarny dla wszystkich powyżej 50. roku życia. Każdy musi przedstawić pracodawcy zaświadczenie o zaszczepieniu bądź ozdrowieniu, inaczej zostanie w pracy zawieszony i pozbawiony wynagrodzenia.

Światową publikę zszokowało pewne z pozoru niewinne nagranie z Ontario, które obiegło media społecznościowe. Oto gospodyni domu otwiera drzwi młodej uśmiechniętej dziuni-policjantce, która przyszła z ostrzeżeniem. Wielki brat wyśledził, co kobieta publikuje w internecie na jakich grupach, czy forach o protestach w Kanadzie. Reżim wysłał więc ostrzeżenie, a posłańcem jest głupia, niczego nierozumiejąca funkcjonariuszka. Wszystko jak w filmie „Protokół mniejszości”. Dorwaliśmy cię, zanim popełniłeś przestępstwo. No więc dziunia w miły, kulturalny sposób cały czas uśmiechając się, ostrzega: Uważaj, co piszesz, bo mamy cię na oku. Ciemna kobieto odetniemy ci internet, zablokujemy konto w banku, unieważnimy prawo jazdy i ubezpieczenia. Ona tego nie musi mówić. To już powiedzieli Trudeau i reszta rządców. Policjantka nawet nie rozumiała, w czym uczestniczy. Nie sądzę, by dało się jej to nawet wytłumaczyć. Ona jest już produktem liberalnego chowu karmionego kłamstwem i oportunizmem. W niej nie było żadnej złej woli, agresji, tak jak nie może jej być w dowolnym automacie, czy interfejsie. Ona, podobnie jak setki milionów ludzi Zachodu, jest już dla idei wolności i praw obywatelskich stracona. To trochę tak jak w Szwecji, gdzie ściganymi za tzw. mowę nienawiści są głównie ludzie leciwi. Oni nie nadążają za postępem i liberalną demokracją i wciąż myślą, że jest wolność słowa i można głosić, co się chce. Młodsi są już wytresowani i nie popełniają słowo- i myślozbrodni.

Sprawa kanadyjskiego stanu wojennego ma wiele aspektów, ale dwa zdają się najważniejsze. Pierwszy to technologia, która pozwala już teraz zaprowadzić reżim totalitarny, obejmujący każdy najmniejszy aspekt życia ludzkiego. Gdy zostajesz wykasowany w sieci, to nie możesz też żyć w świecie realnym. Owe paszporty covidowe – sam mechanizm, technologia, to w przyszłości przepustka do życia w ogóle. Wiecznie uśmiechnięta Ursula von der Leyen mówi o cyfrowej tożsamości obywateli Unii i powiązaniu jej z dostępem do wszelkiego rodzaju usług, ale także do własnych pieniędzy. To dla naszego bezpieczeństwa. Powiadam Wam bardzo oględnie, to niemądra i zła kobieta jest i dlatego właśnie jest tam, gdzie jest. Jej rączka nie drży, gdy totalitarny reżim jest zaprowadzany. Żadna struna w duszy nie poruszy się, bo ona duszy nie ma. Powszechne narzucenie pieniędzy elektronicznych domknie system. (Nie chodzi o kryptowaluty – wicepremier Kanady zapowiedziała, że i z tym się rząd rozprawi). Bez podporządkowania się określonym wymaganiom (może nimi być przyjęcie szczepionki, ale tak naprawdę cokolwiek) nie będziesz mógł podróżować, pracować, chodzić do knajp, muzeów – gdziekolwiek, a może nawet z domu wyjść. Odbierzemy ci dzieci, tak jak to w Kanadzie i Australii robi się nieszczepionym. System nie pozwoli ci wejść do kina, metra, pociągu, samolotu, a za chwilę unieruchomi ci samochód, jak kodu w czytniku nie pokażesz. Ale nawet to nie będzie konieczne, bo nie kupisz paliwa, dlatego, że nie będziesz miał dostępu do własnych pieniędzy. System zdecyduje na co, kiedy, gdzie, u kogo i ile możesz ich wydać. Na pewno nie na wsparcie dla kierowców ciężarówek. To wszystko zrobione zostanie przy wsparciu korporacji. Im więcej życia przeniesiemy do rzeczywistości wirtualnej, tym łatwiej będzie nas tego życia pozbawić. Wszytko zostało już przećwiczone. Najpierw w mediach społecznościowych. Tam każdego można pozbawić nie tylko głosu, ale nawet istnienia. Nikt nie chce ginąć za cenzorski zapis na Konfederację i jej milion obserwujących na Facebooku ani za Trumpa nikt nie umarł, więc niedługo będzie cenzura totalna. Jedynym ograniczeniem teraz jest jeszcze technologia – „nieszczelność” algorytmów.

Druga sprawa to wiecznie uśmiechnięte i zadowolone z siebie reżimy liberalne panujące nad światem Zachodu. W latach 60. ukuto w Stanach Zjednoczonych powiedzenie, że jeśli poskrobać liberała, to spod spodu wyłoni się faszysta. Ronald Reagan mówił, iż faszyzm przyjdzie do Ameryki w przebraniu liberalizmu. Dla potrzeb tej wypowiedzi pisemnej „faszyzm” rozumiem – jak było to we Włoszech socjalistycznego tyrana Mussoliniego – za system, w którym wszystko dzieje się w ramach państwa, a nic poza nim. Liberalizm zaś oznacza konglomerat wzajemnie sprzecznych, wręcz wykluczających się poglądów, które można określić mianem postępowych. W tym sensie nakaz zaprowadzenia parytetów płciowych czy rasowych i zatrudnienia określonej liczby osób określonej płci, rasy etc., na określonych stanowiskach jest jak najbardziej liberalny, w takim sensie jak rozumie się to na Zachodzie, choć jest na wprost zaprzeczeniem idei wolności. I to nie tylko gospodarczej.

Ostatnie dwa lata, w czasie których władcy i właściciele świata sprawdzają jak zbudować Nowy Wspaniały Świat jak u Huxleya, są pełne paradoksów. Otóż największe obostrzenia zaprowadzono w krainach, które zdają się liberalnym rajem, Ziemią Obiecaną Fukujamy – miejscami, gdzie historia się skończyła. Żadne większe wydarzenia, konflikty, problemy zdają się nie dotykać Kanady, Australii, Nowej Zelandii. Leżą sobie gdzieś na peryferiach nie tylko świata, ale też polityki, a jej ludy mogą zajmować się tylko dbaniem o własny dobrobyt i korzystaniem z niego. Czasami pies zaszczeka, krowa zamuczy, miesiączek świeci na nieboskłonie, rzeka płynie i nic się nie dzieje. Spokój i cisza i właściwie każdy głupiec może władać taką ziemią, bo wszystko się samo toczy, żadnych większych decyzji podejmować nie trzeba. I to właśnie w Australii, Kanadzie i Nowej Zelandii, gdzie koronawirusa trzeba było psami tropić, ze świecą szukać, zaprowadzono najostrzejsze porządki sanitarne rodem z totalitarnych reżimów. To tam państwo liberalne uznało się za wszechmocnego opiekuna – matkę, ojca, ciotkę, dyrektorkę szkoły i policjanta dozorcę dla swych obywateli. To właśnie psychicznie sieknięta matka, jak wiecznie upalona ziołem premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern, trzyma swe dziecko w domu, wyjść nie pozwala, bo się przeziębi, przewróci, guza nabije, kolano zedrze. Te kraje też pokazują nam jak ma docelowo wyglądać nowy świat, nowy ład.

Paradoksy są jednak tylko pozorne. Sama idea liberalnego państwa opiekuńczego jest nie tylko uwłaczająca, ale nieuchronnie musi prowadzić do tyranii. Opiekowania się kimś – pojedynczym człowiekiem, czy grupami etc. zakłada, oznacza uznanie, że ktoś – opiekun, jest silniejszy, mądrzejszy, lepiej wykształcony, pod ilomaś względami „lepszy” niż znajdujący się w jakimś stanie podległości podopieczny. To słabszy jest pod opieką mocniejszego, a nie odwrotnie. Moc państwa zawsze ucieleśniają urzędnicy i funkcjonariusze. W liberalnym państwie opieki to oni są silniejsi od podopiecznego – obywatela. Ten jest pensjonariuszem. Jeśli jest grzeczny – to domu opieki, jeśli zaś rozrabia – to zakładu karnego. Stan poddaństwa, zależności jest ten sam, tylko miary kar i nagród są różne. Syte i gnuśne społeczeństwa Zachodu uzależniają się od tej opieki. Krok po kroku w zamian za zabawę i coraz częstszą już tylko złudę dostatku, oddają swe prawa i wolności. Gwałtowne wydarzenia jak pandemia, czy protest kierowców przyspieszają tylko proces wpadania w nałóg poddaństwa, jednomyślności.

Nie wiem czego jeszcze potrzeba, jakich znaków dymnych i wybuchów, trzęsień ziemi i komet na niebie, byśmy wreszcie pojęli, co nam zagraża. Tu i teraz, a nie wydumana, wiecznie odkładana w czasie zagłada klimatyczna. Ta będzie zresztą wykorzystana do zaprowadzania nowych globalnych porządków. Już jest. Zrodzeni jesteśmy w cywilizacji, która swój dostatek zawdzięcza wolności. To na niej on został zbudowany. Tyrani liberalnej demokracji odrzucają teraz ten paradygmat. Wmawiają nam, że dobrobyt będzie wtedy, gdy z wolności i praw swych zrezygnujemy i powierzymy swe życie im – jaśnie oświeconym, wszechwiedzącym władcom i właścicielom świata.

Czegóż płaczesz? – staremu mówił czyżyk młody –

masz teraz w klatce lepsze niż w polu wygody.

Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę;

jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę.

Ale nawet to, co pisał Ignacy Krasicki, jest dziś tylko ułudą. Nie tylko nie będzie wolności, ale też nie będzie wygód.

PS. Kiedy skończyłem pisać ten tekst, zaczęły dochodzić informacje o coraz nikczemniejszych posunięciach kanadyjskiego rządu. Nie uzupełniam, ale o jednej rzeczy dopiszę, gdyż dosłownie mowę mi odebrało. Kilka razy sprawdzałem, czy to aby prawda. Niestety tak. Kanadą rządzą psychopaci. Brakuje słów na określenie nikczemności tych ludzi. Otóż kanadyjski reżim ogłosił, że pozabija psy, koty, inne zwierzęta, których właścicielami są uczestnicy protestów. Jeśli zostaną aresztowani i nie będzie komu opiekować się ich zwierzakami, to zostaną one zabrane do schronisk, a tam zgodnie z procedurą po 8 dniach mogą zostać zabite. Co za chore, nikczemne umysły mogły wpaść na taki pomysł?! Jaką kanalią, nędznikiem trzeba być, by tak grozić, by nawet o tym pomyśleć, a potem publicznie ogłosić.  Czyste, skondensowane zło.

Poglądy wyrażane przez blogerów publikujących dla WEI mogą nie być zgodne z oficjalnym stanowiskiem think-tanku.

Inne wpisy tego autora

Czy Republikanie nie chcą pomagać Ukrainie?

Jeszcze pod koniec stycznia, miesiąc przed napaścią Rosji na Ukrainę, na konferencji prasowej prezydent Joe Biden mówił, iż „mały najazd” spowoduje dla kremlowskiego reżimu „małe

Prywatne sankcje gospodarcze

Do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze, pieniądze. Niektórzy przypisują te słowa Napoleonowi Bonaparte, a inni twierdzą, że tylko powtórzył je za kondotierem