Przedwczesna radość towarzyszy z „Solidarności”

Przedwczesna radość towarzyszy z „Solidarności”

Doceniasz tę treść?

Dopiero co przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda butnym tonem chwalił się, że oto Sejm uszczelnił zakaz handlu oraz zachęcał do donoszenia na otwarte w niedzielę sklepy. Tymczasem rzeczywistość kolejny raz przegania wymysły socjalistów. Nie ma już „wyjątku pocztowego”, ale są wyjątki „na dworzec” oraz „na placówkę kulturalną”, a pewnie i kilka innych by się znalazło. Wobec czego powstają sklepy-dworce i sklepy-kluby czytelnika.

Zamordyści z „Solidarności” zaczynają przypominać towarzysza Gomułkę, który pieklił się, zwłaszcza pod koniec swoich rządów, że sytuacja wymyka mu się z rąk i że on coś tam zarządza, a sprawy potem dzieją się całkiem inaczej. Towarzysz Gomułka musiał w końcu odejść, gdy całkiem się już pogubił. Towarzysz Duda odejdzie, gdy nie zostanie ponownie wybrany na przewodniczącego związku, choć stawiam, że wówczas PiS zapewni mu biorące miejsce na swoich listach wyborczych, tak jak Januszowi Śniadkowi, poprzednikowi Dudy. Tu trzeba pamiętać, że choć liczba związkowców w ogóle w Polsce topnieje od lat, sekcja pracowników handlu, której szefuje Alfred Bujara, jest w „Solidarności” najliczniejsza, więc może towarzyszowi Dudzie dać najwięcej głosów. Po to zresztą zakaz handlu w ogóle był: żeby spłacić polityczny dług PiS wobec towarzysza przewodniczącego.

Wobec faktu, że każde kolejne „uszczelnianie” będzie oznaczało kolejne omijanie – jest to zasada prosta jak konstrukcja cepa – gdybyśmy mieli do czynienia z ludźmi chcącymi naprawdę sensownego i korzystnego dla wszystkich rozwiązania, pojawiłby się projekt gwarantujący pracownikom dobrowolność pracy w niedziele i odpowiednio wyższe wynagrodzenie w te dni. Nie ma tu już nawet za bardzo problemu regulacji tej kwestii w przypadku umów cywilnoprawnych, bo rynek pracownika wymusił stosowanie umów o pracę już niemal wszędzie. Ale ostatecznie nawet i kwestię umów cywilnoprawnych dałoby się jakoś rozwiązać. Tyle że związkowcy od początku nie byli żadnym kompromisem zainteresowani, bo chodziło im o polityczną grę w związku, a nie o dobro pracowników.

Już od jakiegoś czasu procent zwolenników zniesienia zakazu wyraźnie dominuje nad przeciwnikami. W niedawnych badaniach (wrzesień 2021 r.) za handlem w każdą niedzielę było 53 proc. respondentów, przeciw tylko 33 proc. Trudno mieć wątpliwości, że będzie to zapewne jedna z pierwszych rzeczy, jakie zrobi nowa władza. Takie są skutki postawy hunwejbińskiej, bo gdybyśmy mieli mądrą regulację, dającą swobodę wyboru pracownikom, zapewne odczucia opinii publicznej byłyby inne, a co za tym idzie – regulacja pozostałaby na swoim miejscu także po przegranej PiS.

O tym, dlaczego zakaz handlu w niedzielę jest absurdalny, pisałem już wiele razy – również na blogu WEI. Nic się tu nie zmieniło, może poza tym, że każdy kolejny rok dostarczał dowodów na to, że nie zyskały na tym w żaden sposób małe sklepy – przeciwnie, dostały w kość. W badaniu firmy Danae, przeprowadzonym pod koniec 2019 r., 53 proc. drobnych przedsiębiorców wskazywało, że zakaz handlu utrudnia im rozwój.

Ponieważ jednak w związku z likwidacją wyjątku pocztowego temat powrócił – a spośród różnych ograniczeń wolności, wprowadzonych przez obecną władzę, to akurat znieść stosunkowo łatwo i jest duża nadzieja, że po wyborach w końcu to nastąpi – warto argumentację jeszcze raz w punktach przytoczyć.

I

Nie jest prawdą, że wprowadzając całkowity zakaz handlu „dołączyliśmy do Europy”. Spośród państw UE żadnych ograniczeń niedzielnego handlu nie ma w aż 17, czyli w zdecydowanej większości. W pozostałych 10 ograniczenia są zwykle mniejsze niż w Polsce i mają wiele wyjątków (np. miejscowości turystyczne albo objęcie zakazem wyłącznie sklepów wielkopowierzchniowych) – my należymy do ścisłej czołówki w restrykcjach. Nawet często przywoływane jako przykład Niemcy poszły w stronę liberalizacji, już kilka lat temu przekazując kompetencje w ustalanie niedziel pracujących krajom związkowym.

II

Nie ma żadnego uzasadnienia, aby wyróżniać pracowników handlu, dając im nadzwyczajny przywilej. Jest mnóstwo zawodów, z którymi łączy się praca w niedziele. Są to także zajęcia, których nie ma powodu uznawać za niezbędne – np. wszystkie związane z usługami czasu wolnego.

Każdy zawód łączy się z jakimiś niedogodnościami i osoba podejmująca się danego zajęcia to wie i godzi się na to. Pracownicy handlu godzili się na pracę w niedziele, tak jak strażak godzi się na trwające wiele godzin dyżury, pilot – na ciągłe zmiany czasu i nienormowane okresy pracy, marynarz – na wielomiesięczne nieobecności w domu, a policjant – na ryzyko utraty życia.

Nieracjonalne jest oczekiwanie, że państwo będzie interweniować, żeby uczynić dany zawód przyjemniejszym dla wykonujących go – a tak się właśnie stało w przypadku zakazu handlu. To tak, jakby piloci zażądali, żeby zakazać lotów w weekendy, bo oni chcą mieć wtedy wolne – i jakby państwo to żądanie spełniło.

III

Niektórzy twierdzą, że przecież w handlu pracuje się z musu. Ale co to zmienia? Zdecydowana mniejszość wykonuje swoją pracę jedynie z wyboru, dla przyjemności i w zasadzie hobbystycznie. To, że ktoś pracuje w danym zawodzie, bo do tego zmusiło go życie, nie jest żadnym powodem, aby państwo zmieniało reguły tego zawodu zgodnie z oczekiwaniami tej osoby.

IV

Państwo odebrało wolność wyboru przede wszystkim samym pracownikom. Jakaś część z nich chciała pracować w niedzielę, bo woleli odbierać dzień wolny w tygodniu, tak aby móc pozałatwiać sprawy, których w niedzielę nie da się załatwić. W niedziele pracowali chętnie studenci studiów dziennych. Niektórzy pracodawcy dodatkowo wynagradzali za pracę w niedziele.

V

Państwo nie jest od tego, żeby organizować obywatelom czas wolny i pouczać ich, jak powinni go spędzać. Dlatego wszystkie tyrady o „niedzieli z rodziną” są zwyczajnie bezczelne. Wygłaszający je nie uwzględniają zresztą, że dla wielu osób właśnie niedzielne wspólne zakupy w centrum handlowym były okazją do bycia razem. Kiedy tego zabrakło, tylko skrajnie naiwny mógłby sądzić, że wszyscy zgodnie będą siadać do niedzielnych obiadów i chodzić na spacery do parku. Sądzę, że w znacznej części rodzin niedziela wygląda teraz tak, że rodzice siedzą przed telewizorem, a dzieci przed komputerem.

VI

Są klienci, którzy faktycznie mogli zrobić większe zakupy tylko w niedzielę z powodu swojego trybu życia czy wykonywanej pracy. Dla większej jeszcze liczby szczególnie uciążliwe może być zamknięcie tych sklepów, które wymagają osobistych odwiedzin i spędzenia tam dłuższego czasu – takich jak meblowe – bo na to czas jest tylko w wolny dzień.

Bywają też sytuacje awaryjne, gdy zamknięcie sklepów w niedzielę jest poważnym problemem – choćby wówczas, kiedy w domu zdarzy się awaria i nie ma jej jak naprawić bez kupienia odpowiedniej części w sklepie budowlanym.

VII

Całkowicie chybiony jest pojawiający się od czasu do czasu argument: „Otwórzmy sklepy w niedziele, ale niech też będą otwarte urzędy czy banki”. Nie rozmawiamy przecież o tym, co ma być otwarte, ale o tym, jakim sklepom zabroniono działać. Wysuwający ten argument mylą postulat otwarcia danych miejsc z postulatem niezakazywania ich otwierania. Brak zakazu nie jest tym samym co nakaz otwarcia.

Poza tym pracodawcą urzędników jest państwo lub samorządy i jest to odrębna sytuacja. Postulaty w tej sprawie należy zgłaszać do odpowiednich podmiotów.

Jedno wydaje się jasne: Duda z Bujarą będą walczyć o kolejne ograniczenia, a przedsiębiorcy będą wynajdywać kolejne furtki. Tak działa socjalizm i tak działał zawsze. To jak próba zatamowania wartkiego strumienia tamą ułożoną z niedopasowanych do siebie kamieni.

Poza tym w sukurs przychodzi technologia. Autonomiczne sklepy już istnieją, na razie jako projekty pilotażowe, ale z czasem się upowszechnią i będzie to także zasługa towarzyszy z „Solidarności”, którzy swoim tępym uporem przyspieszą moment, gdy pracownicy w handlu w ogóle przestaną być potrzebni.

Poglądy wyrażane przez blogerów publikujących dla WEI mogą nie być zgodne z oficjalnym stanowiskiem think-tanku.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: PO-PiS działa

Kreatywna księgowość budżetowa kwitnie. Jak kiedyś w amerykańskim Enronie. Z tym że dyrektorzy Enronu – Kenneth Lay i Jeffrey Skilling – zostali skazani za nadużycia