Towarzysz Gierek – reaktywacja

warzecha_avatar

Doceniasz tę treść?

Mottem filmu o Edwardzie Gierku powinny się stać słynne słowa Jarosława Kaczyńskiego o towarzyszu pierwszym sekretarzu: „Działał w takich okolicznościach, jakie wtedy były, ale to, że chciał uczynić z Polski kraj ważny – w tamtym kontekście, w tamtych okolicznościach – to była bardzo dobra strona jego działania, jego osobowości, jego poglądów, wskazująca na to, że był komunistycznym, ale jednak patriotą. […] Ja liczę na wszystkich, którzy chcą sprawiedliwej Polski; sądzę, że bardzo wielu ludzi o lewicowych poglądach, nawet bardzo lewicowych, też sprawiedliwej Polski chce”. Jarosław Kaczyński stwierdził wtedy także, że Gierek „opozycję jakoś tam tolerował, a nie zamykał do więzienia”. Słowa te padły w Sosnowcu w lipcu 2010 r. podczas kampanii prezydenckiej prezesa PiS, który w ten sposób chciał sobie zaskarbić poparcie ówczesnego europosła Adama Gierka, syna przywódcy PRL.

Prezes Kaczyński zauważył również, że normalne jest, iż ktoś o „prospołecznych poglądach” – Adam Gierek – popiera kogoś takiego jak on, a nie Donalda Tuska czy Bronisława Komorowskiego (wtedy konkurenta Kaczyńskiego). Po raz kolejny Kaczyński użył eufemizmu dla określenia socjalistycznego charakteru swoich zapatrywań, bo oczywiście powiedzenie wprost, że PiS to partia socjalistyczna ze względów wizerunkowych nie wchodzi w grę. Przynajmniej na razie Kaczyński się tu pilnuje, jak wtedy, gdy w innym przypadku mówił, że choć niektórzy oskarżają PiS o to, że to partia właśnie socjalistyczna, jest to nieprawda – PiS ma po prostu „dużo empatii”.

Jakkolwiek by tego nie nazywać – poglądami „prospołecznymi” czy „empatią” – trudno nie zauważyć, że pod wieloma względami PiS pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego i z premierem Mateuszem Morawieckim pod względem wrażliwości, sympatii politycznej, patrzenia na gospodarkę, a także trochę pod względem relacji państwa z obywatelem jest nie tylko – o czym pisałem wiele razy – partią po prostu socjaldemokratyczną, ale z wyraźnym sentymentem spoglądającą właśnie na czasy gierkowskie, peerelowskie. Czasem, można by odnieść wrażenie, że nawet gomułkowskie – bo przecież Władysława Gomułkę można by ocenić podobnie jak Gierka: również był „patriotą”, na miarę swoich możliwości stawiał opór towarzyszom sowieckim, a na dodatek silny był u niego rys germanofobii, co musi się Naczelnikowi podobać. No i nie cierpiał „prywaciarzy”, a każdego lepiej żyjącego uważał za zdrajcę sprawy (może z wyłączeniem sybaryty Cyrankiewicza).

Warto tu zauważyć, z jak szczególnym rozdwojeniem jaźni mamy do czynienia. Oto przywódca partii, która jednoznacznie odwołuje się do bardzo płasko i prymitywnie rozumianej romantycznej tradycji, zbudowanej w polskich warunkach głównie na kulcie powstań skierowanych przeciwko Rosji, a której akolici każdego konkurenta z prawej strony etykietują natychmiast jako „ruską onucę” – z łagodnością i zrozumieniem, a nawet wyraźną sympatią odnosi się do peerelowskich wzorców. Ba, jako „polskiego patriotę” wskazuje tego pierwszego sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, za którego rządów, w roku 1976, do konstytucji wprowadzono dwa znaczące zapisy. Pierwszy o tym, że PRL jest państwem socjalistycznym; drugi o tym, że obowiązuje nas wieczna przyjaźń ze Związkiem Sowieckim. Te zapisy i tak zresztą zostały złagodzone wobec pierwotnych propozycji, które zakładały, że posiadanie praw obywatelskich miało być uzależnione od wypełniania obowiązków wobec socjalistycznego państwa. Nie dam sobie ręki uciąć, czy podobny zapis dzisiaj nie zostałby entuzjastycznie przyjęty przez twardych wyborców partii rządzącej i sporą część jej polityków.

Inne zadziwiające stwierdzenie Kaczyńskiego, wygłoszone ponad 11 lat temu, to to o niezamykaniu opozycji do więzień. Tak jakby nagle z doskonałej skądinąd pamięci prezesa PiS zniknęły wydarzenia z 1976 r., nie tylko w Radomiu. Gwałtowne protesty były zresztą rezultatem socjalistycznego podejścia do gospodarki, w którym nie decydował rynek, ale Komitet Centralny PZPR. Premier Jaroszewicz ogłosił wówczas drastyczne podwyżki cen podstawowych produktów. Podrożeć miało między innymi mięso – aż o 69 proc., masło i nabiał – o 50 proc., cukier – aż o 100 proc. Częściowo podwyżki miał złagodzić system rekompensat – skąd my to znamy? Gdy robotnicy zaczęli protestować, milicja wprawdzie do nich nie strzelała, ale też nie żałowała pałek, represje były ostre, wiele osób straciło nie tylko pracę, ale i zdrowie. Partia z podwyżek ostatecznie się jednak wycofała.

Kaczyński zapomniał także najwyraźniej, że to za Gierka, w 1977 r., życie stracił Stanisław Pyjas, a wkrótce potem w Zalewie Solińskim w tajemniczych okolicznościach utopił się Stanisław Pietraszko, kolega Pyjasa, który ostatni widział go żywego. I nie były to jedyne ofiary SB w czasach rządów „polskiego patrioty”. Owszem, było ich rzecz jasna mniej niż w latach 40. i 50. albo za Jaruzelskiego, ale mówienie o tym, że Gierek „jakoś tam tolerował opozycję” jest zwykłym kłamstwem.

Oczywiście, można by powiedzieć, że Gierek był po prostu realistą i wyrazem tego realizmu było między innymi wpisanie przyjaźni ze Związkiem Sowieckim do konstytucji, czy tłumienie opozycyjnych wystąpień własnymi rękami, żeby nie dać towarzyszom sowieckim pretekstu do poważniejszego wmieszania się w polską politykę. Być może dałoby się nawet za taką interpretacją argumentować, ale przecież nie z pozycji Jarosława Kaczyńskiego, który realizm polityczny potępia, wychwala powstania, przywołuje historyczny maksymalizm Jarosława Marka Rymkiewicza, a bliscy PiS publicyści nieraz opisywali współczesnych rewizjonistów (piszących krytycznie m.in. o powstaniu warszawskim) jako sojuszników Berlina i Moskwy. Mało tego, przyboczni publicyści PiS, szczególnie ci z kręgu „Gazety Polskiej”, wciąż twierdzą, że głównym podziałem politycznym w Polsce jest ten na postkomunistów i niepodległościowców – co jest tezą całkowicie oderwaną od realiów trzeciej dekady XXI w. I jakże to – nagle PiS miałby bronić epoki Gierka z pozycji realistycznych właśnie?

Wreszcie kolejne podobieństwo do rządów Zjednoczonej Prawicy to polityka gospodarcza, a przede wszystkim brnięcie w coraz głębsze zadłużenie. Dziedzictwo rządów Gierka i ówczesnej małej stabilizacji, z takim sentymentem wspominanej przez niektórych, to gigantyczny dług polskiego państwa, który skończyliśmy spłacać dopiero w 2012 r. – dwa lata po tym, gdy prezes PiS piał w Sosnowcu peany na cześć towarzysza pierwszego sekretarza i gromił liberalizm. Polska zakończyła etap rządów pierwszego sekretarza ze Śląska z 24 mld dolarów długu. Dzisiaj ekipa Morawieckiego generuje dług publiczny na potęgę, upychając go po różnych funduszach celowych, żeby uniknąć progów relacji długu do PKB, zapisanych w polskiej konstytucji. To skutek myślenia kategoriami „nowej ekonomii”, zakładającej, że zadłużać bez konsekwencji można się w zasadzie bez końca – byle jakoś ten dług rolować. Jednym ze skutków jest rosnący impuls inflacyjny.

Zacząłem od filmu o Gierku, ale obrazu Michała Węgrzyna nie widziałem i raczej oglądać nie zamierzam. Wystarczą mi recenzje – właściwie bez wyjątku krytyczne. Jeśli ta opublikowana na portalu Krytyki Politycznej, autorstwa Jakuba Majmurka, nosi tytuł „Jest to nawet gorsze, niż się spodziewałem”, to musi być naprawdę źle. „Filmowy portret Gierka przypomina to, jak twórcy filmów papieskich, które rozpleniły się po śmierci Jana Pawła II, portretowały Wojtyłę. Polski papież także był w nich pokazywany jako wybitny intelektualista, społecznik, święty kapłan, ponad realną wewnątrzkościelną polityką. Gierkowi, zgodnie z poetyką papieskich filmów, spokojnie można by dopisać podtytuł: »pierwszy sekretarz, który pozostał człowiekiem«” – pisze Majmurek. Oj, musi być naprawdę fatalnie.

Problem w tym, że recenzje recenzjami, a nie mam najmniejszych wątpliwości, że jakaś część widzów zareaguje na film entuzjastycznie. Sądzę – to oczywiście tylko moje subiektywne wrażenie, którego zapewne nie zweryfikuje niestety żaden sondaż – że najwięcej takich reakcji będzie w elektoratach Lewicy i PiS. Być może w tym drugim nawet więcej. „Gierka” – jak jednoznacznie wynika z recenzji – żenującą hagiografię – mogła spokojnie wyprodukować Telewizja Polska pod kierownictwem Jacka Kurskiego z błogosławieństwem Nowogrodzkiej. Może nawet prezes Kurski żałuje, że sam nie wpadł na taki pomysł.

Idealizowanie PRL-u to bardzo groźna tendencja, ale trochę za późno na żale. Od 2015 r. PRL jest w pewnych aspektach w Polsce reanimowany. Nie otwarcie, ale w tonie wypowiedzi oraz rozłożeniu akcentów w wypowiedziach polityków partii rządzącej, szczególnie tych dotyczących spraw społecznych i gospodarczych. Określenia takie jak „obszarnicy”, „spekulanci”, „prywaciarze”, „kontrola cen” – wszystko to przewija się w retoryce wyborców i członków PiS. Wśród twardych wyborców partii rządzącej jest też spora grupa tęskniących za wzięciem niepokornych za pysk. Pod spodem tkwi peerelowski sentyment o zadziwiającej trwałości.

Towarzysz Gierek w zaświatach – czy gdzie się tam znajduje – musi mieć niezłą uciechę.

Poglądy wyrażane przez blogerów publikujących dla WEI mogą nie być zgodne z oficjalnym stanowiskiem think-tanku.

Inne wpisy tego autora

Dlaczego Ukraińcy mają chęć walczyć

Trudno analizować to, co dzieje na ukraińskich frontach, lecz jedno wydaje się pewne niezależnie od ostatecznego rezultatu: Władimir Putin się przeliczył. Nie doszacował zarówno zdolności

Justin Trudeau podziwia Chiny

Gdyby mnie ktoś dzisiaj zapytał, czy Kanada jest wciąż demokratycznym krajem, miałbym problem z odpowiedzią. Owszem, także dlatego, że nie jest dziś łatwo zbudować sensowną