Nowy porządek pojęć

Doceniasz tę treść?

Dziś mamy do czynienia, z tym że nie tylko codzienne zdarzenia przestają być neutralne, bo wszystkie są upolityczniane i ideologizowane, ale stają się one również publiczne – przestają być prywatne. Okazało się, że Twoja pięść jest bliżej i częściej nosa innych, niż kiedykolwiek Ci się wydawało.

Przysłuchiwałem się niedawno radiowej dyskusji poświęconej transformacji energetycznej. Znany redaktor i entuzjasta atomu mówił o potrzebie korekty gospodarki wolnorynkowej w kontekście klimatu – przejścia od modelu „płacenia” za produkcję, do modelu płacenia już za wyliczane wcześniej emisje. Stwierdził przy tym, że jeśli Unia Europejska to zrobi, stanie się bardziej konkurencyjna.

Nie chcę się nad tym skupiać, warto zauważyć, że wszelkie próby korekt gospodarki wolnorynkowej w przeszłości kończyły się w dość charakterystyczny sposób. Nie umniejszając niczego atomowi jako niewątpliwie ekologicznemu i przyszłościowemu źródłu energii, trzeba powiedzieć, że sprawa jest delikatna. Kluczowe jest co innego – rozmowa o zmianie modelu, funkcjonującego porządku. Dyskurs ten trwa na wielu polach. Tu była mowa o gospodarce, ale problem dotyka niemal wszystkich sfer. Mamy do czynienia, z tym że dziś nie tylko codzienne zdarzenia przestają być neutralne, bo wszystkie są upolityczniane i ideologizowane, ale stają się również publiczne – przestają być prywatne.

Twoja jazda samochodem nie jest, jak przed laty, sprawą prywatną – to sprawa całej aglomeracji, bo jesteś trucicielem, jako „uprzywilejowany” na drodze kłujesz w oczy rowerzystów i użytkowników komunikacji publicznej. Twoje chodzenie „w stanie naturalnym” to znaczy bez maski, jest również sprawą dobra publicznego, bo możesz swoim chodzeniem bez maski kogoś zarazić i rozprzestrzenić chorobę. Twoje żarty z pozornie niewinnych lub mało poważnych rzeczy nie są już rzeczą prywatną, są polityczną, bo możesz urazić po drodze mnóstwo grup społecznych, a że są to grupy dość liczne – jest to sprawa publiczna. Sprawą publiczną jest puszczanie fajerwerków w Sylwestra na podwórku, palenie na balkonie, wystawienie szopki ze zwierzętami w Łęczycy, gdzie królik zmarł na wylew (prokuratura ustaliła, że królik miał trafić do rzeźni, ale z innymi zwierzętami dożył swoich dni w szopce), a także Twoje poczucie humoru, nawyki żywieniowe, używanie lub nieużywanie danych końcówek językowych oraz słów i masa innych rzeczy.

Wiele się zmienia, modeluje, rozpada, zatraca dawne formy, ewoluuje w nieprzewidywalnych kierunkach. Trwają dynamiczne zmiany w ekonomii, paradygmat wolnorynkowy w większości miejsc upadł, zastąpiony zróżnicowanymi hybrydami podejścia socjaldemokratycznego lub broni się ostatkami sił, następuje dynamiczna przemiana kulturowa z tzw. „cancel culture” i masą innych zjawisk ograniczających wolność słowa. Na zmiany socjologiczne obserwowane w codziennym życiu gigantyczny wpływ wywiera rewolucja cyfrowa, która siłą rzeczy coraz skuteczniej przykuwa nas na wiele godzin do ekranów telefonów i komputerów.

Przynajmniej część tych zjawisk jest spotęgowanych poprzez utrzymujące się od niemal dwóch lat nadzwyczajne uwarunkowania wywołane przez COVID-19. Wydaje się, że na naszych oczach reakcje rządów na koronawirusa doprowadziły do początkowo bezszelestnej zmiany kolejnych paradygmatów – prawnych, implikujących nasze codzienne życie. Proces ten dogłębnie poddał analizie filozof o lewicowych sympatiach, Giorgio Agamben. 11 listopada ubiegłego roku w Wenecji przemawiając do studentów, tłumaczył ten fenomen tak: „Stan wyjątkowy staje się normalnym systemem rządzenia. Jak wiadomo, stanem wyjątkowym jest przestrzeń zawieszenia prawa, a więc przestrzeń anomiczna, która jednak uważana jest za objętą systemem prawnym. Przyjrzyjmy się jednak bliżej temu, co dzieje się w stanie wyjątkowym. Z technicznego punktu widzenia następuje oddzielenie mocy prawa od prawa w sensie formalnym. Pierwszą konsekwencją jest naruszenie tej podstawowej zasady, jaką jest pewność prawa. (…) Jeżeli państwo, zamiast nadać zjawisku dyscyplinę regulacyjną, interweniuje w sytuacji wyjątkowej w to zjawisko co 15 dni lub co miesiąc, to zjawisko to przestaje odpowiadać zasadzie legalności, ponieważ zasada legalności polega na tym, że Państwo daje prawo, a obywatele ufają temu prawu i jego stabilności. (…) To unieważnienie pewności prawa jest pierwszym faktem, na który chciałbym zwrócić uwagę, ponieważ oznacza ono radykalną zmianę nie tylko w naszym stosunku do porządku prawnego, ale w samym naszym sposobie życia, ponieważ wiąże się z życiem w państwie znormalizowanej bezprawności. Paradygmat prawa zostaje zastąpiony paradygmatem niejasnych klauzul i formuł, takich jak »stan konieczności«, »bezpieczeństwo«, „»porządek publiczny«, które same w sobie są nieokreślone, wymagają interwencji, aby je określić. Nie mamy już do czynienia z prawem czy konstytucją, ale ze zmienną mocą prawa, którą, jak widzimy dzisiaj, mogą przyjąć komisje i osoby, lekarze czy eksperci zupełnie niezwiązani z systemem prawnym”.

W sukurs tej argumentacji jak na zawołanie przychodzą dwie sprawy. Pierwszą jest gwałtowna reakcja miażdżącej części członków polskiej rady medycznej doradzającej rządzącym, którzy zdecydowali się odejść. Jako gremium doradcze eksperci wyrazili dezaprobatę dla nienadania ich sugestiom realnej, obowiązującej mocy prawnej. Drugą sprawę obserwował cały świat: perypetie Novaka Djokovica, który po bataliach sądowych, dwukrotnym aresztowaniu przez australijskie służby bezpieczeństwa, umieszczeniu w ośrodku dla uchodźców i innych zawirowaniach, ostatecznie przegrywa i jest zmuszony opuścić antypody. Ciekawa w kontekście tego, co mówi Agamben jest linia postępowania władz australijskich. Najpierw tamtejszy minister ds. imigracji, Alex Hawke pomimo sądowego wyroku decyduje się na ponowne zatrzymanie tenisisty, ponieważ: „Jego zdaniem obecność niezaszczepionego zawodnika może sprowokować sprzeciw wobec szczepień przeciwko COVID-19 w kraju”, a finalnie sprawę kończy orzeczenie Federalnego Sądu Australijskiego, w którym podkreśla się również „interes publiczny” i „porządek”, a więc arbitralne definicje, do których odwoływał się filozof, wskazując na ich uznaniowość. Zwraca to uwagę, gdyż ciężar gatunkowy i działa wymierzone w tenisistę były ustawione głównie pod tę argumentację – rzekomego stwarzania niebezpieczeństwa epidemicznego, domniemanego zniechęcania do szczepień i stania się „orędownikiem wolnego wyboru”. Argumenty o złamaniu prawa, kłamstwach Serba, podejrzewanych manipulacjach dokumentacją medyczną, którą miał przedłożyć, zeszły na plan dalszy.

Jednym z koronnych argumentów dla utrzymywania obecnego stanu rzeczy, jak mówi Agamben, tworzenia porządku prawnego, poza porządkiem prawnym, z pomocą „administracyjnego lewiatana”, który uzyskał moc, będąc poza trzema władzami (sądowniczą, ustawodawczą i wykonawczą), funkcjonując umownie i arbitralnie, jest według mnie argument mówiący, że Twoje już w żaden sposób nie jest Twoje, bo należy do wspólnoty, a wspólnota potrzebuje bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo stało się w dobie pandemii absolutnym i w żaden sposób niekwestionowanym punktem odniesienia. To wspólnota decyduje i widmowa wspólnota, którą reprezentuje w tym przypadku biurokratyczny i nieprzenikniony byt, zdecydowała, że dla dobra wspólnego należy naprędce stworzyć niekonsultowany z ludźmi całej Europy dokument, który z marszu kasuje konstytucyjne, ontologicznie przyrodzone prawa objawiające się na przykład w możliwości wejścia do autobusu, spokojnego pracowania, napicia się kawy w ulubionej restauracji. W niektórych krajach, jak we wspomnianej Australii, wielu napotkało poważne ograniczenia. To może ulec zmianie, ale wymaga zmiany stanowiska, podporządkowania się woli, spełnienia wymogów otrzymania dokumentu oraz legitymowania się z niego w każdej wymaganej sytuacji. Komu, to też nie zostało dookreślone, ale to nieważne. Stworzono w tym przypadku zasadę, którą nazywam odwróconym porządkiem domniemania niewinności – za potencjalnie winnych uznaje się wszystkich, dlatego wszystkich trzeba zmusić, pośrednio czy bezpośrednio do podporządkowania biurokratycznemu rygorowi.

Przestajesz więc mieć podmiotowość indywidualną, bo okazało się, że Twoja pięść jest bliżej i częściej nosa innych, niż kiedykolwiek Ci się wydawało. Zresztą, Chińczycy od wieków patrzą na nas, jak na dziwolągów hołdujących jakimś przywilejom i swobodom obywatelskim, pomijając mrowisko. No więc przestajemy pomijać mrowisko i wkraczamy w erę europejskiego korpo-kolektywizmu.

Prywatne, osobiste już było, okazało się przestarzałe, nieskuteczne i nieempatyczne. Zgniły produkt neoliberalnej, egoistycznej megalomanii. Teraz idzie nowe. Idzie oświecony, higieniczny kolektywizm podlany europejskim braterstwem i pięknym krasomówstwem. Choróbsko może być tutaj tylko preludium.

Co więc robić? Jak zachować się wobec erozji wolności, uspołeczniania wielu zjawisk i wszechobecnego strachu, który od dawna wydobywa się ze środków masowego przekazu? Seneka radził, by się nie bać. „Kto się boi, jest niewolnikiem” – mówił. Libertariański autor, Jakub Bożydar Wiśniewski zaleca spokój, samodyscyplinę, odwagę i namysł. „Pełnia śmierci to nie ustanie biologicznego życia, ale wyniesienie go do rangi najwyższej wartości; pełnia nędzy to nie całkowita utrata życiowej wygody, ale życie w ciągłym strachu o jej utratę; zaś pełnia niewoli to nie mimowolna utrata autonomii, ale własnowolna utrata duszy. (…) Ignoruj wszystko, co jest obliczone na wzniecanie strachu; występuj przeciwko wszystkiemu, co służy budowaniu konformizmu; i wspieraj wszystko, co pomaga w umacnianiu wewnętrznej wolności. Tyle wystarczy, by godnie przetrwać wszelkie próby ogłupiania, demoralizacji i zniewolenia”. Z kolei Giorgio Agamben kończąc swój wykład, zalecał studentom obok budowania wspólnoty i oparcia się na prawdziwej przyjaźni, rozwijanie poetyckiego języka, by odkrywać prawdę, zgłębiać znaczenia i nauczyć się na nowo pięknie myśleć: „Pierwszym zadaniem, przed którym stoimy, jest więc ponowne odkrycie sprężystej i niemal dialektalnej relacji, czyli poetyckiego myślenia naszym językiem. Tylko w ten sposób będziemy w stanie wydostać się z impasu, w którym ludzkość chyba znalazła się i który prawdopodobnie doprowadzi do wyginięcia – jeśli nie fizycznego, to przynajmniej etycznego i politycznego. Odkrycie na nowo myśli jako dialektu niemożliwego do sformalizowania i sformatowania”. Jeśli wyda się to zbyt niejednoznaczne i skomplikowane, filozof radził, by robić najlepiej, jak się potrafi to, co dotychczas, „Na poziomie indywidualnym, oczywiście, kontynuować, na ile to możliwe, dobrze to, co staraliśmy się robić, nawet jeśli wydaje się, że nie ma już powodu, aby to robić, a właściwie właśnie z tego powodu, aby kontynuować”.

Poglądy wyrażane przez blogerów publikujących dla WEI mogą nie być zgodne z oficjalnym stanowiskiem think-tanku.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE