Orbán chce obalić Trianon i zmienić bieg granic w Europie

Orbán chce obalić Trianon i zmienić bieg granic w Europie

Doceniasz tę treść?

Premier Węgier nie jest przyjacielem Rosji. On korzysta z bandyckich poczynań Putina, by zbliżyć się do własnego marzenia. 

Jeśli chodzi o balansowanie między największymi mocarstwami, to Viktor Orbán w dzisiejszym świecie nie ma sobie równych. Jego skuteczność nie byłaby tak wielka, gdyby nie mistrzostwo w tworzeniu pozorów. Jednak bywają momenty, gdy spoza nich wyłania się strzępek prawdy. Jeden z nich miał miejsce w maju 2014 r. Nieco wcześniej, w Kijowie obalono prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza, potem Rosja anektowała Krym i wznieciła wojnę w Donbasie. Wiosną wydawało się, że Putin nakaże swoim wojskom marsz na Kijów. W tamtym czasie bezbronna Ukraina nie miała szans, by móc go powstrzymać. Jednocześnie zaskoczony Zachód ograniczył się do protestów, bardzo umiarkowanych sankcji oraz negocjacji. Tymczasem w Budapeszcie zaraz po wygranych wyborach 10 maja Orbán ogłosił: Domagamy się od nowych władz w Kijowie, by etniczni Węgrzy, żyjący na zachodzie Ukrainy mieli podwójne obywatelstwo, pełnię praw, a także szansę na autonomię. Kraje Unii Europejskiej ze zdziwieniem odnotowały wówczas, że na należącej do Ukrainy Rusi Zakarpackiej mieszka ok. 200 tys. Węgrów, a Orbán zażąda dla nich właściwie osobnego państwa.

 

Gra na dezintegrację Ukrainy

Choć Orbán deklaruje poparcie dla zachowania integralności terytorialnej Ukrainy, w warunkach konfliktu ukraińsko-rosyjskiego jego wypowiedzi wpisały się w retorykę Rosji, która podważa demokratyczny charakter władz w Kijowie i oskarża je o dyskryminację mniejszości narodowych na Ukrainie – odnotował 21 maja 2014 r. w tekście pt. „Węgry wobec konfliktu ukraińsko-rosyjskiego” analityk Ośrodku Studiów Wschodnich Andrzej Sadecki. Węgry unikają zadrażnień w stosunkach z Rosją, z którą zacieśniają współpracę w kwestiach energetycznych. Sprzeciwiają się też sięganiu przez Unię Europejską po sankcje gospodarcze wobec Rosji, argumentując, że Węgry znalazłyby się wśród najbardziej poszkodowanych państw – zauważał Sadecki. Na podsumowanie swej analizy odnotował, iż: Rząd Orbána podtrzymał zaangażowanie w budowę węgierskiego odcinka gazociągu South Stream i jako jeden z pierwszych wycofał poparcie dla budowy konkurencyjnego gazociągu Nabucco. 14 maja [2014 r. – przyp. aut.] w Budapeszcie odbyło się spotkanie premiera Viktora Orbána z prezesem Gazpromu Aleksiejem Millerem, na którym wspólnie zapowiedzieli oni przyspieszenie w realizacji węgierskiego odcinka South Stream. Rząd Orbána postanowił bez przetargu powierzyć rosyjskiej spółce Rosatom rozbudowę węgierskiej elektrowni jądrowej w Paks.

Władimir Putin i Viktor Orbán, źródło: PAP/EPA

Warto zauważyć, że gwałtowne zacieśnianie relacji Węgier z Rosją następowało od momentu interwencji tego państwa na Ukrainie. Jako że Waszyngton i najważniejsze stolice europejskie miały w tamtym czasie ważniejsze sprawy na głowie, próbując znaleźć pokojowe rozwiązanie konfliktu zainicjowanego przez Kreml, nikt nie przywiązywał wagi do tego, że małe Węgry, w przeciwieństwie do wszystkich innych krajów Unii z Europy Środkowej, postawiły na pogłębianie relacji z putinowską Rosją.

Jednak rosyjskie czołgi nie ruszyły wówczas na Kijów i Orbán zaczął tonować swe żądania dotyczące autonomii Rusi Zakarpackiej. Co nie powinno dziwić, ponieważ nie dysponował narzędziami, by móc wymusić na rządzie w Kijowie ich realizację. Nie oznaczało to zmiany strategii w polityce prowadzonej wobec Ukrainy.

W opracowaniu z dnia 14 sierpnia 2018 r. pt. „Ukraina–Węgry: narastający spór o prawa mniejszości węgierskiej” analitycy OSW Tadeusz Iwański i Andrzej Sadecki informowali: „Od niemal roku stosunki między Węgrami a Ukrainą znajdują się w najgłębszym kryzysie od upadku ZSRR”. Z jednej strony Kijów ograniczył w szkołach na terenie Rusi Zakarpackiej liczbę przedmiotów wykładanych w języku węgierskim, z drugiej Budapeszt skutecznie blokował integrację Ukrainy z Zachodem. Orbán robił wszystko, by Unia Europejska oraz NATO odrzucały postulaty Kijowa dotyczące włączenia kraju do obu międzynarodowych struktur.

Ostra retoryka władz węgierskich wobec Kijowa wywołuje rosnące oburzenie na Ukrainie, także ze względu na jej współgranie z rosyjską propagandą. Władze węgierskie wielokrotnie podkreślały, że na Ukrainie rośnie w siłę nacjonalizm i ekstremizm oraz brak jest poszanowania dla praw mniejszości, a także podważały zdolność rządu w Kijowie do utrzymywania kontroli nad swoim terytorium – pisali wówczas Iwański i Sadecki.

Rząd Węgier na pierwszym posiedzeniu po wyborach w 2018 r. przyjął memorandum, w którym postulował zmianę polityki NATO wobec Kijowa. Wytknięto w nim, że Ukraina nie wypełnia swoich zobowiązań międzynarodowych, a państwo stało się tak słabe, że nie wykonuje swoich podstawowych funkcji. Podkreślono, że Ukraina stanowi wyzwanie dla bezpieczeństwa państw sąsiedzkich, w tym Węgier, całkowicie natomiast pominięto kontekst agresji Rosji na Ukrainę – dodawali Iwański i Sadecki. W tym czasie władze w Kijowie zaczęły oskarżać Orbána o planowanie aneksji Rusi Zakarpackiej. Ale ten w wywołanym przez siebie sporze zyskał równoczesne wsparcie: Brukseli, Berlina i Moskwy. Natomiast Kijów pozostawał zupełnie osamotniony. Już tylko to świadczy, jak wielkim mistrzem balansowania oraz manipulacji jest węgierski premier. Acz dowodów na to jest dużo więcej. I wszystkie one prowadzą do jednego punktu, który nosi nazwę – Trianon.

 

Węgier i Rumun to nie bratanki

Po I wojnie światowej w 1920 r. decyzją alianckich mocarstw, przypieczętowaną traktatem podpisany w pałacu Grand Trianon w Wersalu, państwo węgierskie straciło ⅔ terytorium. W efekcie nawet dziś ponad 2,5 mln Węgrów mieszka w ościennych krajach (same Węgry posiadają 9,75 mln mieszkańców). Największe i najbardziej zwarte skupisko ok. 1,2 mln osób, znajduje się w Rumunii, przede wszystkim na terenie Siedmiogrodu. Mniejszość węgierska (stanowiąca ok. 7 proc. mieszkańców Rumunii) cieszy się szerokimi prawami. Reprezentująca ją partia polityczna – Demokratyczny Związek Węgrów w Rumunii (UDMR) w każdych wyborach wprowadza do parlamentu w Bukareszcie do 30 posłów oraz 10 senatorów. Mimo to wzajemne relacje między mniejszością węgierską a Rumunami bardzo się zaostrzyły, od kiedy władze na Węgrzech przejął Fidesz.

Na początek zaniepokojenie rumuńskiego rządu wzbudziło przyznanie w maju 2010 r. przez Orbána wszystkim, znajdującym się poza granicami kraju etnicznym Węgrom prawa do węgierskiego obywatelstwa. Z takiej możliwości skorzystało już ok. miliona Węgrów z Siedmiogrodu. Oznaczało to m.in., iż mogą brać udział w wyborach, jakie są przeprowadzane w ich starej ojczyźnie. Głosują oni chętnie i w przytłaczającej większości na Fidesz. Orbán odpłaca się im za to różnorodnymi formami wsparcia. Rumuni w zdecydowanej większości traktują działania wspierające diasporę [węgierską – przyp. aut.] z dużą nieufnością, uznając je za otwarte mieszanie się w ich sprawy wewnętrzne, i widzą w nich instrument politycznej korupcji. Najbardziej razi ich pomoc finansowa oferowana przez Budapeszt przedsiębiorstwom, mediom i organizacjom mniejszości węgierskiej w Rumunii. W latach 2017–2018 do Siedmiogrodu wpływa w ten sposób z budżetu Węgier około 300 mln euro” – pisze w tekście z 4 grudnia 2020 r. pt. „Współpraca mimo nieufności. Cień Trianon w stosunkach rumuńsko-węgierskich” analityk OSW Kamil Całus. Wedle ustaleń rumuńskich dziennikarzy śledczych Budapeszt w ciągu ostatnich lat za pomocą finansowanego z budżetu państwa i powiązanego z Fideszem Stowarzyszenia dla Przestrzeni Medialnej w Siedmiogrodzie (węg. Erdélyi Médiatér Egyesület) de facto podporządkował sobie lub przejął kluczowe węgierskojęzyczne media działające w regionie (w tym prasę, stacje radiowe i telewizyjne oraz portale internetowe, z popularnym serwisem Székelyhon na czele) – podkreśla Kamil Całus. Jednocześnie UDMR konsekwentnie domaga się autonomii dla węgierskiego Siedmiogrodu.

Granice Królestwa Węgier przed I wojną światową na współczesnej mapie regionu z wyróżnionymi obszarami, na których Węgrzy stanowią obecnie większość, źródło: OSW

Od 10 lat premier Orbán prowadzi zatem politykę stopniowego redukowania rumuńskiej kontroli nad Siedmiogrodem. Lokalne władze i media są już w rękach Węgrów związanych z Fidesz, a ci wręcz otwarcie uznają Viktora Orbána za swojego premiera. W odpowiedzi na tę cichą ekspansję 3 listopada 2020 r. rumuński parlament ustanowił dzień, w którym podpisano Traktat z Trianon (czyli 4 czerwca) świętem państwowym. Gesty tego typu – jak zauważa Kamil Całus – przyczyniały się do zaogniania relacji Rumunii z postrzegającymi to wydarzenie jako narodową tragedię Węgrami. Jednak choć rumuńskie władze próbują się odgryzać, to niezmiennie stroną prowadzącą ofensywę pozostaje Orbán.

 

Górne i południowe Węgry

Jeśli za główne kryterium przyjąć liczebność mniejszości węgierskiej w stosunku do ogólnej liczby mieszkańców danego kraju, to okazuje się, że najwięcej wspomniana mniejszość znaczy na Słowacji. Mianowicie aż 9,5 proc. obywateli południowego sąsiada Polski czuje się Węgrami. W przypadku małego kraju, zamieszkałego przez 5,4 mln ludzi, z krótką państwową tradycją, niegdyś będącego częścią Królestwa Węgier, ma to podwójne znaczenie. Dlatego to władze Słowacji zareagowały najbardziej nerwowo w 2010 r., gdy premier Orbán otworzył przed Węgrami możliwość posiadania podwójnego obywatelstwa. Parlament słowacki jeszcze tego samego dnia przyjął ustawę, na mocy której osoby aplikujące o obce obywatelstwo mają tracić obywatelstwo słowackie. Władze Słowacji ostro wystąpiły także przeciwko przepisom ustawy o Dniu Jedności Narodu [węgierska ustawa z 4 czerwca 2010 r. ustanawiająca rocznicę traktatu z Trianon Dniem Jedności Narodu, zapowiadająca wsparcie Węgier dla żądań autonomii dla węgierskiej mniejszości w państwach ościennych – przy. aut.] uznały ustawę za próbę podważania wyników I i II wojny światowej, uderzające w fundamenty ładu międzynarodowego w Europie – donosił 9 września 2010 r. w tekście pt.  „Regionalne reperkusje węgierskiej polityki »reintegracji« narodu” analityk OSW Mateusz Gniazdowski.

Jednak po wybuchu konfliktu premier Orbán przez kolejne lata zrobił bardzo dużo, żeby go wyciszyć, podchodząc do relacji ze Słowacją diametralnie inaczej niż w przypadku kontaktów z Ukrainą oraz Rumunią. W słowackiej polityce wewnętrznej od 2012 r., gdy wybory wygrali socjaldemokraci, kwestie mniejszości węgierskiej zostały odsunięte na dalszy plan. Co więcej, w latach 2016–2020 złożona przez Węgrów partia Most-Híd, mająca w swym programie postulat ścisłej współpracy obu nacji, współtworzyła koalicję rządzącą Słowacją. Przed ostatnie lata relacje słowacko-węgierskie oceniane są wręcz jako wzorowe. W tekście pt. „»Nie pisaliśmy przeszłości, przyszłość jest w naszych rękach«: nowe otwarcie słowacko-węgierskie w cieniu Trianon” analityk Instytut Europy Środkowej dr Łukasz Lewkowicz przytoczył wiele mówiącą anegdotę, odnoszącą się do świętowania setnej rocznicy Traktatu z Trianon przez premiera Węgier. Reporter słowackiej prywatnej telewizji TA3 zapytał Orbána, co miał na myśli podczas przemówienia z okazji rocznicy Trianon, w którym mówił o krzywdzie Węgier i zbliżającym się zwycięstwie tego państwa. Premier Węgier odpowiedział, że węgierskie i słowackie postrzeganie Trianon nigdy nie będzie takie samo, ponieważ Węgrzy są ostatnim narodem starego świata azjatyckich stepów, którego nikt na świecie nie rozumie. Dodał jednak, że należy patrzeć w przyszłość i koncentrować się na współpracy z sąsiadami” – opisuje dr Lewkowicz. Taka narracja jest dokładnie zaprzeczeniem tej, jaką premier Węgier ma dla Ukrainy oraz Rumunii. Równie serdeczną oferuje jeszcze tylko… Serbii.

W tym najbardziej prorosyjskim kraju Europy mieszka ok. 300 tys. Węgrów, czyli dwa razy więcej niż na Rusi Zakarpackiej. Mimo to, odwrotnie niż w przypadku Rumunii, Orbán nie podważa serbskiej integralności. Węgry są najbliższym sojusznikiem tego kraju spośród państw należący do UE. Przy czym w relacjach z Serbią serdeczność Orbána jest nieporównywalnie większa niż ta, z jaką się odnosi do Słowacji czy nawet Polski. Kiedy USA w kompromitującym stylu ewakuowały swoje wojska z Afganistanu, węgierski przywódca na początku września 2021 r. zjawił się w Belgradzie. Podczas wspólnej konferencji prasowej z serbską premier Aną Brnabić wygłosił płomienne oświadczenie o tym, że wkrótce miliony muzułmański emigrantów nadciągnie z Bliskiego Wschodu, znów próbując się dostać do Europy. Chronimy Serbię, chronimy Węgry, chrońmy siebie, ale wszyscy wiemy, że ci migranci chcą żyć nie w Serbii i nie na Węgrzech, tylko starają się dotrzeć do Niemiec. Dlatego, jeśli teraz się obronimy, jak wiele razy w dziejach, to jednocześnie obronimy Europę, a przede wszystkim Niemcy, nawet jeśli nie możemy liczyć na uznanie, nie wspominając już o wdzięczności – mówił. Jednocześnie apelując o jak najszybsze przyjęcie Serbii do Unii, bo tylko to daje gwarancję bezpieczeństwa przed naciągającym zagrożeniem.

 

Gra na wszystkich fortepianach

Całościowe spojrzenie na politykę Viktora Orbána wobec krajów, które weszły w posiadania ziem niegdyś należących do Węgier, pokazuje ciekawy podział. Budapeszt stara się osłabiać i podważać integralność Ukrainy i Rumunii, czyli państw wrogich wobec Kremla. Natomiast dba o wzorowe relacje ze Słowacją życzliwą do niedawna Rosji oraz z Serbami uważającymi Rosjan za swych naturalnych sojuszników i protektorów. Dzięki temu Węgry nie są otoczone przez samych wrogów, a podważenia Trianon obawiają się jedynie ci, którzy dziś padają ofiarami poczynań Władimira Putina lub znajdują się w sferze zagrożenia. Jednak to nie koniec przykładów mistrzowskiego balansowania Orbána. Aby dojrzeć inne, należy sięgnąć po jeszcze jedno jego wystąpienie, w którym zaskoczył słuchaczy swoją szczerością. Wygłosił je w lipcu 2018 r. na wolnym uniwersytecie letnim w miejscowości Băile Tuşnad w rumuńskim Siedmiogrodzie. Orbán zjawia się tam każdego roku i robi wiele, żeby podtrzymać wśród tamtejszych Węgrów marzenie o, co najmniej, autonomii. Tamtego lata opowiadał o tym, jak wygląda balansowanie Węgier między: Niemcami, Brukselą, Rosją, Chinami oraz USA. Niewielki kraj każdemu stara się coś zaoferować i jak najwięcej wziąć dla siebie. Jednocześnie premier Węgier oznajmił, iż zamierza doprowadzić do wielkich zmian w krajach Europy Zachodniej, za pomocą idei, bo są one jedynym narzędziem, którym dysponuje.

Istnieje alternatywa dla liberalnej demokracji, a nazywa się ona chrześcijańską demokracją. Dlatego też elitę liberalną można zastąpić elitą chrześcijańsko-demokratyczną – mówił. W tym czasie politycy wrodzy wobec liberalnych elit rośli w siłę. Ameryką rządzi Donald Trump. Partie uznawane za populistyczne zdobyły władzę we Włoszech, Czechach i Polsce. Narodowa prawica wypierała na scenie politycznej tradycyjne partie we Francji i Hiszpanii. Orbán podczas wykładu w Băile Tuşnad nie krył, iż chciałby być wzorcem i ideowym przywódcą tego, ogólnoeuropejskiego trendu. Tymczasem cechę wspólną nowego prądu politycznego we wszystkich państwach stanowiło podważanie dotychczasowych porządków: politycznych, prawnych, ideowych. Nic nie otwiera lepiej drogi do zmiany granic niż koniec starych porządków.

Co ciekawe w tymże wystąpieniu premier Węgier aluzyjnie do tego nawiązał. Współczesna Rumunia od stu lat nie wie, co począć z tym naturalnym faktem, że na tej ziemi żyje ponad półtora miliona Węgrów – mówił, bez oglądania się na to, że przebywa na terytorium rumuńskiego państwa. Łatwo sobie wyobrazić, co by się działo Polsce, gdyby podobnej treści przemowę wygłosił kanclerz Niemiec w Opolu podczas spotkania z przedstawicielami mniejszości niemieckiej.

Nawet bez wystąpienia w Băile Tuşnad w postępowaniu Orbána można dostrzec tę prawidłowość, iż konsekwentnie stara się utrzymywać bliskie relacje oraz wspierać te siły, które dążą do podważania ładu obowiązującego od dekad na Starym Kontynencie. Dlatego najbliżej mu do: putinowskiej Rosji, jak również prowadzących swoją grę z UE Chin oraz zachodnich populistów. Wszystkie te siły mają sprzeczne interesy, ale równocześnie prą do zmiany. Przy czym Węgry są zbyt małe, żeby robić to samo otwarcie. Dlatego ich przywódca trzyma się strategii dwóch kroków do przodu i jednego w tył.

Gdy Rosja najechała na Ukrainę, presja ze strony kluczowych stolic Zachodu okazała się zbyt wielka, żeby Budapeszt całkowicie stał z boku. Orbán z dużymi oporami poparł część sankcji, lecz jednocześnie zablokował możność dostarczania ukraińskim wojskom broni przez terytorium Węgier. Pozwolił na obecność sił NATO, ale jedynie na zachód od Dunaju. Stwarza więc wrażenie, że potępia rosyjską inwazję, jednocześnie nie robiąc nic, co mogłoby realnie zaszkodzić Rosji. Wszystkie elementy, budowanej od lat współpracy na niwie energetycznej i finansowej zostały utrzymane. Co więcej, węgierskie media podporządkowane rządowi starają się bagatelizować inwazję na Ukrainę, jednocześnie relatywizując to, kto ponosi za nią odpowiedzialność. Nie ma żadnego programu specjalnego, nie ma reporterów, którzy byliby na Ukrainie. Nie ma rozmów, które bardzo poruszają polskie serca. Natomiast znajdowały się cytaty dotyczące tego, że postawa Zełeńskiego przypomina Hitlera, który też zbroił w latach trzydziestych Niemców. Tego, że dozbrajanie Ukrainy przez Zachód, to jest dolewanie oliwy do ognia, doprowadzając do sytuacji, w której zwiększa się liczba ofiar. W związku z tym ten przekaz jest ekstremalnie inny niż w Polsce – opowiadał w wywiadzie udzielonym 8 marca 2022 r. radiu RMF specjalista od spraw węgierskich, redaktor naczelny portalu kropka.hu, dr Dominik Héjj.

Premier Polski Mateusz Morawiecki i premier Węgier Viktor Orbán, źródło: Łukasz Gągulski/PAP/EPA

 

Jak obalano Trianon

Pisząc o polityce Orbána, warto pamiętać, że sztuka podważenia Traktu z Trianon już się raz Budapesztowi udała. Gdy tylko go podpisano, zanegowanie woli mocarstw stało się pragnieniem jednoczącym po 1920 r. wszystkich Węgrów. Od pierwszej klasy szkoły podstawowej, dzieci każdego dnia naukę rozpoczynały modlitwą o przywrócenie „Wielkich Węgier”. Rządzący krajem regent Miklos Horthy podporządkował całą politykę zagraniczną temu celowi. Wiedział o tym, snując swe wielkie plany stworzenia Międzymorza Józef Beck. W Warszawie urodził się wówczas pomysł oderwania od Czechosłowacji Rusi Zakarpackiej i części Słowacji, by przekazać te ziemie Węgrom. W zamian Budapeszt miał pogodzić się z Rumunią i przystąpić do Międzymorza. Przez cały 1938 r. regent Horthy uprzejmie przyjmowała oferty Becka, nie udzielając jednoznacznych odpowiedzi. Po aneksji Zaolzia polski wywiad usiłował nawet wzniecić powstanie na Zakarpaciu, żeby móc namówić Budapeszt do wspólnej interwencji zbrojnej w tym rejonie. Horthy uprzejmie odmówił Beckowi. Dlaczego tak zrobił, polski wywiad dowiedział się w okolicach 13 marca 1939 r. Dwa dni przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Czech, regent zawarł porozumienie z Hitlerem. Gdyby Czesi stawili opór, wojska węgierskie uderzyłyby na nich od południa. W zamian Berlin godził się na przyłączenie Rusi Zakarpackiego do Węgier. Tak też się stało. Jednak Horthy nie zapomniał o swej sympatii do Polaków. Gdy II Rzeczpospolita poniosła klęskę we wrześniu 1939 r. uchodźcy i żołnierze znaleźli bezpieczne schronienie na Węgrzech. Doceniono wówczas to, że Budapeszt nie zgodził się na przemarsz przez terytorium kraju wojsk niemieckich. Tyle można było zrobić dla Polaków, bez narażania się sojuszniczej III Rzeszy. Horthy rozegrał tę partię tak zręcznie, że powiedzenie „Polak – Węgier dwa bratanki” nie straciło na aktualności. Jednocześnie, będąc już oficjalnym sojusznikiem Hitlera, otrzymał od niego latem 1940 r. w darze także odebrany Rumunii Siedmiogród.  Gdzie natychmiast rozpoczęto czystki etniczne, wypędzając 70 tys. Rumunów, a kolejne 16 tys. aresztując. Podczas przymusowych deportacji zamordowano około tysiąca osób. Przekreślenie Trianon nie potrwało jednak długo, bo III Rzesza przegrała wojną, a Stalin zdecydował, że Węgry wrócą za karę do swoich powersalskich granic.

Dziś państwo węgierskie również nie ma żadnych możliwości, by wymusić zmiany przebiegu granic. Podobnie jak za rządów Miklosa Horthy’ego może jedynie dbać o bliskie relacje z tymi mocarstwami, które pragną zburzenia istniejącego układu sił, licząc na gratyfikację i wspólnotę interesów – co też się czyni. Może wspierać nastroje irredentystyczne wśród mniejszości węgierskiej, w tych krajach ościennych, które są wrogie wobec zaprzyjaźnionego mocarstwa – co też się czyni. Może działać na szkodę tychże krajów, wspierając na ich terytorium tendencje odśrodkowe – co też się czyni. Może wspierać wszelkie siły działające na rzecz podważenia starego porządku w Europie – co też się czyni. Wreszcie Budapeszt może cierpliwie czekać, na pojawienie się okazji, by upomnieć się o utracone ziemie bez ryzyka poniesienia bolesnych konsekwencji.

Zachód zgwałcił tysiącletnie granice i historię Europy Środkowej. Zmusili nas do życia między niemożliwymi do obrony granicami, pozbawili nas naturalnego skarbu, oddzielili od naszych zasobów i skazali na śmierć w naszym kraju. Nigdy nie zapomnimy, że to zrobili. Na skutek narzuconego traktatu Węgrom zabrano dwie ⅔ i 63 procent populacji – mówił Viktor Orbán w wygłoszonym dwa lata temu przemówieniu na setną rocznicę Traktatu z Trianon. I nic nie wskazuje na to, żeby wypowiadane wówczas słowa nie obrazowały dokładnie tego, co myśli. A także, kogo obwinia o krzywdę wyrządzoną Węgrom. Dopowiedzenie sobie rzeczy, stanowiącej jego życiowy cel, z tej perspektywy jest banalnie proste.

Inne wpisy tego autora

Arktyka zmarnowaną nadzieją Rosji

Przez niemal sto lat Moskwa robiła wszystko, by zdominować obszar rozciągający się wokół Bieguna Północnego, doceniając to, jak jest cenny. O krok od sukcesu, mogącego

Rosyjskie imperium u progu trzeciego rozpadu

Najazd na Ukrainę ma wszelkie przesłanki ku temu, żeby pchnąć putinowską Rosję w stronę dezintegracji. Dwa poprzednie rozpady, mające miejsce w ciągu ostatnich stu lat,

Niemieckie samochody na zakręcie

Czasami cokolwiek by się nie zrobiło, okazuje się to wstępem do nowych kłopotów. Ta prawidłowość, niczym fatum wisi od kilku lat nad branżą motoryzacyjną w