Wojna w mieście, co może czekać Rosjan w Kijowie

Dariusz Matuszak

Doceniasz tę treść?

Wojna jest piekłem, a ostatnim kręgiem piekła jest wojna w mieście. Jakiekolwiek cele chce inwazją na Ukrainę osiągnąć Putin, to najprawdopodobniej nie zrealizuje ich bez zdobycia jednego z wielkich ukraińskich miast Kijowa czy Charkowa, który mógłby być ogłoszony jakąś tymczasową stolicą z przywiezionym z Moskwy kolaboracyjnym rządem.

Zdobycie miasta oznacza zdobycie i utrzymanie kontroli funkcjonalnej. Eksperci z RUSI (Royal United Services Institute) najstarszego na świecie i wiodącego brytyjskiego think tanku ds. wojskowości i bezpieczeństwa twierdzą, że jeśli Rosjanie chcą w ogóle myśleć o osiągnięciu jakiegokolwiek celu, to muszą opanować chociaż budynki administracji rządowej. To zaś oznacza walki o miasto, które już się oczywiście toczą i w mieście, bo nic nie wskazuje na to, by Ukraińcy zechcieli poddać Charków, Kijów, Odessę etc.

O miasta walczono od zawsze, ale w nich samych aż do II Wojny Światowej stosunkowo rzadko. Jedna z najsłynniejszych relacji z bitew w samym mieście pochodzi z dzieła Józefa Flawiusza „Wojny Żydowskie” i dotyczy walk między Rzymianami a Żydami w Jerozolimie. Operacje w mieście to prawdziwy koszmar dla sił zbrojnych, dowódców, liderów politycznych i oczywiście samych mieszkańców. Wojskowi robią wszystko by ich uniknąć. Carl von Clausewitz w swej klasycznej już rozprawie „O wojnie” pisał, że znacznie łatwiej jest pozycję utrzymać niż zdobyć, a więc obrona jest łatwiejsza od ataku. W ciągu 200 lat ostatnich wojen to stwierdzenie stało się jeszcze dobitniejsze. Anthony King w swej książce „Urban Warfare in the Twenty–First Century” pisze, że „wojna miejska stała się centralną, a może nawet rozstrzygającą formą działań wojennych w XXI wieku. W XX wieku armie przygotowywały się do walki w polu. Dziś jest nieuniknione, że będą walczyć w miastach. Jak podaje major John W. Spencer weteran m.in. z Iraku, który w West Point naucza o militarnych operacjach w terenie miejskim, misja ofensywna w mieście w zależności od warunków, wymaga od 3 do 5 razy większego zagęszczenia atakujących, niż zbliżona w skali operacja w na terenie otwartym. Tego dowodzą ostatnie konflikty jak II Wojna w Zatoce Perskiej, kiedy to po szybkim opanowaniu „przestrzeni” siły koalicyjne wikłane były w walki o przedmieścia Bagdadu – Sadr, czy odbicie Faludży etc. Największa bitwa, jaką od czasów II Wojny Światowej stoczyli Polacy, odbyła się właśnie w mieście – irackiej Karbali.

Rosjan więc czeka w Kijowie, Charkowie, czy Odessie koszmar. Miasto ze swą infrastrukturą, bardzo skomplikowaną siecią i tkanką jest naturalną pozycją obronną. Budynki, zwłaszcza te najsolidniejsze, jak banki, siedziby urzędów dość łatwo zmienić w fortece. Miny, drut i inne materiały powinny być używane do tworzenia przeszkód wokół budynku i uszczelniania wszelkich możliwych wejść, wszystko po to, aby utrudnić wrogowi, który będzie potrzebował mnóstwa czasu, ognia i zasobów, zbliżenie się i oczyszczenie pozycji. Najważniejszy przy analizie jest wybór odpowiednich budynków do umocnienia, ustalenie wielu kątów ataku ogniem z budynku oraz zbudowanie sieci przeszkód, która uniemożliwią atakującemu po prostu ominięcie lub odizolowanie miejsca w celu późniejszego oczyszczenia – piszą wykładowcy West Point John Spencer i Jayson Geroux w artykule: „Obrona Miasta: Przegląd Taktyk Defensywnych ze Współczesnej Historii Wojen Miejskich” dla Modern War Institute.

Jeden z najbardziej znanych przykładów wykorzystania budynku do obrony to historia stalingradzkiego „domu Pawłowa”. Sierżant Jakow Pawłow z dwudziestoma żołnierzami przez 58 dni bronił kamienicy i kontrolował strategicznie położony plac, z którego Niemcy chcieli ostrzeliwać drugi brzeg Wołgi, by uniemożliwiać przeprawy. Gdy kamienicę bombardowały niemieckie samoloty, obrońcy schodzili do piwnic. Kiedy przez Plac 9 Stycznia podchodziły czołgi, obrońcy wspinali się na piętra i atakowali je z góry, uderzając w cienkie pancerze dachów czołgów. Niemcy przez dwa miesiące atakując ten budynek, ponieśli większe straty niż przy natarciu na Paryż w 1940 roku.

Dom Pawłowa obecnie, z pomnikiem, źródło: Wikipedia.pl

Uderz i uciekaj

Małe, ale bardzo mobilne zespoły, wciąż zmieniające swe położenie, atakujące wciąż z innych miejsc – z góry, z dołu, z różnych kierunków, sieją w mieście spustoszenie. Przekonali się też o tym sami Rosjanie w Groznym, kiedy to pozostające wciąż w ruchu dwuosobowe zespoły Czeczenów uzbrojone w AK-47 i granatniki RPG-7 lub RPG-18, uderzając to z wyższych pięter, to z piwnic rozbijali rosyjskie czołgi i pojazdy opancerzone. Działano wedle prostej zasady: uderz i uciekaj. Pomiędzy 1 a 3 styczna 1995 roku 131 Brygada Strzelców Zmotoryzowanych straciła 102 ze 120 pojazdów i 20 z 26 czołgów. Z 31 czołgów T-80 BV będących na wyposażeniu jednego z batalionów, bitwę o Grozny przetrwał zaledwie jeden. Przebieg tych walk doskonale opisał w artykule „The Battle of Grozny: Deadly Classroom for Urban Combat” w kwartalniku Urban War College analityk Timothy Tomas z Foreign Military Studies Office. (Przy okazji pisania o Groznym wspomnę o jednym wątku, ale nie będę go rozwijał. W swym opublikowanym dwa lata temu przez Radio Swoboda artykule: „Podróż do piekła. Wspomnienia reportera z ataku Moskwy na Grozny w 1995 roku” rosyjski reporter Władimir Woronow przytacza rozmowy z nielicznymi, ocalałymi członkami załóg zniszczonych przez Czeczeńców pojazdów i czołgów. Okazuje się, że ci, którzy poszli w pierwszym rzucie, nie wiedzieli, iż zostali wysłani na wojnę. Dostali tylko rozkaz wjechania do miasta. Podobnie dziś mówi wielu wziętych do niewoli przez Ukraińców Rosjan. Nie wiedzą gdzie i po co ich wysłano).

Broniący się mają niemal nieograniczone możliwości tworzenia ciągów komunikacyjnych, dróg ewakuacji dla takich mobilnych zespołów. To oczywiście kanały, tunele miejskie, dachy, ale też wybite przejścia przez wewnętrzne ściany budynków, „mysie dziury”, ścieżki wśród gruzowisk.

Miasto samo z siebie jest fortecą, w „naturalny” sposób daje osłonę broniącym pozycji. Ostrzał, by zniszczyć budynki, w wielu przypadkach tylko utrudnia atakującym sprawę. W miejsce konstrukcji z w miarę przewidywalną strukturą powstaje chaos setek kryjówek,małych bunkrów, niewielkich osobnych fortec. Generał Stephen Townsend dowódca amerykańskiej misji wsparcia armii irackiej podczas bitwy o wyzwolenie Mosulu w 2017 roku opisał to tak: Budynki zmieniły się w bunkry. Wyobraź sobie pięciopiętrowy budynek, w którym nie ma już czterech górnych pięter. Są teraz gruzowiskiem, a ten gruz zalega od pierwszego pietra w górę na wysokość 7–10 metrów. Nie można byłoby zbudować lepszego schronu odpornego na bomby. Gdybyś go zbudował, to łatwiej byłoby go przebić naszą amunicją niż przypadkowe bunkry stworzone przez gruz.

Czasami broniące się w mieście oddziały wysadzają całe kwartały budynków, by stworzyć takie przypadkowo rozrzucone bunkry i mini fortece, ale także blokować zwałami gruzu ulice, by pojazdy atakujących skierować na wybrane przez siebie arterie. Taką taktykę zastosowali m.in. niemieccy spadochroniarze broniący się w grudniu 1943 roku we włoskim mieście Ortona. Gruz zablokował ulice, więc kanadyjskie pojazdy jechały dużą arterią do głównego punktu oporu Niemców. Po ośmiu dniach walk dwa bataliony dywizji spadochronowej wycofały się, ale zdobywający miasto Kanadyjczycy ponieśli w Ortonie aż 25 procent wszystkich swych strat z całej kampanii na Półwyspie Apenińskim. Zwały gruzu, betonu często łączonego drutem dają o wiele lepszą osłonę niż „zwykłe” ściany budynków. Na otwartej przestrzeni, w dżungli, w lesie, trawa, liście, gałęzie, krzaki dają tylko maskowanie. Kryjówka w gruzach, załomach betonu chroni też przed pociskami. W lesie drzewa mogą nieraz wzmocnić ich efekt, bo wybuchy tworzą tysiące rażących drzazg i szczap. Bitwa o Ortonę jest dzisiaj przedmiotem studiów w Modern Warfare Institute w Akademii Wojskowe West Point. Podobnie bitwa o Stalingrad.

 

Dlaczego walka w mieście jest taka trudna?

Niektórzy amerykańscy eksperci wojskowi jak Amon Fox wskazują na pewien paradoks dotyczący precyzyjnego ostrzału budynków. W bitwie o Mosul w 2017 roku Amerykanie prawie wyczerpali cały swój zapas precyzyjnej amunicji, próbując dokładnie uderzać w pozycje wroga. Ten nie został jednak zneutralizowany w budynkach ze względu na ochronę, jaką one dają lub podziemnymi tunelami przenosił się do sąsiednich konstrukcji i Amerykanie musieli ostrzeliwać kolejny cel. I tak budynek po budynku. Podobny efekt dałby ostrzał pociskami powierzchniowymi, takimi, które nie są precyzyjne, tylko niszczą jakiś obszar. W pięciomiesięcznej bitwie o Rakkę w Syrii amerykańscy żołnierze piechoty morskiej wystrzelili trzydzieści pięć tysięcy pocisków artyleryjskich przeciwko terrorystom Państwa Islamskiego.

Broniący swych pozycji w mieście mają znacznie lepsze możliwości przygotowania się do walki. To nie tylko budowa umocnień, tworzenie, kryjówek, zasadzek, zaminowanie terenu etc. Chodzi też o rozmieszczenie sprzętu. To broniący się wybierają miejsca starć. Obrona pozwala na wstępne rozmieszczenie broni, amunicji, środków medycznych, wody i racji żywnościowych w wybranych punktach oporu. Atakujący muszą wszystko transportować ze sobą, co ogranicza ich mobilność. Teren miejski daje wiele przewag przy ukryciu i chronieniu punktów zaopatrzenia.

Potoczne wyobrażenie dotyczące tego, jak wyglądają walki w mieście, nie odbiega wiele od rzeczywistości. Toczą się one o każdą ulicę, każdy budynek, poszczególne piętra i pomieszczenia w nim. To mnóstwo rozproszonych pojedynczych potyczek, walka małych zespołów w najbliższym kontakcie, czasami wręcz. Duże działania manewrowe są zwykle niemożliwe. Oto jak wyglądało to w czasie walk Japończyków i Amerykanów stolicy Filipin. Cytat za opublikowanym przez Modern War Institute artykułem autorstwa Johna Spencera pt. „Miasto nie jest neutralne. Dlaczego walka w mieście jest tak trudna”: 20 lutego 1945 r. Amerykanie użyli batalionu do oczyszczenia dużego budynku, Rizal Hall, w kompleksie Uniwersytetu. Przez dwie godziny prowadzili ogień przygotowawczy. Gdy weszli do środka, Amerykanie odkryli, że Japończycy stworzyli bunkry w całym budynku, który już sam z siebie był bunkrem. Przez dwa dni toczyły się walki w pojedynczych pomieszczeniach, z pokoju do pokoju rzucano w siebie granatami. Rizal Hall to także przykład na to, jak gęsty teren miejski może zawierać liczne mikrośrodowiska. W bitwach miejskich dochodzi nawet do tego, że walczące ze sobą siły kontrolują różne piętra tej samej struktury w tym samym czasie.

Miasto ze swymi kryjówkami to doskonałe środowisko dla snajperów, a nawet gorzej wyszkolonych strzelców. Najlepszy do dziś przykład ich zabójczej w przestrzeni miejskiej skuteczności to bitwa o Stalingrad. Słynni sowieccy snajperzy, tacy jak Wasilij Zajcew, opanowywali teren miejski, opracowali nowe taktyki i zaliczali setki trafień. Mieli dewastujący wpływ na Niemców nie tylko eliminując ich fizycznie, ale niszcząc też morale. Ukraińscy snajperzy już zaliczają istotne trafienia. Same okoliczności nie są jasne, ale wiadomo, że od kuli snajpera zginął rosyjski generał desantowiec Andriej Suchowiecki. Pojawiają się spekulacje, że został zabity w walkach o lotnisko w Hostomelu pod Kijowem i to ostatecznie pozwoliło Ukraińcom je utrzymać.

 

Cywile jako żywa tarcza podczas walk

Specyfiką walk w mieście jest także bezpośredni kontakt wojskowych z cywilami. W otwartym polu, w przestrzeni najeźdźcy sporadycznie wchodzą w interakcję z cywilami (pomijam oczywiście patologiczne, zbrodnicze zachowanie Rosjan rabujących sklepy, domy, mordujących ludzi). Wojna w mieście to więc także zjawisko socjologiczne. Doświadczenia wskazują, że nigdy nie udaje się w drodze ewakuacji wyprowadzić z miasta wszystkich cywilów. W czasie bitwy o niemiecki Akwizgran jedną ewakuację przeprowadzili Amerykanie, drugą obowiązkową sami Niemcy, a mimo to w mieście pozostało 7 tysięcy cywilów. Szacuje się, że z 300-tysięcznej irackiej Faludży między dwiema bitwami o miasto w 2004 roku, mimo nawoływań do opuszczenia go, zrobiło to tylko 200 tysięcy mieszkańców. Czasami ludność cywilna wykorzystywana jest jako żywa tarcza albo też czynnik mający podnosić morale obrońców. Dlatego też ludobójca Stalin zabronił ewakuowania cywili ze Stalingradu – by wojsko miało się o kogo bić.

Obecność cywili to jednak i dla obrońców, i atakujących „broń obosieczna”. Z jednej strony mogą oni podtrzymywać determinację obrońców miasta, z drugiej strony cierpienie mieszkańców może ją osłabiać. W przypadku atakujących cierpienia cywili mogą obniżać morale, wzbudzać poczucie litości, ale z drugiej strony „prowokować” do okrutnego traktowania, bo to może przyspieszyć zakończenie walk. I jeszcze od innej strony: minimalizowanie ryzyka dla ludności cywilnej, czasami w jej oczach maksymalizuje legitymizację sił wchodzących do miasta, co bywa czynnikiem decydującym o powodzeniu misji. Wojna w mieście oznacza też dziś tysiące relacji, transmisji z walk niemal na żywo. Ich propagandowe znaczenie nie tylko w obrębie samego miasta, w którym toczą się walki, ale na terenie całego kraju bywa nie do przecenienia.

Dla atakujących przy zdobywaniu miasta istotne jest zniszczenie bądź opanowanie infrastruktury krytycznej, tej, która utrzymuje samo funkcjonowanie miasta – elektrownie, wodociągi, sieć telekomunikacyjna, jak i tej, która pozwala je zaopatrywać – lotniska, składy paliw, szlaki kolejowe etc. To sposób na „zagłodzenie” broniących się, ale też na podłamanie ich morale. Głód, brak wody, szerzące się choroby, cierpienia cywilów mają zmusić do poddania się. Dlatego Rosjanie w pierwszym dniu wojny zniszczyli składy paliwa pod Kijowem, a kilka dni później ostrzelali wieżę telewizyjną w samym mieście. Tylko po to, by odciąć Ukraińców od informacji, ewentualnie narzucić swoją propagandę, złamać morale ludności cywilnej. Jej cierpienia i morale traktowane są jako środek nacisku na wojsko i podejmujących decyzje polityków.

Jedną z opcji przy zdobywaniu miasta jest oczywiście zupełne nieliczenie się z ofiarami cywilnymi i zrównanie go z ziemią tak, jak to Rosjanie zrobili z Groznym w czasie I i II Wojny Czeczeńskiej. Podobną strategię zastosowali też w czasie interwencji w Syrii, przeprowadzając naloty na dzielnice zamieszkałe przez cywilów z użyciem pocisków powierzchniowych i termobarycznych. Wszystko sprowadzało się do siania śmierci i zniszczenia. Lance Davis w opublikowanej przez RUSI analizie „Russian Urban Warfare and Assault on Kiyev” pisze, że dla Moskwy zabijanie cywilów, mieszkańców miast jest akceptowalnym, krótkookresowym kosztem osiągnięcia długoterminowych celów. Takie działania stałyby jednak w jaskrawej sprzeczności z oficjalną propagandą i znacznie utrudniły późniejsze sprawowanie kontroli, czy to przez samych Rosjan, czy przywiezionych na czołgach kolaborantów. Rosjanie nie mają żadnych skrupułów, by świadomie zabijać cywilów. Robią to, by siać terror, niszczyć morale obrońców. Dowodów w tej wojnie jest już aż nadto. RUSI wskazuje na to, że rosyjscy dowódcy wciąż mają w pamięci klęskę w Groznym w 1995 roku, więc pokusa brutalnego, totalnego uderzenia jest wielka i zrównania z ziemią całych miast jest wielka. Jeśli cokolwiek rosyjskich zbrodniarzy powstrzyma, to tylko kalkulacja polityczna, czy wojskowa, a nie żadne skrupuły.

 

Post scriptum

W jednym ze swoich tekstów opublikowanych na WEI podałem przepis na koktajl sucze flaki. Dziś stosowniejszy jest przepis na koktajl Mołotowa. Bierzemy dwie miary benzyny – może być aceton, nafta, denaturat etc. i jedną miarę oleju, może być spożywczy. Wypełniamy butelkę w dwóch trzecich, by było miejsce na opary i by butelka łatwiej się stłukła. Olej jest po to, by mieszanka była bardziej lepka, wolniej spływała, mniej rozpryskiwała się i przedłuża jej spalanie się. Dorzucamy trochę polistyrenu, czyli zwykłego pokruszonego styropianu, by jeszcze zwiększyć lepkość. Dla podniesienia temperatury spalania można też dodać trochę srebrnej farby. Butelkę zatykamy kawałkiem naturalnej tkaniny, która jest jednocześnie lontem i korkiem. Lont podpalamy. Koktajl Mołotowa serwujemy na dwa sposoby: można zwyczajnie podać ręką, a można też za pomocą sznurka owiniętego wokół szyjki. W ten sposób podajemy koktajl na większe odległości, ale trzeba mieć wprawę precyzyjnym obsłużeniu – w celowaniu.

Haj żiwe wilnaja Ukraina

Koktajl Mołotowa, źródło: Canva.com

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE