Regres sił powietrznych Rosji

Doceniasz tę treść?

Trwający konflikt na Ukrainie obnażył realną wartość sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej i liczne niedociągnięcia tej, jak jeszcze niedawno wydawało się, profesjonalnej i sprawnie zreformowanej formacji. Pęknięcia na tym wizerunku dało się dostrzec jednak dużo wcześniej. Szczególnie tam, gdzie potrzebne były duże pieniądze i zaawansowane rozwiązania techniczne. W ciągu ostatnich 12 lat nie udawało się np. Moskwie zmodernizować jej lotnictwa bojowego, które w latach 2010–2022 coraz bardziej odstawało od swoich zachodnich rywali.

Pomimo szumnych zapowiedzi i zachwytów miłośników rosyjskiej myśli technicznej na świecie nieubłaganie widać było, że Rosja nie jest w stanie utrzymać liczebności swojego lotnictwa bojowego i z czasem czeka je zapaść. Do czasu wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej nikt jej wprawdzie jeszcze nie ogłosił, ale konflikt ten obnażył ten stan rzeczy dobitnie. Po 18 dniach walk (czas pisania tego artykułu) Rosjanie nie byli w stanie wywalczyć panowania w powietrzu, pomimo że jej przeciwnikiem jest osamotniona Ukraina z obroną powietrzną odziedziczoną jeszcze po związku sowieckim (choć modernizowaną) i lotnictwem bojowym liczącym 112, w dużej mierze przestarzałych, samolotów.

Na papierze Federacja Rosyjska nadal jest drugą potęgą lotniczą na świecie, posiadającą 1600 samolotów bojowych. Teoretycznie powinna więc zdobyć absolutną dominację w ciągu 1–2 dni, a następnie wykorzystać ją do osłabiania ukraińskiej obrony w wybranych miejscach, walnie przyczyniając się do zwycięstwa.

Na początku 2021 roku Siły Powietrzno-Kosmiczne Federacji Rosyjskiej dysponowały 380 ciężkimi myśliwcami rodziny Su-27 (Su-27, Su-30, Su-33, Su-35), 267 średnimi myśliwcami MiG-29 różnych wersji, 131 myśliwcami przechwytującymi MiG-31, 274 bombowcami frontowymi Su-24 i 130 nowszymi Su-34, 193 samolotami pola walki Su-25, 124 ciężkimi bombowcami (16 Tu-160, 42 Tu-95 i 66 Tu-22M) i 91 odrzutowcami bojowymi marynarki wojennej różnych typów (22 MiG-29K/KUB, 43 Su-27/33, 22 Su-24 i 4 Su-25). Dawało to łącznie imponującą liczbę 1585 maszyn, co plasowało Moskwę w światowej czołówce – tuż przed Chińską Republiką Ludową i daleko za siłami zbrojnymi Stanów Zjednoczonych. W ciągu ubiegłego roku liczebność ta się nie zmieniła.

 

Wielka modernizacja sił powietrznych, ale czy na pewno?

Na własne potrzeby Federacja Rosyjska wyprodukowała bowiem zaledwie 13 samolotów bojowych, a podobna liczba platform została utracona w wypadkach. Jak widać, roczna produkcja nie była imponująca, a w ciągu poprzednich 12 lat, rzekomo wielkiej modernizacji sił powietrznych, wcale nie było wiele lepiej. W tym czasie udało się wprowadzić do służby łącznie około 400 nowych bądź starych, ale gruntownie zmodernizowanych samolotów bojowych. Te nowe to:

  • 134 bombowce frontowe Su-34, które miały w zamyśle zastąpić wszystkie Su-24 i Tu-22M;
  • 134 samoloty wielozadaniowe Su-30;
  • ponad 100 myśliwców przewagi powietrznej Su-35S (ze 124 zamówionych);
  • między jednym a trzema seryjnymi samolotami „nowej generacji” Su-57.

Samoloty te stanowią 25% obecnie posiadanej przez Federację Rosyjską floty. Pozostała jej część to maszyny powstałe jeszcze w czasach ZSRR, a zatem ponad 30 lat temu bądź w pierwszych latach po jego upadku, czyli dobiegające trzydziestki. Okres 30 lat jest tutaj ważny, ponieważ właśnie na taki czas służby planowane były sowieckie konstrukcje. Przedłużenie resursów poza 30 lat jest możliwe, jednak generuje niewspółmiernie wysokie koszty, wiąże się z ryzykiem, a samolot pomimo modernizacji rzadko jest w stanie dorównać konstrukcjom lotniczym młodszym od niego do o 20–30 lat.

Polski myśliwiec MiG-29, źródło: wikipedia.pl

W Polsce mamy wyraźny przykład tego, co dzieje się z samolotami, która przekroczyły 30 lat służby. Podobnie stało się bowiem w przypadku polskich myśliwców MiG-29. Przez 30 lat pełniły one służbę, nie stwarzając większych problemów, a po przekroczeniu tego wieku nastąpiła cała seria wypadków. Z taką właśnie sytuacją mamy w przypadku 75% samolotów bojowych Federacji Rosyjskiej, z których:

  • Z floty 289 średnich myśliwców frontowych MiGów-29 tylko 74 maszyny poddano zabiegom wydłużającym ich żywotność i zwiększającym ich przydatność na polu walki. Większość z tych samolotów przekracza jednak 30 lat lub właśnie dobija do tego wieku;
  • 296 samolotów to Su-24. Maszyny te były produkowane w latach 1967–1993, a zatem nawet najmłodsze z nich mają teraz już prawie 30 lat;
  • W służbie jest też nadal flota myśliwców przewagi powietrznej Su-27 licząca około 170 maszyn, z czego gruntownej modernizacji poddano 22;
  • Ze 131 myśliwców przechwytujących MiG-31 najmłodszy opuścił fabrykę 27 lat temu, czyli w roku 1994;
  • Lotnictwo pola walki reprezentowane przez 197 samolotów Su-25, z których ostatni został wyprodukowany w roku 2010. Ten stosunkowo młody wiek, nie zmienia faktu, że konstrukcji tej nie poddano istotnemu unowocześnieniu od lat 90.;
  • Ciężkie bombowce Tu-22M były budowane do roku 1997. Ich wiek dzisiaj to minimum 25 lat;
  • Najmłodsze bombowce rodziny Tu-95 (42 sztuki) mają 29 lat (koniec produkcji w 1993 roku);
  • Najmłodsze Tu-160 (15 sztuk) to maszyny z lat 80. Choć modernizowane, a część powstała nawet w ostatnim czasie, ale w oparciu o 30-letnie kadłuby.

Łącznie daje to około 1200 starych samolotów, z których duża część będzie musiała zostać wycofana ze służby w najbliższych latach. Oczywiście Rosjanie mogliby je zastąpić produkcją nowych, ale nie potrafili tego robić nawet w okresie lepszej dla nich koniunktury. W przeciwieństwie do finansowania wojsk lądowych czy śmigłowców, na budowę aż tak wielkiej ilości samolotów bojowych, Rosjan najzwyczajniej nie było stać, a obecnie wydaje się, że będzie jeszcze gorzej.

Jeszcze do niedawna o słabym stanie lotnictwa bojowego Federacji Rosyjskiej świadczyły tylko kolejne wypadki lotnicze. Rosja utraciła od początku 2010 roku do końca ubiegłego roku 46 maszyn bojowych w tym 8 nowo wybudowanych. Było to 11 Su-24, 10 MiGów-29 (w tym dwa stracone przez najemników w Libii), 7 Su-27, 6 Su-25, 3 Tu-22, 3 Su-30, 3 Su-34, 1 Su-35S, 1 Su-33 i 1 Su-57.

Rosyjski statek powietrzny Su-30, źródło: defence24.pl

Obecnie trwająca wojna dostarcza jeszcze szerszej weryfikacji. Nad Ukrainą pojawiają się wyłącznie rosyjskie statki powietrzne nowych typów: Su-30, Su-34 i Su-35. Wyjątek stanowią samoloty pola walki Su-25, dla których w ogóle nie znaleziono do dzisiaj następców. Wszystkie te samoloty pomimo względnego zaawansowania technicznego ponoszą ciężkie straty. Prawdopodobnie dlatego, że Rosji i tak nie stać na użytkowanie ich wraz z amunicją precyzyjną dużego zasięgu, dzięki czemu mogłyby one operować względnie bezpiecznie. Zamiast tego najwyraźniej coraz częściej wysyła się je z podwieszonymi klasycznymi bombami. Powód tego jest prosty – amunicja precyzyjna jest droga, a Moskwa nie wyprodukowała jej w związku z tym w wystarczającej liczbie. (Podobne problemy z amunicją precyzyjną mają zresztą nie tylko Rosjanie. W czasie ataku na Libię w 2011 roku amunicji precyzyjnej zaczęło brakować samolotom państw europejskich, które prosiły o ich dostawy Stany Zjednoczone).

Platform bojowych starszych typów, a zatem ¾ posiadanych, Rosjanie nie wykorzystują nad Ukrainą wcale. Może świadczyć to o dwóch zjawiskach. Po pierwsze ich stan techniczny jest prawdopodobnie tak słaby, że duża ich część jest dzisiaj uziemiona i ich jednostki bojowe nie mogłyby operować efektywnie. Po drugie, w związku z gorszymi parametrami technicznymi, prawdopodobnie padałyby one łupem wojsk ukraińskich jeszcze częściej niż nowe konstrukcje. Druga na świecie flota samolotów bojowych już teraz może więc być w dużej mierze „teoretyczna”.

 

Wiele niewiadomych

Obecna wojna z Ukrainą rodzi oczywiście sporo niewiadomych, ale nawet przy założeniu, że Federacja Rosyjska odniesie zwycięstwo, a jej kolejne straty samolotów bojowych nie będą już duże (obecnie szacunki wahają się w przedziale od 21 do 73 samolotów bojowych) to i tak kondycja jej lotnictwa bojowego będzie musiała zostać wkrótce urealniona.

Przy założeniu, że w latach 2022–2032 Moskwa zdołałaby utrzymać wolumen produkcji na poziomie z lat 2012–2022, liczebność ta i tak spadłaby o mniej więcej połowę do 800 (w służbie pozostanie 400 najnowszych dzisiaj samolotów plus 400 tych, które zostałyby wyprodukowane w ciągu najbliższej dekady). Wydaje się jednak, że nawet takie założenie jest zbyt optymistyczne. Począwszy od 2014 roku, kiedy wyprodukowano 71 maszyn, produkcja samolotów bojowych dla sił powietrznych FR wyraźnie i stale bowiem spada, a w 2021 r. osiągnęła wspomniane 13 maszyn.

Przyszłością miały być nowe typy samolotów i systemy bezzałogowe. Te pierwsze mają należeć do nowej (piątej, a nawet szóstej) generacji. Jeśli chodzi o samoloty załogowe, odniesiono bardzo umiarkowane sukcesy. Do produkcji seryjnej została wdrożona tylko jednak platforma 5. generacji – Su-57. Wyprodukowano ją jednak na razie w zaledwie kilku egzemplarzach seryjnych i nadal daleko jej od zakładanej wersji docelowej. Problemy z nią związane dotyczą nowej generacji silników, awioniki (m.in. sensory), sieciocentryczności i cech stealth. Su-57 ma np. wielokrotnie większą powierzchnię skutecznego odbicia promieniowania radarowego niż amerykański F-22 Raptor, który został wprowadzony do służby w roku 2005. Inne projekty, takie jak ogłoszony w ubiegłym roku lekki myśliwiec Su-75 Checkmate, następca myśliwca przechwytującego MiG-31 – MiG-41, bombowiec nowej generacji programu PAK-DA, samolot transportowy nowej generacji PAK-VTA czy myśliwiec szóstej generacji – wydają się dzisiaj raczej wytworami propagandy na użytek wewnętrzny i podtrzymywania mocarstwowej wizji Rosji.

O słabej kondycji rosyjskiego przemysłu lotniczego, nie tylko finansowej, ale też technicznej świadczy zarówno to, że do produkcji udało się skierować w latach 2010–2020 z sukcesem jedynie dokończone projekty z czasów ZSRR, jak i odbiór tych konstrukcji na rynkach eksportowych. O ile rosyjskie samoloty 10 lat temu znajdowały jeszcze chętnych, to w ostatnich latach klientów jest jak na lekarstwo. W 2021 14 bombowców Su-34 zakupiła wprawdzie Algieria, ale poza tym klientów brak. Wszystko pomimo ogromnego popytu na broń w niespokojnych czasach po wybuchu pandemii COVID-19, kiedy doskonale sprzedają się maszyny amerykańskie (F-15, F-16, F-35), francuskie (Rafale) czy już nawet chińskie (JF-17, J-10).

Do stworzenia tych nowych samolotów brakuje dwóch rzeczy – technologii (na których import Rosjanie z Zachodu już nie mogą liczyć, a sami wydają się utracić zdolność do wytwarzania własnych zaawansowanych rozwiązań) oraz pieniędzy. Te ostatnie mogłyby zostać pozyskane Poprzez znalezienie partnerów zagranicznych i wspólne prowadzenie programów. Tego rodzaju przedsięwzięcia, jak dotychczas się jednak nie udają, szczególnie w dobie amerykańskiego embarga dla państw importujących produkty rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Nie udała się, chociażby próba stworzenia myśliwca dla Indii w ramach programu HAL FGFA w oparciu o rosyjski program PAK-FA (czyli właśnie Su-57), brak także dalszego końca po zapowiedziach stworzenia „lekkiego myśliwca” wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w oparciu o MiGa-29.

Regres widać też w lotnictwie wspierającym samoloty bojowe. Rosja ma obecnie 15 samolotów wczesnego ostrzegania, z czego w ciągu ostatniego 10-lecia dostarczono… jeden. Z kolei z 19 maszyn tankowania powietrznego Ił-78, z czego przez ostatnie 10 lat zostało dostarczonych sześć. Tymczasem we flocie transportowych 114 Iłów-76 mniej niż dekadę ma zaledwie sześć samolotów, a próba wskrzeszenia budowy ciężkich An-124 Rusłan zakończyła się niepowodzeniem.

Biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje się, że nawet w przypadku, gdyby Rosja wyszła z konfliktu ukraińskiego względnie nienaruszona gospodarczo (co wydaje się mało prawdopodobne) to i tak liczebność jej samolotów bojowych spadnie w najbliższych latach o co najmniej połowę, co zredukuje możliwości jej projekcji siły, a co za tym idzie jej mocarstwowy status. To, co zostanie, będzie zaś nadal na poziomie technicznym odstającym od sąsiadów Rosji, którzy już teraz zaopatrują się w wielozadaniowe samoloty piątej generacji od Stanów Zjednoczonych (Finlandia, Norwegia, Dania, Polska, Japonia, Republika Korei) bądź nawet prowadzą własne programy takich maszyn (Japonia, Turcja, Republika Korei, Chiny, państwa Unii Europejskiej).

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: PO-PiS działa

Kreatywna księgowość budżetowa kwitnie. Jak kiedyś w amerykańskim Enronie. Z tym że dyrektorzy Enronu – Kenneth Lay i Jeffrey Skilling – zostali skazani za nadużycia