Zadania nadzwyczajne, chęci ograniczone – usługi publiczne w czasie kryzysu uchodźczego

Zadania nadzwyczajne, chęci ograniczone – usługi publiczne w czasie kryzysu uchodźczego

Doceniasz tę treść?

Przekroczyliśmy niebezpieczny moment: wielka energia, z którą dotąd pomagały uchodźcom z Ukrainy osoby prywatne, organizacje pozarządowe czy poszczególne samorządy lokalne wyczerpała się ze względu na zmęczenie i możliwości finansowe. Coraz większym problemem jest to, iż nie ma profesjonalnie przygotowanych planów integracji społecznej i zawodowej uchodźców na poziomie lokalnym i krajowym. Brakuje również spójnego i przejrzystego podziału działań dla poszczególnych instytucji: rządu, samorządów, organizacji pozarządowych.

Nadzwyczajna i kryzysowa sytuacja, jaką jest kryzys humanitarny, dla obecnej władzy jest szczególnie trudna. Rząd przyzwyczajony jest do sprawowania władzy hierarchicznie. Skoncentrowany jest na tworzeniu szczegółowych przepisów opisujących istniejące i potencjalne sytuacje z rygorystycznym systemem nakazów i zakazów. Kryzys uchodźczy uwolnił potencjał społeczeństwa obywatelskiego i koordynacja takich samorządowych działań wymaga innego zarządzania niż to, z którym mamy do czynienia w Polsce w ostatnich latach. Jest to trudne nie tylko ze względu na dotychczasową konstrukcję administracji, prawa i podziału kompetencji pomiędzy centrum z samorządu, ale także ze względu na sposób myślenia o władzy i o społeczeństwie.

Władza choruje na brak zaufania

Te wydawałoby się teoretyczne rozważania o polityce, mają już praktyczne implikacje dotyczące polityki społecznej, ochrony zdrowia, edukacji czy rynku pracy. Już w drugiej połowie marca eksperci zwracali uwagę na to, iż Polsce grozi załamanie usług publicznych lub katastrofa humanitarna bez skutecznych, systemowych działań wspomagających migrację z Ukrainy [1].

Działania te wymagają partnerskiej współpracy administracji centralnej, samorządów lokalnych, organizacji pozarządowych (NGO). Nie powinno być tak jak w pierwszych tygodniach po agresji Rosji na Ukrainę, że trud pomocy wzięły na siebie osoby prywatne, NGO i częściowo samorządy lokalne, a rząd przypisywał swojej działalności skuteczność pomocy.

Brak zaufania w polityce społecznej jest jedną z podstawowych barier przeszkadzających, jeśli nie uniemożliwiających stworzenie systemu asymilacji uchodźców. Innymi są: słabość usług publicznych (w tym ochrony zdrowia, edukacji i dostępnego finansowo mieszkalnictwa) oraz nieprzejrzyste finanse publiczne (w tym osłabiona pozycja samorządów lokalnych) [2].

Próbą skonstruowania strategii współpracy pomiędzy różnymi instytucjami publicznymi ma być spotkanie 9 maja we Wrocławiu określane jako „samorządowy okrągły stół”. Inicjatorem spotkania jest Ruch Samorządowy Tak!. Nie wiadomo jednak czy spotkanie zostanie potraktowane przez samorządy, rząd i polityków jako sposób na wymyślenie i wdrożenie strategii pomagania uchodźcom, czy też jako jedno z politycznych spotkań [3]. Druga możliwość jest niestety bardziej realistyczna choćby dlatego, że organizatorzy chcą rozmawiać o kwestiach związanych z migracją nie tylko z Ukrainy, ale także z Białorusi. To spotkanie jest ważne także dlatego, że organizacje zrzeszające samorządy lokalne (Związek Miast Polskich i Związek Powiatów Polskich) przygotowują zbiorcze informacje o liczbie uchodźców i o zakresie pomocy dla nich.

Nie mamy rzeczywistych danych

Wielu ekspertów zwraca uwagę na to, iż nie istnieje system zbierania danych na temat planów i potrzeb uchodźców w krótkim, średnim i długim czasie. Sama dramaturgia wojny powoduje, że niemożliwe jest oszacowanie liczby emigrantów, zaś dodatkowy brak informacji na temat ich struktury wiekowej, kompetencji zawodowych, stanu zdrowia i planów osiedleńczych dodatkowo utrudnia opracowanie planu działania oraz oszacowanie kosztów pomocy.

Pokazuje to już pierwszy miesiąc wojny w Ukrainie. Gdy na początku marca uchwalano przepisy zawierające niektóre rozwiązania pomocowe [4] rząd przewidywał roczny koszt rozwiązań zawartych w projekcie na od ok. 1,8 mld zł do 3,5 mld zł. Wyliczenia skutków finansowych zostały przyjęte dla liczby uchodźców wahającej się od 486 tys. do 972 tys., z czego dzieci od 95 tys. do 190 tys.

Tymczasem do Polski przyjechało lub przyszło z Ukrainy prawie 2,9 mln osób [5].

Na przełomie marca i kwietnia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w liście do Komisji Europejskiej podało, że koszt roczny pomocy dla uchodźców z Ukrainy wyniesie 2,2 mld euro, czyli 10,2 mld zł i to bez edukacji i świadczeń medycznych [6].

Nie wiadomo, ilu Ukraińców opuściło Polskę po 24 lutego. Na granicy polsko-niemieckiej nie są zbierane dane, ponieważ jesteśmy w strefie Schengen. W publicznej przestrzeni pojawiły się szacunki, że mogło być to od 30 do 50 proc. uciekinierów z Ukrainy. Wiadomo natomiast, że od 24 lutego odprawiono 677 tys. obywateli ukraińskich, którzy z Polski wrócili na Ukrainę [7].

Zostanie co trzeci uchodźca?

Nie wiemy więc ilu Ukraińców i na jak długo pozostanie w Polsce. Pewnym wyznacznikiem może być liczba osób, które wystąpiły o nr PESEL. Jest to ok. 918 tys. osób [8].  Od początku działania systemu wydawania nr PESEL utrzymuje się równy podział: 50 proc. dorośli i 50 proc. dzieci i młodzież.

Pewien obraz uchodźców z Ukrainy pokazują badania opinii społecznej. Wynika z nich, że 43 proc. (są to głównie kobiety) ma 35 lub mniej lat. Tylko co trzecia kobieta przybyła bez dzieci. Ponad połowa dorosłych ma wykształcenie wyższe. Niespełna niewiele mniej nie zna języka polskiego. Pobyt na stałe w Polsce planuje ok. 30 proc. pytanych, ale nawet w tej grupie część chce pomieszkać do roku, a potem wrócić na Ukrainę [9].

Z informacji z granicy oraz z badań ankietowych wynika, że wojna zmieniła strukturę mieszkających w Polsce Ukraińców. Do tej pory przyjeżdżali tu głównie mężczyźni, pracowali w budownictwie, przemyśle, transporcie. Teraz są to przede wszystkim kobiety i większość z nich opiekuje się dziećmi. Ta zmiana ma znaczenie nie tylko dla rynku pracy, ale także dla edukacji, systemu ochrony zdrowia oraz instytucjonalnego systemu opieki nad dziećmi.

Sytuacja w ochronie zdrowia: więcej wyzwań, a pieniędzy mniej

Uchodźcy mają zagwarantowaną możliwość korzystania z placówek ochrony zdrowia na zasadach takich samych jak ubezpieczeni w Narodowym Funduszu Zdrowia mieszkańcy Polski. Z jednym ważnym wyjątkiem – nie otrzymują refundacji za leki [10]. Nie są jednak traktowani jak ubezpieczeni (musieliby zacząć płacić składkę zdrowotną). Nie mogą składać deklaracji do lekarzy POZ. Podstawą rozliczenia będzie porada dla pacjenta spoza listy aktywnej. Tak rozliczani są pacjenci w trakcie podróży czy poza miejscem zamieszkania.

Nie ma jeszcze informacji o tym, ilu uchodźców skorzystało z pomocy publicznej służby zdrowia w Polsce. Pierwsze dane będą na początku maja. Do tego czasu zamiast danych mamy szacunki. Ale już teraz można postawić tezę, że kryzys uchodźczy spotęgował dotychczasowe problemy i wyzwania systemu ochrony zdrowia.

Na początku marca rząd szacował koszty pomocy medycznej dla miliona uchodźców na 200 mln zł miesięcznie. Miesiąc później minister Adam Niedzielski powiedział, że jest to ok. 300 mln zł miesięcznie [11]. Oznacza to, że jeśli w Polsce zostanie 1,5 mln uchodźców ukraińskich, to potrzebnych będzie dodatkowo ok. 3,1 mld zł w tym roku na publiczną ochronę zdrowia (2,1 mld zł – jeśli będzie to milion osób).

Należy także dodać, że zwiększyła się liczba osób potrzebujących pomocy medycznej. Część uchodźców to osoby z poważnymi problemami medycznymi: pacjenci onkologiczni, zakwalifikowani w Ukrainie do przeszczepów wątroby, nerek bądź koniecznych operacji ortopedycznych czy okulistycznych. Bez systemowych zmian w publicznej ochronie zdrowia, poprawie efektywności działania, większa liczba pacjentów oznacza wydłużenie czasu oczekiwania na wizyty specjalistyczne czy zabiegi lub operacje. Dodatkowo są to osoby, które często nie znają języka polskiego, trudno się z nimi porozumieć. Choć należy zaznaczyć, że na początku kwietnia Ministerstwo Zdrowia uruchomiło aplikację LikarPL, która ma pomagać w porozumieniu się pomiędzy lekarzami a pacjentami z Ukrainy.

Ochrona zdrowia od lat boryka się z problemem braku kadr i ich starzeniem się. Na te kłopoty złożyło się zwiększenie liczby potencjalnych pacjentów, na porozumienie się, z którymi potrzeba więcej czasu. Kłopotem jest nie tylko język i kwestia porozumienia, ale także brak dokumentacji medycznej.

Wśród uchodźców są lekarze, ale ich liczba na pewno nie jest adekwatna do liczby uciekinierów. Od 24 lutego pracę w Polsce zaczęło 70 lekarzy Ukraińców [12].

Niestety stan zdrowia Polaków wyraźnie pogorszył się ze względu na pandemię i sposób organizacji ochrony zdrowia w ostatnich dwóch latach. Specjaliści zwracają uwagę na rosnący dług zdrowotny, czyli rosnące zaniedbania dotyczące zdrowia. Przez dwa lata wiele osób z poważnymi schorzeniami miało utrudniony dostęp do leczenia specjalistycznego czy szpitalnego. Ich stan zdrowia pogorszył się i wymagają intensywnej pomocy.

Warto przypomnieć, że stan zdrowia Ukraińców jest przeciętnie gorszy niż mieszkańców Polski, także ich dostęp do służby zdrowia jest słabszy. W 2019 r. wydatki na zdrowie w Ukrainie wynosiły 248 dolarów na obywatela – niemal cztery razy mniej niż w Polsce. Oznacza to, że będą to wymagający pacjenci dla systemu. Dodatkowo już teraz wielu osobom przydałoby się wsparcie psychologiczne czy psychiczne pomagające pokonać lęki wywołane wojną. Bieżącym problemem jest zapewnienie – szczególnie dzieciom – szczepień ochronnych, wynikających z polskiego systemu szczepień obowiązkowych.

Inflacja pogłębia finansowe załamanie

Wciąż w umowach między przychodniami specjalistycznymi, szpitalami publicznymi i Narodowym Funduszem Zdrowia istnieją limity, czyli określenie liczby wizyt czy zabiegów, które w danym roku są finansowane. Zwiększenie liczby pacjentów o 1–1,5 mln osób oznacza potrzebę podwyższenia lub zniesienia limitów, lub opłacania ich tak jak usługi „w limicie”, choć będą dodatkowe.

Czwarte wyzwanie dotyczy finansów i jest nierozerwalnie związane z trzema poprzednimi problemami. System ochrony zdrowia boryka się z niedofinansowaniem od wielu lat. Pod koniec zeszłego roku placówki publiczne (głównie szpitale) zadłużone były na ponad 17 mld zł, w tym 1,67 mld zł były to długi wymagalne, czyli takie, których termin spłaty minął [13]. Choć istnieje program zwiększenia publicznego finansowania ochrony zdrowia do 7 proc. PKB w najbliższych latach, to równoczesne zwiększenie finansowania i liczby pacjentów może spowodować, iż nie poprawi się jakość i dostępność usług medycznych. W tym roku co prawda Narodowy Fundusz Zdrowia otrzymał dodatkowe 9 mld zł z budżetu państwa. Na 7 mld zł rząd oszacował wyższe wpływy ze składki zdrowotnej zapewnionej przez zmiany podatkowe zawarte w Polskim Ładzie i 2 mld zł wynikające z inflacji (choć rząd tego tak nie nazwał, mowa była o „efekcie” osiągniętych w 2021 roku wskaźników makroekonomicznych, na podstawie których opracowywany jest plan finansowy NFZ, głównie związanych z wynagrodzeniami).

Jednak system ochrony zdrowia potrzebuje przynajmniej 7 mld zł na zmianę minimalnego wynagrodzenia dla pracowników ochrony zdrowia, co ma nastąpić w lipcu. Na razie rząd przedstawił propozycję rozwiązań prawnych, ale nie wskazał źródła finansowania.

Realną wartość planu finansowego NFZ obniża wysoka inflacja [14]. NFZ zapowiedział podniesienie wartości umów ze szpitalami o 4,5 proc. wstecznie od stycznia 2022 r. [15], ale taka zmiana co najwyżej może zmniejszyć koszty wzrostu kosztów energii elektrycznej i cieplnej, a nie je wyrównać.

Wszystko to oznacza, że w tym roku pogłębią się problemy w ochronie zdrowia. Dodatkowo, oprócz ogólnych „systemowych” braków w ochronie zdrowia, pojawiły się szczególne, dotyczące uchodźców. Kłopotliwy jest system rejestracji do publicznych placówek zdrowia. Pomimo nr PESEL uchodźcy muszą wypełniać specjalne oświadczenia, że mają prawo do leczenia w ramach umów z NFZ (nie działa system oznaczania ich jako uprawnionych pacjentów).

Nie istnieją przepisy umożliwiające im korzystanie z refundacji na leki podobnie jak innym ubezpieczonym w NFZ. To oznacza, że albo muszą płacić wysoką cenę za leki powstrzymujące choroby przewlekłe, albo z nich rezygnują. W niektórych sytuacjach otrzymują je w przychodniach. Brak dostępu do tanich leków w Polsce jest dla niektórych osób przyczynkiem do powrotu na Ukrainę.

Na problemy ochrony zdrowia i pomocy medycznej dla uchodźców zwrócił uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich. Napisał w tej sprawie list do Ministra Zdrowia. Wymienił w nim podstawowe problemy oraz zaapelował o stworzenie systemu pomocy [16].

„Edukacja to najpoważniejszy problem” – powtarzają w mediach samorządowcy

Połowa z uchodźców to dzieci i młodzież. Kłopoty w tym zakresie dotyczą zarówno organizacji ich zdalnej nauki w dotychczasowych szkołach lub w innych, ale w systemie nauki w Ukrainie, jak i stworzenia zasad nauki w polskich szkołach.

Z informacji Ministerstwa Edukacji i Nauki wynika, że prawie 185 tys. ukraińskich dzieci i młodzieży korzysta z polskiego systemu oświaty [17]. Do przedszkoli uczęszcza 34 280 dzieci, do szkół podstawowych – 134 849, do liceów – 11 684 uczniów z Ukrainy, do techników – 2781. Liczba uczniów rośnie, jest to niemalże tysiąc dzieci dziennie w skali kraju. Najwięcej uczniów jest w dużych miastach w województwach: mazowieckim – 34 905, śląskim – 20 220, wielkopolskim – 18 285, zaś na Podkarpaciu jest już 4 728 uczniów z Ukrainy [18].

Polskie władze oświatowe nie zbierają danych dotyczących nauki zdalnej w systemie ukraińskim. Co prawda zgodnie z rozporządzeniem MEiN z 21 marca 2022 r. osoba sprawująca opiekę nad uczniem może złożyć w gminie właściwej ze względu na miejsce pobytu dziecka oświadczenie o kontynuacji kształcenia w ukraińskim systemie oświaty, w tym w systemie zdalnym, ale z informacji prasowych wynika, że robi tak niewiele osób [19]. Za to ukraińskie władze oświatowe przekazały informację, iż 540 tys. dzieci ukraińskich przebywających w Polsce uczy się zdalnie w ukraińskim systemie oświaty.

Gdy uchwalano specustawę, to rząd przedstawił szacunki związane z kształceniem i wychowaniem ukraińskich dzieci. Miesięczny koszt przy 200 tys. dzieci oszacowano na 336,6 mln zł. Przy 150 tys. miało to być 252 mln zł. W tych sumach zawarta była też nauka języka polskiego.

Samorządy wydają dwa razy więcej niż chce zapewnić rząd

Dla samorządów, które nadzorują oświatę, brak rozwiązań systemowych (w tym finansowych) dotyczących przyjmowania dzieci ukraińskich jest coraz poważniejszym problemem logistycznym i finansowym. Samorządy od lat postulują zmianę obliczania dotacji oświatowej. Teraz policzyli, iż rządowa dotacja nie pokrywa nawet połowy kosztów utrzymania dzieci ukraińskich w szkołach i w przedszkolach. Rząd zaproponował 5 tys. zł jako dotację roczną dla dziecka w przedszkolu. Samorządowcy zaś podają, że realne koszty to ok. 10 tys. zł. rocznie (800–900 zł miesięcznie). To oznacza, że samorządy potrzebują obecnie ok. 28 mln zł miesięcznie za ok. 35 tys. dzieci ukraińskich w przedszkolach.

O tym, jak poważny jest to problem, mówią także przedstawiciele administracji publicznej. „Zaadaptowanie dzieci z Ukrainy do polskiego systemu edukacji – zarówno żłobkowej i przedszkolnej, jak i szkolnej – jest obecnie największym wyzwaniem dla polskiej administracji samorządowej oraz rządowej” – ocenił wiceminister MSWiA Paweł Szefernaker [20].

Problemy związane z edukacją dotyczą wielu elementów. Potrzebne są lokale, pieniądze, a także nauczyciele. Część dzieci nie zna języka polskiego. Być może rozwiązaniem byłoby stworzenie dla nich najpierw możliwości nauki języka polskiego, poprowadzenie kursów przygotowawczych z polskiej podstawy programowej, a dopiero potem włączanie ich w polski system edukacji. Niestety na taką możliwość nie chce się zgodzić administracja rządowa.

Ważne jest, by przy włączaniu dzieci i młodzieży ukraińskiej do polskiego systemu opieki i edukacji stworzyć miejsca (placówki, klasy, grupy), w których mogłyby przebywać zarówno dzieci polskie, jak i ukraińskie. W Polsce brakuje dostępnych (także finansowo) przedszkoli, klubów opieki dla dzieci dotychczasowych mieszkańców. Stworzenie nadzwyczajnych uprawnień dla uchodźców może antagonizować lokalne społeczności – to po pierwsze. Po drugie zaś: wspólna zabawa oraz nauka dzieci polskich i ukraińskich to dobry sposób na asymilację.

W organizację czasu dla dzieci, w tym organizację placówek zaangażowały się polskie i zagraniczne organizacje pozarządowe. Te drugie zaproponowały granty, dzięki którym możliwe jest organizowanie klubów dziecięcych, a także wypłacenie wynagrodzenia opiekunkom.

 

Polityka społeczna to nie tylko świadczenia pieniężne

Dotychczasowe działania rządu skoncentrowały się na przyznaniu uchodźcom i osobom indywidualnym im pomagającym świadczeń finansowych oraz przyznanie im dostępu do wielu usług publicznych na zasadach analogicznych do tych, które dotyczą mieszkańców Polski. Ze względu na słabość niektórych sektorów (ochrony zdrowia czy edukacji) są to jednak przedsięwzięcia wstępne.

Przy procedowaniu specustawy rząd przedstawił szacunki niektórych form pomocy. Roczne skutki dla świadczeń rodzinnych, świadczenia wychowawczego, świadczenia „Dobry Start”, rodzinnego kapitału opiekuńczego, dofinansowania obniżenia opłaty rodzica za pobyt dziecka w żłobku, klubie dziecięcym lub u dziennego opiekuna przy maksymalnej prognozowanej liczbie uchodźców miały wynieść 2 mld 280 mln zł. Roczne skutki dla pomocy społecznej oszacowano na 726 mln zł, a wypłatę jednorazowych świadczeń (w wysokości 300 zł) na 291,6 mln zł.

Projektodawcy wyliczyli ponadto, że 24,8 mln zł mogłoby trafić na pomoc psychologiczną. Szacowany koszt realizacji zadań na rzecz cudzoziemców z niepełnosprawnością z Ukrainy finansowanych przez PFRON zaplanowano na kwotę 130 mln zł. Wszystko to przy założeniu, że ze świadczeń skorzysta mniej niż milion osób i do 190 tys. dzieci.

Tymczasem Zakład Ubezpieczeń Społecznych poinformował, że przyjął już prawie 318 tys. wniosków o świadczenie wychowawcze (500+) od obywateli Ukrainy, czyli o 40 proc. niż szacował rząd. Jeśli świadczenia będą wypłacane w tym roku tylko na dzieci, w których sprawie złożono wnioski, to potrzebnych jest ponad 1,43 mld zł.

W oczekiwaniu na unijne pieniądze

To czy podołamy finansowo z pomocą dla uchodźców, w przeważającej części zależy od zewnętrznego wsparcia. Na razie nie ma pieniędzy na zaspokojenie różnych świadczeń i usług dla uchodźców z Ukrainy. Czy się one znajdą, w sporej części zależy od tego, jakie fundusze otrzyma Polska z Unii Europejskiej.

14 kwietnia br. zaczęło obowiązywać unijne rozporządzenie, które upraszcza korzystanie z funduszy na sfinansowanie pobytu uchodźców z Ukrainy. Nowe przepisy zakładają, że 40 euro tygodniowo na uchodźcę (niezależnie od tego, czy przebywa w kraju pełen tydzień, czy tylko kilka dni) może być wypłacane jako zaliczka. Te pieniądze mogą być wypłacane przez okres maksimum 13 tygodni. Przy założeniu, że w Polsce przez te 13 tygodni będzie milion ukraińskich uchodźców, to jest to kwota do 520 mln euro, jeśli byłyby to dwa miliony – do 1 mld 40 mln euro.

Uproszczone zasady dotyczą niewykorzystanych środków z polityki spójności z budżetu UE na lata 2014–2020. Polska jest jej największym beneficjentem (ponad 80 mld euro). Gdyby okazało się, że Polska nie wykorzysta więcej, niż wynika to z otrzymania tygodniowej stawki, to mogłaby te pieniądze także przeznaczyć na pomoc dla uchodźców. Jak dotąd KE nie stworzyła nowych funduszy na pomoc uchodźcom, umożliwiła zaś zmianę celów już istniejących. Polska będzie mogła wykorzystać na pomoc pieniądze z unijnego funduszu odbudowy gospodarki po pandemii. Transza dla Polski, jak podała „Rzeczpospolita” [21] na 2021 r. wynosiła 1,6 mld euro, w tym 1,2 mld euro nie zostało zaprogramowane, czyli można je wydać na uchodźców. Z transzy na 2022 r. nie zaprogramowano jeszcze 183 mln euro i ta kwota też może być przeznaczona na pomoc dla uchodźców.

To, że do Polski trafiły z Ukrainy głównie kobiety z dziećmi, wymaga rozbudowy żłobków, przedszkoli czy klubów dziecięcych. Jest to o tyle trudne, że kiepsko działa system dostępnych finansowo i logistycznie miejsc opieki nad dziećmi w różnym wieku.

W dotychczasowej debacie na temat pomocy dla Ukraińców koncentrowano się na podstawowych potrzebach. Konieczne jest jednak stworzenie strategii działania na kolejnych kilka lat.

Nie wiadomo, z jakim natężeniem pojawią się w Polsce kolejni uchodźcy, ważne jednak, by powstał ogólnopolski dobrowolny (dla uchodźców) system relokacji. Taki plan powinien powstać niezależnie od europejskiego planu relokacji. Ważne jest, by tak podzielić między samorządy i społeczności lokalne zadania dotyczące pomocy dla uchodźców, by odpowiadały ich możliwościom finansowym, organizacyjnym, logistycznym, mieszkaniowym czy możliwościom na rynku pracy. Przy tworzeniu takiego planu powinny być zaangażowane na poziomie regionalnym: wojewoda i samorządy lokalne. Zaangażowanie władz centralnych powinno się skupić na stworzeniu ogólnych ram i zasad relokacji, a nie na wprowadzeniu szczegółowych rozwiązań. Częścią takiego planu (lub działaniem równoległym) powinno być opracowanie programu działań integracyjnych na poziomie lokalnym, co najwyżej regionalnym. Jeśli chcemy stworzyć warunki do integracji dla uchodźców, to konieczna jest współpraca samorządów, organizacji społecznych (pozarządowych, ale także pracodawców, związków zawodowych, czy wyznaniowych) oraz przedstawicieli administracji centralnej.

Słabość usług publicznych nie jest winą uchodźców z Ukrainy. Nie oni są najpoważniejszym problemem ochrony zdrowia, edukacji czy polityki społecznej. Ich obecność spowodowała, że bardziej widoczne stały się zaniedbania i brak spójnej polityki. Przez lata nie udało się w Polsce wymyślić i prowadzić polityki migracyjnej. Agresja Rosji i wojna w Ukrainie pokazują, jak projekty i strategie, które wydają się mało ważne i poboczne dla polityki publicznej, nagle stają się pierwszoplanowe i pochłaniają najwięcej energii i pieniędzy. Nie uda się w krótkim czasie naprawić wielu słabości usług publicznych, ale wspólne działanie może sprawić, że problemy nie będą się pogłębiać.

 

[1] Fundacja ekonomistów „Dobrobyt na Pokolenia” przedstawiła stanowisko w sprawie wsparcia Ukraińców: https://napokolenia.pl/stanowisko-2-2022-systemowe-wsparcie-ukrainek-i-ukraincow-w-polsce.

[2] D. Szpeciło, Jaka polityka wsparcia i integracji uchodźców z Ukrainy? Wyzwanie na dziś i na lata, oprac. Fundacja Batorego: https://www.batory.org.pl/wp-content/uploads/2022/03/Analiza_ustawa-o-pomocy-UA.pdf.

[3] https://glos24.pl/samorzadowcy-zapraszaja-do-rozmow-przy-okraglym-stole-w-sprawie-uchodzcow.

[4] Ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa oraz niektórych innych ustaw; stan na 21 kwietnia 2022 r.: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20220000830.

[5] Dane Straży Granicznej z 21 kwietnia, informacja o liczbie odpraw od 24 lutego 2022 r., od rozpoczęcia agresji Rosji na Ukrainę.

[6] https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art36011801-na-utrzymanie-uchodzcow-z-ukrainy-potrzeba-minimum-miliarda-zlotych-miesiecznie.

[7] Dane Straży Granicznej z 21 kwietnia, informacja o liczbie odpraw od 24 lutego 2022 r., od rozpoczęcia agresji Rosji na Ukrainę.

[8] Dane z 21 kwietnia 2022 r. Nr PESEL dostało ponad 305 tys. dzieci do lat , prawie 148 tys. młodzieży 12–18 lat oraz ponad 465 tys. dorosłych.

[9] Raport specjalny „Uchodźcy z Ukrainy w Polsce”: https://ewl.com.pl/raport-specjalny-uchodzcy-z-ukrainy-w-polsce.

[10] Organizacje pozarządowe i firmy farmaceutyczne opracowały system wsparcia: https://pulsmedycyny.pl/100-tys-uchodzcow-z-ukrainy-otrzyma-dofinansowanie-na-zakup-lekow-1147840.

[11] https://dorzeczy.pl/ekonomia/288943/niedzielski-300-mln-zl-miesiecznie-za-kazdy-milion-uchodzcow.html.

[12] Informacja z 15 kwietnia br.

[13] Dane Ministerstwa Zdrowia za IV kwartał 2021 r.

[14] Z danych GUS-u za marzec wynika, że ceny usług zdrowotnych wzrosły o 6 proc. w skali roku. W samej kategorii „zdrowie” różnice wzrostu cen są znaczące od 2,2 proc. za leki, przez 5,9 proc. za urządzenia i sprzęt terapeutyczny, po: usługi szpitalne i sanatoryjne – 11,3 proc., usługi lekarskie – 12,5 proc. oraz usługi stomatologiczne – 13,5 proc.

[15] https://www.nfz.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-centrali/ponad-2-miliardy-zlotych-dla-szpitali,8168.html.

[16] https://bip.brpo.gov.pl/pl/content/problemy-opieki-zdrowotnej-uchodzcow-z-ukrainy-rpo-pisze-do-ministra-zdrowia.

[17] Dane z 14 kwietnia br.

[18] Dane z 14 kwietnia br.

[19] https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/8400565,uczniowie-z-ukrainy-nauka-zdalna-stacjonarna-statystyki.html.

[20] https://www.wnp.pl/parlamentarny/wydarzenia/szefernaker-najwiekszym-wyzwaniem-zaadoptowanie-dzieci-z-ukrainy-do-polskiego-systemu-edukacji,567745.html.

[21] https://www.rp.pl/polityka/art36087541-mamy-miliardy-z-unii-europejskiej-na-pomoc-uchodzcom.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE