Sytuacja uchodźczyń z Ukrainy na polskim rynku pracy: szanse i zagrożenia dla gospodarki

Doceniasz tę treść?

  • Nie jest znana dokładna liczba uchodźców, którzy chcą podjąć pracę i pozostać w Polsce po wojnie.
  • Korporacje i firmy międzynarodowe mające swoje oddziały na Ukrainie przeniosły część pracowników wykwalifikowanych do wykonywania zadań w Polsce.
  • W zawodach niewymagających wysokich kwalifikacji w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, tam, gdzie to możliwe – tworzy się miejsca pracy dla kobiet.
  • W zakładach pracy, gdzie nie jest możliwe sprawne przystosowanie charakteru pracy pod kątem kobiet, raczej nie dostosowuje się procesów produkcyjnych i nie zatrudnia uchodźczyń.
  • Firmy, które były uzależnione od handlu z Rosją oraz Ukrainą mają obecnie problemy z bieżącym funkcjonowaniem i nie zatrudniają żadnych nowych pracowników
  • W Polsce stworzyła się szansa dla firm zajmujących się opieką nad dziećmi oraz osobami starszymi.
  • Mikro-firmy w dużych miastach, które świadczyły usługi w branży beauty zmagają się z konkurencją stosującą ceny poniżej rynkowych.
  • Uchodźcy wybierają głównie duże miasta (Warszawa, Wrocław, Poznań, Łódź), czego efektem są rosnące ceny najmu nieruchomości oraz brak ich dostępności.

 

Cezary Bachański, Kamil Rybak

W poniższej analizie celowo posłużyliśmy się słowem „uchodźczynie”, bowiem decyzje ukraińskich władz oraz pierwsze pojawiające się statystyki jasno pokazują, że gros pełnoletnich osób, które przyjechały do Polski na skutek wybuchu wojny na Ukrainie, to kobiety. To właśnie one, tuż przed tragicznymi wydarzeniami pracowały w różnorodnych branżach, miały różne doświadczenie zawodowe, znajomość języków oraz wykształcenie.

Polacy jako społeczeństwo wykazali się ogromnym humanitaryzmem w przyjmowaniu uchodźców, aktualnie trwa już ósmy tydzień wojny i stają się oni w coraz większym stopniu uczestnikami życia gospodarczo-społecznego w Polsce. Jakie szanse i zagrożenia stwarza aktualna sytuacja? Czy uchodźczynie starają się o bycie aktywnymi na rynku pracy, czy nasz rynek pracy rzeczywiście jest im przychylny i w jaki sposób może to wpłynąć na gospodarkę?

 

Czy wiadomo, ilu uchodźców jest w Polsce?

Na skutek wojny na Ukrainie oraz napływu jej obywateli do naszego kraju, polski rynek pracy stanął przed wyzwaniem dostosowania się do tej sytuacji. W tym momencie[1] trudno jest odszukać jakiekolwiek bardziej szczegółowe statystyki, które dałyby potrzebny podgląd na pracę uchodźczyń w Polsce. Na dzień 5 kwietnia 2022 roku odnotowano 650 000 zgłoszeń w celu wyrobienia nr PESEL[2], gdzie około połowę stanowiły dzieci, a 40 proc. – kobiety. W przestrzeni publicznej funkcjonują także dwie wypowiedzi Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marleny Maląg. Pierwsza z 30 marca 2022 roku: „Pracę podjęło ponad 21 tys. osób. Ponad 900 osób zarejestrowało się jako poszukujące pracy, a około 8 tys. Ukraińców chce skorzystać z aktywizacji zawodowej, aby podjąć pracę […] najwięcej w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi”. W drugiej, która miała miejsce 4 kwietnia 2022 roku, stwierdziła, że aktualnie pracuje w Polsce ok. 30 000 uchodźczyń. Należałoby zaznaczyć, że wg różnych szacunków w Polsce może przebywać nawet do 2,6 mln uchodźców z Ukrainy[3]. Mimo wszystko są w nich założone jedynie wjazdy do Polski, bowiem na mocy dyrektywy Unii Europejskiej nr 2001/55/UE[4], od marca 2022 roku umożliwia się Ukraińcom pracę na terytorium Unii Europejskiej bez zezwolenia na pracę, co umożliwia imigrację Ukrainek do innych krajów członkowskich m.in. Niemiec, Belgii, Włoch czy Danii, z czego wiele osób korzysta. Pomimo braku oficjalnych danych, informacje można uzyskać z wywiadów środowiskowych oraz od uczestników życia gospodarczego, stali się oni bowiem jednym z głównych źródeł na podstawie, których została sporządzona niniejsza analiza.

 

Duże firmy i korporacje

Wśród dużych firm (w tym międzynarodowych korporacji), pojawiła się tendencja do tworzenia miejsc pracy dla uchodźców o wysokich kwalifikacjach oraz z biegłą znajomością języka angielskiego. Miało to miejsce szczególnie w przypadkach, gdy duże firmy posiadały swoje filie na Ukrainie, bądź istniały przedsiębiorstwa o podobnym profilu czy branży, z którymi wcześniej miały kontakty. To właśnie wiele z nich zdecydowało się na zatrudnienie uchodźczyń. Dotyczy to zarówno firm, które poszukiwały pracowników przed wybuchem wojny,  jak i przedsiębiorstw, które decydowały się na tworzenie nowych, niezaplanowanych etatów w ramach powszechnie organizowanych akcji pomocowych. Ciężko odgadnąć motywy poszczególnych przedsiębiorstw, ale zdaje się, że część z nich nie kierowała się jedynie pogonią za zyskiem oraz chęcią zagospodarowania brakujących etatów, lecz prawdopodobnie wynikało to głównie z chęci niesienia pomocy. Oczywiście duże przedsiębiorstwa mogą uzyskać wymierne korzyści, takie jak: pozytywny wizerunek, czy pozyskanie wartościowych pracowników gotowych podjąć zatrudnienie na dowolnych warunkach zaproponowanych przez pracodawcę. Ponadto firmy posiadające swoje filie na Ukrainie zapewne będą chciały wrócić na tamtejszy rynek po zakończeniu wojny, co może być sprawnie przeprowadzone jedynie przy zachowaniu przynajmniej części dotychczasowego personelu z tamtejszych filii.

„Po wybuchu wojny na Ukrainie nasza firma zaproponowała pracownikom tamtejszego oddziału pracę i mieszkanie w Polsce. Nie wiem, ilu dokładnie osób to dotyczy, ale może to być kilkadziesiąt lub więcej, nawet ponad stu. Zostały pokryte wszystkie koszty zakwaterowania, a także zorganizowana praca na miejscu w Polsce. Nie jest mi znany dokładny zakres obowiązków, a także potencjalna ich przyszłość w przypadku końca wojny na Ukrainie. Nie wiem czy zostaną tutaj, czy wrócą” – mówi Michał, 32-letni pracownik międzynarodowej firmy z branży public relations.

Podobna sytuacja ma miejsce m.in. w przypadku kancelarii prawnych. Nie jest to regułą, ale coraz częściej stosowaną praktyką. Kancelarie zaczęły bowiem zatrudniać prawniczki z Ukrainy, które swoje doświadczenie zawodowe oraz wykształcenie zdobyły w kraju macierzystym. Zazwyczaj przydzielane im są role podobne do praktykantów, czyli w zasadzie od najniższego możliwego szczebla. Powodem jest przede wszystkim brak znajomości polskiego prawa, na drugim miejscu jest nieznajomość języka. Kluczowym wymogiem przy zatrudnieniu poza wykształceniem jest znajomość języka angielskiego.

 

Zawody wymagające niewielkich kwalifikacji

W zawodach, które nie wymagają wysokich kwalifikacji, a także głównie w przemyśle oraz logistyce, które dotychczas były zdominowane w znacznej mierze przez mężczyzn, widać pewną różnicę w kontekście zatrudnienia kobiet z Ukrainy. Nastąpiło częściowe otwarcie się na zatrudnienie kobiet na stanowiska, na których do tej pory byli zatrudnieni mężczyźni. Dotyczy to szczególnie przedsiębiorstw, w których istniała infrastruktura pracowniczo-socjalna dostosowana do zatrudniania kobiet, na przykład firmy posiadające damską szatnię, czy stanowiska pracy dostosowane do fizycznych predyspozycji kobiet. Kluczowy jest tutaj choćby minimalny udział kobiet w zakładzie pracy przed rozpoczęciem wojny, w tej sytuacji przedsiębiorcy są zdecydowanie bardziej otwarci na zatrudnienie uchodźczyń, nawet jeżeli do tej pory większość prac wykonywali mężczyźni. Warto zaznaczyć, że statystyki mówią o odpływie znacznej ilości ukraińskich mężczyzn z polskiego rynku. Na dzień 5 marca 2022 roku nawet 66,6 tys. mężczyzn z Ukrainy wróciło do swojego kraju, by bronić ojczyzny[5], znaczna część z nich przyjechała z Polski. W tej sytuacji przedsiębiorstwa przemysłowe i logistyczne nie tylko wykazują dobrą wolę, by przyjąć do pracy uchodźczynie, ale czasami są po prostu zmuszeni do zrewidowania swojej polityki zatrudnienia wobec kobiet.

Nie wszystkie przedsiębiorstwa z tego sektora mogą lub chcą dostosować się do nowych realiów. „Praca na naszym magazynie jest skierowana do mężczyzn, często paczki ważą po 25 kg, a zdarza się, że nawet powyżej 40 kg. Nie za bardzo wyobrażam sobie w takiej roli kobiety, zresztą nie jest to zgodne z prawem. Nawet jeżeli przydzielilibyśmy im mniej wymagające zadania, musielibyśmy stworzyć od podstaw dla nich zaplecze sanitarne, także pozostaniemy przy tym, co mamy aktualnie” – stwierdził dyrektor jednego z magazynów zlokalizowanych w województwie mazowieckim.

Miejsca, które nie posiadają odpowiedniego zaplecza lub stanowisk pracy dostosowanych do fizjonomii kobiet, raczej nie inwestują swoich środków w zmianę infrastruktury i pozostają przy modelu zatrudnienia wyłącznie mężczyzn. Nawet jeśli przed rozpoczęciem konfliktu zbrojnego mieli problem ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Z drugiej strony niektórzy pracodawcy starają się dostosować do obecnych warunków i wykorzystać moment w celu pozyskania taniego, niewykwalifikowanego pracownika. Dostosowywanie polega m.in. na przystosowaniu swojej aktualnej załogi do innych zadań, aby te lżejsze lub wymagające mniejszej siły fizycznej mogły wykonywać kobiety.

W rozmowach z właścicielami szwalni, którzy przed wybuchem wojny na Ukrainie zmagali się z ogromnymi problemami związanymi z zatrudnieniem odpowiedniego pracownika, można odczuć zauważalną zmianę oraz częściowe uzupełnienie wakatów.

Niektóre branże nie mają w planach zwiększania zatrudnienia o pracowników z Ukrainy. Zazwyczaj jest to spowodowane aktualną sytuacją gospodarczą oraz niepewnością funkcjonowania ich przedsiębiorstw w warunkach globalnej niepewności i wysokiej inflacji. Warunki te są szczególnie dotkliwe dla firm, które importowały m.in. stal z Rosji, a w szczególności z Ukrainy, która jest jej 14. największym producentem na świecie[6], a poprzez bliskość geograficzną, jednym z głównych odbiorców tego produktu była Polska.

„Obecnie, w czasach dużej niepewności, ograniczonego dostępu do surowców, czy ich cen, które niekiedy potrafią wzrosnąć o 20 proc. w ciągu tygodnia, trudno jest coś zaplanować, przewidzieć. Na ten moment, robimy, to co mamy, ale nie mamy w planach zwiększenia zatrudnienia” – mówił Andrzej, właściciel firmy zajmującej się produkcją wyrobów metalowych w województwie lubuskim.

Oprócz branży przetwórstwa metalu, szok podażowy dotknie przedsiębiorstwa produkujące żywność. Zarówno agresor, jak i Ukraina są jednymi z największych producentów produktów rolno-spożywczych na świecie. Eksperci mają problemy ze wskazaniem jakichkolwiek prognoz dotyczących wzrostu cen żywności, jednakże są oni zgodni, że ceny będą wzrastać. Niepewność powoduje, że polskie firmy przetwórcze wstrzymują się z decyzjami odnośnie do zatrudnienia nowych pracowników. Z drugiej strony, jeśli uda się zapewnić dostawy płodów rolnych do polskich przetwórców, rosnące ceny mogą być szansą na rozwój i ekspansję tej branży, skutkiem czego będzie wzrost zatrudnienia.

Pomimo wielu znaków zapytania panuje umiarkowany optymizm związany z możliwością zagospodarowania kilkuset tysięcy nowych osób na polskim rynku pracy. Należy mieć nadzieję, że sytuacja nie będzie się pogarszać, co nie powinno nastąpić, jeżeli warunki ekonomiczne i geopolityczne będą się stabilizować.

Uchodźczynie zazwyczaj wybierają duże polskie miasta, rzadziej miasta powiatowe. Te drugie wybierane są raczej z uwagi na obecność członków ich rodzin bądź bliskich znajomych. Koncentracja Ukrainek w dużych aglomeracjach może negatywnie oddziaływać na niektóre zawody, takie jak np. fryzjer lub kosmetyczka, które w większości są wykonywane przez kobiety. Zauważyła to w rozmowie właścicielka salonu kosmetycznego:

„W moim zawodzie panuje bardzo duża niepewność i stres o przyszłość. Boję się, czy mój salon się utrzyma. Do niedawna zainwestowałam sporo czasu i pieniędzy, aby rozszerzyć działalność o zabiegi pielęgnacyjne i regeneracyjne na włosy, żeby jeszcze lepiej zadbać o moje klientki. Przy tak czasochłonnych zabiegach jako jednoosobowy salon, musiałam liczyć się z tym, że w ciągu dnia nie przyjmę już żadnej innej klientki na drobniejsze prace kosmetyczne. Ceny takich zabiegów na rynku nie są najniższe. Poza kosztownymi materiałami do pracy muszę też utrzymać salon i siebie jak każdy. Niestety z części (tych czasochłonnych, które trwały po 6–8 godzin) musiałam zrezygnować. Dlaczego? Napływ kobiet z Ukrainy spowodował, że wykonują one te same zabiegi dużo taniej w podnajętych stanowiskach, w większych salonach. Nie mam z nimi żadnych szans, jeśli nie obniżę znacząco ceny. Jeżeli bym ją obniżyła, w najlepszym wypadku zarobię tylko na utrzymanie salonu. Dla mnie nie zostanie nic. Przyszłość będą miały tylko większe salony i sieci, bo one zarobią na tych kobietach. Zarobią na wynajętym stanowisku do pracy oraz otrzymają jakiś procent za wykonywane zabiegi” – mówi właścicielka małego salonu kosmetycznego w Warszawie.

W dużych miastach, gdzie uchodźczyń jest najwięcej (w przypadku mikro działalności gospodarczych), stanowią one realną konkurencję. Tu głównym czynnikiem tworzącym konkurencję jest niska cena. Podobnie jest w przypadku mikro-firm sprzątających mieszkania i domy prywatne, co spowodowane jest w większości chęcią pomocy Ukrainkom i zapewniania im środków do życia. W świadomości człowieka bardziej humanitarne jest przeznaczenie funduszy na uprzątnięcie mieszkania potrzebującej kobiecie, która uciekła przed wojną, aniżeli prywatnemu polskiemu przedsiębiorcy.

Oprócz branży beauty i sprzątającej, dzięki napływowi uchodźców, z problemami z niedoborem pracowników uporały się inne sfeminizowane branże. Dotyczy to szczególnie handlu detalicznego, opiekunek do dzieci, czy opiekunek osób starszych. „W ostatnim czasie odnaleźliśmy niesamowitą niszę, którą jest opieka nad dziećmi i osobami starszymi w Polsce, wcześniej robiliśmy to samo na rynku niemieckim, teraz skupiamy się na polskim” – tłumaczy Jakub, prawnik zajmujący się legalizacją pobytu i pracy cudzoziemców w agencji zatrudnienia.

Dzięki temu, że polscy pracodawcy od lat zatrudniają osoby z Ukrainy, nawet brak znajomości języka polskiego nie utrudnia im wdrożenia takich pracowników. Pracodawcy mają już gotowe i sprawdzone procesy, które umożliwiają wykonywanie niektórych zadań w taki sposób, by minimalizować problemy komunikacyjne bądź dysponują już przeszkolonymi osobami z Ukrainy, które są w stanie szkolić nowoprzybyłe osoby w języku ukraińskim.

9 kwietnia 2022 roku została przez nas podjęta próba przeprowadzenia badania w kontekście zatrudnienia uchodźczyń w branży gastronomicznej w Warszawie. Głównymi ankietowanymi byli menedżerowie restauracji, w których działa obsługa kelnerska i może występować zapotrzebowanie na tego typu pracowników. Pomimo starań, jedynie 1 z 12 osób zgodziła się na jakąkolwiek rozmowę w tej sprawie, także uznaliśmy prowadzenie dalszej ankiety za bezcelowe. Pomimo tego, że w lokalach wyraźnie było widać, że pracują osoby z Ukrainy. Trudno natomiast stwierdzić, czy były to uchodźczynie, czy pracownicy zatrudnieni przed wojną na Ukrainie.

 

„Szara strefa”, pozostałe zawody i szanse

Należy zaznaczyć, że statystyki przedstawiające zatrudnienie uchodźczyń w Polsce mogą być mocno zaniżone z powodu wykonywania pracy w tzw. „szarej strefie”, co było popularną i częstą praktyką nawet przed wojną na Ukrainie. W związku z tym, że osobom z Ukrainy przybyłym po 24 lutego 2022 roku zostało przyznane prawo do pobytu na 18 miesięcy w Polsce, legalność zatrudnienia nie musi być dla nich priorytetem. Do tej pory obcokrajowcy, którzy planowali przedłużyć swój pobyt, musieli przedstawić udokumentowane legalne zatrudnienie. Na chwilę obecną legalizacja pracy (poza jednym krótkim formularzem zgłoszeniowym) nie jest wymagana od osób, które przyjechały po rozpoczęciu konfliktu, a biorąc pod uwagę, że mają oni prawo do opieki zdrowotnej i większość z nich nie planuje zostać w Polsce na stałe (nie będą ich dotyczyły świadczenia emerytalne), to legalne zatrudnienie z oskładkowaniem ZUS jest mniej atrakcyjne, niż wyższe wynagrodzenie w szarej strefie.

Faktem jest, że większość z kobiet przybyła do Polski ze swoimi dziećmi. Opieka nad nimi powoduje, że nie są one zdolne do pracy w pełnym wymiarze czasu, a nawet wcale. Należy zauważyć, że jeśli konflikt będzie ciągnął się miesiącami, a nawet latami, spowoduje to napływ nowych kobiet, a także wchodzenie na rynek pracy tych, które już są w Polsce, a dorastające dzieci i lepsze zaznajomienie się z rynkiem oraz nauka języka w końcu pozwoli im na podjęcie pracy. W takim przypadku stosunkowo dobra absorbcja uchodźczyń do tej pory może zostać zachwiana. Nie bez znaczenia będzie sytuacja gospodarcza w Polsce i na świecie, a także sytuacja epidemiologiczna, która ponownie może spowodować zanik pewnych branż.

 

Sytuacja na rynku nieruchomości w kontekście uchodźców 

Analizując sytuację na rynku nieruchomości, pod uwagę zostały wzięte cztery duże miasta: Wrocław, Warszawa, Łódź oraz Poznań, które zostały wymienione przez Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marlenę Maląg jako główne kierunki imigracji. Wskazane miasta porównamy z trzema przykładowymi średniej wielkości miastami: Grudziądz, Słupsk i Wałbrzych. Analizie poddano mieszkania 2-pokojowe, które są najczęściej wybierane przez uchodźczynie – matki, które uciekły do Polski wraz ze swoimi dziećmi.

Warszawa, Wrocław, Łódź i Poznań

Po rozpoczęciu wojny na Ukrainie, średnia cena wynajmu mieszkania dwupokojowego w ciągu miesiąca (na przełomie lutego i marca) wzrosła w Warszawie o ok. 721 złotych, we Wrocławiu – 975 zł, Łodzi – 209,48 zł, natomiast w Poznaniu – 303,99 zł.

Opracowanie własne na podstawie otodom.pl

Powyższy wykres pokazuje, że największy wzrost miał miejsce w początkowej fazie konfliktu na Ukrainie, wtedy był też najbardziej zauważalny. Wykres pokazuje, że aktualnie sytuacja zaczyna się stabilizować. W kwietniu następuje wyhamowanie trendu wzrostowego. Mimo wszystko, porównując ze sobą styczeń i kwiecień, sama podwyżka czynszów najmu kształtuje się następująco: Warszawa – 22 proc., Wrocław – 34 proc., Łódź – 30 proc., Poznań – 21 proc.

 

Średnie miasta

Wybrane trzy średnie miasta powiatowe, zlokalizowane w trzech różnych miejscach Polski są takimi, w których występuje zapotrzebowanie na pracowników i mogłyby stanowić potencjalny dom dla uchodźczyń z dziećmi. Po rozpoczęciu się wojny na Ukrainie, średnia cena wynajmu mieszkania dwupokojowego w ciągu miesiąca (na przełomie lutego i marca) wzrosła w Grudziądzu o ok. 10 złotych, Słupsku – ok. 290 złotych, a w Wałbrzychu – ok. 46 złotych.

Opracowanie własne na podstawie otodom.pl

W tych przypadkach (poza Słupskiem) nie ma wyraźnego wzrostu cen, zresztą w samym Słupsku nie jest on tak duży, jak w Warszawie, czy Wrocławiu. Patrząc pod względem procentowym w ujęciu styczeń-kwiecień, w Grudziądzu otrzymamy wzrost o 0,08 proc., Słupsku – 13 proc., a w Wałbrzychu – 2,5 proc.

 

Dlaczego duże miasta?

Pomimo zdecydowanie mniejszych kosztów wynajmu nieruchomości w średnich miastach, uchodźcy wybierają raczej duże, a w szczególności Warszawę. Szacuje się, że aktualnie może w niej przebywać ok. 330 000 uchodźców[7], prawdopodobnie wynika to z przekonania, że stolica kraju może mieć dużo większe możliwości, aniżeli mniejsze miasta. Ponadto zapewnia dostęp do wykwalifikowanej służby zdrowia, organizacji pozarządowych, pomocowych i innych form wsparcia oraz bezpośrednich połączeń komunikacyjnych z Ukrainą. W ostatnim czasie jednak tendencja zaczyna ulegać zmianie, czego powodem są rosnące ceny najmu oraz brak dostępności lokali mieszkaniowych.

„Wiele Ukrainek zaczyna decydować się na schronienie w mniejszych miastach, co głównie wynika z wysokich cen najmu nieruchomości oraz brak ich dostępności” – mówi Olena, właścicielka szkoły językowej w Warszawie. Paradoksalnie skupienie tak ogromnej liczby uchodźców w jednym mieście (pomimo jego możliwości) prowadzi do zwiększonej konkurencji w zakresie pozyskania przez nich pracy, a nie jest realną szansą na jej odnalezienie. Rząd na ten moment[8] jest przeciwko przymusowej relokacji uchodźców i daje im wolność wyboru miejsca, w którym chcą przebywać.

 

Podsumowanie

W aktualnej fazie konfliktu na Ukrainie trudno jest jednoznacznie przewidzieć jego przyszłość i z dokładnością określić jego potencjalne długoterminowe konsekwencje. Do tej pory nie przeprowadzono szerokiego badania fokusowego oraz ilościowego w zakresie planowanej długości pobytu uchodźców w Polsce, co powoduje opieranie się na domysłach i przypuszczeniach. Skorzystają na pewno przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą opartą na niedrogim pracowniku, którego już od dwóch lat brakuje. Dotyczy to zawodów, które mogą wykonywać kobiety. Być może uda się rozwiązać problem niedoboru pracowników takich jak opiekunki do dzieci oraz osób starszych, co w kontekście prognoz dotyczących starzejącego się społeczeństwa jest niezwykle istotne. Niewątpliwymi problemami są ceny i dostępność nieruchomości na wynajem, które po rozpoczęciu wojny zaczęły osiągać anormalne wzrosty, sięgające nawet ok. 20–30 proc. w niektórych miastach (w ciągu jednego miesiąca!). Na uwagę zasługuje też niebezpieczeństwo rozszerzenia się szarej strefy. O ile zatrudnienie Polaka bez umowy lub nie wykazując mu pełnego wynagrodzenia, staje się coraz trudniejsze, tak uchodźczynie z Ukrainy w obawie o utratę zatrudnienia, bądź w celu uzyskania wyższego uposażenia mogą w ten sposób chcieć wykonywać swoją pracę.

[1]             11.04.2022.

[2]             https://serwisy.gazetaprawna.pl/samorzad/artykuly/8394774,pesel-dziecko-z-ukrainy-ukraincy-specustawa-szefernaker.html, dostęp z dnia, 10.04.2022.

[3]             https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/8366607,ukraina-liczba-uchodzcow-w-polsce-najnowsze-dane.html, dostęp z dnia, 10.04.2022.

[4]                https://inicjatywa.eu/16354/zgoda-na-prace-w-calej-ue-dla-obywateli-ukrainy-ktorzy-wjechali-do-unii-po-wybuchu-wojny/, dostęp z dnia, 10.04.2022.

[5] https://twitter.com/oleksiireznikov/status/1500016473594605571?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1500016473594605571%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2F, dostęp z dnia, 10.04.2022.

[6] https://businessinsider.com.pl/biznes/wojna-w-ukrainie-zatrzesla-rynkiem-stali-oto-co-nas-czeka/nzpj97t, dostęp z dnia, 10.04.2022.

[7] Stan na 7.04.2022: https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,28310619,do-warszawy-przyjechalo-tylu-uchodzcow-ze-miasto-osiagnelo.html, dostęp z dnia 10.04.2022.

[8] Stan na 7.04.2022.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE