A samochody wciąż nie latają!

Doceniasz tę treść?

Sebastian Stodolak w swoim artykule dla Dziennika Gazety Prawnej pisze:

Nie tak nasi dziadkowie wyobrażali sobie XXI w. Zamiast epoki Jetsonów, trwa era Tindera. Czy ludzkość wyczerpała już zasoby kreatywności?
Wykonany jest z aluminium i włókna węglowego. Dzięki silnikom elektrycznym może się unieść na wysokość 450 m. Jego rozmiary pozwalają na start sprzed domowego garażu. Wygląd sportowy. Bez trudu mogę sobie wyobrazić takie pojazdy pędzące między wysokimi budynkami miast, dokładnie tak, jak 60 lat temu wyobrażali to sobie twórcy kreskówki „Jetsonowie”. Szwedzki producent cudeńka, wprost nawiązując do animowanego klasyka, nazwał je Jetson ONE i sprzedaje po niemal 130 tys. dol. za sztukę. Dużo, ale wszystko zależy od skali zamówień. Im ich pojawi się ich więcej, tym zapewne pojazd będzie tańszy.
Czy latające auto w końcu trafi pod strzechy? Byłoby wspaniale, zwłaszcza że założycielem firmy jest Polak. Niestety, bliższe spojrzenie na osiągi Jetson ONE studzi entuzjazm. Prędkość ograniczona jest do 103 km/h, maksymalny czas lotu wynosi 20 minut, a to wszystko przy maksymalnej wadze pilota 95 kg. Jetson ONE to ciekawostka dla bogatych, a nie środek transportu, który zmieni świat.
(…)
Pytanie o latające auto jest w istocie znacznie poważniejsze – to pytanie o to, dlaczego ludzkość w XXI w. przestała być innowacyjna, a przynajmniej dlaczego innowacyjność XXI w. tak daleko odbiega od ambitnych marzeń i celów, które stawiali sobie ludzie jeszcze pół wieku temu. To właśnie tych marzeń i celów ówczesne dzieła popkultury, te stosy książek popularnonaukowych i filmów s.f. były odbiciem. Nadejść miała era aut latających. Nadeszła epoka Tindera. Co poszło nie tak?
(…)
Na YT można znaleźć nagrania archiwalne przedstawiające loty prototypowego modelu „Latającego naleśnika”. Można obejrzeć też loty maszyny Cierva C-30 Autogiro, zaprojektowanej przez Juana de La Ciervę. „Na początku lat 20. La Cierva wynalazł maszynę wykorzystującą coś, co dziś nazwalibyśmy zestawem łopat wirnika jako skrzydło. Wirnik to w rzeczywistości skrzydło obrotowe. Ponieważ się obraca, prędkość łopat w powietrzu może być większa niż prędkość całego statku, ale dynamika jest taka jak samolotu, a nie helikoptera” – tłumaczy Hall. Autogiro w latach 30. zdobyło zainteresowanie opinii publicznej i kultury masowej: w książkach i filmach s.f. latał nim każdy. Na przykład w filmie „Zdarzyło się pewnej nocy” z 1934 r. pan młody przybywa na ślub, lądując na trawniku w autogiro. „Niestety, w 1936 r. Juan de la Cierva zginął w katastrofie konwencjonalnego komercyjnego samolotu pasażerskiego (DC-2). Oprócz osobistej tragedii, była to katastrofa dla całej społeczności konstruktorów maszyn takich jak Autogiro. La Cierva był nie tylko jej intelektualnym, ale i duchowym przywódcą” – pisze Hall.
Jednak jego zdaniem to nie śmierć La Ciervy zdusiła rodzącą się branżę, lecz Wielki Kryzys, a przede wszystkim II wojna, która zmilitaryzowała wszystkie przedsiębiorcze wysiłki. Gdyby nie ona, samochód Autogiro „mógłby stać się podstawą powszechnie używanego samochodu latającego”. „Jego możliwości, tj. krótki start i pionowe lądowanie sprawiły, że mógł lądować i startować z podjazdów lub parkingów” – pisze Hall.
(…)
Hall zwraca jednak uwagę, że niektóre wizje przyszłości z dawnej literatury s.f. zrealizowano. Należą do nich m.in. benzyna wysokooktanowa, przenośne radia, telewizory z ekranami „wielkości chusteczki do nosa”, klimatyzacja, tworzywa sztuczne, ogromny wzrost ilości syntetycznej żywności, elektroniczne urządzenia sterujące do gotowania, światła fluorescencyjne, ogromne samoloty i tanie wakacje na całym świecie. Słowem, komfort życia wzrósł, ale nie w tak spektakularny sposób, jak oczekiwano.
(…)
E. Richard Gold przytacza trzy intrygujące wyjaśnienia zmierzchu innowacji. Pierwsze – rosnąca złożoność odkryć naukowych. W skrócie: łatwiej wynaleźć czajnik z gwizdkiem niż opracować komputer. Większość prostych innowacji już wynaleziono, zostały te coraz bardziej złożone, wymagające znacznie więcej czasu, wysiłku i zasobów. Badacze muszą przyswajać coraz więcej informacji, jednocześnie coraz silniej się specjalizując, co przedłuża okres kształcenia i wymusza tworzenie zespołów. Dzisiejszych innowacji nie wymyśla się już w garażach.
Drugie wyjaśnienie: spada poziom naukowy badaczy, w wyniku czego „trendy badawcze zmierzają w kierunku nauki przeciętnej, średniej i nieuciążliwej, a oddalają się od badań wysokiego ryzyka i przełomowych odkryć”. Platformę dla nauki stanowią recenzowane czasopisma, ale te promują badania o przeciętnej innowacyjności, bo są łatwiej cytowalne. Prawdziwe przełomowe badanie potrzebuje ponad pięciu lat na zdobycie dużej liczby cytowań, którą to badanie przeciętne zgarnia w rok, dwa. Z punktu widzenia rozwoju marki tych czasopism innowacja się nie opłaca. W przemyśle jest podobnie – komercyjni badacze znajdują się pod presją zarządu, by dostarczać jak najwięcej patentów. Stąd idą w ilość, nie w jakość.
Trzecie wyjaśnienie to bałkanizacja wiedzy, zjawisko bezpośrednio związane z ochroną własności intelektualnej. Ostatnie dekady skutkowały coraz silniejszą jej ochroną oraz coraz szerszym zakresem tej ochrony. To zwiększyło poziom renty, którą można czerpać z posiadania patentów i ograniczyło przepływ wiedzy. „Inne formy praw własności intelektualnej, w szczególności tajemnice handlowe oraz kontrakty na uniwersytetach, również ograniczają późniejsze wykorzystanie wiedzy. Tajemnica wokół wiedzy prowadzi do powstawania silosów danych, które utrudniają dalsze badania, zwłaszcza w połączeniu z zasadami prywatności i świadomej zgody. Negocjacje dotyczące praw własności intelektualnej z uniwersytetami opóźniają albo prowadzą do nieosiągnięcia porozumienia” – tłumaczy Gold.
(…)
Gdy spojrzeć na tempo, w jakim przybywało regulacji w gospodarce, trudno nie spekulować, że analogiczne historie spotkały tysiące innych potencjalnie przełomowych wynalazków. (…) Ostatnie 300 lat to historyczna anomalia technologiczna – czas awansu, odkryć i wynalazków. Kolejne wieki będą powrotem do smutnej normy.
Nie wierzę jednak w taki scenariusz – jeśli historia czegoś uczy, to tego, że się nie kończy. Że zawsze zaskakuje. Niemniej może wydawać się, że zauważalny zmierzch innowacyjności zaprzecza optymizmowi, który zwykle wyrażam ja i inni zdeklarowani wolnorynkowcy, a który polega na wierze, że ludzkość dzięki kreatywności będzie rozwiązywać nawet najbardziej złożone problemy, przed którymi stoi. Przyznaję, że jest tu pewien zgrzyt.
Więcej informacji znajduje się TUTAJ.

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE