Influencer w aureoli. Dlaczego reklamy są jeszcze legalne?

Doceniasz tę treść?

Reklamy ubarwiają, przekręcają, manipulują, a nawet wprowadzają w błąd. Dlaczego w ogóle są jeszcze legalne? Bo są konieczne.

 

Kobiety potwierdzają szybkość działania tabletki – zapewnia miła pani w białym kitlu występująca w spocie reklamowym. Podsumowuje w ten sposób „badanie” przeprowadzone przez producenta leku przeciwbólowego, który poprosił grupę kobiet o zmierzenie, ile czasu upłynęło od połknięcia kapsułki w momencie silnego bólu do ustania dolegliwości. Dlaczego o tym piszę? Bo od 2023 r. takie reklamy będą w Polsce nielegalne (20 kwietnia prezydent podpisał w tej sprawie ustawę). Aktorzy nie będą już mogli wcielać się w medyków czy farmaceutów. Jak zapewnia ustawodawca, to wyraz „troski o dobro pacjenta”, do którego powinny docierać wyłącznie „rzetelne reklamy”. Czy to oznacza, że w reklamach leków będą mogli pojawiać się tylko prawdziwi lekarze? Nie. Już teraz kodeks etyki lekarskiej zakazuje im wykorzystywania swojego nazwiska i wizerunku do celów komercyjnych.

<br?

Nowa ustawa wprowadza w reklamach leków także inne ograniczenia, m.in. zakaz powoływania się w nich na pozytywne opinie konsumentów. Uderzy to najsilniej w influencerów promujących preparaty, które rzekomo pomogły im zwalczyć rozmaite dolegliwości. A zatem koniec z fitmamami z Instagrama reklamującymi lewoskrętną witaminę C. Jarosław Jakimowicz nie będzie już mógł w telewizji wychwalać działania „leku” na potencję.

 

Mój trener przyklaskuje takim regulacjom. Za każdym razem przeklina, gdy widzi w TV, jak uśmiechnięta pani ubrana cała na biało przekonuje, że właśnie ta tabletka to jedyny skuteczny sposób na odchudzanie. Zresztą nie znam chyba nikogo, kto uważałby reklamy za pożyteczne i wartościowe. Większość z nas sądzi, że reklamodawcy ubarwiają zalety produktów i milczą o ich wadach, a przede wszystkim uciekają się do kłamstw i manipulacji, abyśmy chcieli wydawać pieniądze na ich specyfiki. A media i eksperci utwierdzają nas w tym przekonaniu.

 

Specjalista od marketingu i wykładowca biznesu Jerry Kirkpatrick w książce „In Defense of Advertising” (W obronie reklamy) z 1994 r. pisał: „Lista rzekomych grzechów reklamy jest ograniczona jedynie przez kreatywność jej krytyków. … Reklama podnosi ceny, nie dodając produktowi wartości; stymuluje monopolizację; korumpuje redaktorów; narzuca nieświadomym klientom gorsze produkty; promuje rzeczy niebezpieczne i zachęca do szkodliwych zachowań; jest zwodnicza i manipulacyjna; jest natrętna, irytująca, obraźliwa, niesmaczna, obelżywa, poniżająca, seksistowska, rasistowska; jest głośna, obcesowa, natarczywa i powtarzalna”.

Krytyka reklamy zaowocowała nakładaniem na nią kolejnych obostrzeń. W Polsce – oprócz medyków i farmaceutów – zakazem reklamy są objęci przedstawiciele zawodów prawniczych. Zabronione jest też płatne promowanie niektórych produktów uznanych za szkodliwe (np. wyrobów tytoniowych, gier hazardowych i alkoholu z wyjątkiem piwa). Nie można emitować reklam niezgodnych z dobrymi obyczajami, wprowadzających w błąd, wywołujących w klientach lęk czy takich, które udają, że reklamami nie są (kryptoreklama). Nie można też reklamować się w sposób natarczywy czy (z pewnymi wyjątkami) porównywać swoich towarów do produktów konkurencji.

 

Czytaj więcej TUTAJ.

Inne wpisy tego autora

Ukraina będzie wolnorynkowym rajem

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić po wojnie, jest dołączenie do wspólnego rynku. Drugą – wprowadzenie podatku liniowego i prywatyzacja, m.in. ukraińskich kolei – uważa Marian

Memento mori, ekonomio!

Nasza śmiertelność i nasze podejście do niej wpływają na to, jak szybko rozwija się gospodarka. Boston Dynamics, najbardziej znana na świecie firma produkująca roboty, z