Romer: Zadaniem nauki jest redukcja niepewności

Doceniasz tę treść?

Rodzaj kłótni, który mnie w ekonomii niepokoi, to nie spory o fakty, tylko o ideologię, która te same fakty każe inaczej rozumieć – z Paulem Romerem rozmawia Sebastian Stodolak.
„Fakty to nasi przyjaciele. Jeśli znamy fakty, będziemy podejmować lepsze decyzje”. To cytat z pana.e
Owszem.
A jednak ekonomiści są ludźmi, z których każdy – tak się może wydawać, gdy obserwujemy ich dyskusje – ufa innym faktom. Z czego to wynika?
Zacznijmy od tego, czym są fakty w nauce takiej jak ekonomia. Można powiedzieć, że to najlepsze oszacowania rzeczywistości czy przybliżenia prawdy. Często mówimy o średniej wartości czy o odchyleniach standardowych, więc przyznajemy, że istnieje pewien poziom niepewności w tych naszych „faktach”. Zadaniem nauki jest redukcja tej niepewności.
Czyli dostarczanie „lepszych faktów”?
W pewnym sensie.
I stąd ta niezgoda ekonomii? Jedne oszacowania prawdy konkurują z innymi i wygrywają te lepsze?
Tak powinno być. Nauka to oparty na niezgodzie proces, w którym konkurują ze sobą różne interpretacje. Dużo się mówi ostatnio o podejmowaniu decyzji na bazie faktów. To zagadnienie szczególnie wyraźnie widać w pandemii. Niektórzy mówią: ta choroba wytworzyła niepewność, nie wiemy, jakie są fakty, więc nie wiemy, co robić. I nie robią nic. Tymczasem nic nierobienie to także forma działania – w tym wypadku bardzo kosztownego. Niepewność istnieje zawsze, podejmowanie decyzji w oparciu o naukowe fakty jej nie eliminuje. W ramach procesu naukowego ważne jest nie tylko to, jak mierzymy i jak blisko jesteśmy prawdy, ale i co mierzymy. Czasami strona, z której patrzymy na dane zagadnienie, wpływa na wnioski. Ekonomiści np. od zawsze skupiali się na problemie bezrobocia…
To źle?
Nie, ale moim zdaniem bardziej interesujących rzeczy dowiadujemy się o świecie, patrząc na stopę zatrudnienia np. osób między 25. a 54. rokiem życia, w najbardziej produktywnych latach życia ludzkiego. Spojrzenie na rynek pracy od tej strony uzupełnia debatę o właściwych politykach gospodarczych. Rodzaj kłótni, który mnie w ekonomii niepokoi, to nie spory o fakty, tylko o ideologię, która te same fakty każe inaczej rozumieć.
Gdy pański kolega po fachu David Card otrzymał Nobla, polscy lewicujący ekonomiści zachłysnęli się jego badaniami rynku pracy, mówiącymi, że lokalne podniesienie pensji minimalnej w USA nie zwiększyło bezrobocia. Twierdzili, że to ostateczny dowód dla ich racji.
Sam pan widzi. Ten wniosek jest nieuprawniony. David zrobił coś bardzo ważnego dla ekonomii: pokazał, że nie wystarczy teoria, by dowiedzieć się czegoś o świecie. Owszem, mogę wyrysować krzywą podaży i popytu, wykonać kilka działań i uzyskać ciekawy model, lecz on poznawczo będzie wybrakowany. David wprowadził do ekonomii pomiary, empirię. Ostatnio jestem bardzo wrażliwy na słowa i na to, jak rozmawiamy ze sobą. Chodzi o to, by móc jasno zrozumieć, co ktoś komunikuje jako fakt, a co w jego wypowiedzi jest założeniami na temat tego, jak powinien wyglądać świat. Myślę, że ekonomiści nie mają kompetencji, by mówić innym, co jest dobre albo złe. To nie jest ich specjalizacja.
A jednak często próbują.
Błąd. Ekonomiści są od tego, żeby pokazywać, na co i jakiej jakości mamy dowody. Oni są od tego, co jest, zaś reszta speców od tego, co powinno być. Powinniśmy to jasno oddzielać w debacie publicznej. W pandemii to się jakoś nie udaje i cierpimy na tym jako społeczeństwo. Obie te rozmowy powinny być prowadzone równolegle, ale oddzielnie.
Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij TUTAJ

Inne wpisy tego autora

Ukraina będzie wolnorynkowym rajem

Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić po wojnie, jest dołączenie do wspólnego rynku. Drugą – wprowadzenie podatku liniowego i prywatyzacja, m.in. ukraińskich kolei – uważa Marian

Memento mori, ekonomio!

Nasza śmiertelność i nasze podejście do niej wpływają na to, jak szybko rozwija się gospodarka. Boston Dynamics, najbardziej znana na świecie firma produkująca roboty, z