[STANOWISKO] Nie zaczynajcie od regulacji, które zaszkodzą konsumentom!

Unia Europejska znów zapomniała, że regulacje nie są lekarstwem na wszystko i chce uderzyć w ludzi młodych, konsumentów i pracujących imigrantów. Chodzi o planowaną dyrektywę, która ma regulować pracę wykonywaną za pośrednictwem platform cyfrowych. UE nie rozumie, że nowe technologie to też nowe formy zarobkowania, z których korzystają m.in. księgowi, taksówkarze, dostawcy jedzenia, budowlańcy i programiści – i chce wtłoczyć je w anachroniczne ramy 8-godzinnego etatu. Nowoczesne formy zarobkowania zostaną w efekcie pozbawione głównych atutów decydujących o ich atrakcyjności: elastyczności i dostępności. Nowy polski rząd powinien przeciwstawić się tego rodzaju regulacjom.

Na czym polega problem zdaniem UE?

Rutynowo już sięgamy po usługi oferowane za pośrednictwem platform internetowych. Codziennie setki tysięcy Europejczyków korzystają z przejazdów za pośrednictwem platform takich jak Uber czy Bolt. Ludzie coraz częściej zamawiają jedzenie bez wyjścia z domu za pośrednictwem aplikacji Uber Eats, Just Eat czy Glovo. Jak podają unijne organy, ponad 5,5 mln osób na terenie UE świadczy usługi przy wsparciu platform cyfrowych.

Elastyczność takiej formy świadczenia usług sprawia, że dla wielu osób takiego rodzaju działalność jest uzupełnieniem do pracy etatowej, formą poprawy budżetu domowego, czy metodą płynnego wejścia na rynek pracy przy braku związania formalną umową. W praktyce nie jest się pracownikiem, a osobą świadczącą usługi przy wsparciu platformy i w związku z tym jest się, co do zasady, wyłączonym spod reżimu kodeksu pracy. Osób oferującym usługi na platformie, nie obejmuje płaca minimalna, prawo do urlopu, wynagrodzenie podczas choroby czy zasiłek dla bezrobotnych. To właśnie jest przedmiotem krytyki ze strony niektórych decydentów UE, którzy uważają, że pracujące w taki sposób osoby są pracownikami platformy oraz nie mają szans na godziwe warunki pracy.

W związku z powyższym UE zaproponowała wprowadzenie Dyrektywy o pracy platformowej, której głównym założeniem jest wprowadzenie domniemania stosunku pracy. Domniemanie ma obowiązywać, jeśli zatrudnienie danej osoby (np. kierowcy, kuriera) spełni dwa z pięciu kryteriów wskazanych w dyrektywie. Na razie ich treść nie została jeszcze uzgodniona, ale ze wstępnych ustaleń wynika, że chodzi głównie o kwestie organizacji pracy: czy platforma internetowa nadzoruje wykonywanie pracy przez wspomnianą osobę, ustala odgórnie zasady jej wynagradzania itp. Państwa członkowskie będą musiały wprowadzić domniemanie w prawie krajowym, przy czym mogą rozszerzyć wykaz wspomnianych kryteriów o własne przepisy.

Zdaniem Warsaw Enterprise Institute to nieporozumienie. Być może nowe formy zatrudnienia potrzebują odpowiednich regulacji, jednak nie takich, jakie zaproponowano w Dyrektywie.

Dlaczego UE się myli?

Praca platformowa przynosi korzyści osobom świadczącym z ich pomocą usługi, firmom oraz konsumentom. Głównym atutem takiej pracy jest więc właśnie tak niemile widziana w Brukseli elastyczność. Dzięki firmom oferującym pracę platformową, europejscy konsumenci oszczędzają setki milionów euro rocznie, imigranci znajdują możliwość wejścia na rynek pracy i szybkiej integracji ze społeczeństwem, a studenci – druga pod względem liczebności grupa świadcząca usługi na platformach – mają okazję do dorobienia sobie do kosztów edukacji. W skrócie: pracujesz tyle, ile chcesz.

Warsaw Enterprise Institute ostrzega przed niekorzystnymi konsekwencjami, jakie może przynieść dyrektywa nie tylko dla biznesu, ale i obywateli. Konsumentom grozi obniżenie jakości i szybkości zamawianych dostaw oraz przejazdów. Platformy będą zatrudniać mniej kurierów, kierowców czy innych freelancerów, ze względu na rosnące koszty zatrudnienia. To z kolei znacząco wydłuży realizację dostaw i przejazdów, szczególnie w godzinach szczytu (np. pora obiadowa, weekendy). Wzrosną również ceny usług, gdyż pracodawcy naturalnie przeniosą część dodatkowych kosztów zatrudnienia bezpośrednio na użytkownika końcowego, jakim jest konsument. Na płaszczyźnie społecznej wprowadzenie dyrektywy może oznaczać odpływ z Polski migrantów zarobkowych i/lub ich bierną zawodowo obecność w Polsce. W dobie kryzysu demograficznego pozyskiwanie rąk do pracy jest arcyważnym wyzwaniem, przed którym stoi cała UE. Praca kurierska to w zdecydowanej większości praca tymczasowa, która przyciąga migrantów zarobkowych. Wprowadzenie przepisów zmierza do tego, że znacznie mniej migrantów zdecyduje się na pracę, ponieważ nie będą mogli świadczyć jej w elastycznych godzinach oraz krótkim czasie. Może być też gorzej: grupy imigrantów dobrze asymilujące się poprzez pracę, mogą ją utracić i stać się biorcami świadczeń socjalnych, a więc kosztem dla podatnika. Warto zaznaczyć, że rozpoznawalne platformy świadczące usługi przewozowe, czy dowozu jedzenia to ok. 50 proc. rynku pracy platformowej. Platformy to także takie aplikacje jak Fixly czy Tutlo, gdzie swoje usługi oferują nauczyciele angielskiego, budowlańcy oraz platformy zrzeszające informatyków, księgowych czy konsultantów – oni wszyscy preferują model aktywności na rynku w formule gig economy. Dyrektywa w sposób niekontrolowany może wpłynąć na automatyczne i przymusowe reklasyfikowanie osób świadczących usługi za pomocą jednoosobowych działalności gospodarczych lub zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych. Ten brak jasności, a także potencjalnie szeroki zakres oddziaływania wpłynie negatywnie na konkurencyjność polskiej gospodarki oraz podniesie ryzyko prowadzenia biznesu w Polsce.

Co należy zrobić?

To w dużej mierze od stanowiska Polski zależy, czy Dyrektywa wejdzie w życie w obecnym kształcie. Nowy polski rząd powinien wstrzymać poparcie dla Dyrektywy oraz naciskać Unię Europejską, by przemyślała nowe przepisy w kwestii pracy platformowej. Treść dyrektywy powinna zostać poddana krytycznej ocenie, uwzględniającej realia samozatrudnionych. To także okazja, by przedstawić Polskę jako konstruktywnego i ambitnego współtwórcę unijnej legislacji. Dajemy pod rozwagę wypracowanie rekomendacji polityk, które skłaniałyby platformy cyfrowe do rozwijania programów wsparcia osób świadczących usługi przy ich pomocy, które mogą zwiększyć ich bezpieczeństwo bez zabierania im elastyczności. Niektóre platformy już takie programy oferują. Zastanówmy się, jak tę praktykę spopularyzować bez uciekania się do kosztownych regulacji, które wpisują się także w politykę duszenia europejskich innowacji. Europa potrzebuje kreatywnego fermentu, a nie zaciskania biurokratycznego gorsetu.

Inne wpisy tego autora

Grupy trzymające władzę: nauczyciele

Grupa trzymająca władzę – takiego określenia użył niegdyś znany, polski producent filmowy Lew Rywin podczas rozmowy z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” Adamem Michnikiem. Autor przytoczonych