[STANOWISKO] Pod płaszczykiem obrony demokracji, UE wprowadza prawo rodem z państw totalitarnych

Komisja Europejska „w trosce” o demokrację sięgnęła po narzędzia zarezerwowane dla najbardziej opresyjnych reżimów na świecie. W zbiorze przepisów określanych jako „Pakiet Obrony Demokracji obejmujący inicjatywę dotyczącą ochrony sfery demokratycznej UE przed ukrytymi wpływami zagranicznymi” znalazł się zapis o obowiązku rejestrowania przez organizacje pozarządowe pieniędzy otrzymanych z państw spoza Unii Europejskiej.

Warsaw Enterprise Institute apeluje o natychmiastowe wycofanie proponowanych regulacji. Głosząc obawy o stan demokracji, KE postuluje zapisy uderzające w instytucje, na których opiera się demokratyczne państwo obywatelskie. Urzędnicy Komisji twierdzą, że działają w reakcji na obawy obywateli zaniepokojonych infiltracją obcych państw manipulujących wyborami. Rozwiązaniem ma być obowiązek monitorowania wszelkich środków i przelewów finansowych z państw trzecich, na rzecz europejskich organizacji społecznych i pozarządowych. Komisja chce nadać sprawie nadzwyczajny tryb, żeby zdążyć z przepisami przed czerwcowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Nie odmawiając urzędnikom racji co do samego zagrożenia i możliwych prób wpływania na wybory europejskie przez chińskich czy rosyjskich agentów i hakerów, zwracamy uwagę, że proponowane rozwiązanie jedynie pogorszy stan demokracji w Europie.

Po pierwsze nie rozumiemy, dlaczego do jednego worka „podejrzanych agentów” wrzucone zostały wszystkie państwa niebędące w UE. Monitoringowi podlegać będzie każda fundacja czy stowarzyszenie, niezależnie czy otrzymało fundusze z Rosji, czy demokratycznej Wielkiej Brytanii, z Chin czy USA. Z niezrozumiałych względów KE arbitralnie uznaje, że przypadki finansowania kampanii wyborczych czy działalności „niezależnych” think tanków przez np. niemiecki rząd, nie wymagają monitorowania, a dotacje od australijskiej fundacji muszą być sprawdzane jako podejrzane.

Proponowane przepisy o „obronie demokracji” do bólu przypominają zapisy, jakie w marcu tego roku usiłował wprowadzić autokratyczny rząd w Gruzji. Dziesiątki tysięcy mieszkańców Tbilisi wyszło w proteście na ulice, a Komisja Europejska, i słusznie, wspierała wtedy protestujących, twierdząc, że przepisy zagrażają procesowi demokratycznemu. Z podobną krytyką całego demokratycznego świata spotkały się zapisy wprowadzane swego czasu przez reżim Putinowski. Przypominamy, że na podstawie podobnych zapisów moskiewski reżim zamknął dziesiątki niezależnych fundacji, instytucji badawczych i think tanków w Rosji.

Warsaw Enterprise Institute zwraca uwaga, że już dziś organizacje pożytku publicznego zobowiązane są do pełnej transparentności finansów. Jeżeli z jakichś przyczyn politycy i ich służby uznają, że przepisy są niewystarczające, to należy zachować zasadę równego traktowania. Można tego dokonać, wprowadzając obowiązek pełnej transparentności ksiąg i pokazywania wszystkich przelewów, niezależnie od kraju pochodzenia.

Dajemy również pod rozwagę możliwość poszerzenia obowiązku składanych deklaracji o oświadczenie, że organizacja nie pozyskała środków z państw uznanych przez Brukselę za totalitarne. Nie widzimy jednak powodu, żeby na tej czarnej liście widniały fundacje i organizacje z innych demokratycznych państw, tylko dlatego, że ich siedziba mieści się w Waszyngtonie, a nie w Paryżu.

Rozumiemy, że wiele europejskich rządów z niepokojem przygląda się zmieniającym się nastrojom społecznym i kolejnym wyborom w krajach europejskich, gdzie zamiast liberałów wygrywają środowiska konserwatywne. Ostatnio w Holandii, ale przykładów jest oczywiście więcej. Skutki proponowanych zapisów będą jednak dokładnie odwrotne. Wzmocnią jedynie antyunijne nastroje i tym bardziej przechylą szalę czerwcowych wyborów po myśli państw totalitarnych.

Inne wpisy tego autora

AI: Polska (i Unia) strzela sobie w kolano

Branża AI stanowi dla Polski olbrzymią szansę rozwojową ze względu m.in. na bardzo duży zasób świetnie wykształconych programistów. Niestety, Unia Europejska tworzy prawo, które może