Chiński kot i europejskie myszy

Doceniasz tę treść?

  • Piractwo jest w Chinach normą, dlatego wystarczy wejść do jakiegokolwiek sklepu, żeby kupić za niewielką cenę kopię każdej, zachodniej marki – obojętne czy chodzi o przedmioty luksusowe, czy o sprzęt elektroniczny.
  • Jeśli prześledzi się to, w jaki sposób Chiny lewarowały swój rozwój gospodarczy przez ostatnie dekady, wówczas zrozumienie ich polityki klimatycznej okazuje się dużo prostsze. Dotychczasowy model rozwoju znów się wyczerpuje. Podobnie, jak to miało miejsce z początkiem lat 90. Zatem pod rządami Xi Jinpinga Państwo Środka próbuje odtworzyć skok uczyniony po 1997 r. poprzez sięgnięcie po nowe możliwości, oferowane dziś przez Zachód.
  • Nadzieje na to, że Chiny wezmą na siebie część kosztów walki z globalnym ociepleniem, swe apogeum osiągnęły 21 września 2020 r. Tego dnia do Zgromadzenia Ogólnego ONZ przez łącze wideo przemówienie wygłosił prezydent Xi Jinping.
  • Chiny zamierzają do 2030 wywindować tak wysoko swoją emisję dwutlenku węgla, iż po osiągnięciu gigantycznych rozmiarów, już nie będzie konieczności jej zwiększania.

Unia Europejska przeprowadza wielką transformację energetyczną, redukując emisję gazów cieplarnianych. Tymczasem Pekin planuje własną, żeby przyśpieszyć wzrost gospodarczy kolejny raz na koszt Zachodu.

 

„Nie ważne czy kot jest biały, czy czarny, tak długo jak łowi myszy” – ogłosił sekretarz generalny KC Komunistycznej Partii Chin Deng Xiaoping w lipcu 1962 r. Teza ta trzydzieści lat później stała się fundamentem chińskiego cudu gospodarczego, budowanego pod okiem Denga. Dziś jesteśmy świadkami, jak przeżywa ona swą kolejną młodość. Tym razem w obszarze aktywności ekonomicznej, który określa się mianem „zielonej transformacji” czy „polityki klimatycznej”.

Pekin, podobnie jak pod koniec ubiegłego stulecia, prowadzi bardzo pragmatyczne działania na wielu polach sprowadzające się do prostych celów. Chiński kot ma złowić jak najwięcej myszy, ponosząc przy tym jak najmniejsze koszty (te powinien wziąć na siebie Zachód). I jednocześnie sprawiać wrażenie, iż grał uczciwie.

 

Ukradziony skok technologiczny  

Za rządów Deng Xiaopinga Państwo Środka odnotowywało oszałamiający wzrost gospodarczy. Kiedy tygodnik „Time” dwukrotnie w 1978 oraz 1985 roku ogłaszał chińskiego przywódcę człowiekiem roku, zamykał się on między 8 a 15 proc. rocznego przyrostu PKB[1]. Jednak Chiny swój marsz ku bogactwu zaczynały z pozycji jednego z najuboższych państw globu. Dlatego dla osiągania tak rewelacyjnych wyników wystarczało odejście od centralnie sterowanej gospodarki komunistycznej na rzecz większych swobód wolnorynkowych, połączone z masowym wykorzystywaniem taniej i jednocześnie bardzo zdyscyplinowanej siły roboczej. Jednak na początku lat 90. ten model rozwoju zaczął wyczerpywać swe możliwości. Chińska gospodarka nadal rosła w tempie nieosiągalnym dla krajów Zachodu, lecz z roku na rok przyrost zwalniał. Zaniepokojony tym Deng, choć zrzekł się wszystkich oficjalnych funkcji w partii, patronował zmianie, mającej na celu przyciągnięcie do Państwa Środka jak największej liczby zachodnich firm. Tak, aby gorąco pragnęły ulokować za Wielkim Murem produkcję najnowocześniejszych wyrobów przemysłowych. Temu celowi służyło konstytucyjne zagwarantowanie nienaruszalności własności prywatnej. Również podczas odzyskania z rąk Wielkiej Brytanii Hongkongu, Pekin zaaprobował w 1997 r. porozumienie gwarantujące na wskroś kapitalistycznej metropolii zachowanie przez 50 lat jej ustroju gospodarczego oraz politycznego.

Deng tego już nie dożył, ale rok później wypromowany przez niego premier Zhu Rongji przeforsował program urynkowienia państwowych przedsiębiorstw. Jego rdzeń stanowiło ok. 50 firm, wybranych do tego, by stać się koncernami, zdolnymi konkurować z zachodnimi korporacjami również na niwie wysoko zaawansowanych technologii. Barierę zapóźnienia – zazwyczaj najtrudniejszą do pokonania – Państwo Środka sforsowało, roztaczając nieformalną opiekę nad każdym, kto zabrał się za kradzież zachodnich technologii oraz kopiowanie produktów znanych marek. Proceder ten w latach 90. stał się jednym z kół zamachowych chińskiej gospodarki. Wyspecjalizowały się w nim zarówno dziesiątki milionów przedsiębiorczych Chińczyków, prowadzących małe warsztaty, jak i wielkie przedsiębiorstwa wytypowane przez premiera Zhu Rongjia. Dyrektorzy wciąż państwowych firm zawiadywali liniami produkcyjnymi, na których składano starannie skopiowane: telewizory, odtwarzacze CD, radioodbiorniki itp. zaprojektowane przez firmy amerykańskie i zachodnioeuropejskie. Kwestię przestrzegania praw licencyjnych chińskie władze zupełnie ignorowały. Zachód zaś przymykało na to oko, bo wielkie koncerny z USA oraz Europy Zachodniej na potęgę przenosiły swą produkcję do Państwa Środka, czerpiąc olbrzymie zyski z preferencji podatkowych, niemal darmowych gruntów pod fabryki oraz taniej siły roboczej. Wszystko to w pakiecie oferował zachodnim inwestorom komunistyczny reżim. Jednak w zamian Państwo Środka zalało kraje inwestorów tanim kopiami wyrobów ich własnych korporacji[2].

„Piractwo jest w Chinach normą, dlatego wystarczy wejść do jakiegokolwiek sklepu, żeby kupić za niewielką cenę kopię każdej, zachodniej marki – obojętne czy chodzi o przedmioty luksusowe, czy o sprzęt elektroniczny” – notował, to co zobaczył podczas podróży po Chinach w 2005 r.  francuski dziennikarz Guy Sorman[3].

Dlatego negocjując przyjęcie Chin do Światowej Organizacji Handlu, zachodnie rządy postawiły – jako warunek akcesji – przestrzeganie własności intelektualnej. Pekin go zaakceptował i w grudniu 2001 r. Państwo Środka zostało członkiem WTO. Dzięki temu Chiny stały się wkrótce głównym beneficjentem procesu globalizacji, zamieniając się w „fabrykę świata”.

Co do masowej kradzieży zachodnich technologii, nie ucięto tego, lecz jedynie ograniczano. Firmy wyznaczone do ekspansji w krajach kapitalistycznych już nie ryzykowały złodziejstwa, tylko szły na zakupy. Lenovo swą światową karierę zaczęło od odkupienia z rąk amerykańskiego IBM-u segmentu zajmującego się produkcją komputerów osobistych.

TCL wykupił fabryki telewizorów francuskiego koncernu Thomson. Korporacja Huawei na drogę ku temu, by stać się drugim co do wielkości producentem smartfonów na świecie, weszła, gdy w latach 90. podjęła się wytwarzania dla kanadyjskiego giganta telekomunikacyjnego Nortel linii produkcyjnych. Po czym jej założyciel Ren Zhengfei, były oficer Korpusu Inżynieryjnego chińskiej armii, załatwił z sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Chin Jiang Zeminem stałe wparcie finansowe państwa. Tylko w roku 2009 Huawei otrzymywał ponad połowę dotacji rządowych rozdzielanych przez chińskie władze[4].

Dzięki kradzieży technologii oraz hojnemu wspieraniu rodzimych firm, wdrażających zdobycze we własnych produktach, Pekin odwrócił trend, jaki dotknął gospodarkę Państwa Środka. Po ośmiu lata stopniowego spowalniania wzrostu w 1998 r. znów zaczął się on piąć sukcesywnie w górę. Aż w rekordowym roku 2006 dobito do 14 proc. przyrostu PKB rocznie. Jednak od tego momentu chińska gospodarka zaczęła powolutku wytracać swój pęd. Aż po skromne 3 proc. wzrostu PKB w 2022 r. co było najgorszym wynikiem od 1977 r.[5].

 

Trzecie wejście smoka

Jeśli prześledzi się to, w jaki sposób Chiny lewarowały swój rozwój gospodarczy przez ostatnie dekady, wówczas zrozumienie ich polityki klimatycznej okazuje się dużo prostsze. Dotychczasowy model rozwoju znów się wyczerpuje. Podobnie, jak to miało miejsce z początkiem lat 90. Zatem pod rządami Xi Jinpinga Państwo Środka próbuje odtworzyć skok uczyniony po 1997 r. poprzez sięgnięcie po nowe możliwości, oferowane dziś przez Zachód.

Pekin znakomicie wychwycił szanse, które niesie ze sobą wielka transformacja energetyczno-technologiczna realizowana od dwóch dekad przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską. Uczyniono to z podziwu godną dalekowzrocznością. Dzięki niej Komunistyczna Partia Chin mogła sobie pozwolić na to, żeby z drobnymi zastrzeżeniami popierać międzynarodowe umowy, zobowiązujące ich sygnatariuszy do sukcesywnej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Aż po porozumienie podpisane w grudniu 2015 r., podczas szczytu COP21 w Paryżu przez rządy 196 krajów. Nakłada ono na nie obowiązek podjęcia działań w celu zatrzymania średniego wzrostu globalnej temperatury poniżej 2 stopni Celsjusza.

Ku zaskoczeniu zachodniego świata Pekin powitał je wręcz entuzjastycznie. W komunikacie ogłoszonym przez rzecznika chińskiego MSZ Hong Lei można było wyczytać, iż ma miejsce: „nowy początek w międzynarodowej współpracy” i nastąpiło „historyczne porozumienie” w izapobieżenia zmianom klimatycznym. Chińskie MSZ zastrzegało jedynie, iż: „należy oddzielić odpowiedzialność krajów rozwiniętych i rozwijających się”, ponieważ te ostatnie włącznie z Chinami wyemitowały podczas całej ery przemysłowej dużo mniej CO2 niż, koncentrujący w swym ręku gros przemysłu, Zachód[6].

Takie stanowisko wręcz zachwyciło aktywistów organizacji ekologicznych, klimatologów oraz wszystkich politycznych przywódców zaangażowanych w walkę z ocieplaniem się klimatu. Chodziło przecież o kraj, który w 2006 r. objął prowadzenie w rankingu państw najwięcej emitujących dwutlenku węgla do atmosfery ziemskiej i z każdym rokiem umacniał swoją pozycję na czele stawki. W efekcie Chiny w 2022 r. odpowiadały już za prawie 33 proc. światowej emisji CO2, zostawiając za sobą daleko w tyle, zajmujące drugie miejsce Stany Zjednoczone z 12,5 proc. emisji[7]. A przecież zaledwie 16 lat wcześniej oba szły łeb w łeb.

Aby ów drobiazg został dostrzeżony, musiało upłynąć kilka lat. Nieco Pekinowi pomógł w tym prezydent Donald Trump. Oskarżył on Państwo Środka, iż w oszukańczy sposób czerpie korzyści z porozumienia paryskiego, gdy tymczasem Stany Zjednoczone będą musiały w ciągu dekady zredukować emisję gazów cieplarnianych o ponad 25 proc., uderzając w swój wzrost gospodarczy. Dlatego z początkiem czerwca 2017 r. ogłosił wypowiedzenie przez USA uzgodnionego traktatu[8].

„Wycofanie się Trumpa z porozumienia klimatycznego dało Chinom szansę na wypromowanie się jako odpowiedzialnego obrońcy międzynarodowego paktu w sprawie zmian klimatycznych” – ostrzegał czytelników „The New York Times” 2 czerwca 2017 r.[9]

„Dlaczego tak niezwykły bohater jak Chiny może zostać liderem świata w walce ze zmianami klimatycznymi?” – pytał tygodnik „Time”.

Zaś w udzielanej na to pytanie odpowiedzi podkreślał: „W zeszłym roku Chiny były największym na świecie inwestorem w energię odnawialną – z kwotą 32 miliardów dolarów – i zatrudniają 40 proc. światowej siły roboczej w tym sektorze. Wkrótce będzie tam największa na świecie farma fotowoltaiczna w prowincji Qinghai i największa farma wiatrowa w Gansu. Pięć z sześciu największych na świecie firm produkujących energię słoneczną pochodzi z Chin, gdzie koszt paneli słonecznych spadł w tym roku o 30 proc.”[10].

Wszystko, co opisywano, było zgodne z prawdą, ale nie zmieniało faktu, iż jeśli chodzi o diagnozowanie rzeczywistości, to rację miał Trump.

 

Słowa i fakty

Nadzieje na to, że Chiny wezmą na siebie część kosztów walki z globalnym ociepleniem, swe apogeum osiągnęły 21 września 2020 r. Tego dnia do Zgromadzenia Ogólnego ONZ przez łącze wideo przemówienie wygłosił prezydent Xi Jinping. Zadeklarował w nim, że jego kraj zamierza dążyć do osiągnięcia poziomu maksymalnej emisji CO2 w 2030 r. Po czym w 2060 r. chińska gospodarka będzie się mogła szczycić neutralnością na polu ekspediowania dwutlenku węgla do ziemskiej atmosfery[11].

Przy tej okazji upubliczniono dwa dokumenty. „Working Guidance for Carbon Dioxide Peaking and Carbon Neutrality in Full and Faithful Implementation of the New Development Philosophy”[12] oraz „The Action Plan for Reaching Carbon Dioxide Peak Before 2030”[13]. W obu przedstawiono ogólne założenia planu działań, służących realizacji tego, co obiecał Xi. Tyle tylko, że nie deklarowano w nich konkretnych wielkości redukcji emisji CO2, lecz jedynie w stosunku do osiąganego PKB. Nic też nie wspomniano o górnym pułapie.

Przez następne lata świat przecierał coraz bardziej oczy ze zdumienia, ile to nowych elektrowni węglowych zamierzają zbudować Chiny. Obecnie działających jest 1118 (w Polsce 44 a w Niemczech 63)[14]. Ich liczba ulegnie jednak radykalnemu zwiększeniu, ponieważ budowane są nowe o łącznej moczy 243 GW. Acz nadal to tylko cześć planu. Wliczając niezatwierdzone jeszcze pozwolenia otrzymujemy w sumie setki nowych elektrowni węglowych o łącznej mocy aż 393 GW[15]. Jest to więcej niż moce wszystkich razem wziętych elektrowni niemieckich zasilanych paliwami kopalnymi, jak i odnawialnymi źródłami energii (w lipcu 2023 r. ich zsumowana moc wynosiła 234 GW)[16]. Trudno o bardziej obrazowe porównanie, jak gigantyczny jest to program.

Przy czym już dziś Chiny emitują prawie 12,5 miliardów ton dwutlenku węgla rocznie, zostawiając daleko w tyle resztę świata[17]. I dzieje się tak jeszcze przed wybudowaniem wspomnianych elektrowni, gdy tymczasem większość krajów Unii Europejskiej drastycznie obniżyła własne emisje dwutlenku węgla. Uczyniły to również Stany Zjednoczone, pomimo tego, że prezydent Trump ogłosił zaprzestanie dyskryminowania paliw kopalnych, a administracja Jo Bidena de facto nie odeszła od tego założenia. Od 2007 r. emisja CO2 w Stanach Zjednoczonych spada i obecnie znajduje się już na poziomie tej z 1990 r.[18].

Paradoksalnie Xi Jinping w swym przemówieniu na forum ONZ niekoniecznie kłamał. Wiele wskazuje na to, że Chiny zamierzają do 2030 wywindować tak wysoko swoją emisję dwutlenku węgla, iż po osiągnięciu gigantycznych rozmiarów, już nie będzie konieczności jej zwiększania.

Przy czym celem Pekinu nie jest podgrzanie naszej planety (całość prowadzonej polityki dowodzi, iż komunistycznych władz zwyczajnie nie obchodzi kwestia globalnego ocieplenia), ale pozyskiwanie jak najtańszej energii elektrycznej. Jej cenę da się utrzymywać na bardzo niskim poziomie, jeśli posiada się własne zasoby węgla i zupełnie ignoruje problemy ochronny środowiska naturalnego oraz walkę ze zmianami klimatu.

W grudniu 2022 r. gospodarstwa domowe w Chinach płaciły 0,075 dolara amerykańskiego za 1 kWh prądu, a przedsiębiorstwa 0,087 dolara[19]. Dla porównania w tym samy miesiącu w Polsce prąd dla indywidualnych odbiorców był dwa razy droższy (0,189 USD za 1 kWh), a dla firm prawie pięć razy droższy (0,391 za  1kWh)[20]. Choć i tak nasza gospodarka nie miała się aż tak źle jak niemiecka. Tu różnica cen prądu prezentuje się miażdżąco. Indywidualni odbiorcy płacili w Niemczech 8 razy więcej (0,606 USD za 1 kWh), a firmy 11 razy więcej (0,897 USD  za 1 kWh) niż w Chinach![21]

Tę różnicę w cenie Pekin zamierza jeszcze zwiększyć, bez kłopotania się rosnącą emisją CO2, bo tania energia elektryczna jest najlepszym kołem zamachowym planowanej od dawna ekspansji.

 

Przygotowania do łowów

Patrząc na ostatnie kilkanaście lat chińskich działań związanych z prowadzoną przez Zachód transformacją energetyczną, można dostrzec, jak dobrze w Pekinie się do niej przygotowano. Bezbłędnie typując te obszary, które obecnie okazują się kluczowe, ponieważ gwarantują czerpanie z niej największych zysków.

Na początek, obok dbałości o dostęp do taniego prądu, kosztem nieograniczonego wzrostu emisji gazów cieplarnianych, jednocześnie dokonano próby monopolizacji zasobów metali ziem rzadkich.

W sumie 17 trudnodostępnych pierwiastków m.in.: neodym, gadolin, terb, dysproz, erb okazuje się niezbędnych do budowy nowoczesnych silników elektrycznych, baterii, paneli fotowoltaicznych, turbin wiatrowych, laserów, etc. Ich złożami chiński władze zainteresowały się już w latach 90., robiąc wszystko, aby przejąć kontrolę nad rodzącym się rynkiem nowych surowców. Udało się to dość łatwo, ponieważ reszta świata przegapiła start w wyścigu. Gdy Pekin przystępował do porozumienia paryskiego, jednocześnie kontrolował 90 proc. światowego eksportu metali ziem rzadkich.

„Pozycja monopolisty pozwoliła Chinom decydować o cenach ziem rzadkich. Ograniczenie eksportu w latach 2009–2010 skutkowało kilkakrotnym wzrostem cen metali ziem rzadkich” – podkreślają w analizie pt. „Strategiczne znaczenie metali ziem rzadkich” Daria Wiejaczka i Witold Wilczyński[22].

Dopiero po 2010 r. Zachód zorientował się, że jeśli Chiny zachowają monopol na strategiczne metale, wówczas bezwzględnie wykorzystają ten fakt, narzucając swe warunki gry wszystkim krajom wcielającym w życie „zieloną transformację”. W panicznym pośpiechu zaczęto więc szukać nowych złóż. Jednak na efekty tego, a także rozpoczęcie ich eksploatacji będzie trzeba poczekać. Jak na razie w roku 2022 w Chinach wydobyto 210 tys. ton metali ziem rzadki. Drugie w rankingu Stany Zjednoczone mogą się pochwalić wydobyciem na poziomie 43 tys. ton[23]. W tym wyścigu Europa nie bierze prawie udziału, sprowadzając się do roli hojnego konsumenta. Wedle raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego opublikowanego pod koniec sierpnia 2023 r. z Chin pochodzi aż 98 proc. metali ziem rzadkich importowanych przez Unię Europejską[24].

Dużo lepiej przedstawia się kwestia litu, pierwiastka niezbędnego do budowy baterii litowo-jonowych. Za sprawą lokalizacji największych złóż Chiny w rankingu jego wydobycia zajmują dopiero trzecie miejsce za Australią (wydobycie 61 tys. ton) i Chile (39 tys. ton) z 19 tys. ton pozyskiwanych rocznie[25]. Jednak Pekin ciągle prowadzi ekspansję mającą na celu umocnienie pozycji na rynku surowców niezbędnych do przeprowadzenia transformacji energetycznej.

Od kiedy w 2013 r. prezydent Xi Jinping ogłosił projekt „Jednego Pass i Jednej Drogi” (One Belt, One Road, OBOR) nazwanego potocznie nowym Jedwabnym Szlakiem, chińskie firmy sukcesywnie podejmują próby przejmowania największych złóż metali ziem rzadkich oraz litu i kobaltu w Afryce. Bardzo pomocnym narzędziem w tym są projekty infrastrukturalne oraz to, że chińskie banki stały się kluczowymi wierzycielami dla ok. 20 afrykańskich państw[26]. Za pomocą swych zasobów finansowych Państwo Środka minimalizuje opór lokalnych władz. Gdy pod koniec sierpnia 2023 r. rząd Nigerii wyprosił z kraju chińską firmę wydobywczą Ruitai Mining Company z powodu budowy kopalń metali bez posiadania koncesji, wzbudziło to szeroki rozgłos. Wcześniej tak zdecydowane rekcje ze strony krajów afrykańskich po prostu się nie zdarzały[27].

Do jednego monopolu Chiny pragnęłyby dołożyć jeszcze kolejny. Mianowicie jak największą dominację na polu produkcji baterii litowo-jonowych. Dzięki stałemu wsparciu finansowemu państwa koncerny CATL, BYD oraz wiele pomniejszych rozwijały w ciągu ostatniej dekady ich produkcję, jednocześnie doskonaląc swe wyroby. Obecnie co drugą baterię litowo-jonową (ściślej mówiąc 56 proc.) do samochodu czy smartfonu dostarczają na rynek chińskie firmy[28] Jednocześnie prognozy mówią, iż Państwo Środka dysponuje narzędziami do ugruntowania swej przewagi i w 2027 r. aż 69 proc. światowej produkcji baterii dzierżyć będzie właśnie ono, niepodzielnie władając na tym rynku[29].

 

Polowanie na zysk już trwa

Zaledwie dziesięć lat temu Europa była pionierem w dziedzinie technologii pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych. Co jest już bardzo odległą przeszłością, choć na Starym Kontynencie dopiero teraz zaczyna to być zauważane. Chińskie inwestycje w tej dziedzinie opisywane przez tygodnik „Time” w roku 2017 po tej dacie jedynie przyśpieszyły. Wedle analizy ogłoszonej przez firmę badawczą BloombergNEF obecnie prawie połowa światowych wydatków na opracowanie nowych technologii związanych z transformacją energetyczną oraz ich wdrożenie, a następnie masowa produkcja przypada na Państwo Środka. W roku 2022 wydało ono 546 mld dolarów na inwestycje obejmujące energię słoneczną i wiatrową, pojazdy elektryczne i akumulatory. Wydatki wszystkich krajów Unii Europejskiej to 180 mld USD, zaś Stanów Zjednoczonych to 141 mld USD[30]. Jednak jeszcze ciekawszą informacją jest to, iż przede wszystkim właśnie Chiny czerpią z tych inwestycji zysk.

Koszt produkcji paneli fotowoltaicznych w Europie jest obecnie ponad dwukrotnie wyższy niż w Chinach. Decyduje o tym cena energii elektrycznej, dostęp do metali ziem rzadkich oraz zaawansowanie technologiczne. W efekcie do początku 2021 r. do końca 2022 ich import z Państwa Środka wzrósł o 112 proc. i przewiduje się, że będzie rósł o 37 proc. każdego roku[31]. Na efekty odczuwalne dla europejskich firm nie trzeba było długo czekać.

„SolarPower Europe, grupa handlowa reprezentująca tę branżę, napisała w poniedziałek do Komisji Europejskiej, że rosnące zapasy (paneli – przyp. aut) i «ostra konkurencja» ze strony chińskich producentów w celu zdobycia udziału w rynku w Europie spowodowały spadek ceny modułów fotowoltaicznych średnio o ponad jedną czwartą” – donosił 11 września „Financial Times”, dodając, że z powodu chińskiej ekspansji europejscy producenci stają na progu bankructwa. „UE próbowała już ograniczyć nieuczciwą konkurencję ze strony Chin, nakładając cła na chiński import w 2012 r., po tym, jak Pekin przyznał ogromne subsydia swojemu przemysłowi fotowoltaicznemu. Jednak Unia zniosła je w 2018 r., aby pobudzić instalacje energii odnawialnej” – tłumaczył dziennik. Przy okazji wspominając, iż dokładnie to samo dzieje się w branży baterii litowo-jonowych oraz turbin wiatrowych[32].

Faktycznie Państwu Środka przestała już wystarczać rola dostawcy surowców i części do produkowanych w Europie wiatraków. Wpycha się więc na rynek unijny jako oferent całościowych wyrobów oraz budowniczy farm wiatrowych, skutecznie wypierając z niego miejscowych producentów[33].

Acz i tak nie powoduje to równie wielkiego szoku, co ekspansja w branży aut elektrycznych. Ostatnie dwa lata to kolejne ciosy, jakie Chińczycy zadali niemieckiemu przemysłowi motoryzacyjnemu. Tylko jeden koncern BYD w 2022 r. sprzedał na całym świecie 911 410 aut elektrycznych, zaś cała grupa Volkswagena (Volkswagen, Audi, Porsche, Škoda, SEAT i inne) tylko 572 100. Na dokładkę po wielu latach dominacji Niemcy są szybko wypierani z chińskiego rynku wewnętrznego, gdzie już niepodzielnie rządzą miejscowi producenci elektryków[34].

Nic dziwnego, że w tej sytuacji 14 września 2023 przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła, iż KE wszczyna dochodzenie antysubsydyjne w odniesieniu do chińskich koncernów motoryzacyjnych. „Światowe rynki są obecnie zalane tańszymi chińskimi samochodami elektrycznymi. A ich cena jest sztucznie zaniżona poprzez ogromne dotacje państwowe. To zniekształca nasz rynek” – mówiła pani komisarz[35]. Cały kłopot w tym, że Państwo Środka nabrało już rozpędu w polowaniu na zyski, a Unia dopiero myśli, jak zacząć się bronić.

Przy czym łowy te mogą okazać się jeszcze brutalniejsze, bo Pekin dba, żeby mieć jak najwięcej taniej energii. Planuje więc wybudowanie do 2030 r. co najmniej kilku dużych reaktorów jądrowych oraz całej sieci modułowych. Tak, aby łączna moc siłowni atomowych w Państwie Środka przekroczyła 120 GW, wyprzedając na tym polu Stany Zjednoczone oraz Francję[36]. Połączenie ich w jeden system z elektrowniami węglowymi oraz z intensywnie rozbudowanymi na olbrzymich pustkowiach fermami wiatrowymi i tanią fotowoltaiką daje szanse na to, że prąd dla przemysłu za Wielkim Murem będzie jeszcze tańszy.

Natomiast w Europie, wraz z wdrażaniem założeń programu Fit For 55, a zwłaszcza w Niemczech po wygaszeniu reaktorów jądrowych i odcięciu od paliw z Rosji, może tylko zdrożeć. Ciężko więc się dziwić, gdy Pekin z trudno skrywanym entuzjazmem podchodzi do unijnych planów „zielonej transformacji”, skoro dają one chińskiemu kotu szansę na tak udane łowy.

 

 

Przypisy:

[1] https://www.researchgate.net/figure/Chinas-GDP-scale-and-growth-rate-from-1978-to-2018_fig1_340588303

[2] Lee Kai-Fu, Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa. Chiny, USA i przyszłość świata, wydawnictwo: Media Rodzina 2019.

[3] Guy Sorman, Rok Koguta. O Chinach, rewolucji I demokracji, Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2006

[4] https://phys.org/news/2019-05-huawei-key-beneficiary-china-subsidies.html

[5] https://www.bankier.pl/wiadomosc/PKB-CHIN-W-2022-r-8473266.html

[6] https://www.cire.pl/artykuly/serwis-informacyjny-cire-24/107758-chiny-porozumienie-paryskie-nowym-poczatkiem-miedzynarodowej-wspolpracy

[7] https://edgar.jrc.ec.europa.eu/report_2022

[8]https://www.pism.pl/publikacje/Komentarz_PISM__Stany_Zjednoczone_zapowiadaj__wyj_cie_z_porozumienia_klimatycznego

[9]https://www.nytimes.com/2017/06/02/world/asia/chinas-role-in-climate-change-and-possibly-in-fighting-it.html

[10] https://time.com/4800747/china-climate-change-paris-agreement-trump/

[11] https://forsal.pl/swiat/chiny/artykuly/7830424,onz-chiny-neutralnosc-emisja-co2-do-2060-roku-xi-jinping.html

[12] 【Working Guidance for Carbon Dioxide Peaking and Carbon Neutrality in Full and Faithful Implementation of the New Development Philosophy】-National Development and Reform Commission (NDRC) People’s Republic of China

[13] Understanding China’s Action Plan to Reach Peak Carbon Emissions (china-briefing.com)

[14] https://www.statista.com/statistics/859266/number-of-coal-power-plants-by-country/

[15] https://energyandcleanair.org/publication/chinas-new-coal-power-spree-continues-as-more-provinces-jump-on-the-bandwagon/

[16]https://www.bundesnetzagentur.de/EN/Areas/Energy/SecurityOfSupply/GeneratingCapacity/PowerPlantList/start.html

[17]https://tradingeconomics.com/china/co2-emissions

[18] https://fairbank.fas.harvard.edu/research/blog/how-china-is-winning-the-race-for-clean-energy-technology%EF%BF%BC/

[19] https://www.globalpetrolprices.com/China/electricity_prices/

[20] https://www.globalpetrolprices.com/Poland/electricity_prices/

[21] https://www.globalpetrolprices.com/Germany/electricity_prices/

[22] Daria Wiejaczka i Witold Wilczyński, Strategiczne znaczenie metali ziem rzadkich, Przegląd Geopolityczny tom 36, 2021 r.

[23] https://investingnews.com/daily/resource-investing/critical-metals-investing/rare-earth-investing/rare-earth-metal-production/

[24] https://pie.net.pl/98-proc-zapotrzebowania-unii-europejskiej-na-metale-ziem-rzadkich-zaspokajaja-chiny/

[25] https://www.statista.com/statistics/268789/countries-with-the-largest-production-output-of-lithium/

[26] https://www.orfonline.org/expert-speak/chinas-scramble-for-africas-rare-earth-elements/

[27] https://economictimes.indiatimes.com/topic/chinas-predatory-practices

[28] https://finance.yahoo.com/news/lithium-battery-production-country-top-183050554.html?guccounter=1&guce_referrer=aHR0cHM6Ly93d3cuZ29vZ2xlLmNvbS8&guce_referrer_sig=AQAAAFHovlFOuklDj3brGBx_d7NecqLqBtbD8VlLdn14x3pI3BxxjjSqX4YRv-FJks9lLv1bGdzN6Rs0rHafOPx9Qbac8A8ljp-AA3qoG6_MC6TVFxu0TB66QQhkRJAurrWMUBrXnAzD8dab5KWXrlFLvcbR9jwEC6hu4YGfibR3nYRF

[29] https://www.visualcapitalist.com/chinas-dominance-in-battery-manufacturing/

[30] https://www.scientificamerican.com/article/china-invests-546-billion-in-clean-energy-far-surpassing-the-u-s/

[31]

[32] https://www.ft.com/content/8885e301-0956-44f1-bb5c-9141d0c7be9c

[33] https://windeurope.org/newsroom/press-releases/nzia-act-now-or-europes-wind-turbines-will-be-made-in-china/

[34] https://www.ev-volumes.com/

[35] https://www.euronews.com/my-europe/2023/09/14/everything-we-know-about-the-eu-inquiry-into-chinese-electric-cars

[36]https://www.china-briefing.com/news/earth-day-2022-whats-the-state-of-chinas-energy-transition/

 

Inne wpisy tego autora

Wystrychnięci na CPK

To, w jaki sposób rządzący de facto zakomunikowali o odłożeniu budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego ad Kalendas Graecas świadczy, iż mają wyborców za kretynów. Czym ryzykują,

Niemcy potrafią grać w zielone

Polski przemysł ma się słabo, za to niemiecki otrzyma kilkadziesiąt miliardów euro dotacji. Aplikowanych tak, żeby żadna z unijnych instytucji, stojących na straży uczciwej konkurencji,

Trudne dni dla Niemiec

„Dni Niemiec jako superpotęgi przemysłowej dobiegają końca” – twierdzi „Bloomberg”. Amerykańska agencja informacyjna może mieć rację, a to rodzi pytanie, co dalej z niemiecką demokracją?