Globalny, a nie indyjski

Doceniasz tę treść?

Cykl: Azja w przebudowie

 

Ocean Indyjski, przez ostatnie stulecia poboczny akwen historii, wraca do łask. Chińczycy zamierzają go wykorzystać do ominięcia ewentualnej blokady Pacyfiku i cieśnin indonezyjskich przez Stany Zjednoczone. Amerykanie i ich sojusznicy  reagują zaś militaryzacją tych wód. Napięcie spływa z Pacyfiku na Ocean Indyjski i scala się na nim w wielką przestrzeń strategicznego ryzyka – Indo-Pacyfik, największy obszar rywalizacji politycznej w dziejach świata, dokładnie 721 razy większy od powierzchni Polski.

 

Lepsze i gorsze stulecia

W przeszłości Ocean Indyjski miał swoje lepsze i gorsze okresy. W średniowieczu biegł tędy opanowany przez żeglarzy arabskich pierwszy etap szlaku korzennego, którym do Europy trafiały egzotyczne przyprawy: goździki, pieprz, gałka muszkatołowa, cynamon. Płynęły z Indii, głównie Kalikatu na wybrzeżu malabarskim, szlakiem przybrzeżnym do Morza Czerwonego – Dżeddy i portów egipskich. Dalej karawany przewoziły drogocenne towary do Aleksandrii, skąd zabierały je statki weneckie do Europy. Bogactwo i potęga w Wenecji była właśnie owocem tego handlu.

W pierwszej połowie XV w. ocean penetrowała także flota wielkich chińskich dżonek admirała Zheng He. Był to fenomen swoich czasów. Flota liczyła ponad 300 okrętów, dla porównania obecnie marynarka chińska, jako największa na świecie, ma 340 jednostek. We flocie Zheng He były też kolosy 150-metrowe, to mniej więcej połowa długości dzisiejszych lotniskowców.  Ta morska potęga powstała niemal z niczego w stoczniach Nankinu na rozkaz cesarza Yongle. Po sześciu wielkich wyprawach została równie nagle zdekomponowana przez syna Yongle, cesarza Hongxi. Potem udało się zorganizować jeszcze jedną ekspedycję i w 1433 r. nastąpił definitywny koniec.

Źródło: chinytolubie.pl

 

Admirał Zheng He dotarł do wschodniej Afryki, Indii, Zatoki Perskiej, Morza Czerwonego, Cejlonu, Sumatry, Jawy. Przecinał zatem szlak korzenny i bez kłopotów mógł przejąć ten handel, potencjalna konkurencja bowiem nie dorastała mu nawet do pięt. Nie zrobił tego, bowiem chińska wielka flota nie służyła ani podbojom, ani wymianie handlowej, a jedynie demonstracji potęgi Chin i wymuszaniu hołdu dla cesarza od lokalnych władców. Trudno zaiste o większe marnotrawstwo.

Chiny miały szansę uczynienia z Oceanu Indyjskiego głównej arterii globalnego handlu, ale nie podjęły rękawicy. Zrobili to za nich w XVI w. Portugalczycy na swoich maleńkich, w porównaniu z wielkimi dżonkami, karakach i galeonach. Największe galeony miały długość ledwie jednej trzeciej wielkich dżonek. Portugalczykom nie chodziło o bezwartościowe hołdy, ale o realny biznes. Podbili wszystko na wybrzeżach oceanu, co miało wartość z punktu widzenia handlu lub obsługi wypraw morskich; założyli sieć faktorii i fortów od Lizbony w Europie do Makau w Chinach. Zniszczyli arabskich konkurentów i całkowicie zmonopolizowali rynek korzenny. To Portugalczycy byli ojcami handlu globalnego, a jego epicentrum stał się właśnie Ocean Indyjski. Dopiero w XIX. w rolę tę przejął na dobre Atlantyk, a całkiem niedawno – Pacyfik.

 

Przejść przez wąskie gardło

Uwaga wielkich graczy skupiła się na Oceanie Indyjskim głównie z powodu jego walorów strategicznych, ale ważną rolę gra także potencjał ekonomiczny. Państwa położone nad oceanem wytwarzają 12 proc. światowego PKB,  zamieszkuje je 2,6 miliarda ludzi.[1] Kluczowe są jednak szlaki wodne, a ściślej ich przewężenia. Przez wody oceanu płynie gros światowych dostaw ropy naftowej, z tego przez cieśninę Ormuz oddzielającą Zatokę Perską od oceanu – trzy czwarte całego światowego handlu ropą. Inny kluczowy punkt na mapie oceanu to cieśnina Bab al-Mandab oddzielająca Półwysep Arabski od Afryki, czyli wejście z oceanu na Morze Czerwone i dalej Kanał Sueski. Trzeci strategiczny punkt to Cieśnina Malaka pomiędzy Półwyspem Malajskim a Sumatrą, tędy płynie jedna piąta całego światowego handlu. Mniejsze znaczenie mają dwie inne, niejako rezerwowe, cieśniny indonezyjskie: Sundajska i Lombok.

Nic zatem dziwnego, że mocarstwa morskie dbają, by nikt nie próbował blokować tych morskich przewężeń. Wielka Brytania regularnie patroluje ocean, często wspólnie z okrętami francuskimi bazującymi na wyspach Reunion i Majocie. W 2020 r. Amerykanie ogłosili, że odtworzą pierwszą flotę, która będzie operowała na Oceanie Indyjskim z bazą główną w Australii lub Singapurze. Została ona rozwiązana pół wieku temu. Wagę tego akwenu pokazuje przykład niewielkiego Dżibuti położonego po afrykańskiej stronie cieśniny Bab al-Mandar, gdzie stałe bazy morskie mają naraz: Francja, Stany Zjednoczone, Japonia i Chiny.

Tylko w tym roku wody Oceanu Indyjskiego patrolowały floty: Stanów Zjednoczonych, Australii, Wielkiej Brytanii, Indii, Japonii, Singapuru. Nie śpi także strategiczna konkurencja, w marcu Chiny, Rosja i Iran urządziły swoje wspólne manewry na tych wodach.

 

Ominąć krępujący łańcuch na Pacyfiku

Strategia Stanów Zjednoczonych zakłada kontrolowanie Pacyfiku jako potencjalnego traktu do ataku na terytorium amerykańskie. Począwszy od drugiej wojny światowej, funkcjonują tu dwie linie obrony – pierwszy i drugi łańcuch wysp. Pierwszy ciągnie się od Japonii do Filipin, drugi od Aleutów do Marianów. Bariera ta skutecznie zamyka Chinom wyjście z Morza Wschodniochińskiego i Morza Południowochińskiego na otwarty ocean.

Wyjściem z tej pułapki jest chińska koncepcja „łańcucha pereł” na Oceanie Indyjskim. Celem jest zbudowanie systemu hubów morskich wzdłuż północnych wybrzeży oceanu łączących funkcje handlowe z militarnymi, omijając w ten sposób cieśniny indonezyjskie, które Amerykanie mogą bez trudu zablokować w czasie konfliktu i gospodarczo „zagłodzić” Chiny. [2] Plan jest prosty – szlaki lądowe (drogi, rurociągi, koleje) łączą Chiny z Pakistanem i Birmą, odpowiednio: portami Gwadar i Chittagong, umożliwiając tranzyt towarów w obie strony z pominięciem cieśnin Malaka, Sundajskiej i Lombok. Bezpieczeństwo tranzytu morskiego zapewnia flota i bazy morskie na Oceanie Indyjskim z dala od pacyficznej bariery USA, czyli pierwszego i drugiego łańcucha wysp.

Drugi powód zainteresowania Pekinu Oceanem Indyjskim to rosnąca chińska obecność w Afryce. Chiny mają już udziały w różnej formie w ponad 50 portach Afryki Subsaharyjskiej, w tym po jej atlantyckiej stronie, na przykład w Gwinei Równikowej. [3] To strategiczna nowość, gdyż do niedawna Atlantyk był niemal amerykańskim morzem wewnętrznym. Import surowców afrykańskich do Chin wymaga zabezpieczenia szlaków ich transportu, a biegną one właśnie przez Ocean Indyjski. Ochrona interesów zamorskich została nawet oficjalnie uznana za jedno z głównych zadań chińskiej marynarki wojennej.

O ile chińskie huby handlowe na Oceanie Indyjskim już istnieją i powstaną kolejne, z bazami wojskowymi sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana z powodu kontrakcji USA i innych mocarstw zachodnich oraz niechęci rządów państw oceanu do aż tak ścisłego wiązania się z jedną ze stron strategicznej rozgrywki. Dotychczas Chiny posiadają tylko jedną w Dżibuti, ale przymierzają się do uruchomienia kolejnych w: Kambodży, Indonezji, Singapurze, Seszelach, Sri Lance Malediwach, Tanzanii, Kenii, Birmie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich.[4] Jako preludium baz, Chiny umieściły już wojskowe instalacje radarowe i podsłuchowe na Sri Lance i birmańskich wyspach Coco. Właściwie tylko Birma i Pakistan wyrażają otwarcie chęć współpracy na tym polu, inne kraje przyjęły postawę wyczekującą. Małe państwa regionu obawiają się wykorzystania przez mocarstwa do celów militarnych, bez liczenia się z ich interesami. [5]

Dobrym przykładem tej strategicznej wstrzemięźliwości są Malediwy. Kiedy wydawało się, że porozumienie z Chinami w sprawie bazy wojskowej jest blisko, nastąpiła zmiana rządów w 2018 r. Nowa władza zaciągnęła strategiczny hamulec i  zapoczątkowała politykę India first. Nie rywalizacja strategiczna mocarstw bowiem, ale zmiany klimatu są głównym przedmiotem troski klasy politycznej Malediwów. Kraj ten znalazł się na liście pięciu państw azjatyckich najbardziej zagrożonych zmianami. [6] W dodatku, w przeciwieństwie do pozostałych, spodziewane podniesienie poziomu oceanu wskutek globalnego ocieplenia może w realnej przyszłości całkowicie zatopić to państwo. Nic dziwnego, że Malediwy szukają raczej protekcji tego, kto może im pomóc w tak tragicznej sytuacji, a nie partnera do rozgrywek strategicznych, a tu najlepszą opcją pozostają właśnie Indie i Australia gotowe w razie konieczności przyjąć ludność tego państwa, by ją ocalić z potopu.

 

Pakt Anglosasów

Kiedy w 2014 r. pełnomorska flota chińska pojawiła się po raz pierwszy w południowej części oceanu w poszukiwaniu szczątków zaginionego samolotu Malaysian Airlines numer 370 w Canberrze oraz Waszyngtonie i Londynie zabrzmiały dzwonki alarmowe. Takie zdolności Chińczyków wymagały pilnej odpowiedzi. Było nią uaktywnienie flot Stanów Zjednoczonych, Australii i Wielkiej Brytanii, które obecnie regularnie patrolują ocean.

Szczątki zaginionego samolotu Malaysian Airlines numer 370 z wyspy Reunion

 

Bardziej zaawansowaną i długofalową reakcją na chińską asertywność stało się jednak powołanie grupy AUKUS łączącej Australię, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Nie jest to pakt wojskowy w ścisłym rozumieniu, lecz porozumienie o współpracy militarnej oparte na produkcji i wykorzystaniu okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym wyposażonych w broń konwencjonalną. Wartość całego przedsięwzięcia jest szacowana na 180–245 miliardów dolarów. To największa w skali rozłożona na dziesięciolecia inwestycja obronna nie tylko w regionie Oceanu Indyjskiego, ale w całym Indo-Pacyfiku.

Stany Zjednoczone i Wielka Brytania podzielą się z Australią technologią budowy i know-how użytkowania takich jednostek. Będą one budowane w stoczni w Adelaide. W efekcie flota australijska będzie w stanie patrolować obszary Oceanu Indyjskiego i – co jeszcze ważniejsze – cieśnin Malaka, Sundajskiej i Lombok łączących go z Pacyfikiem. Dotychczas takimi możliwościami mogła się pochwalić tylko flota Stanów Zjednoczonych. Zasięg obecnych australijskich okrętów podwodnych to ledwie 150 kilometrów od lądu. Nowa flota nuklearna zmieni sytuację, da rządowi w Canberrze i jego aliantom zdolności do eskalacji, czyli szybkiej reakcji na zjawiska kryzysowe na ogromnych odległościach. [7] Australia stanie się strażnikiem oceanu.

AUKUS to postawienie kropki nad przysłowiowym „i”, jeśli chodzi o budowanie nowych zdolności sił zbrojnych USA i brytyjskich na obszarze Indo-Pacyfiku. Ameryka intensywnie inwestuje w magazyny paliw i amunicji, rozbudowuje lotniska na zachodzie (okolice Perth) i północy Australii (Okolice Darwin). Wobec jakościowego i ilościowego rozwoju zdolności rakietowych Chin, które zagrażają już nawet Guam, głównej bazie USA na Pacyfiku, Australia jawi się w strategii USA najbezpieczniejszym miejscem stacjonowania sił strategicznych (lotnictwa i marynarki wojennej) na teatrze potencjalnej wojny położonym poza zasięgiem chińskich zdolności rażenia. W ten sposób tzw. pierwszy łańcuch wysp, czyli system obronny ciągnący się od po Filipiny zostanie przedłużony dalej na południe z wyjściem na Ocean Indyjski. Koncept australijski, w tym  AUKUS to w strategii USA na Indo-Pacyfiku jeden z czterech kamieni milowych bezpieczeństwa, obok sprzedaży Japonii setek rakiet manewrujących, wzmocnienia sił na Okinawie i utworzenia czterech nowych baz wojskowych na Filipinach.[8]

 

Teren łowny mocarstw

Ocean Indyjski wrócił do wielkiej polityki międzynarodowej i pozostanie tam przez przyszłe dekady. Nie jest to dobra wiadomość dla ponad dwóch i pół miliarda ludzi zamieszkujących jego wybrzeża. Idylliczne i spokojne niegdyś turystyczne raje jak Malediwy czy Seszele okazują się być kluczowymi punktami na mapie globalnego bezpieczeństwa, stając przed trudnymi wyborami strategicznymi.

W przeciwieństwie do Azji Wschodniej nie ma tu silnych, suwerennych graczy uprawiających politykę w duchu regionalnej równowagi sił. Poza Indiami oczywiście, które prowadzą niezależną politykę gospodarczą i militarną. Na Oceanie Indyjskim karty rozdają mocarstwa i tylko od nich zależą dalsze losy tej części świata, wszystkie inne państwa lokują się tu raczej na stole niż przy stole chińsko-amerykańskiej rozgrywki.

 

Przypisy:

[1] Putting the Indo into Indo-Pacific, The Economist April 15,2023.

[2] Warida Rashid, String of Pearls – China’s Emerging Strategic Culture. Strategic Foresight for Asia, 5th December 2020. 

[3] Is China Building a New String of Pearls in the Atlantic Ocean? The Centre for Strategic Studies, December 21, 2021.

[4] Base instincts, The Economist, May 7th, 2022

[5] Frederic Grape, Jean-Loup Samaan, The Indian Ocean as a New Political and Security  Region. Carnegie Endowment for International Peace, March 5, 2022.

[6] Inne to Indie, Bhutan, Nepal i Sri Lanka, za: James Brown, Enhancing Australia’s engagement with the Indian Ocean Region. Perth USAsian Centre, 9 November 2022. 

[7] Por. Darshama M. Baruch, Nitya Labh, Jessica Greely, Mapping the Indian Ocean Region. Carnegie Endowment for International Peace, June 15, 2023.

[8] Great AUKUS, The Economist, March 18th, 2023.

Inne wpisy tego autora

Posłuchaj Ukraino nauk z Wietnamu

Amerykanie mają talent i rozmach w robieniu biznesu, kiedy jednak chodzi o generujące gargantuiczne koszty interwencje zagraniczne, wykazują się beztroską; przez lata hojnie łożą na

Wyspa piękna, jak… wojna

Wybory Tajwanu To nie Ukraina, ale Tajwan jest miejscem, gdzie mogłaby wybuchnąć trzecia wojna światowa, gdyby sprawy poszły źle. Dlatego każde znaczące wydarzenie polityczne na

Faszystowska orda, czyli czym jest Rosja

Badacze i komentatorzy nie mogą uzgodnić, czym właściwie jest dzisiejsza Rosja, jaki panuje w niej ustój, jaki system władzy. Tymczasem od dobrego opisu rosyjskiego systemu