Pacyficzny trójkąt nadziei

Doceniasz tę treść?

Azja w przebudowie

 

Japonia, Korea Południowa i Tajwan to ostoje wolności i oazy dobrobytu Azji Wschodniej. Zagrożenie ze strony komunistycznych Chin czyni je naturalnymi sojusznikami, także Waszyngton z całej mocy wpycha te kraje sobie nawzajem w ramiona. Daleko im jednak do sojuszu, choć mają tak podobne systemy polityczne. Na jego drodze leżą niezabliźnione rany z przeszłości. Od tego, czy uda się je bezkolizyjnie usunąć, zależy przyszłość Azji.

 

Wszystkie trzy kraje mają polityczne systemy przedstawicielskie, wolne media, społeczeństwo obywatelskie. Ich gwarantem bezpieczeństwa są Stany Zjednoczone, ale każdego z osobna. Japonia i Korea są związane dwustronnymi sojuszami obronnymi z USA, a Tajwan objęty jednostronną amerykańską gwarancją bezpieczeństwa. Gdyby tworzyły sojusz obronny na wzór NATO, w Azji Wschodniej powstałaby potęga tworząca skuteczną przeciwwagę wobec Chin. Jak się wydaje, taki właśnie jest długofalowy cel Stanów Zjednoczonych, ale droga do niego jest długa i wyboista.

Iskierką nadziei był sierpniowy szczyt USA, Japonii i Korei w Camp David, który miał zapoczątkować intensywną współpracy obronną całej trójki[1]. Tajwan formalnie nie uczestniczy w tych wysiłkach, bowiem w myśl prawa międzynarodowego nie jest suwerennym państwem, a USA, Korea i Japonia nie uznają rządu w Tajpej za władze całych Chin. Niemniej, Tajwan także jest objęty scalającymi działaniami, choć w specyficznej formule poza-państwowej.

Szczyt w Camp David nie zawiązał sojuszu, ale dał silny impuls do pogłębionej współpracy i jest znaczącym ruchem strategicznym. Przywódcy trzech państw zapowiedzieli nową erę relacji trójstronnych, a z konkretów warte odnotowania jest utworzenie formuły stałych cyklicznych konsultacji, współpraca w zakresie bezpieczeństwa morskiego, w tym utworzenie wspólnych zasobów do jego ochrony: systemów detekcji rakiet, dzielenie się danymi wywiadowczymi, koordynacja militarna, wspólne ćwiczenia flot[2].

Trójkąt wyraźnie odróżnił się w wymiarze ideowym od Chin i innych autokracji Azji. Jak głosi końcowa deklaracja trójstronna, cel współpracy to „obrona wolnego i otwartego ładu międzynarodowego opartego na rządach prawa”[3].

Istotnym elementem trójkąta jest potencjał militarny jego uczestników. Japonia odeszła już na dobre od dawnego pacyfizmu i buduje siły zbrojne gotowe to stoczenia pełnoskalowego konfliktu zbrojnego. Ten zwrot zapoczątkował premier Shinzo Abe, deklarując koniec tzw. polityki 1 procenta (taki odsetek PKB Japonia wydawała przez dekady na obronę). 23 grudnia 2022 roku rząd w Tokio przyjął projekt budżetu obronnego na 2023 rok w wysokości 52 miliardów dolarów, czyli o 26 procent więcej niż rok wcześniej. To największy wzrost wydatków na zbrojenia rok do roku w powojennej historii kraju. Tokio chce osiągnąć poziom 2 procent PKB na obronę do 2027 roku. Jeśli zrealizuje ten plan, Japonia stanie się trzecim państwem świata po Stanach Zjednoczonych i Chinach pod względem nominalnych wydatków obronnych[4]. Celem jest zbudowanie zdolności do odparcia potencjalnego ataku na Wyspy Japońskie i uderzenie odwetowe w głąb terytorium przeciwnika[5].

Korea nie musi budować skutecznej armii, gdyż od dawna ją posiada. W 2022 roku wydała na zbrojenia 46,6 miliarda dolarów i ulokowała się pod tym względem na 9. miejscu na świecie[6]. Łączne budżety Japonii i Korei plus Tajwanu (19 miliardów dolarów w 2023 roku) to aż jedna trzecia wydatków Chin (292 mld dolarów)[7]. Choćby tylko to sumowanie pokazuje, jaką korzyść strategiczną uzyskałyby Stany Zjednoczone, gdyby zdołały stworzyć pod swoją egidą trwały, antychiński sojusz wschodnioazjatycki.

 

Demony przeszłości

To Japonia, a ściślej jej zbrodnie z przeszłości, są główną przeszkodą na drodze do zawiązania trwałego sojuszu demokracji w Azji Wschodniej. Brzemię to ciąży szczególnie ciężko na relacjach koreańsko-japońskich.

Do niedawna nawet wymiana danych wywiadowczych między Koreą a Japonią była bardzo problematyczna, tak mało oba kraje sobie ufały. Dodatkowo toczą one spór terytorialny. Tajwańczycy nie pozostają dłużni. Wprawdzie pomimo podobnej (choć dłuższej) okupacji, mają na ogół przychylny stosunek do Japonii, ale nie przeszkadza im to spierać się z nią o granice morskie. Jeśli chodzi o roszczenia terytorialne Tajwanu, pokrywają się one w pełni z roszczeniami Chin komunistycznych i obejmują także sporne z Japonią wysepki Diaoyu (Senkaku w Japonii). Spór ten nie przybrał jednak tak dramatycznego przebiegu, jak w przypadku napięć koreańsko-japońskich.

Korea od 1910 roku była japońską kolonią, wraz ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Najgorsze przyszło podczas rozpętanej przez Japonię w latach 30. ubiegłego wieku wojny na wschodzie. Brutalna eksploatacja kraju, wcielanie na siłę Koreańczyków do armii cesarskiej, a przede wszystkim mordy i zmuszanie tysięcy kobiet do niewolnictwa seksualnego ciąży na relacjach między tymi krajami. Ciąży, ponieważ – w przeciwieństwie do Niemiec – Japonia nie rozliczyła się w pełni ze swoich zbrodni wobec Korei ani żadnego innego państwa.

W Niemczech nie do pomyślenia byłoby muzeum gloryfikujące Wehrmacht, w którym zbrodnie niemieckie na innych nacjach ledwie zauważono i nazwano incydentami. Tymczasem w Tokio istnieje  muzeum wojska przy szintoistycznej świątyni Yasukuni. Zwiedzając je, trudno nie odnieść wrażenia, że gloryfikuje cesarską armię jako całość, także tę z czasów drugiej wojny światowej. W samej świątyni są pochowani – faktycznie lub symbolicznie – japońscy bohaterowie wojenni od czasów cesarza Meiji, w tym ci z drugiej wojny, włączając czternastu zbrodniarzy klasy „A”, innymi słowy – czternastu ludobójców.

Yasukuni nie jest jakimś zapomnianym przez Boga i ludzi zaułkiem. To jedna z centralnych świątyń cesarstwa, w której hołd zabitym składają ministrowie rządu i premierzy, by wspomnieć Junichito Koizumi i Shinzo Abe, co wywoływało protesty w Chinach i Korei. Politycznej pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w Yasukuni zostało pochowanych także 21 tysięcy Koreańczyków i 27 tysięcy Tajwańczyków wcielonych przymusowo do cesarskiej armii. Gdyby więc politycy Korei i Tajwanu  chcieli oddać hołd tym poległym za nie swoją sprawę, musieliby to uczynić w miejscu pochówku katów ich nacji. Japonia ani myśli usuwać morderców z Yasukuni, zadra w relacjach z Koreą zatem pozostanie.

Nieco lepiej ma się sprawa niewolnic seksualnych. W 2015 roku Korea i Japonia zawarły porozumienie w tej sprawie. Na jego mocy Tokio przeprosiło i wypłaciło niewielkie odszkodowania ofiarom, które jeszcze żyły. Na mocy innego porozumienia z 2023 r. rząd Korei zobowiązał się wziąć na siebie wypłatę odszkodowań ofiarom pracy przymusowej w administrowanych przez Japończyków firmach w Korei i samej Japonii. Przedsiębiorstwa japońskie mają zaś dobrowolnie łożyć na powołany w tym celu specjalny fundusz.

Te porozumienia łagodzą sytuację, ale problemem zasadniczym jest brak generalnego rozliczenia się Japończyków z własną przeszłością, narodowego rachunku sumienia, który znalazłby odbicie choćby w programach nauczania szkolnego, bowiem japońskie dzieci wiedzą wprawdzie, że ich pradziadowie przegrali wojnę, ale nie mają pojęcia, że służyli w zbrodniczej armii. Tego, jak się wydaje, oczekują Koreańczycy, ale raczej się nie doczekają.

Pozostają jeszcze problemy zanikłe już w Europie Zachodniej, choćby spór terytorialny. Konkretnie o grupę wysepek położonych między oboma krajami znanymi w Korei jako Dokdo, a w Japonii Taheshima. Spór terytorialny zachodzi na spór geograficzny, bowiem wody, na których leżą wysepki, Japończycy nazywają Morzem Japońskim, a Koreańczycy Morzem Wschodnim.

Historia i w mniejszym stopniu spory terytorialno-geograficzne to nie tylko ciekawostka historyczna. Powodują one wciąż tak silne napięcia w relacjach Japonii i Korei, że pielęgnowane przez Waszyngton porozumienie obu państw może się rozpaść[8].  Pojawiają się jednak nadzieje, że historia przestanie aż tak silnie oddziaływać na politykę.

Pojednanie, a nawet ewentualny para-sojusz z Japonią pod protekcją Stanów Zjednoczonych współgra z nową polityką zagraniczną Korei zainicjowaną przez prezydenta Yoon Suk-Yeol, który widzi swój kraj jako lidera wolności i praw człowieka w Azji oraz globalne państwo osiowe (piwotalne) rozpowszechniające wartości liberalne[9]. Ta polityka współgra z retoryką amerykańską. Korea wpisała się niejako do obozu demokracji w opozycji do obozu autokracji, jak obecny konflikt cywilizacyjny zarysował prezydent Joe Biden. Jak się okazuje zbliżenie z Japonią współgra także z nastrojami społecznymi. W badaniach sondażowych przeprowadzonych przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich w 2021 roku większość respondentów wskazała Chiny, a nie Japonię, jako kraj najmniej lubiany. Trend ten jest szczególnie silny wśród młodych, osoby powyżej 40. roku życia na ogół po staremu wskazują Japonię jako niemal zło wcielone[10].

 

Tajwan – czwarty człon sojuszu

Czwartym składnikiem wschodnioazjatyckiego sojuszu demokracji po USA, Japonii i Korei ma być Tajwan. Kiedy w grudniu 2021 roku prezydent Biden nie zaprosił na szczyt demokracji komunistycznych Chin, co oczywiste, a zaprosił Tajwan, to dał do zrozumienia, że w konflikcie Pekinu z tym krajem nie chodzi o spór terytorialny, ale o starcie systemów wartości.

Tajpej pasuje do takiej ligi jak ulał, podobnie, jak do potencjalnego sojuszu z Japonią i Koreą pod egidą Waszyngtonu. Na Tajwanie, w przeciwieństwie do Chin kontynentalnych i Korei, panowanie japońskie nie jest odbierane negatywnie. Nie ma tu podminowujących sojusz zaszłości historycznych. Owszem Japonia okupowała wyspę już od lat 70. XIX wieku, ale to pod jej rządami wkroczyła ona w nowoczesny świat, poznała szkoły, publiczną służbę zdrowia oraz bite drogi. Pod panowaniem japońskim wreszcie zaczęła kiełkować tajwańska odrębność. Współcześnie młodzież tajwańska dużo chętniej podróżuje do Japonii niż do komunistycznych Chin, uczy się języka japońskiego.

Coraz silniejsza jest separatystyczna tożsamość tajwańska i gotowość do jej obrony przed Chinami. Jak pokazują kolejne sondaże, mniej więcej od 2009 roku większość ludności wyspy określa się jako Tajwańczycy, nie Chińczycy albo wskazuje obie tożsamości jednocześnie. Tożsamość wyłącznie chińska jest w zaniku.

Dla przykładu, badania Narodowego Uniwersytetu Chengchi  z grudnia 2020 roku pokazują, że tożsamość tajwańską wybrało 64,3 proc. badanych, chińską – 2,6 proc., obie naraz – 29,9 proc. Im młodsi respondenci, tym tożsamość tajwańska silniejsza. Chengchi bada tożsamość Tajwańczyków na bieżąco. Według danych z czerwca 2023 roku tożsamość czysto tajwańską deklaruje 62,8 procent respondentów, podwójną – 30,8 procent, wyłącznie chińską – 2,5 procent[11]. Z obejmujących ostatnie cztery dekady wykresów widać, że drobne skoki na diagramie są statystycznie nieistotne, trend ku tajwańskości jest trwały i jak się wydaje nieodwracalny[12].

Taka stopniowa, ale konsekwentna zmiana nastawienia wyspiarzy tworzy silne podstawy do ogłoszenia niepodległości i utworzenia niezależnego państwa tajwańskiego. Takie jest też głębokie marzenie działaczy rządzącej obecnie wyspą Demokratycznej Partii Postępowej (DPP). Pekin niejednokrotnie głosił jednak, że w takim wypadku zaatakuje pełną siłą, z tego też powodu niepodległość nie wchodzi w grę. Ogłoszenie suwerenności za cenę wojny z kontynentalnymi Chinami nie znajduje poparcia ani opinii publicznej Tajwanu, ani Stanów Zjednoczonych – gwaranta jego istnienia. Marzenie musi pozostać marzeniem, ale już potencjalny, nieformalny sojusz obronny z USA, Japonią i Koreą jest na wyspie konceptem mile widzianym. Formalny nie wchodzi w grę, ponieważ Tajwan nie ma uznania międzynarodowego ani jako osobne państwo, ani jako Chiny.

 

Chińska przeciwwaga

Taiwan jest kluczowy dla wschodnioazjatyckiego sojuszu, ponieważ przyszła wojna światowa z Chinami, gdyby miała się kiedykolwiek wydarzyć, zacznie się najprawdopodobniej właśnie o tę wyspę. Aby sojusz był skutecznym narzędziem odstraszania, Pekin musi wiedzieć, że przystąpi on do walki w obronie Taiwanu. Takiej pewności jednak nie ma. Stany Zjednoczone mają wprawdzie jednostronne zobowiązania obronne wobec Tajwanu, ale Japonia i Korea –  żadnych. Także dwustronne sojusze ze Stanami Zjednoczonymi nie zobowiązują ich do walki o wyspę.

Korea nie ma nawet zdolności militarnych do wsparcia Tajwanu, Japonia zaś jest w tej sprawie mocno wstrzemięźliwa. Jak zauważają obserwatorzy rozbudowa sił zbrojnych Japonii ma wyraźnie na celu obronę wysp, a nie ekspedycje zamorskie[13].

W samym Tajwanie toczy się z kolei wewnętrzna walka aksjologiczna. Rządząca Demokratyczna Partia Postępowa i większość populacji wyspy, szczególnie jej młodsza cześć, chciałaby ogłoszenia przez nią niepodległości i stania się normalnym państwem, członkiem wspólnoty międzynarodowej. Powstrzymuje ją przed tym polityczny realizm oraz presja USA, które nie chcą zmiany status quo. Niepodległość byłaby dla Pekinu pretekstem do rozpoczęcia wojny.

Z kolei Opozycyjna Partia Narodowa, czyli Kuomintang stoi na straży stanu formalnego, Tajwan jest bowiem republiką chińską, której terytorium zgodnie z konstytucją rozciąga się na całe Chiny, a stolicą państwa jest Nankin na kontynencie. Kuomintang pozostaje otwarty na szeroką współpracę gospodarczą z Chinami kontynentalnymi, a nawet wydaje się ewentualnie akceptować formułę „jedno państwo, dwa systemy”, alergicznie reaguje bowiem na hasło niepodległości. Demokraci postępowi chcieliby ograniczać więzy z kontynentem, a przynajmniej nie pozwalać komunistom przejmować newralgicznych gałęzi gospodarki, w tym mediów.

Pekin ma czas, liczy na zmęczenie opinii publicznej Tajwanu trwającym latami zagrożeniem i tak ścisłe powiązanie ekonomiczne wyspy z kontynentem, że polityczne zjednoczenie byłoby właściwie tylko formalnością. Oba te czynniki mają skłonić ją do uległości. Biorąc pod uwagę, że strach przez wyniszczającym konfliktem jest w istocie silnym bodźcem i to, iż tajwańskie firmy już zainwestowały na kontynencie 60 miliardów dolarów, których nie chcą stracić, plan Pekinu ma szanse na realizację. Wojna może okazać się zbędna.

Korea z kolei jednoznacznie wiąże się strategicznie ze Stanami Zjednoczonymi, ale i tu są silne hamulce przed przekształceniem trójstronnej współpracy Korea–USA–Japonia w sojusz. Chiny pozostają od lat największym partnerem handlowym Seulu. Koreańska produkcja półprzewodników jest uzależniona od dostaw z kontynentu i sprzedaży na kontynent, 40 procent finalnych półprzewodników wytwarzanych w Korei trafia do Chin[14]. Generalnie biznes z Chinami jest większy niż z drugim i trzecim partnerem handlowym Seulu, czyli Stanami Zjednoczonymi i Japonią łącznie. Także z perspektywy strategicznej Chiny niekoniecznie są wrogiem. Wszak wyłącznie Pekin jest gwarantem przewidywalności reżimu północnokoreańskiego. Wobec tych faktów Korea okazuje sporą wstrzemięźliwość wobec antychińskiej polityki Waszyngtonu.

Nici, którymi jest dziś tkany „pacyficzny trójkąt nadziei”, są słabe, a jego los niepewny. Jednak to, że  Korea i Japonia w ogóle zgodziły się na trwałą formułę współpracy politycznej i militarnej, jest przełomem. Z pewnością w Pekinie nie powitano go z radością.

 

Przypisy:

[1] Szczyt w Camp David 18 sierpnia 2023 roku z udziałem prezydenta USA Joe Bidena, prezydenta Korei Yook Suk Yeol i premiera Japonii Fumio Kishidy.  

[2] Robbie Grammar, Jack Detsch, Biden’s Big Bet on Japan and South Korea, Foreign Policy, August 17, 2023.

[3] The Spirit of Camp David: Joint Statement of Japan, Republic of Korea, and United States, The White House August 18, 2023.   

[4] Por. Wake-up call, The Economist, September 1, 2022

[5] Xiao Liang, Dr Nan Tian, The proposed hike in Japan’s military expenditure, Stockholm International Peace Research Institute (SIPRI), 2 February 2023

[6] The top 15 military spenders in 2022, SPRI, 2023

[7] Ibidem.

[8] Por. The US -Japan-South Korea summit ‘historic’ but what did it accomplish?, Atlantic Council, August 18, 2023.

[9] Penisula under pressure, The Economist, April 29, 2023

[10] Por. Choe Sang_Huan, South Koreans Now Dislike More China than They Dislike Japan, The New York Times, August 21, 2021.

[11] Changes in the Tajwanese/Chinese identity of Taiwanese as tracked in surveys by the Electoral Study Centre, National Chengchu University, 23.07.2023.

[12] Ibidem.

[13] Por. Alastair Gale, Would Allies fight with U.S. for Taiwan? Japan is Wary, The New York Times, July 15, 2023.

[14] Por. Peninsula under pressure, The Economist, April 29, 2023.

Inne wpisy tego autora

Faszystowska orda, czyli czym jest Rosja

Badacze i komentatorzy nie mogą uzgodnić, czym właściwie jest dzisiejsza Rosja, jaki panuje w niej ustój, jaki system władzy. Tymczasem od dobrego opisu rosyjskiego systemu

Nadchodzi Trzecia Siła

Azja w przebudowie   W Azji rośnie potęga państw, które nie chcą zapisywać się ani do bloku amerykańskiego, ani chińskiego. Są coraz bogatsze, coraz ludniejsze

Rosja–Chiny, uległość zwana sojuszem

Azja w przebudowie Od czasu przejęcia władzy przez Xi Jinpinga w Pekinie i ugruntowania rosyjskiego jedynowładztwa wydawało się, że Eurazję zdominuje asymetryczny sojusz największych światowych