Czy Polsce grozi bezrobocie w 2023 roku?

Doceniasz tę treść?

  • Bank Centralny podjął zbyt późno decyzję o podwyżce stóp procentowych, doprowadzając do przegrzania się rynku nieruchomości i znaczącego (nienaturalnego) wzrostu produkcji przemysłowej, co m.in. przyczyniło się do powstania recesji.
  • Przez prawie dwa lata mieliśmy mix ekspansywnej polityki fiskalnej i ekspansywnej polityki monetarnej, co w krótkim terminie daje bardzo dobre wyniki gospodarcze, jednak długoterminowo prowadzi do poważnego załamania gospodarczego, które może skończyć się wzrostem bezrobocia.
  • Wiele przedsiębiorstw chce zatrzymać swoich obecnych pracowników pomimo działania poniżej progu rentowności, głównie ze względu na ogromne problemy w znalezieniu odpowiedniego personelu w przeszłości.
  • Badania pokazują, że w związku z wysoką inflacją narasta presja płacowa. Zgodnie z nimi, blisko 20 proc. pracowników oczekuje podwyżki swojego wynagrodzenia w przedziale 15–20 proc. w 2023 roku.
  • Nadal jest miejsce do korekty na rynku pracy bez zauważalnego wzrostu bezrobocia, natomiast istnieje ryzyko powstania rotacji pracowników.
  • Jeżeli sytuacja gospodarcza nie pogorszy się znacząco w pierwszych miesiącach nowego roku, trudno będzie mówić o zauważalnym wzroście bezrobocia.

 

Przeciętny Polak na samą myśl o zjawisku bezrobocia ma przed oczami początek transformacji ustrojowej oraz drugiego tysiąclecia, kiedy to bezrobocie potrafiło oscylować nawet w okolicach 20%[1]. Wydawałoby się, że te czasy już bezpowrotnie minęły. Zwłaszcza w kontekście tego, że Polska stała się krajem, do którego przyjeżdżają imigranci zarobkowi.

W przestrzeni publicznej dominują dwa obozy przewidujące najbliższą przyszłość. Z jednej strony budowanie poczucia strachu i przywoływanie demonów przeszłości z lat 90., gdzie uzupełnia się to wszystko chwytliwymi sloganami: „bieda, głód, bezrobocie”. Natomiast z drugiej bije skrajny optymizm, przeplatany snuciem wizji Polski jako hegemona gospodarczego. Brakuje głosu racjonalizmu, będącego zarazem syntezą tych dwóch skrajności. Aktualna sytuacja gospodarcza jest efektem nierozważnych działań polityków, spóźnionej reakcji Banku Centralnego, a także wbrew powszechnej opinii jako czynnika dominującego – wojny w Ukrainie. Owszem miała ona wpływ, ale nie aż tak znaczący, jak się uważa. Stała się jednak najczęściej używanym wytłumaczeniem całego nieszczęścia gospodarczego ostatnich miesięcy. Nieszczęścia na swoje własne życzenie, które może zakończyć się wysokim bezrobociem, ale niekoniecznie musi. W celu zrozumienia obecnego problemu oraz tego, jaka może czekać nas przyszłość na rynku pracy, niezbędne jest zrozumienie okoliczności jego powstania.

 

Rola Banku Centralnego

Książkowym działaniem Banku Centralnego w warunkach recesji gospodarczej byłoby obniżenie stóp procentowych, aby umożliwić społeczeństwu dostęp do taniego kredytu i pobudzić w ten sposób konsumpcję. Niestety takie działanie w warunkach wysokiej inflacji (17,4 proc.)[2] doprowadziłoby prawdopodobnie do powtórzenia scenariusza tureckiego, czyli dużo wyższej inflacji oraz potencjalnej utraty wartości złotówki. Bank Centralny podjął zbyt późno decyzję o podwyżce stóp procentowych, doprowadzając do przegrzania się rynku nieruchomości i znaczącego (nienaturalnego) wzrostu produkcji przemysłowej stymulowanego zbyt długim dostępem do taniego pieniądza. Schemat ten opisywał klasyczny austriacki ekonomista Ludwig von Mises w swojej książce „Ludzkie Działanie” z 1949 roku. Zgodnie z teorią, jeżeli przedsiębiorcy oraz społeczeństwo mają zbyt długo dostęp do taniego kredytu, to znacząco wpływa on na wzrost konsumpcji. Jeżeli Bank Centralny nie podejmie w odpowiednim momencie interwencji poprzez podwyżkę stóp procentowych, to może wystąpić wysoka inflacja oraz zjawisko tzw. „przeinwestowania”. Czyli przedsiębiorcy zachęceni wysoką konsumpcją podejmują dodatkowe ryzyko inwestycyjne, np. poprzez zakup większej liczby maszyn, czy poprzez zwiększenie zatrudnienia. Należy tu też zaznaczyć, że był to okres po pandemii wirusa COVID-19, kiedy przez długie miesiące były zamknięte całe gałęzie gospodarki. Bank Centralny poprzez niskie stopy procentowe chciał pobudzić popyt, jednak na tamten czas bardzo dobre wskaźniki gospodarcze przysłoniły potencjalne konsekwencje trzymania zbyt długo taniego kredytu.

Warto zaznaczyć, że prezes Banku Centralnego – Adam Glapiński przekonywał jeszcze w październiku 2021 roku o tym, żeby nie bać się, brać kredytu[3]. Na tamten czas stopa procentowa wynosiła 0,50 proc., a inflacja 6,8 proc., będąca już daleko poza celem inflacyjnym Narodowego Banku Polskiego na poziomie 2,5 proc. Przez półtora roku społeczeństwo miało dostęp do bardzo taniego kredytu hipotecznego, co dobrze widać na poniższym wykresie:

Źródło: https://media.bik.pl/informacje-prasowe/770191/o-68-7-spadla-wartosc-zapytan-o-kredyty-mieszkaniowe-wrzesniowy-odczyt-bik-indeksu-popytu-na-kredyty-mieszkaniowe

 

W ujęciu rocznym liczba wniosków o kredyty mieszkaniowe spadła w sierpniu 2022 roku o 68 proc. Obecnie przeciętna polska rodzina praktycznie nie ma możliwości uzyskania kredytu hipotecznego, a te, które się na niego zdecydowały w ostatnich dwóch latach, mają problem z ich spłacaniem. Rynek budowlany będący skorelowany z rynkiem nieruchomości ma ogromne znaczenie gospodarcze i oddziałuje na zatrudnienie. Jeżeli społeczeństwo nie ma zdolności kredytowej do zakupu mieszkań, to niepotrzebne będą do niego meble, czy elementy wyposażenia łazienki. W takiej sytuacji spadnie sprzedaż dystrybutorowi, producentowi, a nawet firmie marketingowej obsługującej dany podmiot rynkowy, co przekłada się na mniejsze zapotrzebowanie na pracowników.

Pomimo wprowadzenia restrykcji związanych z pandemią COVID-19 w marcu 2020 roku nie spadła wtedy aż tak znacząco liczba wniosków o kredyty mieszkaniowe. Natomiast po zakończeniu się ostatniego lockdownu na wiosnę 2021 roku zanotowano w niektórych miesiącach wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe nawet o ok. 100 proc. r/r (!). Dopiero w grudniu 2021 roku Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o odczuwalnej podwyżce stóp procentowych do poziomu 1,75 proc.[4] Przez ponad 8 miesięcy społeczeństwo miało dostęp do najtańszego kredytu w historii postkomunistycznej Polski.

Należy zaznaczyć, że już w lipcu 2021 roku inflacja w Polsce wynosiła 5 proc. i była najwyższa od dekady[5]. Pomimo tego gospodarka była nadal napędzana tanim kredytem, przyczyniając się do rozwoju inflacji.

 

Ekspansywna polityka fiskalna

Poza działaniem Banku Centralnego bardzo duże znaczenie miała również polityka fiskalna (ogół czynności związanych z gromadzeniem i wydatkowaniem środków publicznych niezbędnych do realizacji funkcji państwa[6]). W ramach tarcz antykryzysowych dla przedsiębiorstw dotkniętych zamknięciem gospodarki w 2020 roku rząd wydał ponad 230 mld zł[7]. Do gospodarki zostały wprowadzone ogromne środki w bardzo krótkim czasie, co znacząco przyczyniło się do rozwoju inflacji, a w następstwie do obecnej recesji. Należy zaznaczyć, że budżet Polski w 2020 roku wynosił ok. 420 mld zł[8], czyli wydatki związane z tarczą antykryzysową stanowiły ok. połowę całego ówczesnego budżetu. Głównym ich celem było uniknięcie znaczącego wzrostu bezrobocia.

Należy do tego dodać koszty 13. i 14. emerytury w wysokości 22 mld zł[9], czy nadal trwającej tarczy antyinflacyjnej, która pochłonęła ok. 34 mld zł[10]. Do tego należy doliczyć także wszystkie inne wydatki socjalne (np. dodatek węglowy) lub tych pozabudżetowych. Czyli nie dość, że inflację pobudzały decyzje Banku Centralnego, to jeszcze te rządowe.

Przez prawie dwa lata mieliśmy mix ekspansywnej polityki fiskalnej i ekspansywnej polityki monetarnej, co w krótkim terminie daje bardzo dobre wyniki gospodarcze, jednak długoterminowo prowadzi do poważnego załamania gospodarczego. Podlanego dodatkowo jeszcze benzyną w postaci wakacji kredytowych. Zgodnie z nimi przez cztery miesiące w roku istnieje możliwość zawieszenia spłaty kredytu, przez co wydłuża się okres jego trwania i można także nadpłacić kapitał, zmniejszając sobie w ten sposób jego całkowitą wysokość. Okazuje się, że Polacy nie ruszyli do masowego nadpłacania swoich kredytów[11], a zaczęli wręcz przeznaczać te pieniądze na… konsumpcję, przyczyniając się do wzrostu inflacji i sztucznego utrzymywania niektórych miejsc pracy. Innymi słowy, Bank Centralny w Polsce przez rok zacieśnia politykę monetarną, a rząd swoją polityką fiskalną ją rozluźnia. Efekt wakacji kredytowych w takiej sytuacji można porównać do podania alkoholikowi na detoksie kieliszka spirytusu, żeby nie trzęsły mu się ręce. Mniej więcej taki jest tego sens.

 

Wojna na Ukrainie

Wbrew powszechnej opinii w mediach, koniec wojny na Ukrainie nie musi oznaczać końca inflacji, a jedynie może być jednym z impulsów do wyjścia Polski ze stanu recesji. Zgodnie z przewidywaniami odbudowa Ukrainy ma pochłonąć ok. 750 mld dolarów[12]. Ustaliliśmy już, że obecna nie najlepsza sytuacja gospodarcza Polski jest w znacznej mierze efektem zbyt dużej ilości pieniądza w obiegu. W takim razie, co się stanie, jeżeli sąsiednie państwo będzie w krótkim czasie dysponowało ogromnymi środkami finansowymi w celu swojej odbudowy? Zapewne wzrośnie zapotrzebowanie na towary (zwłaszcza materiały budowlane), co może dać impuls gospodarczy, ale nie musi oznaczać końca inflacji. W takim przypadku marginalne będzie ryzyko wystąpienia wysokiego bezrobocia w Polsce, ale za to wysokie dalszego utrzymania wzrostu cen. Największym problemem gospodarczym po wybuchu wojny był szok podażowy spowodowany sankcjami wobec rosyjskich surowców energetycznych. Kilkukrotny wzrost cen m.in. gazu oraz energii na rynkach światowych spowodował, że wiele przedsiębiorstw (a zwłaszcza tych energochłonnych) zaczęło balansować na granicy rentowności, a nawet stracie. Doliczając do tego ograniczony popyt na rynku wewnętrznym spowodowany m.in. spadkiem popytu krajowego w niektórych segmentach nawet o połowę (np. branży meblarskiej)[13], zaczęły pojawiać się pierwsze zwolnienia grupowe. Aktualnie ceny prądu są dużo wyższe niż przed wojną na Ukrainie, ale zaczynają powoli spadać. Podobna sytuacja ma miejsce z gazem, który osiągał ogromne wzrosty. Państwa europejskie odcięte od dostaw z Rosji zaczęły masowo zapełniać swoje magazyny przed sezonem grzewczym, znacznie podwyższając jego cenę.

 

Sytuacja gospodarcza a rynek pracy

Mając na uwadze przytoczone wcześniej trzy istotne przyczyny aktualnej sytuacji gospodarczej oczywiste jest, że rynek pracy w Polsce będzie z nią mocno skorelowany. Wiele przedsiębiorstw jest w stanie utrzymać swoich obecnych pracowników ze względu na ogromne problemy w znalezieniu odpowiedniego personelu w przeszłości. Dlatego wstrzymują się ze zwolnieniami grupowymi (choć nie wszyscy), aby nie zmagać się z niedoborem kadry w lepszym momencie gospodarczym.

Badania pokazują, że w związku z wysoką inflacją narasta presja płacowa. Przedstawiono to w raporcie UCE Research. Zgodnie z nim, blisko 20 proc. pracowników oczekuje podwyżki swojego wynagrodzenia w przedziale 15–20 proc.[14]. Kolejne grupy badanych wskazały przedział 10–15 proc., a 12,5 proc. ankietowanych oczekuje podwyżki o ponad 20 proc. Należy także zaznaczyć, że w przyszłym roku minimalne wynagrodzenie wzrośnie w styczniu o ok. 15 proc., a w lipcu o ok. 19 proc., co znacząco przyczyni się do zjawiska presji płacowej na pracodawcach.

Małe i średnie przedsiębiorstwa, w których na ogół zarabia się mniejsze pieniądze niż w dużych, mogą mieć nie dość, że problem z popytem na swoje towary lub usługi, to jeszcze z utrzymaniem swoich pracowników. W takiej sytuacji na początku 2023 roku może pojawić się nieznaczny wzrost bezrobocia i odpływ rąk do pracy z sektora MŚP do korporacji oraz dużych firm.

W najbliższych dwóch kwartałach trudno oczekiwać, żeby wzrósł znacząco popyt krajowy. Bank Centralny będzie zmuszony utrzymywać stopy procentowe przynajmniej na obecnym poziomie (czyli drogi kredyt), przez co społeczeństwo nie będzie mogło zwiększyć swoich wydatków konsumpcyjnych. Obecnie ogromnym wyzwaniem gospodarczym jest pobudzenie popytu krajowego, bez wzrostu inflacji.

Badanie przeprowadzone przez Personnel Service pt. „Barometr Polskiego Rynku Pracy” wskazuje, że ok. połowa pracodawców planuje utrzymanie zatrudnienia na niezmienionym poziomie[15]. Kolejne 22 proc. przewiduje redukcję etatów, a pozostałe 22 proc. planuje zatrudnienie większej liczby personelu. Pomimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej w końcowych tygodniach trzeciego kwartału 2022 roku, a także w pierwszych tygodniach trzeciego kwartału, nie odnotowano wzrostu bezrobocia. Wręcz przeciwnie, bo w stosunku do maja 2022 roku – spadło.

Opracowanie własne na podstawie: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/stopa-bezrobocia-rejestrowanego-w-latach-1990-2022,4,1.html

Utrzymanie bezrobocia na stałym poziomie pomimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej może wynikać także z powodu małej elastyczności w przypadku umów o pracę. Dominującym okresem wypowiedzenia jest jeden lub trzy miesiące, przez co statystyki z listopada i października mogą być nie do końca miarodajne.

Biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą i problemy przedsiębiorstw, to niepokojąco wyglądają liczby przedstawione przez portal OLX. W ujęciu rocznym pracodawcy opublikowali na nim o ok. 10 proc. mniej ogłoszeń. Najgorzej sytuacja kształtuje się w: wykładaniu towaru (–29 proc. r/r), hotelarstwie (–26 proc. r/r) i gastronomii (–26 proc. r/r)[16]. Trudno jednak mówić tu o ogromnym spadku. Należy pamiętać, że w analogicznym okresie w 2021 roku rynek był jeszcze rozgrzany tanim kredytem oraz post pandemicznym entuzjazmem zakupowym. Snucie jednak w tym przypadku wizji końca świata i powrotu do koszmaru z przełomu wieków wydaje się bezzasadne. Aktualnie nadal jest miejsce do korekty na rynku pracy bez zauważalnego wzrostu bezrobocia. Potwierdza to też ostatnie badanie Element dla Grant Thorton. Wskazano w nim, że we wrześniu 2022 roku pracodawcy w 50 największych portalach z zatrudnieniem, umieścili jedynie 3 proc. mniej ogłoszeń o pracę, aniżeli w analogicznym okresie rok temu[17].

 

Kluczowy jest pierwszy kwartał 2023 roku

W rozmowach z przedsiębiorcami wielu wskazuje jako kluczowy okres, pierwszy kwartał 2023 roku, w którym będą decydowali o przyszłości swoich pracowników. Większość czeka na zachowanie się gospodarki w tym czasie. Należy pamiętać, że dopiero w grudniu zakończyły się trzymiesięczne wakacje kredytowe, a ponadto zawsze przed Świętami Bożego Narodzenia wzrasta popyt konsumpcyjny, więc statystyki z ostatnich trzech miesięcy będą niemiarodajne. Bardzo źle wygląda sytuacja w przemyśle, jednak istnieje nadzieja na zmianę. Poprawia się wskaźnik PMI (mierzący nastroje zakupowe), który w sierpniu bieżącego roku Polska miała jeden z najgorszych na świecie (40,9 pkt), kiedy w październiku było to już 42 pkt, a w listopadzie 43,4 pkt[18]. Pracodawcy starają się wstrzymywać ze zwolnieniami grupowymi, a także poważniejszymi zmianami kadrowymi.

Dotychczas w przestrzeni medialnej odnotowano następujące zauważalne planowane lub wprowadzone redukcje etatów: fabryka części do samochodów ciężarowych (860 os.), producent okien (150 os.), wydawca prasy i mediów internetowych (120 os.), sieć kin (80 os.), fabryka łożysk (119 os.), przetwórstwo rybne (190 os.), cegielnia (49 os.). Niektóre zakłady produkcyjne w celu minimalizacji kosztów energii wprowadziły czterodniowy tydzień pracy. Poza wskazanymi wyżej przykładami, do tej pory nie odnotowano bardziej zauważalnych zwolnień grupowych. O ile sytuacja gospodarcza nie pogorszy się znacząco w pierwszych miesiącach nowego roku, trudno będzie mówić o zauważalnym wzroście bezrobocia. Trwa okres oczekiwania i optymalizacji niepotrzebnych kosztów, a także niepodejmowania nowych inwestycji.

Według Głównego Urzędu Statystycznego w drugim kwartale 2022 roku odnotowano 149,3 tys. wolnych miejsc pracy[19]. Należy także pamiętać o tym, że szacunkowo po rozpoczęciu się wojny na Ukrainie, do Polski przyjechało na dłuższy okres ok. 1–1,5 mln uchodźców, a z tej grupy dwie trzecie podjęło pracę, czyli ok. 430 tys. osób[20]. Rynek pracy wchłonął uchodźców, a ponadto Polska zanotowała spadek bezrobocia z 5,5 proc. do 5,1 proc. Oznacza to, że nawet pomimo gorszej koniunktury gospodarczej w ostatnich miesiącach, nadal istnieje pole do „miękkiego lądowania”.

 

Między paniką a optymizmem

Należy zaznaczyć, że wszystkie pozytywne statystyki dotyczące bezrobocia mają miejsce równolegle do załamania na rynku dewelopersko-budowlanym, gdzie według różnych szacunków pracę może stracić ok. 5 proc. osób[21]. Skalę problemu pokazuje spadek sprzedaży mieszkań u deweloperów giełdowych o połowę w trzecim kwartale 2022 roku[22]. Wielkość rynku budowlanego w Polsce stanowi ok. 10 proc. PKB[23], a same materiały budowlane to 3,5 proc. PKB[24]. Hamulec zaciągnięty na branżę budowlaną przez wysokie stopy procentowe rzutuje na podmioty gospodarcze z innych sektorów. Producent paneli podłogowych nie jest w stanie zwiększyć sprzedaży krajowej, kiedy mniej ludzi może zakupić mieszkanie. Potrzeba wtedy mniej firm transportowych do przewiezienia materiału, a także mniejsze znaczenie będzie miał dział marketingu, czy nawet zewnętrzny emitent reklamowy.

Bardzo ciekawym przykładem jest Turcja, gdzie pomimo ogromnej inflacji (85 proc. w październiku r/r[25]) nie wzrosło bezrobocie, a nawet zaczęło spadać. Przed tureckim kryzysem inflacyjnym bezrobocie oscylowało w granicach 14 proc., aktualnie jest ono na poziomie 9,6 proc.[26]. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem dla Polski jest niedorównanie wzrostu płac do poziomu inflacji i w ten sposób zubożenie społeczeństwa, aniżeli bezrobocie na poziomie 10 proc. Kluczowe będą decyzje Banku Centralnego związane ze stopami procentowymi. Jeżeli inflacja będzie spadać, to zostanie uwolniony dostęp do kredytu, a za tym możliwość wyjścia z recesji gospodarczej i ożywienia branż, które mają aktualnie problemy.

 

Podsumowanie

Nie spodziewałbym się znaczącego wzrostu bezrobocia w 2023 roku, prawdopodobnie wystąpi jego sezonowe wahanie na poziomie nieprzekraczającym max. 1–2 proc., a także spadek płacy realnej i siły nabywczej pieniądza. Jednakże takie przewidywania dalekie są od osób straszących powrotem lat 90, czy kryzysem na ponadnormatywną skalę. Recesje zazwyczaj kojarzą się z wysokim bezrobociem, a ten przypadek może być zupełnie inny. Kryzys bez bezrobocia to całkiem realny scenariusz. Najważniejszym okresem będzie pierwszy kwartał 2023 roku, jeżeli polska gospodarka przejdzie przez ten czas bez mocno odczuwalnego spadku, to można z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość. W przypadku, gdy po pierwszym kwartale 2023 roku będzie widoczna znacząca recesja – istnieje duże zagrożenie bezrobociem, lecz najprawdopodobniej chwilowym. Przez ostatnie co najmniej 5 lat firmy miały ogromny problem ze znalezieniem pracowników, także to też stanowi istotny czynnik przy podejmowaniu przyszłych decyzji kadrowych. Aktualna sytuacja jest wypadkową decyzji makroekonomicznych przytoczonych na początku tego artykułu. Owszem, nie były one najlepsze, ale istnieje podłoże do poprawy sytuacji i uniknięcia odczuwalnego bezrobocia.

 

Przypisy

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/stopa-bezrobocia-rejestrowanego-w-latach-1990-2022,4,1.html

[2] https://www.money.pl/gospodarka/inflacja-listopad-2022-r-dane-gus-6839483981019680a.html

[3] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Szef-NBP-uspokaja-Nie-ma-powodu-zeby-sie-przestraszyc-i-nie-brac-kredytu-8201693.html

[4] https://www.nbp.pl/polityka_pieniezna/dokumenty/files/rpp_2021_12_08.pdf

[5] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ceny-handel/wskazniki-cen/wskazniki-cen-towarow-i-uslug-konsumpcyjnych-w-lipcu-2021-roku,2,116.html

[6] https://mfiles.pl/pl/index.php/Polityka_fiskalna

[7] https://www.gazetaprawna.pl/firma-i-prawo/artykuly/8280755,tarcza-antykryzysowa-pomoc-bezzwrotne-pozyczki-doplaty-do-pensji-zasadnosc.html

[8] https://www.gov.pl/web/finanse/szacunek-2020

[9] https://www.money.pl/gospodarka/wiemy-ile-beda-kosztowaly-13-i-14-emerytura-ponad-polowa-tego-co-idzie-na-500-6613447500327872a.html

[10] https://www.bankier.pl/wiadomosc/PKO-BP-laczny-koszt-tarczy-antyinflacyjnej-to-34-mld-zl-8270989.html

[11] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Przejadamy-wakacje-kredytowe-Kredytobiorcy-nie-pala-sie-do-nadplat-8444196.html

[12] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Bedzie-Plan-Marshalla-dla-Ukrainy-Potrzeba-minimum-750-mld-dolarow-8427907.html

[13] https://swiatrolnika.info/informacje/polska-branza-meblarska-notuje-spadek-zamowien-o-polowe.html

[14] https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/badanie-niemal-co-trzeci-pracownik-zamierza-powalczyc-o-podwyzke/9m15fs8

[15] https://personnelservice.pl/wp-content/uploads/2022/03/Barometr-Polskiego-Rynku-Pracy_Personnel-Service_2022.pdf

[16] https://hurtidetal.pl/article/art_id,37683-131/coraz-mniej-ogloszen-o-prace-rynek-nadal-sie-kurczy/

[17] https://www.dlahandlu.pl/detal-hurt/wiadomosci/coraz-mniej-ofert-pracy-dla-kasjerow-i-osob-wykladajacych-towar,112105.html

[18] https://lewiatan.org/w-przemysle-jest-lepiej-ale-i-gorzej/

[19] https://stat.gov.pl/wyszukiwarka/?query=tag:wolne+miejsca+pracy

[20] https://forsal.pl/swiat/ukraina/artykuly/8550831,wiekszosc-uchodzcow-z-ukrainy-podjelo-prace-w-polsce-ponizej-swoich-kwalifikacji.html

[21] https://wyborcza.biz/biznes/7,147758,29011099,zalamanie-produkcji-mieszkaniowej-prace-moze-stracic-100-tys.html?disableRedirects=true

[22] https://www.money.pl/gospodarka/tapniecie-na-rynku-mieszkaniowym-tak-spadla-sprzedaz-mieszkan-6821852488346432a.html

[23] https://www.riskman.pl/branza-budowlana-analiza/

[24] https://www.muratorplus.pl/biznes/wiesci-z-rynku/budownictwo-kolem-napedowym-gospodarki-aa-uf5d-Vr4B-vh7B.html

[25] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Inflacja-w-Turcji-pazdziernik-2022-8433055.html

[26] https://pl.tradingeconomics.com/turkey/unemployment-rate

Inne wpisy tego autora

Polska potrzebuje elektrowni atomowej niczym tlenu

Jeszcze kilka miesięcy temu można było z wyrazami politowania pośmiać się z fanatyków poprzedniej władzy, którzy twierdzili, że nowa władza będzie realizować w Polsce politykę

Nie mieszajmy maluchów ze średniakami

W obliczu rosnącej biurokratyzacji prawa i postępującej regulacji rynku przez UE niezbędne jest pojęciowe oddzielenie firm małych od średnich – mówi Cezary Bachański, ekspert rynku

Wolny rynek przegra z postępowym „liberalizmem”

Coraz częściej liberalizm zaczyna być odbierany jako pogląd światopoglądowy, a nie gospodarczy. Mianem liberałów zaczęliśmy nazywać osoby, które nie mają z nim wiele wspólnego, budując