Trzeba rozdzielić definicję małych i średnich przedsiębiorstw. Obecna nie ma sensu

Doceniasz tę treść?

  • Zupełnie inne problemy ma kwiaciarnia zatrudniająca dwie osoby i hydraulik realizujący drobne naprawy, a średniej wielkości firma logistyczna z magazynem i zatrudnionymi 150 osobami. Pomimo tego, są one pojmowane razem jako sektor małych i średnich przedsiębiorstw.
  • Średni wynik finansowy brutto mikroprzedsiębiorstwa wynosi 106,8 tys. zł.
  • Ministerstwo Finansów ma dostęp do rozbudowanego narzędzia weryfikacyjnego, jakim są Jednolite Pliki Kontrolne (JPK). Jednak nie korzysta z niego w raportowaniu sytuacji małych i średnich przedsiębiorstw.
  • Raportowanie powinno oddzielić mikro oraz małe firmy od średnich, aby mieć lepszy (bardziej szczegółowy) pogląd sytuacji. Pozwoliłoby to zaplanować usprawniające działania legislacyjne i nakreślenie kierunku rozwoju lub przetrwaniach takich firm.
  • Wraz ze wzrastającą biurokratyzacją prawa, a także rosnącą regulacją rynku przez Unię Europejską musi nastąpić rozdział pojęciowy MŚP.

 

Przeciętny człowiek rozumie gospodarkę poprzez pryzmat dużych firm i korporacji. Do jego wyobraźni nie dociera, że mały sklepik osiedlowy nie czyni z jego właściciela lokalnego magnata finansowego, który może pozwolić sobie raz w miesiącu na wakacje w ciepłych krajach. Wprowadzane prawo zazwyczaj odwołuje się do największych przedsiębiorstw i bagatelizuję rolę małych w gospodarce.

Same mikrofirmy zatrudniają ponad 4 mln osób i stanowi to ok. 26 proc. wszystkich pracujących w Polsce.[1] Ostatni raport Głównego Urzędu Statystycznego pochodzi z 2021 roku. Od tamtego okresu nie ma za wiele badań na temat mikro i małych firm. Minione lata przyniosły przyzwolenie na obraźliwe określanie takich przedsiębiorstw „biedafirmami”. „Biedafirmy” stały się odpowiedzialne za wszystkie niedogodności w Polsce i wrogiem publicznym numer jeden. Nagle się okazuje, że podobno to one liczą rekordowe marże, odpowiadają za inflację i najlepiej dla wszystkich zainteresowanych stron by było, jakby upadły.

Sam sektor małych i średnich przedsiębiorstw jako klasyfikacja wielkości działalności jest całkowicie nietrafiony. Zupełnie inne problemy i potrzeby ma zegarmistrz prowadzący swój jednoosobowy punkt usługowy w galerii handlowej, a zupełnie inne średniej wielkości firma produkcyjna zatrudniająca 200 osób. Unijna definicja, jak i prawna stawia pomiędzy takimi podmiotami w zasadzie znak równości. Prowadzone statystyki są niedoskonałe, co rzutuje na wydolność tych najmniejszych, które muszą spełniać normy dostosowane do tych większych. Powinno oddzielić się raportowanie statystyczne, a także szeroko rozumiany dyskurs społeczny z opierania się o szeroką grupę małych i średnich przedsiębiorstw.  Należy zastosować podział na dwa oddzielne bloki: mikro i małych przedsiębiorstw (MMP), a także średnich przedsiębiorstw (ŚP).

 

Jaki jest sens rozdzielenia?

Zgodnie z unijną definicją sektora małych i średnich przedsiębiorstw są to firmy zatrudniające nie więcej niż 250 pracowników, których roczny obrót nie przekracza 50 mln euro. Samo pojęcie traktuje się jako całość. Pomimo tego, że istnieje wewnętrzne rozdzielenie na mikrofirmy (do 9 pracowników, maksymalnie 2 mln euro obrotu) oraz małe firmy (do 50 pracowników, roczny obrót do 10 mln euro).[2] Jednakże w debacie publicznej i podczas tworzenia prawa operuje się głównie pojęciem ogólnym. Są oczywiście wyjątki (np. uproszczona księgowość jednostek mikro), ale zasady i definicja prawna jest praktycznie dla wszystkich tych firm taka sama. Taka sama dla osiedlowego baru typu kebab, jak i ogólnopolskiej sieci franczyzowej, która może się jeszcze zmieścić w definicji średniej firmy.

Mikro i małe firmy mają swoją dosyć szczegółową specyfikę. Różni się także model zarządzania nimi. W przypadku średnich przedsiębiorstw występuje w nich kadra kierownicza, a także managerowie poszczególnych działów. Zależnie od preferencji właściciela albo oddaje on pod zarządzanie całe przedsiębiorstwo i pełni w nim funkcje osoby odpowiedzialnej za rozwój oraz tworzenie relacji biznesowych w celu pozyskiwania nowych klientów, albo aktywnie angażuje się w pojedyncze procesy. Właściciele mikrofirm nie mogą pozwolić sobie na finansowanie dyrektorów ani managerów ze znaczącymi wynagrodzeniami i w zasadzie za większość spraw odpowiadają sami. Stają się de facto pracownikiem, księgowym, handlowcem, a także brygadzistą (jeżeli zatrudniają pracowników) w jednym. Zazwyczaj są niewolnikami swoich mikrofirm, które mają różne bariery rozwoju w zależności od specyfiki branży. Dlatego też w mikrofirmach będzie znacząco niższe średnie wynagrodzenie, aniżeli w średnich. Nie ma potrzeby zatrudniania w nich brygadzistów i kadry kierowniczej, bo wszystko robi właściciel. Podobnie jest zresztą w przypadku małych firm, choć tam zdarzają się menedżerowie pojedynczych działów lub jeden, oddelegowany do wszystkich zadań kierownik. Brak odpowiedniej skali w przypadku małych firm oznacza większe koszty stałe przypadające na nowego klienta, w średniej firmie z dużą ilością klientów są one „rozmywane”. Dlatego też mniejsza firma ma ograniczone możliwości podwyżek wynagrodzeń swoim pracownikom, bo oznaczałoby to balansowanie na granicy rentowności.

Zupełnie inne problemy ma kwiaciarnia zatrudniająca dwie osoby, hydraulik realizujący drobne naprawy, miejscowy mechanik czy średniej wielkości firma logistyczna z magazynem i zatrudnionymi 150-cioma osobami. Dla tej większej nieodczuwalna będzie podwyżka składek na ZUS przedsiębiorcy z 1400 zł na 1600 zł miesięcznie, gdyż w skali jego działalności operuje zdecydowanie większymi kwotami. Problematyczna stała się od momentu wprowadzenia „Polskiego Ładu” składka zdrowotna, której nie można odliczyć i stanowi ona de facto dodatkowy podatek dochodowy (zazwyczaj 4,9 lub 9 proc.). Mimo wszystko średniej wielkości firma posiada zasoby ludzkie, finansowe oraz wiedzę do tworzenia optymalizacji podatkowej. Zazwyczaj takie podmioty funkcjonują jako spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (lub grupy spółek), choć nie zawsze, bo w Polsce funkcjonuje nawet 58 firm będących jednoosobowymi działalnościami gospodarczymi zatrudniającymi powyżej 500 osób.[3]

Okazuje się, że nowy „podatek” może być mniej bolesny dla takiej firmy w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, w czasie gdy istnieją rozmaite sposoby na minimalizację podatku dochodowego przy przesłaniu wynagrodzenia właściciela na jego prywatne konto. Na taką sztukę nie zdobędzie się raczej osiedlowy zegarmistrz i krawcowa, którzy na samą myśl o skomplikowaniu im życia spółką dostają gęsiej skórki. Nie będą też tego robić w celu zaoszczędzenia 300 zł na podatku dochodowym i 150 zł na składce zdrowotnej, kiedy cena pełnej księgowości, jaka jest wymagana w przypadku spółki, przekracza 800 zł przy ich skali działalności.

Bardziej bolesnym będzie obowiązek opłacenia wynagrodzenia swojego pracownika podczas jego dwóch tygodni zwolnienia lekarskiego dla właściciela firmy zatrudniającej dwie osoby i zarabiającego na niej 10 tys. zł miesięcznie, a zupełnie czym innym dla średniej firmy zatrudniającej 150 osób. Należałoby rozważyć, aby w mikro i małych firmach wynagrodzenie pracownika podczas jego choroby opłacał w całości Zakład Ubezpieczeń Społecznych, a nie od 33. dnia choroby (lub 14 dnia w przypadku osoby po 50. roku życia).

Kolejnym znaczącym argumentem za rozdziałem jest skala oraz zasoby kapitałowe kompletnie różniące między sobą mikro i małe firmy od średnich. Do jednego worka wkładamy restauratora z Giżycka, który średniorocznie może zarobi 8 tys. zł miesięcznie na swoim biznesie i firmę realizującą projekty budowalne z właścicielem zarabiającym 150 tys. zł miesięcznie. Takie firmy mają inne problemy i wyzwania, jakie przed nimi stoją. Dlatego definicja małych i średnich przedsiębiorstw w takiej formie nie ma sensu.

 

Nikt niczego nie bada, a jak bada – to nie rozumie

Ostatnie analizy Głównego Urzędu Statystycznego lub Ministerstwa Finansów dotyczą 2021 roku. Od tamtej pory minęły dwa lata. W tym czasie wystąpiła jeszcze pandemia, a za wschodnią granicą wojna na Ukrainie mająca istotny wpływ gospodarczy na Polskę. Posługiwanie się oficjalnymi statystykami liczby zamkniętych, zawieszonych (110 tys. firm w pierwszym kwartale 2023 roku[4]) i otworzonych działalności gospodarczych nie ma sensu, bo dużą ich część stanowi optymalizacja kosztów pracy. Takie przedsiębiorstwa mogą oznaczać informatyka lub managera w korporacji zatrudnionego na podstawie umowy B2B zarabiającego 10–30 tys. zł miesięcznie. Tym samym wlicza się on do statystyk i mamy odbiór społeczny, że właściciele mikrofirm zarabiają ogromne pieniądze. Ponadto na podstawie tego Ministerstwo Finansów twierdzi, że mikrofirmy są w dobrej kondycji finansowej, bo ich stosunek dochodów do przychodów wynosi średnio 42,9 proc., kiedy w przypadku średnich firm jest to 9,3 proc.[5]

W analizie Ministerstwa Finansów wzniesiono się na wyżyny kreatywności, bo średnia stosunku dochodów do przychodów nie uwzględnia firm, które przynoszą straty. Zastały one rozdzielone na dwa rodzaje w przypadku mikrofirm: firmy niedochodowe i dochodowe.

Zastój i stagnacja w mikro i małych firmach jest widoczna po samym zapotrzebowaniu na kredyty inwestycyjne, które spadło o ok. 20 proc.[6] Spadło o wiele więcej, aniżeli miało to miejsce w przypadku średnich i dużych firm. Skalę tego, jak niewiele jest tam pieniędzy, niech oddaje fakt, że według Głównego Urzędu Statystycznego średni wynik finansowy brutto w takich firmach wynosi 106,8 tys. zł (2021 r.) rocznie.[7] Prawdopodobnie jest on także zawyżony wynagrodzeniami osób, które powinny być zatrudnione na podstawie umowy o pracę, a nie są. Mogą znajdować się tam pensje informatyków, czy korporacyjnych menedżerów średniego i wysokiego szczebla.

 

Zwiększenie roli analityki

Ministerstwo Finansów ma dostęp do rozbudowanego narzędzia weryfikacyjnego, jakim są Jednolite Pliki Kontrolne (JPK). Stanowią one ustandaryzowany zbiór danych o finansach przedsiębiorstw i mają za zadanie ułatwienie rozliczeń firm z urzędami skarbowymi.[8] Tak potężne narzędzie jest niewykorzystywane i pozwoliłoby na szersze badanie kondycji finansowej mikro i małych firm z wyłączeniem niemiarodajnych wyników uwzględniających umowy B2B. Oczywiście nie byłoby to doskonałe, ale zdecydowanie ułatwiłoby ono analitykę poszczególnych sektorów gospodarki i pozwoliło określić faktyczną kondycję przedsiębiorstw.

Raportowanie powinno oddzielić mikro oraz małe firmy od średnich, aby mieć lepszy (bardziej szczegółowy) pogląd sytuacji.  Pozwoliło by to zaplanować działania legislacyjne usprawniające i ułatwiające nakreślenie kierunku rozwoju lub przetrwaniach takich firm. Oficjalne statystyki ukazują się z ogromnym opóźnieniem od wprowadzenia jakiejś regulacji.

Doskonałym przykładem jest zmiana zasad przesyłania energii elektrycznej z paneli fotowoltaicznych w gospodarstwach domowych od kwietnia 2022 roku. Spadek opłacalności montażu spowodował zmniejszenie sprzedaży dosłownie z miesiąca na miesiąc prawie do zera, co oznaczało zakończenie działalności przez setki małych i mikro przedsiębiorców.[9] W zupełnie innej sytuacji były średnie firmy, które miały doświadczenie w budowaniu wielkoobszarowych farm z panelami fotowoltaicznymi, gdyż ta branża nie została przeregulowana. W latach 2019 – 2023 powstało w Polsce łącznie 2434 takich przedsięwzięć.[10] Regulacja dotknęła małe i mikro firmy, a oszczędziła te średnie i duże, które miały zasoby ludzkie i kapitałowe do realizacji poważniejszych instalacji paneli słonecznych. Jak wspomniałem na początku tekstu, potrzeby mikro i małego przedsiębiorstwa w porównaniu do średniego są mocno rozbieżne, co obrazuje powyższy przykład.

 

Rozbicie małżeństwa z przymusu ze względu na rosnącą biurokrację

Wraz ze wzrastającą biurokratyzacją prawa, a także rosnącą regulacją rynku przez Unię Europejską musi nastąpić rozdział pojęciowy MŚP. Szczególnie istotne jest to w przypadku raportowania ESG (ang. (Environmental, Social, Governance). W dużym skrócie oznacza to określenie wpływu firmy na środowisko, społeczeństwo oraz ocenę zarządzania wewnątrz firmy. Sama formuła jest rozbudowana i będzie musiała zawierać w sobie szczegółowe raporty nawet w takim zakresie jak badanie relacji wśród pracowników. Konieczne będzie też określanie wartości dostawców, z którymi współpracuje przedsiębiorstwo. Wdrożenie dyrektywy ESG firm bezpośrednio objętych obowiązkiem będzie kosztowało 1,4–2,6 mld zł, a tych współpracujących z największymi podmiotami nawet 8 mld zł.[11] Od 1 stycznia 2024 roku dyrektywa ESG będzie obejmowała firmy zatrudniające powyżej 500 osób, których suma bilansowa przekracza 20 mln euro.

Mogłoby się wydawać, że jest to całkowicie niegroźne dla małych i średnich podmiotów, jednak rokrocznie obowiązek będzie rozszerzany o te mniejsze. Od 2025 roku obejmie on firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników, a od 2026 roku małe i średnie przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 10 pracowników, jeżeli będzie to spółka giełdowa.[12] O ile w przypadku średniej wielkości firmy utworzenie nowego działu nie będzie bardzo dużym problemem, tak będzie on problematyczny np. dla małej firmy zatrudniającej 15 osób i produkującej wysokorozwinięte maszyny przemysłowe. Oczywiste jest, że w ostateczności obowiązek ESG zostanie wprowadzony dla wszystkich rodzajów firm. Jednak nie wyobrażam sobie sytuacji, w której hydraulik zatrudniający dwie osoby będzie musiał tworzyć obszerne raporty dotyczące jogo wpływu na środowisko. Wyłącznie mikro i małych firm z obowiązku raportowego powinno być priorytetem, bo naraża ich to na wzrost kosztów prowadzenia działalności niewspółmierny do osiąganego zysku.

 

Podsumowanie

Biorąc pod uwagę rosnącą biurokrację, a także przemiany gospodarcze, z jakimi musi się zmagać sektor małych i średnich przedsiębiorstw, rozdzielenie definicji jest koniecznością. Zwłaszcza w kontekście raportowania, a także analizy danych. Przedstawianie danych jako całość jest niemiarodajne i nie pozwala oszacować rzeczywistej skali problemów firm w różnych rozmiarach. Mamy do dyspozycji narzędzie w postaci Jednolitych Plików Kontrolnych (JPK), aby dokładniej badać działanie przedsiębiorstw oraz tych problemów. Zupełnie inne problemy ma mikroprzedsiębiorca zatrudniający dwie osoby, a zupełnie inne – firma zatrudniająca 150 osób. Pomimo takiej oczywistości, nadal stosuje się definicję małych i średnich przedsiębiorstw i pod nią tworzy się prawo. Prawo, które jest niekiedy zabójcze dla małych podmiotów.

 

Przypisy:

[1] https://businessinsider.com.pl/gospodarka/mikrofirmy-w-tej-czesci-gospodarki-zarobki-sa-najnizsze-a-pracuje-ponad-4-mln-osob/x7b88gq

[2] https://www.arp.gda.pl/plik,165,1-definicja-mikro-malych-i-srednich-przedsiebiorstw.pdf

[3] https://obserwatorgospodarczy.pl/2022/06/20/niektore-jednoosobowe-dzialalnosci-gospodarcze-w-polsce-zatrudniaja-ponad-500-osob/

[4] https://fakty.tvn24.pl/fakty-po-poludniu/ponad-110-tysiecy-firm-zawiesilo-dzialalnosc-w-pierwszym-polroczu-2023-roku-polska-gospodarka-jest-w-sytuacji-recesyjnej-7301131

[5] https://obserwatorgospodarczy.pl/2022/06/20/niektore-jednoosobowe-dzialalnosci-gospodarcze-w-polsce-zatrudniaja-ponad-500-osob/

[6] https://obserwatorgospodarczy.pl/2022/05/04/mikrofirmy-w-polsce-zaciagaja-coraz-mniej-kredytow-inwestycyjnych/

[7] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/dzialalnosc-przedsiebiorstw-o-liczbie-pracujacych-do-9-osob-w-2021-roku,21,10.html

[8] https://taxinsight.pl/baza-wiedzy/blog/co-to-jest-jpk-co-trzeba-wiedziec-o-jednolitym-pliku-kontrolnym/

[9] https://businessinsider.com.pl/biznes/pogrom-w-fotowoltaice-dawid-zielinski-szef-columbus-energy-tysiace-malych-firm-znikna/zqdglms

[10] https://www.teraz-srodowisko.pl/aktualnosci/rynek-fotowoltaika-Polska-odmowy-sieci-OZE-13663.html

[11] https://www.forbes.pl/kompas-esg/sa-kosztowne-i-czasochlonne-ale-nie-ma-od-nich-odwrotu-esg-to-dla-firm-byc-albo-nie/2qhcmfb

[12] https://portalochronysrodowiska.pl/sprawozdania-i-oplaty/raportowanie-esg.-kiedy-i-ktore-firmy-obejmie-nowy-obowiazek-2648.html

Inne wpisy tego autora

Unia Europejska nad przepaścią

Hegemoniczna rola Europy jako centrum światowych wydarzeń dobiega końca. Polityka klimatyczna ma istotny wpływ na bariery rozwojowe w Unii Europejskiej. Samo „Fit for 55” będzie