Pieniądz cyfrowy – narzędzie kontroli i represji z nowego wspaniałego świata

Doceniasz tę treść?

Większość teorii spiskowych okazuje się prawdą. To tylko kwestia czasu. Spełnią się też najbardziej koszmarne wizje związane z całkowitym zastąpieniem tradycyjnej gotówki przez pieniądz elektroniczny. Ale być może oprócz nich zrealizują się też scenariusze pozytywne, których dziś nikt jeszcze nie pisze, jak np. powrót do pieniądza opartego na kruszcu – złocie.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że w skali globalnej, a przynajmniej w zachodnim kręgu cywilizacyjnym i części Azji trwa projekt zastępowania tradycyjnego pieniądza, w sensie fizycznym rozumianego jako banknoty i monety, elektronicznym, zapisem cyfrowym, do którego dostęp zapewniają różnego rodzaju karty czy też coraz częściej urządzenia jak telefon, zegarek etc. Pojęcie pieniądza elektronicznego jest wieloznaczne, zniuansowane, ale dla porządku będziemy go rozumieć, tak jak definiuje go Europejski Bank Centralny – pieniądz elektroniczny to jednostki zapisane na nośniku elektronicznym powszechnie stosowane do regulacji płatności.

Całkiem odrębna kwestia to waluty cyfrowe jak bitcoin, czy też konkurencyjne porządki pieniężne, których powstanie już w 1976 roku przewidywał Friedrich August Hayek. Koncepcje rozwinął w swej książce „Denationalization of Money”.

Pieniądz cyfrowy – po co go wprowadzono?

Jakąkolwiek postać by pieniądz cyfrowy przybierał, to sens i cel wprowadzania go jest jeden. Pieniądz fizyczny ma zniknąć z obiegu. Po pieniądzu fiducjarnym, czyli takim, który nie ma sam w sobie wartości materialnej (banknot jednodolarowy ma prawie tę samą wartość papieru z bawełny, farby, druku etc., co dziesięciodolarowy), tylko jest on jak czek z wartością zadeklarowaną przez emitenta, ludzkość weszła na kolejny etap destrukcji pieniądza jako środka wymiany i przechowywania wartości. Dziś pieniądz nie musi mieć już żadnego pokrycia, dosłownie w niczym, więc emituje się bez opamiętania pieniądz pusty i świat buja się od kryzysu do kryzysu. Nauk z tego żadnych nie wyciągnięto, więc szykujemy sobie kolejne nieszczęścia, których skala i rodzaj może przekroczyć wszelkie kryzysy gospodarcze, które dotąd znamy z historii. Polska oczywiście z neoficką gorliwością przyjmuje wszystkie zdobycze postępu i tak od 1 stycznia każda transakcja pomiędzy przedsiębiorstwami powyżej 8 tysięcy złotych będzie musiała odbywać się elektronicznie. Przy płatności pomiędzy prywatną osobą a przedsiębiorcą limit wynosić ma 20 tysięcy złotych, ale uwaga: firma, czy nawet prywatna osoba będzie miała prawo odmówić przyjęcia pieniędzy w postaci gotówki, jeśli wartość transakcji będzie przekraczać poziom przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w trzecim kwartale roku poprzedzającego. Odpowiednie komunikaty o tym, zamieszcza GUS, ale powiedzmy, że dziś jest to ok. 6 tysięcy złotych. Tak więc obywatele dokonujący transakcji mają śledzić komunikaty ZUS, jak jacyś urzędolnicy, pisarczykowie biurowi, kanceliści.

Reżim gotówkowy forsowany jest przez Ministerstwo Finansów (oddzielny rozdział to lobby banków, emitentów kart, producentów terminali etc.), które wprowadzając zmiany w prawie podatkowym, jako uzasadnienie podaje „popularyzację obrotu bezgotówkowego”. Niby czemu w ogóle resort miałby taki obrót popularyzować? Oczywiście chodzi o fiskalizm, sprawy podatkowe. Prezes NBP w liście do resortu finansów wskazuje, iż „w kontekście pozostałej części uzasadnienia… należałoby przyjąć, że limit nałożony na konsumentów służyć ma przede wszystkim monitorowaniu przez służby skarbowe dokumentacji, rejestrów, systemów bankowych itd. w celu kontrolowania przedsiębiorców. Przy okazji jednak będą gromadzone dane o osobach fizycznych występujących w roli konsumentów”. Niezależnie trwają też prace w Komisji Europejskiej. W Brukseli wprowadzanie ograniczeń argumentuje się walką z praniem pieniędzy i finansowaniem terroryzmu.

Eliminacja gotówki i kontrola państwa

Uzasadnienia nie mają żadnego znaczenia i rzecz nie w wysokości limitów, ale w ogóle w samej idei, że państwo, instytucje mogą takie limity wolnym przedsiębiorcom i obywatelom narzucać. Jak zauważa Rafał Górski, prezes Instytutu Obywatelskiego, limity będą zmniejszane, aż zostaniemy z tysiącem złotych. Ja twierdzę, że kres będzie wtedy, gdy w ogóle zostanie wyeliminowana gotówka. To taktyka krojenia salami, czy powolnego gotowania żaby. Cel jest jednoznaczny – eliminacja gotówki i całkowita kontrola państwa i różnych instytucji nad finansami obywateli i firm.

Eliminację obrotu gotówkowego krytykuje m.in. Narodowy Bank Polski i Adam Glapiński. W liście skierowanym do Ministerstwa Fransów prezes NBP przedstawia bardzo poważne argumenty. Są one natury praktycznej, ale też wolnościowej, dotyczącej miękkiej sfery praw obywatela i konsumenta.

Jeden z najistotniejszych argumentów dotyczy dyskryminacji ogromnej części społeczeństwa.

„Według badania Zwyczaje płatnicze w Polsce w 2020 r., zrealizowanego przez NBP, stopień »nieubankowienia«, mierzony brakiem rachunku płatniczego lub konta bankowego, dla osób pełnoletnich wyniósł 11,5 proc. natomiast w grupie osób w wieku 65 lat i powyżej wyniósł 28 proc. Podobnie, zgodnie z ww. badaniem, stosunkowo wysoki jest odsetek osób nieposiadających karty płatniczej, mierzony brakiem posiadania takiego instrumentu płatniczego, który dla osób pełnoletnich wyniósł 18,3 proc., zaś dla osób w wieku 65 lat i powyżej wyniósł aż 47,5 proc.” – czytamy w liście prezesa NBP.

Kolejne limity

Wprowadzanie kolejnych limitów ma zmusić całe grupy społeczne do posiadania kart, rachunków elektronicznych etc. Podpisana przez prezydenta ustawa o usługach płatniczych wprowadza obowiązek przyjmowania gotówki w sklepie.

NBP wskazuje na zagrożenia dotyczące prawa obywateli do dyskrecji, prywatności. Obrót bezgotówkowy pozwala bowiem w większym stopniu monitorować zakupy obywateli, gromadzić dane nie tylko przez władzę publiczną, ale i przez banki, sklepy, firmy obsługujące płatności etc.

„Nie można wykluczyć, że są wydatki wynoszące albo przekraczające równowartość 20 000 zł, o których konsument nie chciałby informować swojego banku. W tym kontekście należałoby rozważać proponowaną regulację również w odniesieniu do prawa do prywatności konsumentów wobec przedsiębiorców, tym bardziej że ochrona tej prywatności została expressis verbis wyrażona m.in. w art. 76 Konstytucji RP z dnia 2 kwietnia 1997 r.” – pisze prezes NBP. Adam Glapiński wprost wskazuje na to, iż nowe regulacje mogą być sprzeczne z Konstytucją. Mowa o łamaniu prawa do prywatności (art. 47), autonomii informacyjnej (art. 51), ograniczaniu swobody działalności gospodarczej, co ma wynikać z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z lipca 2008 roku.

Dalej prezes NBP wskazuje, iż limity ograniczają prawa konsumentów do swobodnego posługiwania się prawnymi środkami płatniczymi, którymi w Polsce są – zgodnie z art. 32 ustawy o Narodowym Banku Polskim, znaki pieniężne emitowane przez NBP.

Inaczej mówiąc, jedna ustawa gwarantuje nam prawo płacenia gotówką, a inna je odbiera.

W tym miejscu należy zauważyć, że przepisy o limitach w transakcjach gotówkowych – zarówno już obowiązujące, jak i te, które mają być wprowadzone, stoją w jawnej sprzeczności z Ustawą o Narodowym Banku Polskim z sierpnia 1997 roku. Oznacza to, że wobec kolizji praw mogą okazać się niekonstytucyjne. Artykuł 31 Ustawy o NBP mówi wyraźnie, że „Znakami pieniężnymi Rzeczypospolitej Polskiej są banknoty i monety opiewające na złote i grosze”. A artykuł 32 brzmi tak: „Znaki pieniężne emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej”.

To oznacza ni mniej, ni więcej, że nie tylko banknotami mogę zapłacić dowolną sumę, ale nawet monetami i gwarantuje mi to właśnie Ustawa o NBP. Mamy do czynienia z kolizją dwóch aktów prawnych tej samej rangi. Sprawę więc powinien rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny.

Jaka czeka nas przyszłość pieniądza?

Jak ktoś jest z kręgów postępowych i prawdziwych Europejczyków i nie podoba mu się prezes NBP, to niech poczyta Eswara Prasada autora znakomitej książki „Przyszłość pieniądza. Jak rewolucja cyfrowa przemienia świat walut i finansów”. Profesor Cornell University pisze tak:

Ponadto Fintech i CBDC (pieniądz cyfrowy) niosą ze sobą konsekwencje społeczne. Gdyby gotówka ustąpiła miejsca CBDC, a systemy płatności były w przeważającej mierze cyfrowe, wszelkie pojęcie anonimowości i prywatności w sprawach finansowych byłoby poważnie zagrożone. Banki centralne nie mają oczywiście żadnego prawnego ani moralnego obowiązku udostępniania anonimowych środków płatniczych, takich jak gotówka. Jednak zmiana formy pieniądza banku centralnego grozi wciągnięciem tych instytucji w debatę na temat norm społecznych i etycznych, zwłaszcza jeśli CBDC jest postrzegana jako narzędzie umożliwiające wdrożenie różnych rządowych polityk gospodarczych i społecznych. Takie postrzeganie mogłoby zagrozić niezależności i wiarygodności banków centralnych, czyniąc je mniej efektywnymi w ich podstawowych funkcjach. W społeczeństwach autorytarnych pieniądz banku centralnego w postaci cyfrowej mógłby stać się dodatkowym instrumentem rządowej kontroli nad obywatelami, a nie tylko wygodnym, bezpiecznym i stabilnym środkiem wymiany.

Do tej ostatniej kwestii jeszcze wrócimy.

NBP wskazuje też na względy praktyczne jak choćby bezpieczeństwa. W tym kontekście przywołany jest atak cybernetyczny na Estonię w 2007 roku, który na 3 tygodnie sparaliżował państwo i wielkie awarie u emitentów i operatorów kart Visa i Mastercard, który w 2018 roku przez kilkanaście godzin uniemożliwiał dokonywania transakcji w Europie.

Można sobie tez wyobrazić inne awarie – sieci energetycznych, czy celowe wyłączanie prądu. Europa z powodu polityki klimatycznej regularnie staje w obliczu przerw w dostawach energii. Gdy do nich dojdzie, a pieniądz będzie elektroniczny, zaniknie wszelka aktywność handlowa. Nie dość, że nie będzie energii, to nie będzie też możliwości zakupu podstawowych produktów pozwalających w takich okolicznościach egzystować. Jeśli ktoś uważa, że te wizje są paranoiczne, to niech te uwagi skieruje do rządów Niemiec i Austrii, które w czasie zimy regularnie instruowały jak przeżyć przy latarkach, świeczkach i kuchenkach typu prymus. Należy się spodziewać, że fanatycy i tego zakażą, bo CO2 będzie emitowane, ale to nadaje się już na inną opowieść.

Jak bardzo realna jest wizja świata, w której ustaje wszelka aktywność handlowa, świadczy wojna na Ukrainie. Wyobraźmy sobie, że Ukraina jest już na etapie, w którym wyeliminowano pieniądz fizyczny i całkowicie zastąpiono go elektronicznym i wtedy właśnie następuje napaść Rosji. Po ataku na elektrownie, stacje przesyłowe etc. ustaje wszelka aktywność handlowa.

Ale są i inne zagrożenia, na które uwagę zwrócił profesor Prasad we wspomnianej już książce:

„Pieniądz banku centralnego w postaci cyfrowej mógłby stać się dodatkowym instrumentem rządowej kontroli nad obywatelami”.

Kiedy pisał te słowa, wydawało się, że to jeszcze abstrakcja. Teraz to jednak rzeczywistość i to w naszym, zachodnim kręgu cywilizacyjnym, a nie reżimów Trzeciego Świata.

Oto uśmiechnięty liberalny reżim Kanady w lutym 2022 r. zablokował konta bankowe tym, którzy brali udział w Wielkim Konwoju, czy ośmielili się wesprzeć kierowców protestujących przeciwko restrykcjom covidowym. Nie tylko zablokowano zbiórki pieniędzy na ich rzecz, ale rząd Trudeau na podstawie prawa o stanie wyjątkowym – Emergencies Act – ogłosił, że banki, dostawcy usług finansowych mogą na żądanie administracji bez wyroku sądu zablokować każde konto. Zablokowano także konta firm, do których należały ciężarówki jadące w Wielkim Konwoju. Wspierających, których pozbawiono dostępu do własnych pieniędzy, zidentyfikowano na podstawie ich wpłat na konta organizacji, i platform organizujących zbiórki. Anonimowy farmer mówił w rozmowie z „Western Standard”: „Nie mogłem zrobić żadnych przelewów elektronicznych, nie mogłem zapłacić rachunków przez Internet”. Gdy próbował wyjaśnić co się stało, mówiono mu, że „wszystko jest dyktowane z Toronto”.

Słabość pieniądza cyfrowego

Ten jeden przypadek pokazuje dwie wielki słabości pieniądza cyfrowego. Nie ma żadnej gwarancji anonimowości – po przelewach zidentyfikowano bowiem wspierających protesty, a reżim jak w Kanadzie jest w stanie pozbawić nieposłusznego obywatela środków do życia, a nawet całego dorobku. Bez zbrodni, bez wyroku. Ale nie skończyło się w lutym 2022 r. Konta protestujących i ich rodzin zostały specjalnie oznaczone w systemach i podlegają obserwacji.

Działania kanadyjskiego reżimu spodobały się też bardzo w Brazylii. Za przykładem poszła administracja nowego prezydenta Luli. Zablokowano konta osobom i firmom wpierającym Jaira Bolsonaro. „Przestępcy” mieli sfinansować wynajem autokarów na zwiezienie na demonstracje do stolicy kraju Brasilii zwolenników byłego prezydenta.

Realizowany przez Bank Centralny Nigerii program „Bezgotówkowa Nigeria” co rusz wywołuje w kraju chaos i zamieszki, kiedy wprowadzane są kolejne limity wypłat z bankomatów. Teraz dziennie to 20 tys. naira (ok. 200 złotych), tygodniowe to 100 tys. naira (1 tysiąc złotych). W targanym wojną z islamistami kraju co rusz pojawiają się też plotki o całkowitym wycofaniu z obiegu gotówki. Wywołuje to powtarzające się szturmy na banki i destabilizuje system finansowy Nigerii.

Rządy przy pomocy cyfrowego pieniądza mogą nie tylko karać nieposłusznych obywateli, ale też całkowicie kontrolować i dyscyplinować każdego, wymuszać określone zachowania w normalnej codziennej aktywności. Przykład płynie z uśmiechniętej, miłej i postępowej tyranii w Kanadzie. Spółdzielcza kasa oszczędnościową Vincity wprowadziła karty, które zliczają ślad węglowy, jaki zostawiły kupowane z jej pomocą towary. Podobne rozwiązanie wprowadził australijski Commonwealth Bank. Mamy więc znów do czynienia z fikcją anonimowości i dyskrecji. System bardzo precyzyjnie zbiera dane o tym, na co użytkownicy wydają swoje cyfrowe pieniądze, przechowuje je i przetwarza. Teraz wystarczy wprowadzić limit śladu węglowego przypadającego na każdego obywatela. Po jego przekroczeniu nie będzie można dokonać transakcji. Rozwinięciem jest zaprowadzany w Chinach system kredytu społecznego odcinający od usług obywateli, którzy np. nie zapłacili mandatu, czyli uniemożliwiający im transakcję.

Cyfrowy pieniądz ma więc dwie kolosalne wady, które mogą przynieść katastrofalne skutki. Po pierwsze jest całkowicie scentralizowany i przestaje przechowywać wartość. Jeszcze niedawno majątek można było gromadzić w pieniądzu fizycznym opartym o parytet złota, czy nawet fiducjarnym. Zdeponowanie w banku ziemskim złotych carskich piętnastorublówek oznaczało wsadzenie ich do słoika i zakopanie w ogródku. Tak można było przechować majątek na wypadek, gdyby przyszli bolszewicy, czy inni lewaccy złodzieje cudzych dóbr. Podobnie można trzymać majątek wyrażony przez pieniądz fiducjarny, o czym zaświadczyć może wielu europosłów, którzy trzymali pieniądze od Kataru w walizkach, torbach, czy jak u nas taki jeden w wydrążonej nodze od stołu. Ten majątek był schowany, ale co najważniejsze, był rozproszony. Nie ma takiego guzika, który po naciśnięciu spowodowałby, że znikają wszystkie zakopane słoiki, walizki, nogi od stołu, torby pieniędzy. Inaczej w przypadku pieniądza cyfrowego, czyli takiego, który jest nie tylko zapisem, a więc fizycznie nie istnieje, ale też zdeponowany jest w miejscu, do którego dostęp mają tyranii, dyktatorzy, mogą więc nam go zrabować, czy zablokować. Wartość naszego majątku zaczyna zależeć od jego nośnika. W tym sensie można mieć dowolne aktywa – akcje, obligacje, pieniądze opcje etc., a i tak nie będzie żadnej dywersyfikacji portfela, bo wszystko opiera się na zapisie, który można zniszczyć, czy zablokować.

Dlatego też, jeśli ponury, czarny scenariusz zaprowadzania reżimu bezgotówkowego będzie zaprowadzany, to może nastąpić renesans pieniądza opartego na kruszcu, czy samego kruszcu. Nie tylko płacić nim będziemy, by zachować anonimowość, dyskrecję, ale też przechowywać w nim majątek. Jak to działa, w pewnym sensie mogły się już przekonać kanadyjskie banki. Po tym, jak reżim Trudeau zablokował konta Wielkiego Konwoju i wspierających go, amerykańscy klienci zaczęli wycofywać z nich pieniądze. Utracili zaufanie do banków, do rządu. Cyfrowe pieniądze mogli zdeponować, czyli przelać do swoich amerykańskich banków. Inaczej mówiąc, przenieść też swój zagrożony w Kanadzie majątek do Stanów Zjednoczonych. Gdzie jednak będzie można uciec ze swoim majątkiem, schować go przed tyranami, jeśli zapanuje świat bezgotówkowy i do żadnego słoika, czy wydrążonej nogi od stołu nic nie będzie można go schować? Odpowiedzią będzie to, co zawsze – kamienie szlachetne, kruszce etc.

Polska będzie bezgotówkowa?

Jest jeszcze jeden aspekt takiego świata, tj. Polski bezgotówkowej. Nie ma wątpliwości, że proces wycofywania banknotów zatrzyma się dopiero wtedy, gdy całkowicie znikną z obiegu. Za grosz nie należy wierzyć politykom, że tak nie będzie. Kilka krajów jak Szwecja, czy wspomniana Nigeria otwarcie to zapowiadają. W Polsce całkowite wyeliminowanie gotówki oznaczałoby dramatyczne konsekwencje społeczne – złamanie relacji pomiędzy ludźmi, poszczególnymi grupami solidarności wspólnotowej. Sprowadziłoby to osobistą tragedię na miliony ludzi. Pomyślmy o tych wszystkich, którzy ze swojej winy, a czasami zrządzeniem losu znaleźli się na marginesie naszego życia. Choćby chwilowo. Ich byt, przetrwanie zależy od naszego odruchu serca. Jak żulikowi damy piątkę na piwo, bezdomnemu na bułkę etc.? Ponadto wszyscy ci seniorzy – kochane babcie i dziadkowie, którzy dorabiają sobie do emerytury, bo sprzedają nam na ulicy kwiatek ze swego ogródka, słoik jeżyn, czy malin, grzyby, palmy na Niedzielę Palmową, wyhaftowaną przez siebie serwetkę – stracą nie tylko dodatkowe przychody, ale też poczucie przydatności, przynależności do wspólnoty, poczucie własnej wartości. Więzi społeczne będą rozerwane, zniszczone będą ludzkie odruchy, całe grupy zostaną całkowicie wypchnięte poza nawias wspólnoty.

Podsumowując, powinna zostać zbadana konstytucyjność wszelkich przepisów wprowadzających limity w obrocie gotówkowym. Wszystko wskazuje na to, że są one całkowicie sprzeczne z Konstytucją i jako takie usunięte, bez oglądania się na brednie o postępie i nowoczesności. UOKiK powinien w trybie pilnym zająć się całkowicie bezprawną praktyką nieprzyjmowania gotówki przez sklepy, a zwłaszcza przez sieci.

A sam pomysł zaprowadzenia reżimu bezgotówkowego należy uznać za głupi, szkodliwy, okrutny, aspołeczny i do tyranii władców, i właścicieli świata wiodący.

Inne wpisy tego autora