Grupy trzymające władzę: Górnicy

Doceniasz tę treść?

Grupa trzymająca władzę – takiego określenia użył niegdyś znany, polski producent Lew Rywin podczas rozmowy z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” Adamem Michnikiem. Autor przytoczonych słów miał wówczas na myśli ludzi mediów, biznesu i polityki powiązanych z rządem SLD, którzy jego zdaniem mogli wpłynąć na proces legislacyjny tak, by nie wprowadzać przepisów ograniczających koncentrację własności na rynku medialnym. Określenie „grupy trzymającej władzę”[1] na dobre zagościło w polskim słowniku politycznym.

Jeśli komuś wydaje się, że dziś grupy takie nie istnieją, jest w błędzie. Jest ich wiele, jednoczą różne środowiska i w różny sposób wpływają na decyzje polityków, a efekty ich działania zwykle są niekorzystne dla ogółu obywateli. Skutecznie zapobiegają one systemowym zmianom w państwie i paraliżują reformy. Nawet gdy jakiś ambitny polityk ma wielką wizję po wyborze na urząd, zderza się z bolesną rzeczywistością, w której musi brać pod uwagę, że brak poparcia tej czy innej grupy może kosztować go utratę władzy. W związku z tym idzie na kompromisy, a czasami po prostu działa pod dyktando tychże.

Postanowiliśmy w okresie przedwyborczym wskazać grupy, które trzymały bądź trzymają w Polsce władzę najsilniej. Części z nich ta władza z rąk się wymyka, choć wciąż o nią walczą. Inne zdobywają ją po raz pierwszy w historii, A niektóre dzierżą ją niepodzielnie od dekad i nikt nie ma pomysłu jak je osłabić.

Zaczynamy od górników. To środowisko, które należy do pierwszej kategorii. W całej historii III RP bardzo silnie wpływało na politykę państwa, zwłaszcza w dziedzinie finansów, wchłaniając pieniądze podatników niczym czarna dziura. Szacuje się, że „w latach 1990–2020 dotacje państwa do górnictwa doszły do 135 mld zł”[2]. Pieniądze te nie były inwestowane w modernizację ani transformację górnictwa. Ich jedyną funkcją było utrzymywane niewydajnego sektora na powierzchni i hojne opłacanie członków związków zawodowych. Jak to możliwe, że górnicy osiągnęli aż taki wpływ na polską klasę polityczną, że do dzisiaj nikt nie chce im podpaść?

Górnictwo w Polsce ma bardzo bogatą historię sięgającą średniowiecza. Źródła historyczne podają, że już w XIV wieku, za panowania Kazimierza Wielkiego, dochody z wydobycia i sprzedaży złóż kopalnianych odpowiadały za 1/3 wpływów do królewskiego skarbca. W XIX wieku wzrost zapotrzebowania na węgiel kamienny spowodował szybki rozwój górnictwa na wyżynie Śląskiej, gdzie wcześniej eksploatowano rudy żelaza i metali nieżelaznych.[3] W czasach PRL, ze względu na bogate w węgle kopalne położenie Polski oraz industrialny charakter gospodarki górnictwo zyskało strategiczny charakter. Po II wojnie światowej powstały nowe zagłębia górnicze, a Polska była nie tylko liczącym się na świecie producentem surowców, ale i ich eksporterem. Niestety stosowano niewłaściwy system cen surowców i energii, które były niższe niż koszty pozyskania i wytworzenia. Ponadto główny towar eksportowy stanowiły surowce nieprzetworzone lub o niskim stopniu przetworzenia, a w otoczeniu zagłębi górniczych środowisko naturalne ulegało stopniowej degradacji. To wszystko zniekształcało efektywność ekonomiczną górnictwa. Stąd po 1989 roku w Polsce zaczęła kiełkować świadomość konieczności stopniowej likwidacji kopalń o trwałym braku rentowności i potrzeba odratowania znajdującego się w ich otoczeniu środowiska przyrodniczego.

W latach 90. górnictwo w Polsce wkraczało nieprzygotowane do funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej: sektor wydobywczy był silnie scentralizowany organizacyjnie; kopalnie nie posiadały własnych kanałów dystrybucji ani zaopatrzenia: produkcja była dotowana (dotacje przedmiotowe – wypłacane do każdej tony węgla). Dodatkowo kopalnie były obarczone w dużym zakresie działalnością socjalną i charytatywną (posiadały szpitale, szkoły, przedszkola, kluby sportowe itd.). W okres restrukturyzacji gospodarki branża górnicza wkraczała przyzwyczajona do preferencyjnego traktowania i z silnie roszczeniowym nastawieniem. Bardzo szybko określono pryncypialne cele, jakie miały przyświecać restrukturyzacji górnictwa, z czego kluczowy stanowiło doprowadzenie jego wydajności do konkurencyjności na rynkach światowych. Dynamika wdrażania programów restrukturyzacyjnych była od samego początku zależna od czynników politycznych. Choć kierunek i cel zachodzących zmian był podobny, często decyzje kolejnych rządów negowały działania podjęte przez poprzedników, co skutecznie sabotowało reformy.

Obecnie węgiel wydobywa się w Polsce głównie w dwóch regionach – na Śląsku w kopalniach głębinowych górnicy pozyskują węgiel kamienny, a w Wielkopolsce wydobywa się węgiel brunatny metodą odkrywkową. Jak podaje GUS, 80 tys. górników jest zatrudnionych w różnych spółkach, głównie w kopalniach węglowych[4]. Ci ludzie, od pokoleń trudniący się pracą w kopalniach, stworzyli swoistą kulturę opartą na wielowiekowej tradycji i przede wszystkim określonym modelu pracy. Praca w kopalni była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Poczucie jedności wzmacniał aspekt dziedzictwa walk o niepodległość. Rodziło to poczucie wspólnoty przejawiającej się m.in. w tworzeniu organizacji pracowniczych. Preferencyjne traktowanie górnictwa w latach 70. sprzyjało pojawieniu się i utrwaleniu postaw roszczeniowych. Walka o utrzymanie przywilejów pracowniczych zdominowała działalność organizacji związkowych w latach transformacji. W przemyśle górniczym działa wciąż ok. 28 związków zawodowych. Największe z nich to NSZZ „Solidarność” oraz Związek Zawodowy Górników. Mniejsze związki obejmują często kilka albo jedynie jedno przedsiębiorstwo. Przeciętnie w kopalni działa od 10 do 12 organizacji pracowniczych. Górnicy to grupa wyjątkowo spójna, zorganizowana, skupiona na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, mająca określone pryncypia i wielowiekową tradycję walki o nie. Do tego dochodzą jeszcze liczne powiązania górniczych związków zawodowych z rządem, gwarantujące tym grupom możliwość wywierania wpływu na organy decyzyjne w kraju. Przykładów działania górników, które znajdowały odbicie w decyzjach rządzących, jest wiele.

Spróbujmy przyjrzeć się im chronologicznie, zaczynając od strajków górników z września 2003 roku, jakie miały miejsce w Warszawie. Wówczas rząd zdecydował o likwidacji czterech śląskich kopalń, w tym jednej z najstarszych o nazwie Bolesław Śmiały, położonej w Łaziskach, niedaleko Katowic. Sprzeciwiły się temu stanowczo załogi wytypowanych do zamknięcia zakładów i związki zawodowe. Wprawdzie strona rządowa zadeklarowała, że wskutek likwidacji kopalń górnicy nie utracą pracy, ale zapewnienia te nie zostały zaakceptowane. Demonstracja przeszła przez Warszawę. Górnicy zaatakowali budynek SLD, czyli ówczesnej partii rządzącej oraz gmach Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. W proteście wzięło udział ok. 10 tysięcy osób. Większość z nich w pokojowy sposób akcentowała swój sprzeciw wobec decyzji rządu, jednak część demonstrujących dopuściła się aktów przemocy i wandalizmu, obrzucając policjantów kamieniami, oblewając farbą, a także używając koktajli mołotowa. Wskutek radykalnych działań protestujących górników rannych zostało ponad 40 funkcjonariuszy policji i kilku dziennikarzy relacjonujących wydarzenie. Na placu Trzech Krzyży, mimo przygotowanych dla przywódców związkowych mikrofonów, demonstranci nie czekając na przemówienia, zaatakowali budynek ministerstwa. Około tysiąca osób rzucało petardami, kamieniami i innymi przedmiotami w gmach, a organizatorzy strajku nie mieli nad nimi kontroli. Zaatakowano również Kancelarię Premiera. Pod koniec września niespodziewanie „Gazeta Wyborcza” poinformowała o gotowości rządu do kompromisu, który polegałby na łączeniu kopalń z innymi zakładami zamiast ich likwidacji. Kilka dni później podano do publicznej wiadomości, że toczą się rozmowy o ewentualnym połączeniu kopalni Bolesław Śmiały w Łaziskach z elektrownią z tej samej miejscowości. Na tym przykładzie niezbicie widać jak, przy wykorzystaniu siły nacisku, górnicy zmusili rząd do podjęcia rozmów i zawarcia korzystnego dla nich kompromisu. Kopalnia Bolesław Śmiały, której planowane zamknięcie stanowiło główną oś sporu działa po dziś dzień.

W lipcu 2005 roku górnicy dokonali kolejnej spektakularnej manifestacji, tym razem protestując pod budynkiem Sejmu. Zbliżały się wybory parlamentarne i rząd SLD szykował projekt zmian emerytalnych, odbierający górnikom przywilej wcześniejszego przechodzenia na emeryturę (po upływie 25 lat pracy). W odpowiedzi na te plany środowiska górnicze zorganizowały protest, który przerodził się w prawdziwą wojnę. Do batalii, którą „Gazeta Wyborcza” nazwała „bitwą pod Sejmem”, doszło 26 lipca. Liczne czasopisma rozpisywały się nad udokumentowanym przez media zdjęciem rozebranego do pasa górnika z kilofem w dłoni, szturmującego policyjne barykady. Ten symboliczny obraz, który określono mianem „lobbingu kilofem”, dał wyraz całej demonstracji. Syreny, kilofy, petardy, koktajle Mołotowa były sposobem górników na obronę wcześniejszego przechodzenia na emeryturę i, co najistotniejsze, swój cel osiągnęły. Rząd SLD ugiął się pod protestami i projekt ustawy trafił do śmietnika.

O tym, jak silny może być tłum demonstrujących górników, dobitnie świadczy przykład z 2011 roku. Załoga szykującej się do debiutu giełdowego Jastrzębskiej Spółki Węglowej zatrzymała pracę kopalń, sprzeciwiając się warunkom upublicznienia spółki i domagając się 10-proc. podwyżek. Akcję poprzedziła demonstracja 7 tys. górników w Katowicach. Nacisk niemal dwudziestotysięcznej załogi był tak skuteczny, że załoga JSW zamiast pięcioletnich gwarancji pracy dostała dziesięcioletnie, a akcje pracownicze jedyny raz w historii otrzymali także pracownicy, którzy nie byli do nich uprawnieni na mocy ustawy.

W 2014 roku ogłoszony został rządowy projekt dla Kompanii Węglowej zakładający likwidację położonych na Śląsku kopalń o najsłabszych wynikach. W proteście wzięło udział kilka tysięcy górników, w tym ok. 1,5 tys. protestowało pod ziemią. Na ulice miast, w których znajdowały się zagrożone kopalnie, wychodziły codziennie tysiące mieszkańców. W kopalni Makoszowy górnicy prowadzili głodówkę. Protesty zakończyło porozumienie z 17 stycznia 2015 r., w wyniku którego zamknięto jedynie kopalnię Centrum.

Demonstracje stanowią w pełni legalne, demokratyczne narzędzie do walki o swoje prawa. Oczywiście używanie przemocy, jak w przypadku strajków z 2003 czy 2005 roku jest niedopuszczalne i stanowi godną potępienia skrajność. Jednocześnie należy otwarcie przyznać, że stosowanie siły fizycznej jest częstym sposobem osiągania celów stosowanym przez demonstrujące grupy zawodowe. Po 1989 roku, gdy proces wygaszania kopalni dopiero nabierał tępa, bardzo powszechną praktykę stanowiło odsprzedawanie węgla za bezcen do fikcyjnie utworzonych spółek. Działania mające na celu zaprzestanie praktyk korupcyjnych w górnictwie są od lat bojkotowane przez silne związki zawodowe. W jednym z felietonów Dziennik.pl podaje, że w 2015 roku działanie górniczych związków zawodowych pochłonęło aż 40 mln zł. Do 2021 roku liczba organizacji związkowych mnożyła się na potęgę, a kolejne fale związkowców wymagały finansowania z pieniędzy spółek. W 2015 roku Jastrzębska Spółka Węglowa zatrudniała na pełnych etatach aż 103 liderów związkowych. Jak wynika z danych firmy, staż związkowy większości z nich przekraczał 15 lat. A co czwarty ze związkowych działaczy w JSW dożył już wieku, w którym nabywa się uprawnienia emerytalne. Z punktu widzenia właścicieli firm związki zawodowe zwielokrotniają etaty pracowników, których użyteczność zawodowa jest nieznaczna, gdyż przez wiele lat nie mieli styczności z faktyczną pracą górniczą. Jednocześnie związkowcy to często osoby, które uczyniły z intratnych posad świetny sposób zarobkowania przy zerowej odpowiedzialności za błędy. Członkowie związków zawodowych tworzą w Polsce silną grupę, mogącą wywierać wpływ na kształt prawa. Zgodnie z ustawą o związkach zawodowych biorą one udział w opiniowaniu rządowych projektów. Opinię na temat konkretnego projektu związki przedstawiają właściwym organom administracji, podczas posiedzeń komisji sejmowych, senackich, a także mogą ją podać do wiadomości drogą medialną (w radiu czy telewizji). W ten sposób zdanie związków zawodowych na dany temat wybrzmiewa w opinii publicznej. Należy także pamiętać, że koniec końców to związki zawodowe odpowiadają za organizację większości strajków i w ten sposób również są w stanie wpływać na kształt decyzji politycznych.

Przełomowy dla polskiego górnictwa okazał się dopiero rok 2021. Górnicy musieli ugiąć się pod naporem regulacji unijnych, które zmierzają do ograniczenia emisji CO2. Żeby im sprostać, polski rząd w porozumieniu ze związkami zawodowymi ogłosił program odejścia od węgla i likwidacji kopalni, czego termin ostatecznej realizacji przewidziano na 2049 rok, co i tak jest – na tle niektórych postulatów – bardzo odległe czasowo. Rozmowy zaczęły się we wrześniu 2020 r. po górniczych podziemnych protestach, gdy ogłoszony został projekt Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r., z którego wynikało, że do 2040 r. z 70 proc. udziału węgla w miksie energetycznym zostanie tylko 11 proc. To również rok ogłoszenia przez UE planu neutralności klimatycznej Wspólnoty do 2050 r. Oznacza to, że kraje członkowskie będą musiały neutralizować całą emisję gazów cieplarnianych.

Jak w 2021 r. wydawało się, że szczęście odwróciło się od górników i władza zaczęła wymykać im się z rąk, to w 2022 r. wydarzyło się coś, co znów sprawiło, że stali się potrzebni, co z kolei dało im nadzieję na odzyskanie wpływów. Rosja zaatakowała Ukrainę i posiadanie złóż węgla kamiennego nabrało strategicznego znaczenia. W dobie kryzysu energetycznego, wywołanego wojną za naszą wschodnią granicą, rządy wielu państw podjęły decyzje o przedłużeniu działania elektrowni węglowych. Sytuacja na Ukrainie doprowadziła do walki o surowiec na rynkach, zaostrzonej przez europejski zakaz importu węgla z Rosji.

W momencie, gdy ciągłość dostaw gazu i ropy została zagrożona, władze w Polsce zdały sobie sprawę, że to właśnie wydobycie węgla kamiennego i brunatnego warunkuje stabilność energetyczną państwa. Wprawdzie polityka unijna zmierzająca do dekarbonizacji została w pełni przyjęta przez polski rząd, jednak w momencie gdy ciągłość importu gazu stanęła pod znakiem zapytania, wzrosło znaczenie utrzymania własnych kopalni, gwarantujących stałe źródło energii dla setek tysięcy gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Od początku konfliktu za naszą wschodnią granicą, mimo śmiałych obietnic klimatycznych i zapowiedzi wielu krajów o powolnym wycofywaniu się z węgla, zapotrzebowanie na ten surowiec w całej Europie systematycznie wzrasta. Przede wszystkim w Polsce, dopóki energia pozostanie wytwarzana w oparciu o istniejące elektrownie i ciepłownie, dopóty węgiel jako nośnik energii będzie potrzebny. Istotne jest, czy węgiel w znacznej ilości będzie pochodził z polskich kopalń, czy też z odległych rejonów świata, powodując uzależnienie gospodarki od czynników zewnętrznych.

Opisana sytuacja skłania do refleksji także na temat aktualnego znaczenia górników jako grupy zawodowej. Trzeba otwarcie przyznać, że żadna partia rządząca nie chce się im narazić, choćby ze względu na nieustanną groźbę strajków i przemarszów przez Warszawę. Co więcej, działanie związków zawodowych powszechnie uważane jest za fundamentalne narzędzie demokracji. Wynika to z najnowszej historii Polski, kiedy to powstanie wolnych i niezależnych związków zawodowych było symbolem przeciwstawienia się komunistycznemu reżimowi. Współcześnie widzimy, że odejście od węgla wcale nie jest tak proste i oczywiste, a stały dopływ alternatywnych źródeł energii zza granicy może z dnia na dzień zostać przerwany jak w przypadku importu surowców z Rosji. Dziś na nowo rozgorywa spór o konieczność budowania niezależności energetycznej, a wygaszanie kopalni węglowych przestaje mieć oczywisty sens. Górnicy, których pozycja słabła wskutek przechodzenia państwa na odnawialne źródła energii, wciąż pozostają grupą trzymającą władzę – władzę wynikającą z wydobycia surowca gwarantującego bezpieczeństwo państwa.

 

Przypisy:

[1] Do tej rozmowy, która przeszła do historii jako początek afery Rywina, doszło w 2002 roku, podczas prac nad wprowadzeniem przepisów ograniczających właścicielom ogólnopolskich czasopism jednoczesnego prowadzenia stacji telewizyjnych.

[2] https://businessinsider.com.pl/finanse/ratowanie-gornictwa-pochlonelo-fortune-szykuje-sie-kolejna-transza/zdr6n03

[3] Do końca XIX w. powstało tam 36 kopalń, a wydobycie węgla kamiennego zwiększyło się z 1 mln ton w 1850 roku do 15 mln ton w 1885 roku. W 1919 roku, w Krakowie utworzono Akademię Górniczą (później przemianowaną na Akademię Górniczo-Hutniczą) co było odpowiedziom władz odrodzonej RP na potrzebę kształcenia wykwalifikowanych kadr do pracy w górnictwie.

[4] Instytut Badań Strukturalnych opracował raport, w którym dogłębnie opisał strukturę zatrudnienia w górnictwie, w latach 2018-2020. Zgodnie z jego treścią zatrudnienie w górnictwie cechuje nadreprezentacja osób w wieku 25-49 lat. W górnictwie w znikomym stopniu występuje zatrudnienie osób poniżej 25 roku życia. Wynika to przede wszystkim z zablokowania możliwości przyjmowania do pracy w tej branży. Niższy udział zatrudnienia osób powyżej 50 roku życia w stosunku do przeciętnego w gospodarce ma swoje uzasadnienie w możliwości przechodzenia górników na wcześniejsze emerytury po 25 latach pracy.

 

Bibliografia:

1) Najbardziej spektakularne górnicze protesty ostatniego ćwierćwiecza, https://forsal.pl/galeria/1002208,najbardziej-spektakularne-gornicze-protesty-ostatniego-cwiercwiecza.html

2) Mirosław Skibski, Karol Osadnik, Magdalena Białas: Górnictwo węgla kamiennego w Polsce w latach 1990–2020

3) Zatrudnienie w górnictwie węgla kamiennego w Zagłębiu Górnośląskim, https://ibs.org.pl/app/uploads/2020/09/IBS_Research_Report_01_2020.pdf

4) Wojna na Ukrainie odczarowała węgiel, https://www.wnp.pl/gornictwo/wojna-na-ukrainie-odczarowala-wegiel,680097.html

Inne wpisy tego autora

AI: Polska (i Unia) strzela sobie w kolano

Branża AI stanowi dla Polski olbrzymią szansę rozwojową ze względu m.in. na bardzo duży zasób świetnie wykształconych programistów. Niestety, Unia Europejska tworzy prawo, które może