Grupy trzymające władzę: nauczyciele

Doceniasz tę treść?

Grupa trzymająca władzę – takiego określenia użył niegdyś znany, polski producent filmowy Lew Rywin podczas rozmowy z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” Adamem Michnikiem. Autor przytoczonych słów miał wówczas na myśli ludzi mediów, biznesu i polityki powiązanych z rządem SLD, którzy jego zdaniem mogli wpłynąć na proces legislacyjny tak, by nie wprowadzać przepisów ograniczających koncentrację własności na rynku medialnym. Określenie „grupy trzymającej władzę”[1] na dobre zagościło w polskim słowniku politycznym.

Grup, które miał na myśli słynny producent, jest wiele, a o ich sprawczości decydują m.in. liczebność, zdolność do zrzeszania, kapitał oraz powiązania z polityką. Wywierają wpływ na decyzje rządzących, realizując w ten sposób swoje partykularne interesy. Niestety bardzo często działania „grup trzymających władzę” paraliżują funkcjonowanie państwa, powodując korupcję i tym samym uniemożliwiając reformy systemowe. Współczesna historia Polski zna wiele przykładów, gdy ideowi politycy, kierujący się wizją dokonania zmian w kraju, zderzali się z brutalną rzeczywistością, w której podjęte reformy były torpedowane przez „grupy trzymające władzę”. W niniejszym artykule przyjrzymy się grupie zawodowej, wokół której atmosfera polityczna od dekad była i pozostaje napięta – nauczycielom. U podłoża myślenia o szkolnictwie leży zakorzenione w zbiorowej mentalności Polaków przekonanie, że oświata powinna być narzędziem zmiany społecznej oraz przedmiotem centralnego planowania. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ten sposób myślenia opiera się na zasadach sprzed 200 lat. Pod koniec XIX wieku na terenach Polski wcielonych do Prus rozwijało się publiczne szkolnictwo, oparte na posłuszeństwie i oddaniu władzy. W tym systemie nauczyciel nie był wyłącznie pedagogiem, ale przede wszystkim urzędnikiem kształtującym umysły młodych ludzi na użytek aparatu państwa. Doniosła rola nauczyciela zapewniała mu liczne przywileje, w tym niepopularne w tamtych czasach prawo do emerytury. Współcześnie dominuje pogląd, że powszechna edukacja stanowi jeden z fundamentów funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. W tym systemie nauczyciel to – tak jak lekarz, policjant, czy sędzia – zawód zaufania publicznego, co oznacza, że wykonywanie tej profesji wiąże się z realizacją zadań ważnych z perspektywy państwa. Przekonani o doniosłej roli społecznej swojego zawodu nauczyciele od lat są kością w gardle władzy i torpedują reformy systemowe, które pozbawiłyby ich uprzywilejowanej pozycji. Murem za nimi stoją związki zawodowe, a Karta Nauczyciela niczym pole siłowe roztacza barierę oddzielającą ich od mechanizmów wolnego rynku. Zbiorowe działania nauczycieli w połączeniu z brakiem odpowiednich reakcji ze strony władzy są przeważnie szkodliwe. Powodują, że polski system edukacji jest odporny na reformy i wciąż do złudzenia przypomina ten z XIX-wiecznych Prus. Najwyższy czas przyjrzeć się filarom, na których twardo opiera się pozycja zawodu nauczyciela w Polsce.

Pierwszy z nich stanowi oczywiście liczebność. Nie jest tajemnicą, że we współczesnym społeczeństwie, w którym podstawowa edukacja jest obowiązkowa, nauczyciele stanowią jedną z najliczniejszych grup zawodowych. Główny Urząd Statystyczny podaje, że w roku szkolnym 2022/2023 w Polsce zatrudnionych było aż 512,1 tys. pedagogów. Ponad połowa nauczycieli (271 tys.) pracowała w szkołach podstawowych, zaledwie 50 tys. znalazło zatrudnienie w liceach ogólnokształcących, a niewiele więcej w technikach (52 tys.). Od lat zdecydowaną większość tej grupy zawodowej stanowią kobiety. W 2023 roku było ich przeszło 80 proc. To oczywiste, że duża liczba przedstawicieli danego zawodu przekłada się na jej duże możliwości manifestacyjne. O tym, że nauczyciele stanowią silną i zmobilizowaną grupę zawodową przekonaliśmy się kilkukrotnie w historii współczesnej Polski.

Pierwsze ogólnopolskie protesty branży pedagogicznej odbyły się w 1993 roku. Na początku lat 90. państwo polskie znajdowało się w głębokim kryzysie gospodarczym, wynikającym ze zmian społecznych następujących po upadku komunizmu. Pracowników państwowej oświaty dotknęły cięcia budżetowe i brak waloryzacji wynagrodzeń. Nauczyciele wysłali do rządu pierwsze sygnały ostrzegawcze w formie protestów już w 1992 roku. Domagano się m.in. wypłaty trzynastych pensji i zwiększenia wynagrodzenia. W kwietniu 1993 roku, nieusatysfakcjonowane propozycjami rządu związki zawodowe ogłosiły tzw. strajk ostrzegawczy. Protesty miały miejsce w całym kraju, ale ze zróżnicowaną siłą w zależności od regionu. Wiele szkół po prostu zamknięto, a w części gmin nauczyciele okupowali placówki oświaty, czynnie domagając się realizacji postulatów. Według związkowców nawet 70 proc. szkół państwowych zostało w różny sposób wyłączone z działania. Z tego powodu w znacznej części województw nie przeprowadzono planowo matur. Poszkodowani zostali uczniowie, a w oczach opinii publicznej znacząco ucierpiał wizerunek rządu, który nie potrafił zabezpieczyć interesu najmłodszych obywateli. Oburzenie zaistniałą sytuacją było tak duże, że pod koniec maja 1993 roku sejm przegłosował wotum nieufności dla rządu Hanny Suchockiej, a prezydent Lech Wałęsa rozwiązał parlament i zarządził przedterminowe wybory. Wprawdzie nauczyciele nie uzyskali podwyżek, o które walczyli, a co więcej nie otrzymali wynagrodzenia za czas strajków, jednak siła demonstracji pokazała rządzącym, że bez poparcia tej grupy zawodowej nie są w stanie skutecznie sprawować władzy.

Nauczyciele współtworzą organizacje związkowe, z których największą jest Związek Nauczycielstwa Polskiego[2]. W kwietniu 2019 roku pod szyldem tej organizacji odbyły się ogólnopolskie protesty wymierzone przeciwko polityce Ministerstwa Edukacji Narodowej. Demonstrujący pod przywództwem prezesa ZNP Sławomira Broniarza domagali się m.in. podwyżek dla nauczycieli, zwiększenia wydatków z budżetu państwa na oświatę oraz dymisji stojącej na czele MEN minister Anny Zalewskiej. Strajk nauczycieli okazał się największym protestem tego środowiska od 1993 roku i zaangażował przeszło 80 proc. ówczesnych pracowników oświaty. Powagi sytuacji dodał fakt, iż akcja protestacyjna przypadła na okres egzaminów państwowych: ósmoklasisty i gimnazjalnych.[3] Ze względu na wysoką liczbę strajkujących, uczniom groziło, że zaliczenia się nie odbędą, tak jak na początku lat 90., gdyż nie będzie miał kto ich przeprowadzić. Na szczęście dzięki dobrej współpracy rodziców i wolontariuszy egzaminy odbyły się zgodnie z planem. Protesty nauczycieli przyniosły im wymierne korzyści w postaci m.in. wprowadzenia dodatkowego świadczenia dla nauczycieli-stażystów w wysokości 1000 zł, a także zmuszenia rządu do dokonania zmian w ustawie budżetowej, uwzględniających zwiększenie finansowania oświaty. Przez przeszło dwa tygodnie tysiące szkół w Polsce zostało sparaliżowanych z powodu strajku. Był to ostatni tak duży protest środowiska pedagogicznego.

Jednym z głównych filarów podtrzymujących pozycję nauczycieli jest Ustawa z 1982 roku zwana Kartą Nauczyciela. Z perspektywy obywatela Karta Nauczyciela nie tylko nie podnosi efektów nauczania, ale co gorsze w poważny sposób zaburza konkurencję na rynku pracy. Tymczasem nauczyciele bronią jej niczym niepodległości, ponieważ to ona nadaje im podstawowe przywileje. Ustawa już na samym wstępie definiuje, że ze względu na doniosłą rolę oświaty w procesie wychowania nauczycielom przysługują określone przywileje m.in. urlopy dla poratowania zdrowia, ograniczenie czasu pracy do 40 godzin tygodniowo, liczne dodatki do wynagrodzeń, a także możliwość przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Ten w gruncie rzeczy archaiczny akt prawny, w żaden sposób nie odpowiada prawom rynkowym. Dobry pedagog nauczający z pasją, nie zarobi o wiele więcej niż jego kolega po fachu, który nie będzie przykładał się do pracy. W warunkach państwowego etatyzmu o przyznaniu danej grupie zawodowej benefitów nie decyduje rola społeczna określonego zawodu, a to która grupa potrafi silniej i skuteczniej wywierać presję na rząd. W razie propozycji wprowadzenia jakichkolwiek niekorzystnych zmian w Karcie Nauczyciela, ZNP ma świadomość, że może zagrać argumentem siły. Wszelkie propozycje dotyczące zmiany umierają w zarodku.

Określony przez Kartę Nauczyciela system stopni zawodowych składa się ze szczebli, których pokonywanie daje niewielki wzrost wynagrodzenia, a zarazem nie ma żadnego związku z faktycznymi kompetencjami, więc nie daje żadnej motywacji do samorozwoju. Nauczyciele chętnie odchodzą z pracy na rzecz korporacji, gdzie mogą zarobić większe pieniądze i wejść na ścieżkę szybszego rozwoju. Karta Nauczyciela dawno temu zabetonowała system, sprawiając, że w szkołach pozostają głównie dydaktycy, którym coraz bliżej do emerytury, albo co gorsza niemający realnych kompetencji, aby znaleźć zatrudnienie gdzie indziej. Poparcie rodziców dla strajków nauczycieli wynika ze świadomości, że problemy instytucjonalne szkoły to przede wszystkim problemy uczniów. Rodzice popierają podwyżki dla nauczycieli, nawet jeśli nie przepadają za konkretnym nauczycielem, szkołą czy całym systemem edukacji. Podświadomie zdają sobie sprawę, że przecież ktoś musi wykształcić ich dzieci. Wychodzą z założenia, że edukacją powinni zajmować się dobrze opłaceni specjaliści i boją się ich odejścia ze szkoły na rzecz innej, lepiej wynagradzanej pracy. Koniec, końców kiedyś sami byli uczniami, a w podświadomości wielu z nich pozostał respekt dla surowego nauczyciela od matematyki, czy nostalgia wobec ulubionego wychowawcy. Gdy dochodzi do sporu na linii nauczyciele–władza, rodzice bardzo często stają po stronie tych pierwszych. Potwierdza to wysokie poparcie ok. połowy rodziców dla protestów organizowanych przez ZNP w 2019 roku[4]. W sytuacji, gdy pojawiło się zagrożenie wobec przebiegu egzaminów, rodzice jako pierwsi naciskali na rząd, by czym prędzej rozwiązał spór i wypracował porozumienie z nauczycielami. Wsparcie ze strony dużej części polskiego społeczeństwa stanowi dla nauczycieli dodatkowe paliwo w sporach z władzą, podatną na nastroje wyborców.

Zasadniczy problem umacniający roszczeniową pozycję nauczycieli leży tak naprawdę w podejściu etatystycznej władzy do uprawiania polityki. Rządzący tkwią w letargu, nie potrafiąc uświadomić sobie, że nauczyciele pozostaną „grupą trzymającą władzę” dopóty, dopóki państwo nie zdecyduje się podjąć konkretnych kroków przywracających oświacie właściwe priorytety. Wszelkie działania państwa, zmierzające do poprawy sytuacji nauczycieli, muszą mieć na względzie przede wszystkim zapewnienie nowoczesnego i skutecznego procesu edukacji ich podopiecznych. Celem nadrzędnym jest kształcenie przyszłych pokoleń, a dopiero w dalszej kolejności realizacja żądań odpowiedzialnej za to grupy zawodowej. Obecnie dzieci i ich rodzice są zakładnikami nauczycieli, którzy pod groźbą organizacji strajków i uniemożliwiania nauki uczniom realizują partykularne interesy swojej grupy. Chronieni archaicznym prawem w postaci Karty Nauczyciela, nie podlegają zdrowym mechanizmom rynkowym, weryfikującym ich kompetencje. Zmiana stanu rzeczy wymaga zdecydowanych, systemowych rozwiązań ze strony władzy. Konieczne działanie to rezygnacja z centralnego zarządzania edukacją przez MEN, a co za tym idzie również likwidacja Karty Nauczyciela. Ważne, aby dokonać zmiany finansowania oświaty poprzez zwiększenie roli samorządów i wprowadzenie bonu oświatowego. Za tym pojęciem kryje się pakiet środków przyznawany rodzicom na edukację. W dyskusjach i publikacjach na temat szkolnictwa to coraz częściej przywoływane rozwiązanie, które pozwala przywrócić kontrolę rodziców nad programem i sposobem nauczania dzieci.[5]  Tylko wdrażając powyższe reformy, rząd będzie w stanie pozbawić nauczycieli, a tak naprawdę stojące za nimi organizacje związkowe, narzędzi do wywierania nacisku na działania państwa.

 

Bibliografia:

https://samorzad.pap.pl/kategoria/edukacja/mamy-ponad-512-tys-nauczycieli-ponad-82-proc-z-nich-kobiety

https://www.gazetaprawna.pl/tagi/protest-nauczycieli

https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2019/K_054_19.PDF

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/strajk-nauczycieli-1993-jak-wygladal-protest-26-lat-temu/ezgbwp7

 

Przypisy:

[1] Do tej rozmowy, która przeszła do historii jako początek afery Rywina, doszło w 2002 roku, podczas prac nad wprowadzeniem przepisów ograniczających właścicielom ogólnopolskich czasopism jednoczesnego prowadzenia stacji telewizyjnych.

[2] Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP), czyli związek zawodowy pracowników oświaty, należący do Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Od 1998 roku urząd Prezesa ZNP pełni Sławomir Broniarz.

[3] Strajk nauczycieli odbywał się w dniach 8–27 kwietnia 2019 roku. W międzyczasie odbyły się egzaminy państwowe: 10–12 kwietnia (egzamin gimnazjalny) i 15–17 kwietnia (egzamin ósmoklasisty). Ponieważ większość kadry pedagogicznej w szkołach brała udział w protestach, egzaminy zostały przeprowadzone dzięki zaangażowaniu osób innych niż nauczyciele, w tym rodziców, księży i samorządowców.

[4] Jak wynika z danych CBOS-u, w 2019 roku aż 50 proc. rodziców wyraziło poparcie dla strajkujących nauczycieli, a sprzeciw zaledwie jedna trzecia z nich (34 proc.).

[5] Więcej rekomendacji Warsaw Enterprise Institute dotyczących naprawy systemu edukacji w Polsce została szeroko opisana w publikacji pt. „Agenda Polska: Szkoła dla życia”.

Inne wpisy tego autora

Startujemy z nowym projektem podcastowym!

Startujemy z nowym projektem podcastowym!

Wolność w Remoncie łączy siły z Radiem Wnet, Igorem Janke, Krzysztofem Wojczalem i Wojciechem Sirykiem! QUALITY CONTENT to zbiór aspiracyjnych i z górnej półki kanałów

O przyszłości gotówki w naszym kraju zdecydują Polacy

W związku z postępem technologicznym, globalna rewolucja finansowa premiuje płatności bezgotówkowe. Ograniczanie fizycznej gotówki w obiegu gospodarczym jest niestety regulacyjnie wspierane przez polityków. Eksperci, którzy