Wyspa piękna, jak… wojna

Doceniasz tę treść?

Wybory Tajwanu

To nie Ukraina, ale Tajwan jest miejscem, gdzie mogłaby wybuchnąć trzecia wojna światowa, gdyby sprawy poszły źle. Dlatego każde znaczące wydarzenie polityczne na wyspie powinno być śledzone z uwagą również u nas, przybliża ono bowiem lub oddala potencjalny konflikt, którego skutki odczuje cały świat, także Polska. Takim wydarzeniem są wybory prezydenckie, w których walczą nie tyle różne programy polityczne, ale sprzeczne, strategiczne wizje przyszłości. W konsekwencji, także naszej.

Zbiorowa psyche Tajwanu jest rozciągnięta pomiędzy niepodległością wyspy a inkorporacją – pokojową lub zbrojną – do komunistycznych Chin. Pragnienia pchają Tajwańczyków ku suwerenności, realizm zaś ku koegzystencji z Pekinem. Niestety, coraz trudniej iść drogą środka. Chiny nie pozostawiają złudzeń – wchłonięcie wyspy stało się ich celem strategicznym. Nie chcą już koegzystencji, żądają kapitulacji, co znacznie zawęża pole manewru Tajwańczyków.

W przemówieniu noworocznym dyktator Chin Xi Jinping mówił o nieuchronności zjednoczenia Chin z Tajwanem, rok temu wspomniał ledwie, że oba organizmy polityczne są jedną rodziną. To duża różnica zamykająca drogę do dalszej koegzystencji. Z kolei prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen powiedziała w swoim przemówieniu na Nowy Rok, iż relacje z Chinami zostaną zdefiniowane przez życzenie ludności wyspy.[1] Nie da się pogodzić tych dwóch stanowisk.

Portugalczycy nazwali Tajwan Ilha Formosa (piękna wyspa), stąd jej poprzednia nazwa – Formoza. Piękno jest dziś wystawione na wielkie niebezpieczeństwo, a wraz z nim cały świat. Niemal prorocza intuicja kierowała polskimi wojskowymi, kiedy stworzyli specjalny, morski oddział komandosów i nazwali go właśnie Formoza. Piękna… wojna?

 

Wojna: jedna, czy dwie?

Przywódca komunistycznych Chin Xi Jinping wydał rozkaz, aby Chińska Armia Ludowa osiągnęła gotowość do podbicia Tajwanu do 2027 r. Mamy zatem dolną granicę przedziału czasowego potencjalnej inwazji, górna to 2049 rok, czyli setna rocznica powstania Chińskiej Republiki Ludowej – do tego czasu, w myśl partyjnej doktryny, Tajwan musi się stać częścią Chin.

Przyjmijmy dla potrzeb tego tekstu najgorszy możliwy scenariusz, taki mianowicie, że za kilka lat Chiny rzeczywiście spełniają swoją groźbę i atakują Tajwan, angażując w konsekwencji siły USA na Pacyfiku; w tym samym czasie Rosja, wzmocniona wojną na Ukrainie kończy modernizację sił zbrojnych i uderza na państwa bałtyckie lub/i Polskę. Taki synchroniczny atak mógłby być efektem świadomej współpracy, ale też wykorzystania przez Moskwę nadarzającej się okazji. Pekin nie ustala swoich celów strategicznych z Kremlem, traktując go raczej jako wasala niż partnera [2], wątpliwe, aby uczynił to w przypadku inwazji na Tajwan, drugie założenie wydaje się zatem bardziej prawdopodobne.

Moskwę może skłonić do takiego kroku rzetelna ocena zdolności Stanów Zjednoczonych do stoczenia wojny światowej. Przed dekadami, za prezydentury Johna F. Kennedy’ego Ameryka przyjęła „doktrynę dwóch wojen”, w jej myśl siły zbrojne muszą być gotowe to stoczenia dwóch dużych wojen jednocześnie. Początkowo były to nawet dwie i pół wojny, czyli dwa duże konflikty i jeden mniejszy na raz. Planiści mieli wówczas na myśli starcia z ZSRS, Chinami i Kubą. Doktryna ewoluowała w miarę słabnięcia możliwości USA i wzrostu możliwości adwersarzy. Podczas kadencji George’a Busha juniora chodziło nadal o dwie wojny, ale tylko w jednej Amerykanie powinny odnieść zdecydowane zwycięstwo. Obecnie jest jeszcze gorzej, Stany Zjednoczone mogą stoczyć tylko jedną wojnę z silnym przeciwnikiem, a doktryna została pogrzebana w latach 2000. [3]

Duży konflikt na dwóch odległych teatrach przerasta amerykańskie możliwości, Waszyngton musiałby więc dokonać wyboru, gdzie koncentruje wysiłki. Padłby on na Tajwan, ponieważ Pacyfik to strefa bezpośredniego bezpieczeństwa Ameryki, jej bufor, Europa Środkowo-Wschodnia zaś nim nie jest.

Tym bardziej że Ameryka musiałaby na Pacyfiku ponieść lwią część wysiłku wojennego, jej sojusznicy (Japonia, Korea, Filipiny, Australia) udostępniliby zapewne swoje terytorium do prowadzenia wojny, ewentualnie zaangażowali floty i siły rakietowe, co i tak miałoby kapitalne znaczenie, ale nie wysłaliby oddziałów na front. Korea nie ma nawet zdolności militarnych do wsparcia Tajwanu, Japonia zaś jest w tej sprawie mocno wstrzemięźliwa. Jak zauważają obserwatorzy rozbudowa japońskich sił zbrojnych ma wyraźnie na celu obronę wysp, a nie ekspedycje zamorskie.[4] Oznacza to potrzebę zaangażowania praktycznie całego potencjału Ameryki; na Europę Środkowo-Wschodnią nie starczyłoby już sił i środków. W przyjętym przez nas pesymistycznym scenariuszu musiałaby się ona bronić przed Moskwą sama ledwie z niewielką pomocą amerykańską i może europejską. To silny asumpt do przemyślenia polskich wysiłków obronnych.

Tajwan ma się czego obawiać, wydatki Pekinu na obronę sięgają 225 miliardów dolarów rocznie, do 2030 r. będzie on dysponował tysiącem głowic nuklearnych. Chiny rozwijają nowe technologie wojskowe – broń naddźwiękową, sztuczną inteligencję, roboty bojowe, samoloty o niskiej wykrywalności. [5] Mają już teraz największą flotę wojenną na świecie pod względem liczby okrętów oraz tonażu; prześcignęły Stany Zjednoczone w 2020 r. W 2030 r. będą posiadały 450 okrętów wojennych, a Ameryka około 300. [6] Mimo tych wysiłków nadal są jednak w tyle za Stanami Zjednoczonymi; chińskie siły zbrojne nie mają doświadczenia, szwankuje działanie i planowanie wielodomenowe, dowodzenie, ich sprzęt ma gorsze parametry od amerykańskiego. To gwarancja chińskiej wstrzemięźliwości na teraz, jednak za kilka lat może być już inaczej.

Nie chodzi tu zresztą tylko o Tajwan, wyspa jest jednym z pierwszych kroków w wielkim projekcie budowy na powrót państwa – cywilizacji o globalnych wpływach. Nie bez przyczyny książka brytyjskiego naukowca i dziennikarza Martina Jacques’a sprzed dekady „When China Rules the World” przewidująca chińską dominację na ziemi, jest dzisiaj w Chinach hitem. [7]

Już teraz na Pacyfiku pozostało niewiele bezpiecznych miejsc, gdzie siły amerykańskie mogą stacjonować bez ryzyka chińskiego ataku rakietowego lub lotniczego. W zasięgu znalazły się nie tylko Tajwan, Okinawa, japońska Honsiu z główną bazą Floty Pacyfiku w Yokosuka, ale także Singapur, bazy na Filipinach, bazy w Darwin w Australii i na wyspie Guam oraz (już na terytorium USA) Joint Base Elmendorf – Richardson pod Anchorage na Alasce. Na razie tylko bazy na Hawajach są bezpieczne. [8]

Mimo wielkiego chińskiego wysiłku zbrojeniowego Tajwan nie jest jednak wcale na beznadziejnej pozycji, jeśli chodzi o ewentualne starcie militarne. Jego siły zbrojne liczą 169 tys. żołnierzy, ale w rezerwie jest już 1,6 miliona, Chiny mają wprawdzie armię licząca ponad 2 mln ludzi, ale rezerwy tylko 500 tys. [9] Stany Zjednoczone zaczęły intensywnie zaopatrywać Tajwan w broń, szczególnie rakiety AGM-84 Harpoon, AGM-88B HARM, AIM-120 AMRAAM, and AIM-9X Sidewinder wielce skuteczne w potencjalnym odparciu floty inwazyjnej i lotnictwa wroga.

Gry wojenne oparte na wielokrotnych symulacjach różnych wariantów konfliktu pokazują, że Chiny – mimo swojej przewagi – mogą wojnę o Tajwan przegrać, kluczem są rozbudowywane właśnie zdolności Ameryki, Japonii i Australii do rażenia na duże odległości. Atak na Tajwan pociągnąłby za sobą celne uderzenia odwetowe na same Chiny, co uczyniło dla nich wojnę bardzo kosztowną. [10]

To pocieszające, także dla Polski, nie eliminuje jednak ryzyka symultanicznego ataku Moskwy na nas. W obliczu koncentracji uwagi strategicznej USA na Pacyfiku, Rosja mogłaby, przynajmniej początkowo, radzić sobie znacznie lepiej niż Chiny na Tajwanie i spustoszyć Polskę.

 

Wybory z dreszczykiem

Główne siły polityczne Tajwanu, które zmierzą się w wyborach 13 stycznia 2024 r., nie są wyłącznie emanacją różnych postaw i poglądów na sprawy obyczajowe, gospodarcze, aksjologiczne, jak na zachodzie, choć i te czynniki odgrywają wielką rolę, a niekiedy wręcz wysuwają się na plan pierwszy. Osią podziału jest coś znacznie poważniejszego – strategia przetrwania wobec chińskiego zagrożenia.

Tajwańczycy boją się wojny, ale nie jest to odczucie dominujące. Jak pokazują badania Fundacji Badania Opinii Publicznej na pytanie czy Chiny zaatakują, zdecydowanie pozytywnie odpowiada tylko 7 proc. badanych, 21 proc., uważa, że może tak się stać, ale 40 proc. mówi, iż raczej wojny nie będzie, zaś 23,7 proc., że nie będzie. W sumie zatem prawie 64 proc, nie bardzo wierzy w inwazję. [11] Nawet jednak ta większość ma poczucie niebezpieczeństwa, alternatywą wobec wojny nie jest wszak trwanie wolnego Tajwanu, ale przejęcie go przez Chiny pokojowo.

A to już duży dyskomfort, biorąc pod uwagę tajwańskie poczucie tożsamości. Coraz mniej w nim bowiem „chińskości”, a konsekwentnie coraz więcej „tajwańskości”. Badania Narodowego Uniwersytetu Chengchi z grudnia 2020 r. pokazują, że tożsamość tajwańską wybrało 64,3 proc. badanych, chińską – 2,6 proc., obie naraz – 29,9 proc. Im młodsi respondenci, tym tożsamość tajwańska silniejsza. Chengchi bada tożsamość Tajwańczyków na bieżąco. Według danych z czerwca 2023 roku tożsamość czysto tajwańską deklaruje 62,8 procent respondentów, podwójną – 30,8 procent, wyłącznie chińską – 2,5 procent. [12] Z obejmujących ostatnie cztery dekady wykresów widać, że drobne skoki na diagramie są statystycznie nieistotne, trend ku tajwańskości jest trwały i, jak się wydaje, nieodwracalny. [13]

Wszelka aktywność polityczna na Tajwanie zawiera się między dwoma biegunami. Pierwszy wyraża stan prawny wyspy, jego obrońcą jest Partia Narodowa, czyli Kuomintang. Tajwan pozostaje Republiką Chińską, której terytorium – zgodnie z konstytucją – rozciąga się na całe Chiny, a stolicą państwa jest Nankin na kontynencie. Kuomintang jest otwarty na szeroką współpracę gospodarczą z Chinami kontynentalnymi, a nawet wydaje się ewentualnie akceptować formułę „jedno państwo, dwa systemy”, alergicznie reaguje za to na pomysły ogłoszenia niepodległości. W wyborach prezydenckich kandydatem nacjonalistów jest Hou Yu-ih.

Drugi biegun to stan ducha Tajwańczyków, a ten prze ku niezależności i coraz mniej czuje związki z Chinami kontynentalnymi. Jego wyrazicielem jest Demokratyczna Partia Postępowa, która optuje za maksymalnym uniezależnieniem się od Pekinu, idealnie w formie niepodległości. Rządy postępowców nie ogłaszały i zapewne nie ogłoszą jednak suwerenności, ponieważ Pekin zapowiedział w takim wypadku otwartą interwencję zbrojną w obronie „swojego terytorium”. Kandydatem postępowców w wyborach jest obecny wiceprezydent Lai Ching-te.

Nie sposób zauważyć, że taka rozpiętość konceptów wygląda na strategiczną pułapkę. Wyciągnął z niej wnioski nowy aktor na scenie politycznej, czyli trzeci kandydat w wyborach Ko Wen-je, były burmistrz Tajpej, założyciel i lider Tajwańskiej Partii Ludowej. Twierdzi on, że konkurencyjne wizje tajwańskiej przyszłości nie mają szans na realizację. Niepodległość jest niemożliwa, bo nie pozwolą na nią Chiny, inkorporacja Tajwanu do Chin także się nie wydarzy, ponieważ nie pozwoli na nią Ameryka. Nie ma co zajmować się konceptami, które są niemożliwe do realizacji, pozostaje zatem swoista trzecia droga, czyli stan faktyczny – ani suwerenne państwo, ani prowincja Chin. [14] Ko proponuje w zamian skupienie się na rozwoju ekonomicznym kraju.

Ludowcy wolą w ogóle nie poruszać sprawy tożsamości oraz wizji przyszłości i utrzymywać z Pekinem dobre relacje, słowem minimalizować ryzyko inwazji poprzez kooperację. Widać w tym stanowisku większą elastyczność niż w przypadku Kuomintangu, co ma znaczenie, wziąwszy pod uwagę, że od 1992 r. stanowisko Pekinu zmieniło się. Xi Jinping nie mówi już o jednych Chinach i wielu interpretacjach, ale jednych Chinach i dwóch systemach, a to wielka różnica, która zapowiada inkorporację, jak udowodnił Hongkong – stał się częścią Chin, mając inny system polityczny, lecz jego autonomia została złamana, a swobody obywatelskie zlikwidowane. Taki sam los spotkałby Tajwan, gdyby zgodził się na formułę „jedne Chiny, dwa systemy”. Kuomintang nie znalazł odpowiedzi na ten dylemat. Ludowcy zaproponowali elastyczną formułę, „dwie strony cieśniny (tajwańskiej), jedna rodzina”.

W sumie trzech z czterech kandydatów w wyborach prezydenckich (Hou Yu-ih z Kuomintangu, Ko Wen-je z Tajwańskiej Partii Ludowej i Terry Gou, niezależny) opowiadało się za polepszeniem relacji z Pekinem, co nie znaczy, że zaakceptowaliby inkorporacje. Kuomintang nie może rozstać się z ideą jednych Chin, ludowcy są pragmatyczni, ale najciekawszym przypadkiem jest kandydat niezależny Terry Gou, założyciel potężnej firmy elektronicznej Foxconn, która ma znaczące interesy w Chinach kontynentalnych. Stał się on wyrazicielem poglądów znaczącej części przemysłowców tajwańskich, Pekin jest im potrzebny do biznesowego sukcesu, wszelkie napięcia na linii Tajpej–Pekin szkodzą im, a wojna byłaby dla nich katastrofą. Gdyby Gou został prezydentem, byłby w sposób naturalny podatny na naciski z Pekinu, które mogły grozić mu nawet konfiskatą zasobów Foxconn na kontynencie. [15]

Nie zostanie, ponieważ tygodnie przed wyborami oczyściły pole walki. Nie powiodły się rozmowy między partiami pro-chińskimi Kuomintangiem i ludowcami o połączeniu wysiłków, w listopadzie zaś Gou zrezygnował. W efekcie obu tych wydarzeń nastąpił wzrost notowań Kuomintangu, choć liderem rankingów jest kandydat postępowców. [16]

 

Ciężar historii

Strategiczne rozdarcie między dwoma biegunami ma źródła w historii. Tajwan znajdował się przez wieki w orbicie wpływów chińskich, choć zanim został włączony w XVII wieku do Państwa Środka przez cesarzy z dynastii mandżurskiej, był kolonią holenderską. Zamieszkiwali go głównie Hoklo, migranci z prowincji Fujian mówiący językiem Hokkien nazywanym dziś niekiedy tajwańskim. Inna grupa to Hakka, bodaj najbardziej swoisty odłam ludności Han, także mająca odrębny język. Obie te nacje nałożyły się na rdzennych aborygenów – ludność austronezyjską. Administracja mandżurska niewiele mieszała w tej strukturze etnicznej, jej nadzór był bardzo płytki.

Zmiany nadeszły dopiero po wojnie chińsko-japońskiej pod koniec XIX wieku, która zaowocowała oddaniem Tajwanu Japonii. Razem z archipelagiem Riukiu stał się on podstawą morskiego imperium Nipponu. Na wyspie rozpoczął się proces japonizacji ludności, czemu towarzyszył także rozwój cywilizacyjny. Pojawiły się szkoły, szpitale, bite drogi, książki, prasa, telegraf, nowoczesna opieka zdrowotna. Przeciętni Hoklo i Hakka z Tajwanu, w dużo mniejszym stopniu także aborygeni, nauczyli się czytać i pisać po japońsku, nie po chińsku. W tym właśnie języku poznawali dorobek cywilizacyjny świata, a jeśli mieli większe ambicje, jeździli na studia do Japonii. Podczas drugiej wojny światowej dziesiątki tysięcy Tajwańczyków służyły w armii cesarskiej i walczyły na wszystkich frontach Pacyfiku.

Po wojnie Tajwan znalazł się pod aliancką okupacją, która trwała formalnie do 1952 r., kiedy został przekazany Republice Chińskiej. Faktycznie jednak po klęsce Japonii wyspa próbowała rządzić się samodzielnie, ale została ostatecznie podporządkowana Kuomintangowi. Punktem krytycznym była masakra elit tajwańskich wychowanych w czasach japońskich dokonana przez przybyszów z kontynentu 28 lutego 1947 roku po fali protestów. Zginęło wtedy w brutalnych egzekucjach kilka tysięcy ludzi. To bardzo ważna data dla tożsamości tajwańskiej. Wojsko i władze chińskie z punktu widzenia prawa międzynarodowego były wówczas na Tajwanie siłami okupacyjnymi.

Kropkę nad „i” postawił Czang Kaj-szek, kiedy w 1949 r. pobity przez komunistów wycofał resztkę swoich sił na Tajwan, gdzie chroniła go flota USA. Kuomintang stał się niepodzielnym panem wyspy. Była to partyjna dyktatura, która prześladowała każdy przejaw tajwańskości pod pozorem walki z komunizmem, zakazano na przykład publicznego używania języka Hokkien.

Długie lata Chang i jego otoczenie żyło nadzieją na odbicie Chin kontynentalnych. Na próżno. Kiedy na początku lat 70. Stany Zjednoczone, a za nimi Narody Zjednoczone, uznały reżim w Pekinie za jedynego reprezentanta Chin na arenie międzynarodowej, wszelka nadzieja zgasła. Ale pozostało złudzenie, czyli struktura prawna państwa. Formalnie Tajwan nadal jest drugim rządem chińskim pretendującym do reprezentacji całych Chin.

Kuomintang pozostaje całą duszą kontynentalny, postępowcy to wyspiarze w pełnym słowa tego znaczeniu. Siła ta jest zdecydowanie tajwańska i nie ma żadnych ambicji uczestniczenia w życiu politycznym całych Chin. Trudno w ogóle nazwać ją chińską, pozostaje tajwańska zarówno, jeśli chodzi o system wartości, jak i pochodzenie jej kierownictwa oraz zwolenników. Partia wyłoniła się z ruchu zmian zawiązanego po zniesieniu stanu wojennego w 1987 r., z demokratyczną agendą opartą na prawach człowieka, ale też uhonorowaniem tożsamości wyspiarskiej, skupiając nie tyle przeciwników Kuomintangu, ile zwolenników zupełnie innego systemu wartości.

 

Rosja nie śpi

Wybory tajwańskie są kolejnym ruchem suwaka na linii niepodległość – inkorporacja. Wybór leży pomiędzy wojną, jeśli wahadło wychyli się zbyt ku niepodległości lub pokojowe wchłonięcie, zapewne powolne, ale konsekwentne, jeśli wygra strach lub zwykłe wygodnictwo, czyli lęk przed spadkiem poziomu życia.

Dla Tajwanu optymalne wyjście to stopniowe odcinanie więzów ekonomicznych z kontynentem bez ogłaszania niepodległości tak, aby nawet ewentualna wojna handlowa nie była dla wyspy wyniszczająca. Taka wstrzemięźliwość nie zmieni jednak nastawienia Pekinu, który oczekuje kapitulacji.

Zwykle przy wyborze: wolność versus poziom życia wygrywa poziom życia. Niekiedy jednak bywa odwrotnie, co może zdarzyć się także na Tajwanie. Przybliży się wówczas ryzyko wybuchu wojny na Pacyfiku. Czy rosyjski reżim nie wykorzysta tej okazji, aby zmienić układ sił w Europie? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Strategicznym szaleństwem byłoby jednak niebranie takiej ewentualności pod uwagę.

 

Przypisy:

[1] Taiwan and China will surely reunified, BBC, 1.01.2024.

[2] Por. Andrzej Talaga, Rosja – Chiny, uległość zwana sojuszem, Warsaw Enterprise Institute, 10/08/2023.

[3] Por. Why we need to move beyond the Two War doctrine, Foreign Policy, 6.01.2012.

[4] Por. Alastair Gale, Would Allies fight with U.S. for Taiwan? Japan is Wary, The New York Times, July 15, 2023.

[5] How scary is China, The Economist, November 11th 2023

[6] Of battleship and displacement, The Economist, May 13th 2023.

[7] Martin Jacques, When China Rules the World, 2009.

[8] Transcript: China’s Coercive Missile Strategy and the US response, Hudson Institute, Jan 18. 2022.

[9] The Military Balance 2023, IISS.

[10] The battle in the Next War: Wargaming a Chinese Invasion of Taiwan, Centre for Strategic Studies, January 2023.

[11] Por. Taiwanese Public Opinion Foundation, October 2021.

[12] Changes in the Tajwanese/Chinese identity of Taiwanese as tracked in surveys by the Electoral Study Centre, National Chengchu University, 23.07.2023.

[13] Ibidem.

[14] Can the opposition unite?, The Economist, October 28th 2023.

[15] Por. Foxconn in the chicken coop, The Economist September 2nd 2023.

[16] Lai Ching-te, kandydat DPP miał 37,3 proc. poparcia, a kandydat Kuomintangu Hou Yu-ih – 33,4 proc., za: Taiwan presidential race tightens in final weeks, polls show, Nikkei Asia, December 22, 2023.

Inne wpisy tego autora

Posłuchaj Ukraino nauk z Wietnamu

Amerykanie mają talent i rozmach w robieniu biznesu, kiedy jednak chodzi o generujące gargantuiczne koszty interwencje zagraniczne, wykazują się beztroską; przez lata hojnie łożą na

Faszystowska orda, czyli czym jest Rosja

Badacze i komentatorzy nie mogą uzgodnić, czym właściwie jest dzisiejsza Rosja, jaki panuje w niej ustój, jaki system władzy. Tymczasem od dobrego opisu rosyjskiego systemu

Pacyficzny trójkąt nadziei

Azja w przebudowie   Japonia, Korea Południowa i Tajwan to ostoje wolności i oazy dobrobytu Azji Wschodniej. Zagrożenie ze strony komunistycznych Chin czyni je naturalnymi