W poszukiwaniu konkurencyjności: czy mikro i małe firmy są jeszcze w stanie przetrwać?

Doceniasz tę treść?

  • Całkowite zlikwidowanie szarej strefy w niektórych szczególnie podatnych na nią branżach (np. remontowa), mogłoby oznaczać wzrost cen realizacji takich usług w szybkim czasie nawet o 20 proc., a prawdopodobnie nawet i dużo więcej.  
  • Wiele firm egzystuje dzięki legalnym optymalizacjom podatkowym. Doskonałym przykładem są umowy cywilno-prawne w gastronomii. Sama oszczędność z tytułu składek na rzecz ZUS oraz zaliczek na podatek dochodowy może sięgać nawet ok. 860 zł miesięcznie na jednej osobie. W przypadku trzech kelnerek, całkowita suma oszczędności może osiągnąć 2,6 tys. zł miesięcznie. Czyli nawet 32 proc. dochodów takiego lokalu.
  • Największym mitem powtarzanym przez różnego rodzaju ekonomistów oraz polityków jest ten, że niewielki przedsiębiorca musi się skalować i przechodzić z mikroprzedsiębiorstwa do małego, z małego do średniego, a ze średniego do dużego. Stosowany jest w tym przypadku jednak jeden podstawowy błąd poznawczy – nie każdy ma ambicje na bycie multimilionerem, tylko chciałby móc normalnie pracować.
  • Czas nisko marżowych tradycyjnych biznesów dobiega końca i nie ma od tego faktu odwrotu. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku wysokomarżowych działalności, które bazują na sile własnych mięśni (np. branża remontowa, dekarska itp.) lub intelektu (tworzenie szablonów AI, doradztwo podatkowe, konsultacje ESG).
  • Polska przestała być tanim krajem w Unii Europejskiej, w której budowaliśmy swoją konkurencyjność poprzez niższe koszty pracy, energii, a także innych czynników mających wpływ na finalną cenę towaru lub usługi.

 

Niewielu komentatorów gospodarczych rozumie, jak bardzo nietrwałe są fundamenty funkcjonowania mikro i małych przedsiębiorstw. Trudno znaleźć także odpowiedni model ekonomiczny, który wskazałby chociaż z niewielką dokładnością wpływ konkretnej regulacji na przetrwanie takich podmiotów. Opieranie się jedynie na oficjalnych statystykach, bez rozumienia złożoności problemu, jest pozbawione sensu. Powielane są mity bez racjonalnego uzasadnienia. Jednym z największych z nich jest powoływanie się na liczbę nowoutworzonych jednoosobowych działalności gospodarczych. Stanowią one w ostatnich latach sprytny sposób na optymalizację podatkową dla osób pracujących na kierowniczych lub lepiej płatnych stanowiskach. Wtedy jako przedsiębiorstwo rozumiemy lekarza, prawnika, czy nawet ratownika medycznego na kontrakcie w szpitalu. Bazując na oficjalnych danych, nierealnym jest oddzielenie realnie funkcjonujących przedsiębiorstw od tych, które są optymalizacją podatkową związaną z zatrudnieniem. Sam ten fakt stanowi wierzchołek góry lodowej, bo tak naprawdę nikt nie wie, jakie prawdziwe dochody ma mikro i mały przedsiębiorca w Polsce. Nikt nie wie, jakie są realne fundamenty dla takiego biznesu i jaką ma on realną wyporność finansową. Wszystko to podlane jest rosnącą szarą strefą, a także spadającą rentownością najmniejszych podmiotów. Niektóre przedsiębiorstwa utrzymywane są z przyzwyczajenia, starości i braku sukcesorów. Niegdyś oczka w głowie, dziś kula u nogi z nadzieją na rychłą emeryturę. Spadająca konkurencyjność polskiego mikro i małego biznesu jest postępującym faktem. Nie za bardzo też widać szansę na poprawę tego stanu rzeczy. W niniejszym artykule postaramy się odnaleźć odpowiedź na pytanie, czy mikro i małe firmy w Polsce są w stanie być jeszcze konkurencyjne i jak trwałe mają fundamenty.

 

Na granicy rentowności

Niewiele jest opracowań pokazujących realne zarobki mikro oraz małych przedsiębiorców. Podobnie jest również w kwestii rentowności. Pewien pogląd sytuacji mogą pokazać dane z Głównego Urzędu Statystycznego, który wskazuje, że średnia rentowność przedsiębiorstw w Polsce oscyluje w granicach 5 proc.[1] Uwzględnia ono jednak każdy podmiot gospodarczy, niezależnie od wielkości, z wyłączeniem mikroprzedsiębiorstw. Oznacza to spadek w ujęciu rocznym o 0,6 proc. W przypadku mikroprzedsiębiorstw wskaźnik rentowności brutto wynosi 16 proc.[2] Jednakże nie do końca można się nim sugerować, bo działając na niewielkiej skali, nie jest trudno o wyższą rentowność, ale niewielkie dochody. Ponadto nie wiadomo, jak wielki udział w badaniu miały osoby, które wykonują swoją pracę na podstawie umowy B2B.

Bardzo ciekawe dane dotyczące rentowności zaprezentował Polski Instytut Ekonomiczny, w którym na podstawie danych ankietowych stwierdzono, że 66 proc. firm boryka się ze spadkiem marż[3]. Pomimo tego, że 74 proc. przedsiębiorstw podniosło swoje ceny.

Niewielki przedsiębiorca w Polsce ma odbiór podobny do multimilionerów, którzy latają prywatnym odrzutowcem na Malediwy. Wyznacznikiem luksusu jest drogi samochód w leasingu i wakacje raz w roku w Tajlandii. Większy szacunek społeczny budzi menedżer w dużej firmie niż mikroprzedsiębiorca, który stał się wytłumaczeniem wszelkich nieszczęść gospodarczych w ostatnich latach. Czas nisko marżowych mikro oraz małych firm powoli dobiega końca, ponieważ coraz częściej porównywalne wynagrodzenie można otrzymać w pracy etatowej.

Znaczna część biznesów otworzonych w latach dziewięćdziesiątych oraz na początku dwutysięcznych wynikała z biedy i braku wyboru. Dziś te osoby są w wieku przedemerytalnym lub zbliżonym i wyczekują dnia przejścia na emeryturę. Swoje firmy trzymają z przyzwyczajenia, bo trudno im jest mieć inną perspektywę. Jeżeli właściciel niewielkiej restauracji w małym mieście powiatowym osiągał dochody w 2015 roku na poziomie ok. 8 tys. zł miesięcznie przy minimalnym wynagrodzeniu 1750 zł brutto, to prowadzenie takiego lokalu miało swoje racjonalne uzasadnienie.

Jednakże od tamtego okresu minęło wiele czasu. Jeżeli realne dochody takiej restauracji się nie zwiększyły i jej właściciel nadal zarabia 8 tys. zł miesięcznie, a minimalne wynagrodzenie wynosi 4242 zł brutto miesięcznie – wtedy ma to wątpliwy sens ekonomiczny. Należy zauważyć, że skumulowana inflacja za ten okres oscyluje w granicach 50 proc.[4] Innymi słowy, taka osoba zarabia dwukrotnie mniej, niż miało to miejsce wiele lat temu. Gdybyśmy uwzględnili płacone składki na rzecz ZUS za swoich pracowników, ich zwolnienia chorobowe oraz płatne urlopy, oraz czas pracy, taki przedsiębiorca odkryje z przerażeniem, że zarabia porównywalnie do swoich pracowników. W takim przypadku, jaki sens ma utrzymywanie tego typu lokalu i ponoszenie ryzyka finansowego? Przed takim dylematem staną dziesiątki tysięcy firm w Polsce.

W nisko marżowych oraz nisko dochodowych przedsiębiorstwach każdy detal ma ogromne znaczenie. Doskonałym przykładem legalnej i powszechnie stosowanej optymalizacji jest zatrudnianie osób ze statusem ucznia lub studenta poniżej 26. roku na podstawie umów cywilnoprawnych. Sama oszczędność z tytułu składek na rzecz ZUS oraz zaliczek na podatek dochodowy może sięgać nawet ok. 860 zł miesięcznie na jednej osobie. W przypadku przytoczonej wcześniej restauracji i zatrudnionych w ten sposób np. trzech kelnerek, całkowita suma oszczędności może osiągnąć 2,6 tys. zł miesięcznie. Czyli nawet 32 proc. dochodów takiego lokalu (!). Każdy lokal ma swoją wyporność i ograniczoną możliwość podnoszenia cen, więc wyrównanie w ten sposób kosztów nie należy do najprostszych zadań. Proszę sobie teraz wyobrazić, co się stanie z całą branżą gastronomiczną w przypadku, gdyby Unia Europejska zakazała stosowania umów zlecenie, nad czym trwają obecnie prace[5]. Nieposiadanie odpowiedniej skali objawiającej się liczbą lokali, a także rozbudowaną logistyką, uniemożliwi prowadzenie lokali usługowych oraz gastronomicznych przy zachowaniu konkurencyjności cenowej. Prowadząc w ten sposób bezpośrednio do powstania albo bardzo drogich miejsc, albo odpowiednio zeskalowanych wcześniej z mniejszymi cenami. Pokazuje to, jak kruche potrafią być fundamenty mikro i małego biznesu w Polsce.

 

„Bez faktury będzie taniej”

Szara strefa w 2019 roku wynosiła 17,2 proc. PKB[6], natomiast w chwili obecnej może to być nawet 19,6 proc. PKB[7]. W ujęciu liczbowym całkowita jej wartość szacowana jest na ok. 746 mld zł. Innymi słowy, mniej więcej tyle pieniędzy pozbawionych jest ewidencji w postaci faktur i paragonów. Sama skala tego zjawiska może być jeszcze większa. Najbardziej widoczne jest to w budownictwie, gdzie co piąta osoba prowadzi działalność nierejestrowaną[8]. Niewiele mniej osób działa w ten sposób w sektorze rolnym oraz ogrodniczym. Należy jednak zaznaczyć, że jest to działalność pozbawiona jakiegokolwiek podmiotu prawnego, a nie uwzględnia w ogóle rachunków o zaniżonej wartości i podobnych działań. Wgłębiając się bardziej w branżę remontową, doszlibyśmy do wniosku, że w znacznej mierze jej rentowność bierze się z „optymalizacji” podatkowych. Inaczej trudno by było odszukać chętnych do wykonywania tego typu prac, a sama wartość remontu musiałaby osiągnąć dużo wyższą cenę dla odbiorcy końcowego. Nie bez przyczyny w tej branży nie ma dużych, międzynarodowych podmiotów, a istnieją pojedyncze mikrofirmy, które w ten sposób odnajdują się na rynku. Najlepiej w tym przypadku posłużyć się przykładem liczbowym.

Model zakłada trzyosobową ekipę remontową, która za nieskomplikowany remont trwający miesiąc postanowiła zainkasować 30 tys. zł. Przedsiębiorca prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i rozlicza się na podstawie podatku liniowego, a jego dwóch pracowników otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 5 tys. zł netto miesięcznie. Wariant pierwszy zakłada wypłatę części wynagrodzenia pracowników „pod stołem” oraz ewidencję dochodów, natomiast drugi uwzględnia całkowitą szarą strefę.

opracowanie własne

Oczywiście jest to bardzo uproszczone wyliczenie, które nie uwzględnia pozostałych kosztów związanych z realizacją zlecenia, a także możliwości odliczenia podatku od towarów i usług. Zmiennych jest zdecydowanie więcej. Powyższa tabela stanowi jedynie podstawowy pogląd sytuacji. Pokazując różnicę funkcjonowania w szarej strefie, na granicy (choć również nielegalnej), a także w pełni legalnego działania. Oczywiście obydwa warianty optymalizacji są nielegalne, ale stanowią często stosowaną praktykę. W pełni legalnie działający przedsiębiorca w powyższym przypadku może liczyć na wynagrodzenie niewiele wyższe od swoich pracowników. Jednakże odróżnia go od nich podjęcie ryzyka finansowego, odpowiedzialność za poprawnie zrealizowane zlecenie oraz potencjalne reklamacje.

Okazuje się, że w pełni legalne działanie mogłoby mu zagwarantować dochód porównywalny z zarobkami kierowcy wózka widłowego, gdyby realizował zlecenie na podstawie umowy B2B, a nie umowy o pracę. Obsługa wózka widłowego niesie za sobą mniejsze ryzyko zdrowotne niż przebywanie w kurzu, pyle i pół dnia w pozycji klęczącej. Zwiększenie klina podatkowego wpłynęłoby na większą szarą strefę, a ściślejsza kontrola takich podmiotów doprowadziłaby do wzrostu cen oraz jeszcze większego niedoboru ekip remontowych niż ma to miejsce obecnie. Sam wzrost cen realizacji tego typu usług przekraczałby 20 proc., a prawdopodobnie nawet i więcej.

 

Skalowanie i niewolnik we własnej firmie

Średnie dochody właściciela mikroprzedsiębiorstwa w Polsce oscylują w granicach 126 tys. zł rocznie (bez uwzględnienia składki zdrowotnej oraz podatku dochodowego), co daje sumę w wysokości 10,5 tys. zł miesięcznie. Natomiast po opodatkowaniu będzie ona wynosiła ok. 8 tys. zł miesięcznie[9]. Należy jednak zaznaczyć, że nie wiadomo, ile z tych osób jest rzeczywistymi przedsiębiorcami, a ile z nich prowadzi działalności gospodarcze w celu optymalizacji podatkowej. Mimo wszystko, nawet jeżeli wyniki są niemiarodajne (zawyżone), to pokazują rzeczywistą skalę wśród mikroprzedsiębiorstw. W przypadku małych firm może być zdecydowanie lepiej, ale ich właścicielom daleko jest do bycia milionerami, a realna wysokość dochodów może oscylować w granicach wynagrodzenia pracownika wyższego szczebla w korporacji.

Największym mitem powtarzanym przez różnego rodzaju ekonomistów oraz polityków jest ten, że przedsiębiorca musi się skalować i przechodzić z mikroprzedsiębiorstwa do małego, z małego do średniego, a ze średniego do dużego. Stosowany jest w tym przypadku jednak jeden podstawowy błąd poznawczy – nie każdy ma ambicje na bycie multimilionerem, tylko chciałby móc normalnie pracować. Utrudniając funkcjonowanie najmniejszym podmiotom poprzez rozrost pętli regulacyjnej, a także podatkowej, doprowadzimy do sytuacji, że po prostu ich właściciele zrezygnują z dalszego kopania się z koniem.

Czas nisko marżowych tradycyjnych biznesów dobiega końca i nie ma od tego faktu odwrotu. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku wysokomarżowych działalności, które bazują na sile własnych mięśni (np. branża remontowa, dekarska itp.) lub intelektu (tworzenie szablonów AI, doradztwo podatkowe, konsultacje ESG), gdzie skalowanie staje się łatwiejsze niż tradycyjnego sklepu z odzieżą używaną w Wąchocku. Problematyka dotyczy również małych firm. Jeżeli właściciel małej firmy logistycznej zarabia 30 tys. zł miesięcznie, a zatrudnienie przez niego nowego handlowca oznacza wydatek rzędu 15 tys. zł miesięcznie (wynagrodzenie, składki ZUS, samochód służbowy itp.), to zasadne pozostaje pytanie, czy to wszystko ma sens.

Dlaczego właściciel takiej firmy ma się skalować, skoro przez jakiś czas będzie zarabiał podobne pieniądze do swojego handlowca i jeszcze nie ma pewności, czy ta inwestycja kiedykolwiek mu się zwróci? Na tym etapie ugrzęzły dziesiątki tysięcy przedsiębiorców w Polsce. Oliwy do ognia dolewa rynek pracownika oraz fatalnie wyglądająca demografia. Prawdopodobnie wielu przespało swój moment, kiedy mogło działać na większej skali. Dziś może być już za późno, mimowolnie stają się oni niewolnikami we własnej firmie, która bez ich pracy nie ma racji bytu, a sami nie mają środków na osiągniecie wzrostu i zatrudnienie nowych osób. Nasuwa się wtedy utwór Budki Suflera pt. „Sen o Dolinie” i jego fragment: „Późno, późno, późno jest. Sam wiem, że zbyt późno jest. By zaczynać wszystko znów”.

 

Spadająca konkurencyjność cenowa

Polska przestała być tanim krajem w Unii Europejskiej, w której budowaliśmy swoją konkurencyjność poprzez niższe koszty pracy, energii, a także innych czynników mających wpływ na finalną cenę towaru lub usługi. Tegoroczna płaca minimalna w wysokości 4242 zł brutto miesięcznie jest najwyższą płacą minimalną w stosunku do przeciętnego wynagrodzenia w Unii Europejskiej[10]. Ponadto warto zwrócić uwagę na fakt, że płaca minimalna w Polsce jest już wyższa niż ta obowiązująca w niektórych miejscach w Stanach Zjednoczonych[11]. Gdyby ktokolwiek postawił taką hipotezę ponad 10 lat temu, zapewne stałby się obiektem żartów.

Kolejnym znaczącym wyzwaniem jest zapanowanie nad kosztem energii elektrycznej. Polska ma najdroższą energię na rynku spot w całej Unii Europejskiej[12], co znacząco wpływa na pogarszającą się konkurencyjność cenową w energochłonnych branżach. Nie przeszliśmy transformacji energetycznej, aby dostosować się do przemian w Europie, co staje się kosztownym błędem. Sama elektrownia w Bełchatowie płaci 1,2 mln zł na godzinę z tytułu handlu emisjami (ETS) do budżetu Unii Europejskiej. Bez transformacji energetycznej skazujemy nasze przedsiębiorstwa na ogromne problemy. Polska przestaje być tanim krajem do prowadzenia działalności gospodarczej, a największym wyzwaniem będzie sprostanie problemom związanym z demografią i niedoborem osób do pracy. Brak odpowiedniej liczby pracowników będzie jeszcze bardziej trzymał na uwięzi tracącą na konkurencyjności polską gospodarkę.

 

Podsumowanie

Perspektywa prowadzenia tradycyjnego niewielkiego biznesu w Polsce w oparciu o niewielkie marże powoli odchodzi w zapomnienie i ma coraz mniej sensu ekonomicznego. Same fundamenty tego typu działalności nie są trwałe i podatne nawet na drobne zmiany społeczno-gospodarcze. Nierzadko o rentowności danego przedsiębiorstwa decydują detale i optymalizacje podatkowe. Doskonale pokazuje to wskazany w tekście przykład restauracji, której dochody mogą zależeć od zatrudniania osób ze statusem ucznia lub studenta. Oczywiście przykład jest dosyć brutalny, jednak ma dużo wspólnego z otaczającą nas rzeczywistością. Dosyć śmiałą hipotezą jest stwierdzenie, że część mikroprzedsiębiorstw egzystuje dzięki funkcjonowaniu w szarej strefie lub na jej granicy. Zwłaszcza w branży budowlanej, ogrodniczej oraz remontowej. Topniejące różnice pomiędzy zarobkami właścicieli mikroprzedsiębiorstw, a ich pracownikami prowadzą do tego, że coraz więcej sensu zaczyna mieć dla nich praca etatowa niż własny biznes. W chwili obecnej również bardzo trudno jest skalować do odpowiedniej wielkości nawet i małą firmę, gdyż wiąże się to ze znaczącym spadkiem dochodów ich właścicieli. Przez co ich ostatnie lata potrafią przypominać dryfowanie, a nie rozwój ich działalności. Po prostu takie podmioty (niestety) zaczynają mieć coraz mniej sensu ekonomicznego.

 

Przypisy:

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/bilansowe-wyniki-finansowe-przedsiebiorstw-niefinansowych-za-2022-rok,9,22.html

[2] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/dzialalnosc-przedsiebiorstw-o-liczbie-pracujacych-do-9-osob-w-2022-roku,21,11.html

[3] https://pie.net.pl/wp-content/uploads/2023/06/PIE-Raport_Marze_2023.pdf

[4] https://policzmi.pl/inflacje

[5] https://wyborcza.biz/biznes/7,159911,30016494,parlament-europejski-zmieni-zasady-gry-dla-2-5-mln-polakow.html

[6] https://obserwatorgospodarczy.pl/2022/03/31/szara-strefa-znow-rosnie-pod-koniec-roku-moze-wyniesc-nawet-194/

[7] https://www.wnp.pl/finanse/ipag-udzial-szarej-strefy-w-tworzeniu-pkb-w-2023-r-wyniesie-19-6-proc,688482.html

[8] https://polskieradio24.pl/42/273/artykul/3271595,szara-strefa-w-odwrocie-gus-dla-wiekszosci-osob-ma-charakter-pracy-dodatkowej

[9] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/dzialalnosc-przedsiebiorstw-o-liczbie-pracujacych-do-9-osob-w-2022-roku,21,11.html

[10] https://firma.rp.pl/finanse/art38725951-nowa-placa-minimalna-bedzie-najwyzsza-w-unii-europejskiej

[11] https://rynekpracy.pl/wiadomosci/minimalne-wynagrodzenie-w-polsce-wyzsze-niz-w-stanach-zjednoczonych

[12] https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/9287910,polska-ma-najdrozszy-prad-w-europie-na-import-wydamy-3-mld-zl.html

Inne wpisy tego autora

Polska potrzebuje elektrowni atomowej niczym tlenu

Jeszcze kilka miesięcy temu można było z wyrazami politowania pośmiać się z fanatyków poprzedniej władzy, którzy twierdzili, że nowa władza będzie realizować w Polsce politykę

Nie mieszajmy maluchów ze średniakami

W obliczu rosnącej biurokratyzacji prawa i postępującej regulacji rynku przez UE niezbędne jest pojęciowe oddzielenie firm małych od średnich – mówi Cezary Bachański, ekspert rynku